Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Z Przytyka na Madagaskar

Jarosław Kapsa

W 1936 r powołany przez Ministra Spraw Zagranicznych Józefa Becka w Departamencie Konsularnym zespół kierowany przez Wiktora Tomira Drymmera przeanalizował tony różnorodnych materiałów, przygotowując memoriał w sprawie rozwiązania problemu żydowskiego w Polsce. Wnioskiem podstawowym było: rozwiązaniem jest masowa, kilkusettysięczna emigracja polskich Żydów.

W październiku 1936 r. na polecenie Becka dyplomacja polska przedstawiła sprawę na Zgromadzeniu Ligi Narodów, domagając się zwiększenia możliwości emigracji żydowskiej do Palestyny, a także konieczności znalezienia innych terenów dla przyjęcia masowej emigracji. Palestyna, była terytorium nadzorowanym przez Ligę Narodów, w jej imieniu mandat zarządzania otrzymała Wielka Brytania. W 1937 r mieszkało tam ok 400 tys Żydów, w tym ok. 40% z terenów Rzeczpospolitej; był to wynik emigracji syjonistycznej. Trwające w Palestynie od lat 20-tych walki arabsko-żydowskie powodowały, że władze brytyjskie blokowały napływ dalszych emigrantów z Polski. Z tych powodów działania MSZ i współpracującego z nim II Oddziału Sztabu Generalnego WP (wywiadu) pobiegły dwutorowo. Z jednej strony udzielano pomocy w nielegalnej emigracji Żydów do Palestyny, w tym także szkolono bojowników, zaopatrywano ich w broń; z drugiej – intensywnie poszukiwano innych terenów dla potencjalnych emigrantów. Tak pojawiła się kwestia Madagaskaru. Rozmowy w sprawie pozyskania francuskiej kolonii prowadził w Paryżu ambasador Łukasiewicz. Wysłana została specjalna ekspedycja kierowana przez adiutanta Piłsudskiego mjr Mieczysława Lepeckiego (w jej składzie był także Leon Alter, dyrektor towarzystwa opieki nad emigrantami żydowskimi „Jaes” oraz Solomon Dyk, osadnik z kibucu palestyńskiego). Ostatecznie rozmowy o Madagaskarze skończyły się, gdy rząd francuski zażądał za wyspę sum „bajońskich”.

Powiew egzotyki, legenda Beniowskiego, pióro Arkadego Fiedlera, ponad realia nagłośniły sprawę afrykańskiej wyspy. Była to, w ogólnej polityce „pro-emigracyjnej” sprawa marginalna. Priorytet miała pomoc w emigracji do Palestyny, w tym także wojskowa pomoc w walce o państwo żydowskie. W tym zakresie władze bezpośrednio współpracowały z organizacjami syjonistycznymi, przekonały także do poparcia idei emigracyjnej rabina warszawskiego, prof. Mojżesza Schorra. Powstał Komitet Emigracyjno-Kolonialny pod przewodnictwem rabina Schorra, z udziałem cieszących się dużym autorytetem osób dr. H. Rozmarina, M. Friede, K. Sachsa; współdziałała z Komitetem syjonistyczna Agencja Żydowska z posłami I. Grübaumem i A. Hartglasem.

Byłoby jednak ryzykownym z tych faktów formułować mit o bezinteresownej pomocy piłsudczyków, wspierających pod hasłem „za naszą i waszą wolność” tworzenie państwa żydowskiego. Madagaskar to przebłysk myślenia kolonizatorskiego, nie dotyczącego tylko ludności żydowskiego; rodzaj powielanego anachronizmu, który raczej osłabiał niż wzmacniał Polskę w okresie poprzedzającym wojnę. Czytamy w broszurze wykładającej oficjalne stanowisko rządzącego Obozu Zjednoczenia Narodowego (powołanego w 1937 r. przez marszałka Rydza-Śmigłego, jednoczącego nurt sanacji piłsudczykowskiej):

Polska musi mieć własne tereny kolonialne, na które mogłaby skierować nieuniknioną falę własnej emigracji. Polska musi mieć własne tereny kolonialne, które stanowiłyby źródło niezbędnych dla rozbudowy przemysłu surowców, a jednocześnie mogłyby być chłonnym rynkiem zbytu dla polskich towarów. Dążenia do własnych terenów kolonialnych nie trzeba jednak utożsamiać z usiłowaniami zdobycia obszarów, na które można by było skierować masy emigrantów żydowskich z Polski. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Obóz Zjednoczenia Narodowego stanął na stanowisku, że jedynym rozwiązaniem zagadnienia żydowskiego w Polsce może być tylko wydatne zmniejszenie liczby Żydów drogą masowej i planowej emigracji. Polska musi uzyskać tereny, na które mogłaby skierować masy żydowskie. W czyich jednak rękach będzie spoczywała władza suwerenna nad tymi terenami nam to jest obojętne. Własne obszary kolonialne potrzebne nam są nie dla rozwiązania sprawy żydowskiej, ale dla uzupełnienia gospodarczego organizmu Polski; potrzebne nam są dla nas samych, dla Polaków, i władza suwerenna nad tymi obszarami musi spoczywać w rękach Polski. /…/ Obecnie, kiedy sprawa nowego podziału terenów kolonialnych, jako jeden z najważniejszych problemów, domagających się szybkiego rozwiązania w imię sprawiedliwości i pokoju — wkracza na tory rozstrząsań i sporów międzynarodowych, Polska zagadnienie własnych obszarów kolonialnych musi postawić przed oczyma świata w formie jasnej i wyraźnej. Stwierdzamy więc, że dotychczasowy podział terenów kolonialnych jest niesprawiedliwy i krzywdzący, dostęp bowiem do olbrzymich bogactw surowcowych i ich użytkowania, oraz ogromne możliwości kolonizacyjne pozostają we władaniu nielicznych tylko narodów, które mają je w nadmiarze, podczas gdy naród polski został w swoich możliwościach życia i rozwoju ograniczony.1

Słowa, pisane w 1939 r., duchem swym przypominają apele Wilhelma II o „miejsce pod słońcem dla Niemców”. Równolegle we innych deklaracjach OZN podważano „ład wersalski”, twierdząc, że porozumienia międzynarodowe mają wartość papieru, uznawano, że tylko z pozycji siły można narzucić respektowanie polskich interesów. Trudno rozstrzygnąć, czy Beck był wykonawcą polityki OZN, czy próbował samodzielnie kreować polską politykę zagraniczną. Niewątpliwie jednak owe deklaracje mocarstwowe nie wzmacniały, ale osłabiały pozycję naszego kraju. Jeśli w naszym mniemaniu liczyć się miał tylko interes narodowy wsparty siłą, a nie formalne porozumienia międzynarodowe, to na jakiej podstawie wierzono w realność brytyjskich gwarancji?

O ile tego typu polityka międzynarodowa budziła wyraźne sprzeciwy opozycji politycznej, zwłaszcza koalicji zwanej Front Morges (chadecja, umiarkowani narodowcy, ludowcy); to „program żydowski” OZN liczyć mógł na wsparcie zarówno elit politycznych jak i większości polskiego społeczeństwa. Pewne ogólniki trzeba powtarzać w nieskończoność: problem żydowski w II Rzeczpospolitej był nieporównywalnie trudniejszym problemem społecznym niż w państwach zachodniej Europy; w Niemczech było ok 1% obywateli pochodzenia żydowskiego, w zdecydowanej większości zasymilowanych; w Polsce ponad 10%, w większość wyróżniających się własnym językiem, obyczajami, pielęgnowaną starannie odrębnością. Nie da się współczesnych norm tolerancji przenosić na okres przedwojenny. Słusznie zauważył Pobóg-Malinowski: „po potwornej zbrodni, dokonanej przez Niemców Hitlera, problem żydowski jest dziś w Polsce straszliwie nieaktualny. Wszystko więc, co tu powiem o Żydach, mieć może charakter wyłącznie historyczny – próba to utrwalenia rzeczy minionych bezpowrotnie2”. Pobóg-Malinowski w swej „Historii politycznej”pozostawił nam obraz większości żydowskiej odrzucającej asymilację.

Sami Żydzi zresztą w swej proletariackiej większości odgradzali się od polskiego otoczenia murem niematerialnym, ale nieprzeniknionym /…/ Masy te za swoją ojczyznę uważały nie Polskę, mimo 700 lat związków z nią, lecz tylko Palestynę; płakały nad nią, tęskniły do niej, marzyły o grobie nad Jordanem, czekały na nowego Mojżesza i Mesjasza...3”. Historyk, którego nie można podejrzewać o endecki antysemityzm, kierował się w swoim opisie subiektywizmem, odzwierciedlającym świadomość myślenia kategoriami państwa narodowego. W zwykłym państwie fakt, że jakiś obywatel modli się o powrót do mitycznej Ziemi Obiecanej, używa w domu rodzimego języka, przestrzega rodzimych obrządków i zwyczajów, nie może stanowić o postrzeganiu go jako osoby nielojalnej wobec państwa, a tym samym jednostki drugiej kategorii.

Deklaracja ideowa OZN, przyjęta w 1937 r. w sprawach mniejszości narodowych zawierała zdania, z którymi w części można się i dziś zgadzać.

Wytyczną naszą w stosunku do mniejszości narodowych jest chęć bratniego współżycia obywatelskiego na tej ziemi, za którą w ciągu wieków przelewaliśmy krew, zakładając ogniska cywilizacji i broniąc ich przed zalewem barbarzyństwa. W historycznych procesach splotły się nasze losy. W nasze współżycie wbijały się kliny interesów obcych dla nas i dla nich.

Po latach wspólnej niedoli znaleźliśmy się znowu w ramach jednej Rzeczypospolitej. Zdajemy sobie sprawę z odrębności, stanowiących różnice między nimi a nami. Uznajemy te odrębności, jak długo nie godzą w interesy państwa i o ile nie są rozmyślnie wyzyskiwane dla wznoszenia między nami muru chińskiego i gruntowania nienawiści. W stosunku do ludności żydowskiej — stanowisko nasze jest następujące: zbyt wysoko cenimy poziom i treść naszego życia kulturalnego, jak również porządek, ład i spokój, bez którego żadne państwo obejść się nie może — abyśmy mogli aprobować akty samowoli i brutalnych odruchów antyżydowskich, uchybiających godności i powadze wielkiego narodu. Zrozumiałym natomiast jest instynkt samoobrony kulturalnej i naturalna jest dążność społeczeństwa polskiego do samodzielności gospodarczej, Tem bardziej jest to zrozumiałe w okresie przez nas przeżywanym w okresie wstrząsów ekonomicznych i finansowych! gdy jedynie głębokie poczucie obywatelskie, ofiarność w stosunku do państwa i bezkompromisowe związanie z państwem swego życia i mienia mogą mu umożliwić wyjście z tych wstrząsów w stanie nieosłabionym.4

Rzecz w tym, że słowa nie tworzą się w próżni. Ten „instynkt samoobrony kulturalnej i naturalna /…/ dążność społeczeństwa polskiego do samodzielności gospodarczej” był przyczyną inkryminowanych burd i awantur. Fakt, że – wbrew powielanym mitom – nie był to jedyny, a nawet dominujący, objaw przemocy społecznej w Polsce lat 30-tych. Były krwawo tłumione strajki i manifestacje rolnicze, były śmiertelne ofiary „rozruchów głodowych”, strajków robotniczych i manifestacji bezrobotnych. Niemniej jednak problem żydowski też wyrażał się w postaci pogromów, w tym symbolicznego wręcz Przytyka. Przydatne jest tu poznanie diagnozy wnikliwego badacza społecznych nastrojów, jakim był Ksawery Pruszyński;

Jest to miasteczko w 90 procentach żydowskie i jest to chyba jedno z najnędzniejszych miasteczek jakie po długich wędrówkach po nędzarskich kresach udało mi się widzieć. W „wojnie przytyckiej”, w pogromie, w „poruchu” który tu się odbył, brały udział dwie strony nędzarskie, dwie nędze dwóch narodów. Ktoś co tu przyjedzie, będzie się dziwił czego szukać mogli chłopi w żydowskim Przytyku, czego zazdrościli ludziom z tych wykrzywionych lepianek. I nie tylko temu będzie się ten ktoś obcy, do dna spraw tych nie znający, dziwił. /../Na początku tego co się tu stało dn. 9 marca, był bojkot gospodarczy, zorganizowany przez chłopów przeciw żydowskiemu miasteczku. Początkiem walki, która skończyła się śmiercią Wieśniaka i trupami Minkowskich, była walka o stragan. Nie o sklep, ale właśnie o stragan. Żydowska ludność żyje z handlu. Arystokracja tego narodu zasiada w wielkich bankach, klasa średnia zasiada w sklepach, proletarjat ma stragan. Stragan rynkowy został zaatakowany przez chłopstwo, przez masę ludzką podnoszącą się ze wsi. Stragan rynkowy po bardzo krótkim czasie został w Przytyku zdobyty. /../ Ale handlarz dla wsi dzisiejszej, to bogacz posiadający u siebie skarb z cukrem, naftą, zapałkami, żelazem. Tylko dla nas, patrzących z góry, ten handełes jest istotnie nędzarzem. Dla chłopa, to człowiek, o którym z lamentem słyszymy w sądzie że zarabia kilkadziesiąt złotych dziennie. Chłop byłby szczęśliwy gdyby zarabiał ich kilkanaście. Ten człowiek w jarmułce żywi się śledziami i kartoflami, ale ten drugi człowiek w kożuchu żywi się tylko kartoflami. Po prostu, element o stopie życiowej niższej nawet od żydowskiego ghetta, ghetto to podważa. /../ Ale Żyd przytycki nie tylko nie zamieni swego małego handelku na nowoczesny sklep w samym Radomiu, nie zamieni warsztatu na zakład, młynu na fabryczkę. On nie tylko nie może pójść wyżej, on w ogóle niema dokąd pójść. Przed wojną był rozwój przemysłu, dziś nowe kominy, dymiące dziesiątkami w Radomiu i „trójkącie bezpieczeństwa”, to dymy fabryk państwowych. Przed wojną była emigracja, dziś jej niema. Organizacje syjonistyczne otworzyły Palestynę Żydom z Niemiec, zamknęły ją niemal przed Żydem z Polski. Jeśli myślicie że po Przytyku Żydzi odejdą, dowiedzcie się że po tem wszystkiem co tu zaszło wyjechała do Palestyny jedna osoba. /…/ Przed wojną i po wojnie tysiące Żydów z Poznańskiego emigrowało w głąb Niemiec. Miraż działał silniej niż widmo. Ale w dzisiejszych warunkach Żydzi przytyccy mogą iść tylko na kirkut. 5/../”

Piłsudczycy tworzący OZN byli ukształtowani w duchu antyendeckim. Ale kierując się tzw. racjami narodowymi stali po stronie biedoty chłopskiej walczącej o stragan z biedotą żydowską. Przed wyborami 1938 r. upowszechniana była broszura „Dlaczego zwalczamy Żydów?”/ OZN Warszawa 1938 r/. Wykład kwestii żydowskiej znajdziemy także w przedwyborczym programie:

Czynnikiem, osłabiającym spoistość państwa są również Żydzi. W Polsce jest za wielka ilość Żydów, abyśmy się mogli z tym stanem pogodzić. Żydzi stanowią odrębny naród, mają swoje własne interesy i nimi się tylko kierują. Żydzi muszą Polskę opuścić. Nie jesteśmy jednak zwolennikami tłuczenia szyb, wyprawiania awantur antyżydowskich i bicia ludzi bezbronnych. Nie pozwala nam na to nasza etyka chrześcijańska. Poważne i skuteczne rozwiązanie sprawy żydowskiej może nastąpić tylko na drodze zmniejszenia liczby Żydów w Polsce. A to zmniejszenie musi się odbywać przez emigrację, przeprowadzoną planowo, konsekwentnie i zgodnie z interesem państwa. Nasze miasta i miasteczka muszą być spolszczone. Przemysł, rzemiosło i handel musi przejść z rąk żydowskich w ręce polskie6

Niewątpliwie słuszne jest potępienia przemocy. Ale wspierany przez OZN bojkot ekonomiczny, polszczenie rzemiosła i handlu, działania odcinające źródła utrzymania mogły i były odbierane przez środowiska żydowskie jako coś gorszego od pogromów. Najboleśniejsze jednak było wyraźnie zawarte w tezach programowych OZN odrzucenie idei asymilacji państwowej Żydów polskich. Obszernie z tym polemizował Leo Belmont pisarz i publicysta, żydowskiego pochodzenia.

Mniej finezyjnie, ale wcale rzeczowo i nie bez soli attyckiej wyraża się „Kurier Poznański”, oglądając rzucony na stół przez OZN atut antysemicki /…/ to naprawdę rozkoszne kwilenie nowonarodzonego antysemity – niemowlęcia, które nieudolnie powtarza zasłyszane słowa i co chwila odkrywa Amerykę”. W rzeczywistości i my w objawieniach OZN i „Gazety Polskiej “ nie widzimy nic nowszego od odkrycia Kolumba — a, kto wie, może i starszej daty,, gdy cesarz Nabuchodonozar wysiedlał gwałtem Żydów z ich ziemi, z tą różnicą, że posiadał dla emigracji wielkie tereny Babilońskie, jakich braknie dzisiejszym wysiedlaczom Żydów /…/ Już pierwszy artykuł rezolucji (tez programowym Rady OZN z 1938 r) brzmi, jak twarde przesunięcie diamentu po szkle, niesamowicie dogmatycznym przeciwstawieniem obierającego za swój cel „siłę i wielkość Polski” narodu, (odwiecznie tubylczego) i roli politycznej w państwie (tubylczej tylko przez krótki czas: 600— 700 lat) „posiadającej odrębne cele, pozapaństwowej grupy ogólno-żydowskiej”/../7

Belmont wskazywał, w swoim charakterystycznym, lekko kpiącym stylu, płytkość analiz OZN za jednakowa społeczność uznające wszystkich Żydów. Jednolitość, jego zdaniem, była tylko następstwem niewoli i dyskryminacji, w warunkach wolności różne są indywidualne wybory. Argumentował, że ma żadnych podstaw by uznawać ogół społeczności żydowskich za nielojalnych obywateli. Trochę złośliwie wypomniał, że do zagłady Polski w XVIII w. nie przyczynili się Żydzi, lecz polska szlachta i magnateria. Obecnie, w latach 30-tych, zagrożenie niemieckie i komunistyczne powoduje, że Żydzi polscy tylko w państwie polskim mogą szukać bezpieczeństwa.

A stanie się jasnym, iż nie było sposobniejszej chwili do przyciągania serc żydowskich (trzy miliony bardzo oddanych państwu obywateli — to nie bagatela!) i wprzężenia ich w gorliwą służbę dla ideału „siły i wielkości Polski“ . A można to było w chwili obecnej pozyskać za cenę dość łatwą — dobrego słowa, dobrego czynu, polegającego na elementarnej ochronie mienia i życia, w epoce ciężkiej, gdy wypada poszukiwać tylu „nieodnalezionych sprawców awantur przeciwżydowskich, a odnalezionym zawieszać wyroki karne, rozumiane przez skazanych — wbrew intencjom sprawiedliwego sądu – jako „pogłaskanie po główce“: wynik zwykłej tępoty prostaków, judzonych przez odnośną prasę i bronionych przez „inteligencję adwokacką z pod „wiadomego znaku” /…/

W rezultacie dogmatycznych rozważań paragrafu I, tryska w paragrafie IV rezolucji, niby wspaniały gejzer, szumiący nutą hakatystyczną „ausrotten “, stosowaną niegdyś przez filozofię pruską do Polaków Poznańskich, wniosek o „idącym jak najdalej poparciu emigracji” mas pozapaństwowych przez czynniki państwowe. Wniosek nie nowy — nie o to chodzi — stosowany przecie nazbyt lekkomyślnie i masowo, jako panaceum, jako maść lecznicza do użycia na zewnątrz, skoro nie wskazuje się wyraźnego adresu, dokąd oczy mają ponieść wiecznego tułacza i nie poucza się, za pomocą jakich środków ujdzie on, po zubożeniu najchętniejszych do podróży i przy ograniczeniach walutowo-dewizowych. /../8

Czy Belmont, zasymilowany Żyd, intelektualista ze starej, pozytywistycznej szkoły, słusznie diagnozował niechęć Żydów do emigracji, a tym samym w jej przymusie dostrzegający rodzaj rugów bismarckowskich? W sensie politycznym społeczność żydowska była podzielona nawet w większym stopniu niż społeczność polska. Syjonizm był tu silny, na tle innych państw europejskich, ale też podzielony na różne odłamy. Poseł na Sejm RP Apolinary Hartglas9, lider syjonistycznej Agencji Żydowskiej pisze o klęsce wyborczej syjonistów w 1938 r w wyborach do rady miejskiej Warszawy, tłumacząc ją przyklejoną przez krytyków z lewicowego „Bundu” łatką oportunistów i „sługusów sanacyjnego rządu”. Głównym beneficjentem pomocy udzielanej przez sanację emigrantom do Palestyny stał się Włodzimierz Żabotyński. Jego ugrupowanie, wzorowane na włoskim faszyzmie, liczyć jednak mogło jedynie na śladowe poparcie w społecznościach sztetli, a nawet spotykało się z czynnie manifestowaną niechęcią żydowskiej ulicy. Być może widok jednolicie umundurowanych, ideowych młodzieńców, ćwiczących z zapałem posługiwanie się bronią, obudził w oficerach OZN-owskich, wspomnienia z własnej, romantycznej młodości. Podobnie, przez taki sentyment, twórca OZN płk. Adam Koc z sentymentem traktował Piaseckiego i jego Falangę. Ideowość budzić może sympatię, ale obserwowane fakty społeczne nie pozostawiają wątpliwości; ruch syjonistyczny był marzeniem młodzieży emancypującej się z atmosfery sztetla i Nalewek, większość żydowska chciała by było jak jest i nie wyobrażała sobie porzucenia miejsc, gdzie żyło się od pokoleń. Polska była ich ojczyzną, Palestyna jedynie religijnym mitem lub romantycznym marzeniem.

Wcześniej Polacy stali przed podobnym wyborem, w Wielkopolsce, w czasach Bismarcka. Wtedy także im mówiono: jesteście na niemieckiej ziemi, więc albo stańcie się Niemcami, albo wynoście się na emigracje. Kto jak kto, ale to Polacy powinni zatem wiedzieć, że tego typu przymusowa asymilacja narodowa jest nie tylko niesprawiedliwa i nieskuteczna, ale niszczy i osłabia państwo.

Na wulkanie żyje żydostwo polskie od lat kilkudziesięciu. Nie potrzebujemy was więcej, możecie sobie pójść z Panem Bogiem! – ten sens tkwi we wszystkich owych „naukowych” rozważaniach, publicystycznych dygresjach, bojkotowych apelach i – last not least – mniej lub więcej dotkliwych ekscesach, które są właściwie wstydliwym surogatem dawniejszych środków „rozwiązania” kwestji żydowskiej. /…/ Wypędzić nas nie można. A żyć z nami w harmonji, uznawszy w nas ludzi i naród z prawem do bytu – jeszcze się nie umie. I stąd chaos, trudności, konflikty. /../ Ten chaos, te trudności, te konflikty nie są jednak czemś specyficznem dla stosunków polsko-żydowskich. Panują one na całym świecie, we współżyciu wszystkich narodów między sobą i wszystkich ludzi między sobą. Kwestja społeczna i polityka międzynarodowa zaostrzają się coraz groźniej. Wielki poeta indyjski, Rabindranath Tagore powiedział niedawno, iż prawdziwem źródłem wojny było to, że ludzie żyć ze sobą nie umieją, i że wojny dopóty toczyć się będą, dopóki człowiek nie nauczy się żyć z człowiekiem jak z bratem. Świat wyszedł z zawiasów, a my Żydzi najbardziej cierpimy na wszelkich przewrotach, tarciach i rewolucjach, jako czynnik najsłabszego oporu i kozioł ofiarny wszystkiego zła i nieszczęścia. Tak tedy jest problem żydowski wogóle, a polsko-żydowski w szczególności problemem o ogólnoludzkiem znaczeniu i sensie oraz częścią dzisiejszego kryzysu światowego. Cierpi cała ludzkość, a my z nią i wśród niej – najbardziej. Oby z tych cierpień zrodził się rychło Nowy Człowiek i Świat Nowy!10

– pisał łódzki syjonista w czasach tworzenia się II Rzeczpospolitej. Słowa jego mają zadziwiającą aktualność także dziś, gdy problem żydowski w Polsce rozwiązany został przez Niemcy Hitlera w straszliwy sposób. Słowa jego są aktualne, nie tylko w stosunku do Polski, ale przede wszystkim innych krajów, w tym Izraela, jeśli tylko chcą się uczyć na naszych, tragicznych doświadczeniach. Nie można, ani przymusem emigracji, ani w żaden inny sposób, usuwać ludzi z miejsca, które uważają za swoją Ojczyznę, nawet gdy my uważamy to miejsce za bardziej naszą Ojczyznę. Trzeba uczyć się wspólnie żyć, wspólnie tworzyć własne państwo, dbać by to państwo skutecznie broniło wszystkich.

PS. Uprzedzając polemiki. Jako skromny publicysta mam prawo i uprawiam własną, prywatną politykę historyczną; niezależną od urzędów, ambasad a nawet redakcji na ul. Czerskiej. Staram się rozumieć nawet te racje z którymi się nie zgadzam, nie mam zamiaru deprecjonować ani Narodu, ani jego wybitnych reprezentantów. Po prostu chciałbym byśmy ucząc się na błędach potrafili budować przyszłość lepszą dla wszystkich.

1 Polska żąda kolonii Wyd OZN Warszawa 1939 r s 11 i 14

2 Władysław Pobóg-Malinowski „Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945” Tom drugi 1919-1939. Londyn 1956; przys na s 614. Informacje o planach kolonizacji Madagaskaru także za Pobogiem-Malinowskim.

3J.w. s. 616

4. Deklaracja ideowo-polityczna Obozu tworzonego przez pułkownika Adama Koca. Warszawa 1937 s 13

5. Ksawery Pruszyński „ Przytyk i stragan” Wiadomości Literackie z 12.07.1936 r Rok 13 nr 32(662)

6. Budujemy potęgę Polski. / broszura przed wyborami/ OZN Warszawa 1938 s 11-12

7. Leo Belmont „Kwestia żydowska. Deklaracja OZON i komentarze” Warszawa 1938 r s 10

8 j.w s 16 i 20

9 Apolinary Hartglas „Na pograniczu dwóch światów”. Warszawa 1996 s 263

10. Dr. Wilhelm Berkelhammer. „Istota problemu polsko-żydowskiego”Tel-Aviv .Łódź, luty 1921 r. Rok 3, Zeszyt II.

Reklamy

One comment on “Z Przytyka na Madagaskar

  1. Mariusz
    20 kwietnia 2019

    NIe można na sprawę patrzeć przez pryzmat czasów nam współczesnych, w latach 30-tych stawaliśmy jako państwo wobec zagrożeń i nieoczekiwanych zwrotów. Ludność żydowska w Niemczech – ta pochodząca z tzw. Kresów, sprzed 1918 roku, postanowiła znaleźć w Polsce azyl przed nazizmem. Bardzo dobrze polskie dylematy opisuje W. Skóra, Żydzi polscy w Niemczech, jako element polityki zagranicznej II RP w latach 1929–1939, [w:] Polska między Wschodem a Zachodem, t. 2: W kręgu polityki zagranicznej, red. A. Szczepańska, H. Walczak i A. Wątroba, Toruń 2008.
    Godna polecenia jest też książka W. Drymmera „W służbie Polsce”, Warszawa 1998 – Drymmer był w tym czasie szefem pionu konsularnego i opisuje przed jakimi problemami po 1934 roku stały polskie służby dyplomatyczne w odniesieniu do polskich obywateli narodowości żydowskiej, którzy w naszym kraju gwałtownie zaczęli szukać schronienia.
    Co do Madagaskaru polecam: M. Lepecki, Madagaskar – kraj, ludzie, kolonizacja, Warszawa 1938; oraz A. Fiedler, Jutro na Madagaskar, Warszawa 1939.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Information

This entry was posted on 22 marca 2019 by in Historia, Narodowość, Patriotyzm and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: