Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Apostata w zaplątaniu

Jarosław Kapsa

Ivan Franko

Dedykowane Mariuszowi, Maszkiewiczowi w uzupełnieniu jego eseju (https://fundacjawip.wordpress.com/2019/01/08/wojna-o-tozsamosc/)

Gdyby Pan Bóg miał coś wspólnego z tworzeniem narodów wówczas łatwiej nam byłoby budować historyczne teorie. Ale nie ma tak łatwo: narody tworzyły się jak magma zastygająca po erupcji wulkanu społecznej aktywności; na dawne formy nakładały się nowe, przez to nowe przebijało się stare. Identyfikacja narodowa to podwójna forma subiektywizmu: jesteś Polakiem, bo uważasz się za Polaka; oraz/lub: jesteś Polakiem bo Ciebie za Polaka uważają. Identyfikacja niezbędna, utrwalająca bezpieczny, oswojony, przytulny, pierwotny porządek świata; dzielący ludzkość na „swoich” i „obcych”.

I

Jest rzeczą trudną, a nawet niemożliwą, ustalenie, kiedy między Sanem a Zbruczem, w ten podział „swój-obcy” wpisał się konflikt polsko-ukraiński. Jest to rzecz trudna, zwłaszcza,, że chodzi nie o konflikt takich czy innych elit społecznych, z wiadomych sobie powodów określających siebie jako Polacy lub Rusini (Ukraińcy); naród z definicji to zbiór szerszy, choć niewątpliwie przez elity kształtowany. A skoro rzeczą trudną jest ustalenie początków narodowej samoidentyfikacji, tym bardzie złudne jest operowanie stereotypami. Ukrainiec-Kozak-Hajdamaka to obraz namalowany dopiero w XX wieku.

W wieku XIX na zachód od Sanu żyli Mazurzy. Mazur nie dorówna Krakowiakowi co do energii; zwolna i melancholijnie łazi koło roboty, odrzuca upornie wszelkie ulepszenie w starym trybie gospodarki, i jest pełnym nieufności względem dworu, urzędu, a nawet plebanii. Osławił się w smutnej pamięci roku 1846, kiedy to, jak wiadomo, chłopstwo rzuciło się na szlachtę. Dopiero na granicy ruskiej ludności, w okolicy Jarosławia, lud staje się urodziwszym i zdatniejszym do cywilizacyi, odznaczając się między innemi czystą polszczyzną, bez jakichkolwiek prowincyonalizmów, tylko że wymowa jest śpiewna, z ruska1” Na wschód od Sanu występowali Ruśniacy: „Ruśniak jest szczególniejszym typem; wysmukły a słabo zbudowany, niemal zawsze czarnooki i czarnowłosy, ma ruchy powolne, a w całem swem zachowaniu melancholijny, unika zetknięcia z polską ludnością i skryty dla niej, pędzi bez skarg i swe życie biedacze na jałowej roli2”. Dalej zaś Podolacy: „Chłop podolski, zestawiony ze swym bratem od granicy, z Ruśniakiem, powinienby tedy okazywać błogie skutki dobrobytu w ubiorze i trybie życia. Ależ bynajmniej! Dobrobyt zrobił go tylko tem niedbalszym, leniwszym i nieprzystępnieszym dla cywilizacyi. Nie brak mu wcale zdolności: owszem, ma on zdrowy rozsądek i wrażliwość na głębsze myśli i uczucia nieraz zdumiewającą; przeważa jednak w nim żywioł zachowawczy, podniesiony aż do jakiegoś fatalizmu, co sprawia, że może chodzić bez końca śladami swych ojców z gapiowatą jakąś flegmą. Jest zresztą serdeczny, lubi muzykę i śpiew ludowy, ożywiający melodyjnie rozległe jego niwy; jest też gościnnym i litościwym: a jednak myśl jego nie sięga poza chwilę obecną,w latach urodzajnych nie oszczędzi nic na czarną godzinę często powracającej posuchy i nieurodzaju; nieszczęsna karczma pochłonie jego dostatek, to też w złych latach pomrukuje o głodzie i chłodzie tak samo, jak ów zachodni pobratymiec, Ruśniak3”.

W postrzeganiu zewnętrznym bardziej awanturna była ludność zaliczona do polskiej. Przytaczano anegdotę jak to Mazur tłumaczył się przed sądem z pobicia dwóch Ruśniaków: „stali oni na drodze i wyzywali się, wyzywali i wyzywali, ale nie bili, no to nie wytrzymałem musiałem sam ich pobić”. Rabacja miała miejsce na „polskich” obszarach; tam także w Tarnowskim była największa „galicyjska nędza”; za Sanem wsie były bogatsze, więc też chłopi uważani byli za potulniejszych. Do tych podziałów nizinnych dodajmy jeszcze archipelag plemion zasiedlających Karpaty, tych wszelakich Łemków, Bojków czy Hucułów, gdzie każdy swoja swojskość podkreślał jako inność od sąsiadów. Z tego wszystkiego nie Pan Bóg, ale człowiek chciał ulepić narody.

II

Ileż to tysięcy razy Polacy z Rusinami przy wspólnych ucztach i biesiadach mówili o braterstwie i spijali toasty na intencję „Kochajmy się!“ A jakże zawstydzająco mało zrobiono dla spełnienia drugiego, nie mniej ważnego hasła „Poznajmy się!“ Niech p. Romanowicz powie nam sumiennie, ilu zna Polaków w Galicji wschodniej, zwłaszcza członków swego stronnictwa, którzyby umieli dobrze mówić, czytać i pisać po rusku, którzyby mieli bodaj jakie-takie wyobrażenie o ruskiej literaturze, o ruskiem życiu umysłowem i partyjnem? My ani jednego takiego nie znamy. /…/

Wychowany w szkołach polskich, wykarmiony literaturą polską na równi z innemi, tylu węzłami czuję się związanym ze społeczeństwem polskiem, że ich zerwanie bardzo dużo by mię kosztowało. Tylu mam między Polakami przyjaciół, którzy darzą mię swem zaufaniem, tak wiele radosnych i bolesnych wspomnień wiążą mię z z nimi, tak wiele im zawdzięczam i tak szczerze im w miarę możności odwdzięczać się jestem gotów, że wmawianie we mnie nienawiści ku wszystkim Polakom brzmi w moich uszach jak jakaś wiadomość z innego świata. Jako Rusin kocham nade wszystko swój lud i swą narodowość i pragnę w miarę sił i zasobów swych przyczyni się do ich podniesienia i wzbogacenia. Ale nieszlachetnymi, nieuczciwymi środkami nawet dla dopięcia takiego celu gardzę, a nieszlachetnym, nieuczciwym i wprost głupim środkiem byłoby miotanie obelg na naród, w którym pragnąłbym widzieć oporę dla rozwoju i samodzielności mego własnego narodu4” – pisał w 1895 r. Iwan Franko.

Uznany na salonach kulturalnych Galicji pisarz i krytyk literacki, znany z radykalizmu politycznego, był Rusinem z wyboru. Tak jak i wszyscy Rusini, bo gdy nie istnieje własne państwo tylko dobrowolny wybór decyduje o tym, czy jest się Polakiem, Rosjaninem czy Rusinem. Był Rusinem, a jednocześnie twórcą ukształtowanym polską kulturą, wtopionym w polskość, świadomym, że zerwanie z polskością było by dla niego bolesną i kosztowną przeżyciem. Mimo tej świadomości, dwa lata po publikacji powyższych słów, w 1897 r. Iwan Franko dokonał swoistego aktu kulturowej apostazji, publikując w niemieckojęzycznym piśmie atak na narodowego polskiego Wieszcza. Leon Wasilewski ten akt traktował jako swoistą reakcję na politykę namiestnika Kazimierza Badeniego podczas wyborów 1897 r. „Cóż zresztą mówić o masach, kiedy rozgoryczenie, wywołane porażką wyborczą, przekształciło się w ślepą nienawiść do polskości u najinteligentniejszych przedstawicieli społeczeństwa ruskiego. Taki Franko umieścił w wiedeńskim tygodniku „Die Zeit“ artykuł pt. „Poeta zdrady”, w którym w sposób niesmaczny i dziwnie, jak na fachowego znawcę literatury, niekrytyczny usiłował udowodnić, że Mickiewicz był piewcą zdrady przede wszystkim, na dowód czego przytaczał nie tylko „Wallenroda”, ale nawet… „Rybkę” i „Świteziankę”. Ponieważ takiego poetę czczą Polacy, jako swego wieszcza największego, więc stąd konkluzja, że Polacy kochają się w zdradzie i że Badeni zdradza Austrję w interesie Polski. Oburzający artykuł Franki, ogłoszony podczas przygotowań do obchodu stuletniej rocznicy twórcy „Dziadów”, musiał wywołać u Polaków niechęć do pisarza ruskiego i do całego reprezentowanego przezeń społeczeństwa5”.

Trudno jednak tak istotny tekst, jakim był artykuł „Poeta zdrady” tłumaczyć tylko atmosferą wyborczą. Polityka była zapętlona, dzieląc elity rusińskie na układające się w przedziwne konfiguracje układy. W 1889 r. namiestnik Badanii zawarł z liderem parlamentarzystów rusińskim Julijem Romańczukiem ugodę owocującą oświadczeniem, że „Rusini stoją na gruncie lojalności austrjackiej i wierności dla kościoła katolickiego i że chcą pracować ręka w rękę ze swemi polskiemi współobywatelami /…/ Po kilku latach ugoda została uznana przez wszystkich za akcję chybioną i jedynym jej śladem w formacjach partyjnych Rusi galicyjskiej pozostała nadzwyczaj szczupła grupka t. zw. „Rusinów inkamerowanych”, sztab bez armji partji rządowej – klerykalno-konserwatywnej – Barwiński i paru jego zwolenników. W obozie narodowców „ugoda” wywołała wielki ferment, powodujący szereg objawów różnorodnych. Z jednej strony podnosił głowę prąd bardziej demokratyczny, zbliżający tę partję do stronnictwa radykalnego; z drugiej ujawniała się chęć do porozumienia się z partją staroruską dla wytworzenia wspólnego obozu opozycyjnego /…/ Potrzeba było jakiejś podniety z zewnątrz, aby nastąpiło skrystalizowanie się dawnych narodowców, pozbawionych żywiołów ugodowych i wzmocnionych dopływem najbliższych im żywiołów z obozu radykalnego, w nową silną partję. Taka właśnie podnieta wyszła ze strony prof. Michała Hruszewskiego, Kijowianina, ucznia prof. Antonowicza, który w r. 1894-ym przeniósł się do Galicji, aby tu objąć na uniwersytecie lwowskim katedrę historji z językiem wykładowym ukraińskim – katedrę, która została założona w myśl warunków owej „ugody” /../ Hruszewski powziął zamiar odegrania roli kierowniczej i w polityce galicyjskiej, która po bankructwie ostatecznym „ugody ” wchodziła na tory bardzo niepewne. Przed wyborami do parlamentu w roku 1897-ym narodowcy weszli w sojusz z moskalofilami. Sojusz ten został wzmocniony w trakcie samych wyborów, przeprowadzonych na Rusi przez byłego patrona ugody polsko-ruskiej, hr. Badeniego, z niesłychanym terroryzmem6

Franko, występując jako prawa ręka Hruszewskiego, zapłacił osobistą cenę za niepowodzenia polityczne; zablokowana została możliwość jego pracy naukowej na Uniwersytecie Lwowskim. Jednocześnie znosić musiał cały dyskomfort sojuszu z moskalofilami, o których pisał w 1895 r.: „Jest to moskalofilstwo podobne do sekty raczej, niż do stronnictwa politycznego: nieboszczyk Dragomanów porównywał je z rosyjską sektą Ochochofilów, nazwaną tak od ciągłego wzdychania „och! och! och! “ Nasza sekta moskalofilska wzdycha do Rosji, której przeważnie nie zna, do jedności narodowej z wielkim narodem rosyjskim, o którym nie ma wyobrażenia, do języka rosyjskiego, którego literatury nie czyta. Sekta ta gardzi nieraz swoim językiem ojczystym, ruskim, usiłuje pisać łamaną moskiewszczyzną lub raczej cerkiewszczyzną, pomieszaną z rusinizmami i polonizmami. Sekta ta wzdycha nawet nie raz za prawosławiem, jako jedyną narodową wiarą wszechruską, nie mając również wyobrażenia o tem, czem jest obecne kazionne prawosławie rosyjskie .7

III

Tym co łączyło w 1897 r elity społeczeństwa polskiego z wszystkich zaborów, było przygotowanie godnych obchodów 100 lecia urodzin narodowego Wieszcza Adama Mickiewicza. W Krakowie i Lwowie trwały gorące dyskusje nad formą pomnika Wieszcza; od sztubaka szkolnego po weteranów życia społecznego, wszyscy z ogniem w oku recytowali klasyka przy każdej możliwej okazji. Tak współcześnie, jak i wówczas, wolność słowa w kulturze ma swoje granice wyznaczone spiżem pomników. Trudno jest polemizować z twórczością kogoś deifikowanego na poziom narodowego Wieszcza. Wyobraźmy więc sobie, że w 1981 r. jakiś czeski liberał w niemieckim piśmie opublikowałby esej o fałszu moralistyki w twórczości Miłosza; być może część odbiorców przyznała by rację autorowi, lecz i z nich nikt by nie ośmielił się tego publicznie to powiedzieć.

Tekst Iwana Franko, gdyby nie okowy „narodowej godności”, można by uznać za inteligentną prowokację wymuszającą pogłębione spojrzenie na dorobek romantyków. Czytamy w Poecie zdrady”:

Już Jerzy Brandes w artykule p.t. „Romantyzm polski“ dostrzegł przenikliwem okiem jeden z głównych motywów w poezjach; największych poetów polskich Mickiewicza i Słowackiego. Nazywa on takowy w słowach prostych i jasnych „uwielbianiem oszustwa i niespodziewanej napaści“, i ja byłem zdziwiony niezmiernie, że ani jeden Polak nie odezwał się słowem protestu przeciw takiemu poglądowi /../ Mickiewicz urodził się i wychował się w nader, nienormalnej i niezdrowej atmosferze politycznej. W przeddzień jego urodzin upadła i została podzielona staje Polska. Upadek jej narobił wiele kurzu, wyciągnął na światło dzienne wiele zepsucia, braku charakteru, przedajności, że młode pokolenia przez długi czas zmuszone były oddychać tą zatrutą atmosferą. I tak zauważamy, że Mickiewicz zaraz u wstępu na niwę literacką wykaże skłonność fantazji do wytwarzania zdrady niespodzianej napaści i renegactwa. W utworach jego spotykamy długi szereg zdrajców; nie są to jednak figury drugorzędne /…/ są to bohaterowie otoczeni całym czarem romantyzmu, występujący w postaci ludzi wyższych, i ta właśnie okoliczność stanowi rys podejrzany i odrażający w utworach powyższych. /../

Należy pamiętać, że nie są to jedynie tak zwani „zdrajcy- patryoci“ , których postacie odtwarza nam Mickiewicz, nie tylko ludzie żyjący w przekonania, iż ich gorąca miłość ojczyzny może być ujawnioną jedynie przez, zdradę względem wroga. Nie, u Mickiewicza spotykamy całe serye

zdrajców wszelkiego rodzaju,- od czysto osobistych do wysoce patryotycznych. /../ Wielką epopeję tak zwanej zdrady patryotycznej i stworzył Mickiewicz dopiero w Konradzie Wallenrodzie. Nawet polska krytyka dostrzegła wkrótce po wydaniu tego poematu (w r 1828) moralną nicość i zgniliznę w tym wszystkiem co nazwano tutaj bohaterstwem; i otoczono poetyczną i aureolą sławy. Tak pisał Kajetan Koźmian w r. 1828: Żadnemu jeszcze poecie nie przyszedł do głowy tego rodzaju temat; wbrew prawdzie historycznej wyobrażono Wallenroda podłym zdrajcą a nadto uczynione zeń Litwina, ażeby dać pojęcie, jak szlachetnie kochają Litwini swą ojczyznę. /…/ Jeszcze po latach dziesięciu pisał Juliusz Słowacki, który w początkach swej karyery poetyckiej stał również pod sztandarem Mickiewicza, w poemacie swym „Beniowski“: „Dziś lepiej dla zdrajców, gdy ich nie topią pod lodem; łatwiej mogą oni uniknąć latarni. Krukowiecki (komendant m. Warszawy pod koniec rewolucyi 1831 r., który miał oddać miasto Rossyanom) jest Wallenrodem Warszawy, Gurowski zaś (hrabia, który w kołach emigracyi polskiej słynął za krańcowego demokratę, i odegrał nędzną rolę), to Wallenrod demokratyczny. Obaj oni poczernieli, lecz obaj mieli wzniosłe pobudki. Obaj pragną Polski, ażeby uniknąć kary: albowiem cenna ta para wie dobrze, że łatwiej oszukać Polaków aniżeli Rossyę. Wallenrodyzm zdziałał wiele dobrego, bardzo wiele! Wprowadził on do zdrady metodę, z jednego zdrajcy uczynił ich setki tysięcy.“ /…/

Że ciągłe te opisy zdrady nie były wyłącznym owocem duszy poety, lecz wsiąkały w nią po większej części z otaczającej atmosfery, dowodem tego jest poemat „Popas w Upicie“. w którym opisuje poeta, jak on w mieście Upicie słucha opowiadania zubożałego szlachcica o zdrajcy Sicińskim, który niegdyś przepadł na wyborach do sejmu, zaprosił wyborców na gościnę, i tak ich uraczył zatrutem winem, iż oni, dostawszy wścieklizny, pomordowali się nawzajem, po czem sam zdrajca ugodzony został piorunem. /…/ Zgnilizna moralna, ziejąca z całego otoczenia, wcisnęła się do głębi duszy poety, chociaż zgnilizna ta ulegała pewnym zmianom pod wpływem innych uczuć i poglądów, lub też zupełnie ukrywała się w cieniu, co dowodzi nie tylko szczególnej jego namiętności do odtwarzania zdradzieckich bohaterów; /…/ W ten sposób przeglądnęliśmy prawie całą poezyę Mickiewicza, i – spodziewamy się – udowodniliśmy dostatecznie, że zdrada, w jej najróżnorodniejszych formach posłużyła za główny temat do wszystkich prawie jego utworów /…/ Najbardziej charakterystycznem – nie opisywał jej jako podłą wadę jako negację etycznego uczucia, lecz bardzo często jako coś bohaterskiego, czasami nawet jako coś idealnego, gdyż wpojonego przez najwznioślejszy patryotyzm. Smutne prawdziwie musiały być czasy, w których genialny poeta strąconym został na tak błędne drogi, i smutno musi być z takim narodem, który tego rodzaju poetę uważa bez wszelkich zastrzeżeń za największego swego bohatera narodowego i proroka, i karmi swe młode pokolenia pełnymi jadu utworami jego ducha8

Nic dziwnego, że „galicyjska prasa polska wylała na autora artykułu cały potok wyrazów obelżywych, których by się powstydził najostatniejszy ulicznik warszawski, w miejscowych zaś dziennikach polskich spotykaliśmy jedynie ogólnikowe frazesy, w których dano wyraz nienawiści osobistej9” Lwowska społeczność akademicka odpowiedziała listem otwartym: „dr. Franko pracuje na to – z wiarą w skuteczność takiej pracy – aby demokracyi rusińskiej ułatwić zgodne kroczenie z demokracyą polską tam, gdzie schodzą się ich cele. Nie rozminiemy się z prawdą, jeśli powiemy, że wszystkie obozy postępowe polskie cieszyły się nadzieją, iż harmonia demokracyi polskiej i rusińskiej przyczyni się w pierwszym rzędzie do wyrównania różnic między obu narodowościami, że ułatwi wspólne pożycie i wspólną pracę. Tymczasem z pod pióra tego przedstawiciela demokracyi rusińskiej wychodzą słowa, których nie możemy czytać bez najwyższego oburzenia – ze strony gruntownego pisarza rusińskiego spotyka naszego najznakomitszego poetę traktowanie i powierzchowne i niegruntowne i fałszywe i taką zionące nienawiścią, że my młodzież nie możemy się powstrzymać od tego, aby oburzeniem naszem nie podzielić się z całem społeczeństwem polskiem. /…/ Za to, że do rzędu krzywd i obelg, jakich nam nie szczędzą wrogowie nasi, Dr. Franko dodał jeszcze jedną, nie mniej od tamtych bolesną: za to, że niezgodnie z prawdą ośmielił się targnąć na nieskalaną pamięć poety; za to, że poważył się w oczach nieprzyjaciół narodu polskiego poniżyć tego, którego z pietyzmem czcimy – za to my w obliczu polskiego społeczeństwa i wszystkich ludzi uczciwych piętnujemy Dr. Frankę mianem nikczemnego oszczercy i ciskamy mu w oczy słowa wieszcza, którego spotwarzył: „Precz od nóg mych – byś nóg moich nie spodlił10„. Pod tym listem podpisali się w imieniu zarządu Czytelni akademickiej Antoni Lewandowski i Edmund Pasterz

W obronie autora „Poety zdrady” napisano: „Oświadczamy, że cała dotychczasowa działalność Dra Franki nie uprawnia nas do mniemania, że jest „podłym”,„nikczemnym oszczercą” – owszem, cenimy w nim to, że zawsze swoje myśli z wielką odwagą cywilną publicznie wypowiada.

Ale to nie chęć kruszenia kopii w obronie Dra Franki powoduje nas do ogłoszenia tego. Chodzi nam o zasadę. Dr. Franko jest jednym z najgorliwszych rzeczników postępu w naszym kraju. Wiele zacofanych czasopism rzucało się na niego za to od dawna, biorąc powód z czegokolwiek, a przede wszystkiem wmawiając weń nienawiść ku Polakom. Otóż obecnie po artykule w„Die Zeit” prasa ta rzuciła się nań ze zdwojoną energią, a w naszem przekonaniu patos patryotyczny w jej ustach był po prostu maską, kryjącą tę zawiść, jaką puszczyki reakcyi czują dla pionierów postępu. /…/ Nam wystarczy przeświadczenie, że słuszność po naszej stronie, a dla tych zelantów, co nam brak patryotyzmu zarzucą, mamy słowa Dra Franki :„Nie lubię zbyt gorliwych patryotów, tych, którzy mają usta pełne Polski, a których serce zimne jest dla niedoli chłopa lub najemnika polskiego11„. Pod tym listem podpisali się: Borowiec Józef, David Oswald, Farber Dawid, Feldmana Bernard, Fijałkiewicz Czesław, Haas Adolf, Kachnikiewicz Stanisław, Kahane Kazimierz, Kielbiński Edmund, Knopf Jakób, Ludvig Adam, Orzechowski Kazimierz, Osostowicz Józef, Piotrowski Józef, Pręgowski Piotr, Past Osias, Rymański Zygmunt, Sokal Jakób, Szenk Jan, Wilczyński Maryan, Wyrostek Michał, Zabokrzycki Aleksander. Głosy broniące były jednakże w zdecydowanej mniejszości wobec ogólnego tonu nagonki na Rusina, który ośmielił się rzucić oszczerstwa na polskiego Wieszcza. Trzeba przyznać, że najwięcej umiaru zachowali konserwatyści, w duchu pewnie ciesząc się z „upadku” politycznego oponenta namiestnika Badeniego.

IV

Gdyby esej o Mickiewiczu powstał w innym czasie i w innym tonie był napisany, byłby ważnym głosem krytyki literackiej. Dotykał bowiem rzeczy istotnej: usprawiedliwiania niemoralności w imię walki o wyższe wartości. „Zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem i choćby mimo Boga” – słowa z III części Dziadów mogły by stanowić nie tylko hasło polskich patriotów, ale i rosyjskich nihilistów Nieczajewa spisujących „Katechizm rewolucyjnisty”. „Mimo Boga” oznaczało odrzucenie tradycyjnej etyki, usprawiedliwienie nie tylko wallenrodyzmu, ale i wszelkich zbrodni dokonanych dla dobra Narodu. Gdyby więc głos Iwana Franki uwypuklał uniwersalizm krytyki „poezji zdrady”, byłby cennym ostrzeżeniem przed przekleństwem historii XX wieku.

Nie był; stał się tylko krzykiem bólu Apostaty. Był też ostatnim politycznym manifestem Iwana Franka; zniechęcony zaplątaniem ideologicznym wycofał się w 1904 r. z aktywności politycznej.

Równolegle ze wzrostem wpływów narodowej demokracji ruskiej pogłębia się i jej nacjonalizm, do pewnego stopnia wzorujący się na nacjonalizmie polskich narodowych demokratów, wysuwających politykę ukrainożerczą na plan pierwszy. Walka narodowościowa polsko-ruska przybiera coraz bardziej ostre formy, ogarnia coraz szersze koła inteligiencji ruskiej, zabarwia nacjonalizmem wszystkie czynne żywioły społeczeństwa ruskiego i doprowadza w końcu do takich faktów, jak krwawe bójki na uniwersytecie lwowskim, mord namiestnika hr. Andrzeja Potockiego, dokonany przez studenta Siczyńskiego, uznającego się za socjalnego demokratę, lub tragiczna śmierć studenta Kocki podczas zajść lipcowych r. 1910-go na tymże uniwersytecie lwowskim12

Elity definiują i kształtują wspólnotę narodową. Ukraińska endecja na wzór polskiej, podążała za „Myślami nowoczesnego Polaka” Dmowskiego; tworzyła ukraińskość w Galicji na zasadzie świadomego skonfrontowania z polskością. Ale ta droga nie prowadziła do realizacji szerszych aspiracji, dotyczyła tylko Galicji, nie odpowiadała na pytania jak zespolić wspólnotę na obszarze „marzeń”, sięgających od Sanu do Kubania (wg idei wyrażanej także przez I. Franko).

Wspólnotę kształtuje poczucie wspólnego języka, wiary, kultury, historii. Kultura była w stadium etnograficznego zalążka, historię budowano na kozackich mitach, język różnicowały regionalne narzecza. Wiara… Tworzenie tożsamości ukraińskiej na Galicji toczyło się równolegle z dramatem Chełmszczyzny. Tam potulny, rusiński lud, z niesamowitym determinizmem walczył w obronie swojej, grekokatolickiej wiary. Setki męczenników, szereg przykładów nadzwyczajnego heroizmu; był to wyjątkowy w skali Europy przykład cywilnego oporu przeciw wynarodowieniu, bo tak należy nazwać obronę wiary, języka i zwyczajów. Nad Bugiem mógł się, w męczeństwie, konstytuować naród ukraiński; Rusin z Chełmszczyzny nie różnił się od Rusina galicyjskiego; Rusin z Chełmszczyzny mógł oczekiwać solidarności od pobratymców z Galicji. Doczekał się inwazji galicyjskich popów, którzy gorliwie realizowali czarnoseciński program rusyfikacji Chełmszczyzny.

Wypowiedziawszy walkę nieubłaganą Unii, rząd rosyjski walczył z polskością. Tę ostatnią chciał zniszczyć, zadając ciosy wszystkiemu, co było odrębne od rosyjskości na Podlasiu i w Chełmszczyźnie. Tu rozgorzała nieprzejednana walka między Rosyą a Polską, choć tę ostatnią reprezentował w znacznej mierze chłop-Rusin, gdy z pomocą pierwszej szły czarne zastępy „Haliczan”- Rusinów. /…/ W tem 30-leciu męczeństwa Podlasia i Chełmszczyzny polskość ogarnęła całe gminy, uprzednio ruskie. Rusin „oporny” w ogniu prześladowań stał się Polakiem –

niekiedy daleko twardszym od rdzennie polskiego chłopa. Nie dość na tem. Ciążący całą duszą do polskości Rusin wyrzekał się raz na zawsze Unii, widząc, jak ją łatwo Moskal przeobraża na prawosławie i lgnął do „czysto polskiej wiary” – katolicyzmu. Ukaz tolerancyjny 1905 roku zdobył rzymskiemu katolicyzmowi bez mała 200.000 wyznawców, a żadne usiłowania sztucznego wskrzeszenia Unii, podejmowane przez wysłanników Rusinów galicyjskich, nie odniosły najmniejszego skutku /…/ Bo działacze ukrainofilscy nie tylko nic nie robili dla swych rodaków za Bugiem, ale czynnie współdziałali z rządem rosyjskim w kierunku tępienia ich odrębności. Jeden z najwybitniejszych kierowników ruchu ukrainofilskiego P. Kulisz, stworzył nawet specyficzną teoryę wepchnięcia klina między Ukrainę a Polskę w celu przegrodzenia ich od siebie wzajemnie zrusyfikowaną Rusią Chełmską. Działał on w tym kierunku jako kierownik spraw unickich przy Czerkasskim. Głównym werbownikiem niszczycieli Unii, sprowadzanych na Podlasie i do Chełmszczyzny z Rusi galicyjskiej, był nieobcy dążnościom ukrainofilskim Lebedyncew. Obok sprowadzonych przez Rosyę z Galicyi biskupów- Rusinów Kuziemskich i Popielów, których zadaniem było sprawosławienie Unii, w tym duchu działało mnóstwo popów ruskich „haliczan”. Nie byli to sami moskalofile; również narodowcy (Ukraińcy, jakby ich dziś nazwano) poszli w służbę rządu rosyjskiego, budząc przeciwko sobie nienawiść ludności miejscowej.13

Wizja wielkiego narodu ukraińskiego, narodu żyjącego między Sanem a Kubaniem, nie mogła realizować się w ciasnych dogmatach etno-narodowych, w symetrycznej walce z nacjonalizmami polskim i rosyjskim. W takim starciu efekt mógł być taki jak na Chełmszczyźnie, gdzie rodzimi Rusini zmuszeni byli dokonać dramatycznego wyboru między polskością a rosyjskością. Realizacji idei Iwana Franko wymagała by: „Polacy, zwłaszcza demokraci i patrjoci polscy powinni się zdobyć na coś więcej. Przyświecać im powinna gwiazda przewodnia: stworzyć z tej Galicji na gruncie swobody i postępu punkt atrakcyjny dla reszty Rusi – Ukrainy, wytworzyć lub dopomóc do wytworzenia tutaj takiego żywego ognia, którego promienie niosłyby światło i ciepło ożywcze aż hen, za Dniepr, nad Don, nad Kubań, gdzie żyją miljony Ukraińców, do dziś nie chcące uwierzyć w to, że gdzieś tam za rzekami, za górami są ruskie szkoły, ruskie katedry na uniwersytetach, ruskie organizacje narodowe i naukowe.14

Było więc to oczekiwania postawy nie tyle polskiej w duchu narodowym, co polskiej w duchu wierności wobec tradycji Rzeczypospolitej, chroniącej wolności każdego, bez względu na jego wiarę, język, zwyczaje, obyczaje, narodowość. Wzajemnie Polacy, wierni owej tradycji, mieli prawo oczekiwać by ruch rusiński stał po stronie zachodniej cywilizacji w kształtowaniu wschodnioeuropejskiej przestrzeni. „Charakterystyczne, że w obozie ruskim w Galicji miało się i ma do czynienia nie z samym tylko kierunkiem politycznym moskalofilskim, który można potępiać, piętnować jako zdradę narodową, zbrodnię polityczną, głupotę i t. d., lecz obok tego i z poczuciem organicznej przynależności do narodu rosyjskiego. Moskalofilstwo, jako kierunek polityczny, istnieje w rozmaitych społeczeństwach, ale żaden Francuz, Niemiec, Czech, Słowak lub Polak moskalofil nie przestają być członkami własnej narodowości. Tymczasem moskalofilstwo Rusinów oznacza faktyczne wyrzeczenie się własnej narodowości i przybranie rosyjskiej15”- słowa Leona Wasilewskiego, polskiego ukrainofila, wyraźnie określały moralne granice politycznego aliansu Rusinów.

Takie były swary i spory polsko-ukraińskie we Lwowie w przeddzień stulecia narodzin Mickiewicza, Wieszcza Narodów Rzeczypospolitej. Historia już toczyła się inaczej, wspólnotę ludów zastępowały egoizmy państw narodowych, romantyczny bunt przeciw Bogu zmieniał się w amoralny cynizm polityków. Polska kultura w spadku po Rzeczpospolitej mogła zachować Litwina Mickiewicza, lecz było jej dane zubożyć się o Rusina Iwana Franko.

1 Józef Szujski „Polacy i Rusini w Galicji” Kraków 1896 s 17

2j.w s 18

3jw. s 20

4 I. Franko „Nieco o stosunkach polsko-ruskich. Odpowiedź p T. Romanowiczowi. Lwów 1895

5. Leon Wasilewski Ukraina i sprawa ukraińska Kraków 1913 r. s 149

6Wasilewski s 142-148

7Franko „Nieco w sprawie rusińskiej…” s 8

8

Jan Franko „Poeta zdrady” . Przełożył Patriota Polski Warszawa 1897 r

9jw. wstęp

10. Głosy akademickiej młodzieży polskiej w sprawie dr Iwana Franko” Lwów 1897

11j.w.

12Wasilewski op.cit. S 154

13Leon Wasilewski „Na wschodnich kresach Królestwa Polskiego” Piotrków 1916 r. s 8-13

14 Iwan Franko „Nie co o stosunkach polsko-ruskich. Odpowiedź p T. Romanowiczowi. Lwów 1895 s 16

15

Leon Wasilewski O wschodnią granicę Państwa Polskiego. Warszawa 1917 r s 16

Reklamy

One comment on “Apostata w zaplątaniu

  1. Mariusz
    20 stycznia 2019

    Jarku, dzięki za ciekawy i ważny tekst. W uzupełnieniu dodam, że warta polecenia jest książka biograficzna o Iwanie Franko, autorstwa Jarosława Hrycaka. Wydała „Krytyka Polityczna” – fascynująca lektura o niejednoznacznym wymiarze postaci i pokręconych losach jednego z najważniejszych liderów rusińskiego/ukraińskiego odrodzenia narodowego.
    J. Hrycak „Prorok we własnym kraju. Iwan Franko i jego Ukraina (1956-1886)”, Warszawa 2011.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Information

This entry was posted on 18 stycznia 2019 by in Historia, Narodowość, Patriotyzm and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: