Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Zabójcza PH

Jarosław Kapsa

Nie można polityki historycznej traktować tylko jako niegroźny objaw dowartościowania „swojej” społeczności, próbę budowania wspólnoty i kształtowania charakterów ukazywaniem pozytywnych wzorów. Polityka historyczna może bowiem łatwo zmieniać się w ideologiczne uzasadnienie dyktatorskiej władzy. Jeśli uwierzymy, że był jakiś nieomylny Ojciec Narodu, obdarzony przez Boga mocą przewidywania nieprzewidywalnego i przezwyciężaniem nieprzezwyciężonego, to wówczas, tak przed nim, jak i przed namaszczonymi przez niego epigonami, powinniśmy paść na twarz, błagając pokornie by raczono nas krzepko wziąć za mordy.

Historia, będąca poszukiwaniem prawdy o przeszłości, to teren do harców dyskutantów. Pewne bywają tylko niektóre fakty, ich interpretacja z założenia musi być dowolna. Polityka historyczna nie poszukuje prawdy, ona ją narzuca; nie podejmuje dyskusji, tylko wyrzuca dyskutantów, nie stosuje siły argumentów lecz argument siły. Dlaczego uważamy, że Józef Piłsudski Wielkim Polakiem jest? Bo tak powiedział sam Józef Piłsudski, a tych co się z tym nie zgadzali wsadzał do więzienia. Czy nie było tak? Nie da się zaprzeczyć. W swobodnej dyskusji możemy docenić rzeczywiste zasługi Piłsudskiego, dostrzec jego umiejętność przewodzenia ludziom, jego wrodzoną charyzmę; w wolnej dyskusji uwypuklić możemy zasługi w tworzeniu polskiej armii, odwagę w podejmowaniu decyzji, w tym tej dla odrodzonej Rzeczpospolitej najważniejszej, decydującej o wyniku wojny z bolszewikami. Ale też w tej wolnej dyskusji możemy krytycznie analizować błędy pana Marszałka; nie po to, by przeczyć wielkości, lecz by podobnych błędów nie popełniać w przyszłości. Wolność jest tu warunkiem nieodzownym; nie jest ona możliwa, gdy strony dyskusji stają się walczącymi obozami; gdy z jednej strony mamy ślepą afirmację „Wielkiego Polaka”, z drugiej równie ślepą nienawiść do niego.

Toczony w latach 20-tych XX w., spór o rolę Józefa Piłsudskiego w prowadzeniu wojny polsko-bolszewickiej może być dla nas przykładem szkodliwego przecięcia dyskusji poprzez siłowe narzucenie obowiązującej polityki historycznej. Nie jest trudno też dowieść, że to rozstrzygnięcie nie wzmocniło Polski, przeciwnie przyczyniło się do spotęgowania poczucia klęski w 1939 r., a tym samym – w dalszej konsekwencji – osłabiło opór społeczny wobec narzuconego systemu komunistycznego.

I

Zrozumieć można frustrację odrzucanego w demokratycznych wyborach Wodza; w dwóch pierwszych wolnych wyborach do parlamentu coś, co można było określić „obozem piłsudczyków”, uzyskało niskie poparcie społeczne, niezasłużenie mniejsze od endecji czy ludowców. Można zrozumieć frustrację polityka, obrzucanego niewybrednymi kalumniami, oskarżanego o najgorsze grzechy. Z tej frustracji zrodziły się słowa wypowiedziane 3 lipca 1921 r. w Sali Malinowej hotelu Bristol:

Zapluty, potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający mnie zewsząd, nie szczędzący niczego, co szczędzić trzeba – rodziny, stosunków, bliskich mi ludzi, śledzący moje kroki, robiący małpie grymasy, przekształcający każdą myśl odwrotnie – ten potworny karzeł pełzał za mną jak nieodłączny druh, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów – to obcego, to swego państwa, krzyczący frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niesłychane historie, ten karzeł był moim nieodstępnym druhem, nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski.”

Problem w tym, że widząc w każdej krytyce twarz „zaplutego karła”, odrzucamy racjonalność dyskusji, dążymy do narzucenie wszystkim „karłom” swojego „ja”. Tak odebrano pracę Piłsudskiego o wojnie 1920 r., napisaną w polemice z marszałkiem M. Tuchaczewskim („Rok 1920. Z powodu pracy M. Tuchaczewskiego Pochód za Wisłę.” Warszawa 1924 r.) W przedmowie były Naczelny Wódz polskiej armii tłumaczył, że przyczyną skreślenia książki, była próba przedstawienia strategicznego obrazu wojny, odmiennego niż czynił to dowódca bolszewickiego wojska.

Gdy więc nasz Stańczyk mówi, że najwięcej na świecie jest lekarzy, dających porady chorym, to śmiem zaprzeczyć znakomitemu rodakowi, stwierdzając, że podczas wojen najwięcej jest mądrych strategików, operujących swobodnie w dziedzinie strategicznych operacji. Gdy zaś echa wojny ubiegłej drżą jeszcze w powietrzu, gdy nieraz starzy i młodzi uczestnicy tak niedawnych jeszcze klęsk i zwycięstw gwarzą wśród chętnych słuchaczy o swych przejściach, wdzięczny jestem p. Tuchaczewskiemu, że swą metodą pracy zachęcił mnie do skrzyżowania jeszcze raz z nim szpady, tym razem niewinnie na papierze, w nadziei, że w ten sposób przyczynimy się do gruntowniejszych i bardziej uzasadnionych rozpraw wśród strategicznych amatorów w obu naszych ojczyznach. /../

Niewątpliwie dla historii każdej z wojen nieodzownym źródłem jest historia pracy duszy każdego z wodzów, dowodzących wojną. Wpływ bowiem, jaki ma ta praca na losy wojny, jest tak wielki, że historia wojny staje się bez tego niezrozumiałą, często dziwaczną mieszaniną faktów i fakcików nie ujętych w żaden system, tak że zjawisko zwycięstwa czy klęski nie daje się przyczynowo ująć i wisi w jakiejś abstrakcyjnej pustce, nie wiadomo dlaczego upiększając jednym głowę laurem, a oblewając żarem wstydu twarze innych. ”.

Nie było to jednak tylko starcie polskiej polityki historycznej z jej bolszewickim odpowiednikiem. Książkę „Rok 1921”, czyta się jak wypowiedzi L. Wałęsy (oczywiście z zachowaniem proporcji): JA wszystko przewidywałem, JA wszystko zaplanowałem… Nieskromne przypisanie tylko sobie wszelkich zasług, przy ostrej krytyce innych polskich generałów musiało wywołać spór. Odpowiedział publicznie na zarzuty gen. Szeptycki; równocześnie, w 1924 r, ukazała się we Lwowie książka „Kampania roku 1920 w świetle prawdy” (bez ujawnienia autora). W niej wytknięto Naczelnemu Wodzowi błędy wojskowe dotyczące kampanii kijowskiej, zaniedbanie zabezpieczenie północnego odcinka frontu, co skutkowało ofensywą Tuchaczewskiego na Warszawę. Książka główną zasługę zwycięstwa w bitwie warszawskiej przypisywała Szefowi Sztabu gen. Tadeuszowi Rozwadowskiego, choć podkreślała, że z racji funkcji:

Wódz Naczelny tem samem na siebie całkowitą odpowiedzialność za całą akcję, decydującą o losach armji i całego państwa, oraz przyczynił się w dalszym ciągu jak najczynniej do energicznego wykonania tego planu, gdyż ową główną uderzeniową masę z nad Wieprza osobiście poprowadził. Polskie Naczelne Dowództwo, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność za wykonanie tego planu, kierowało więc faktycznie i wyłącznie samo całą tą decydującą akcją poprzez wszystkie jej fazy, a w harmonijnej współpracy Wodza Naczelnego ze swym niezachwianym żadnemi przeciwnościami ówczesnym Szefem Sztabu tkwi właśnie cały sekret tak wielkiego sukcesu.”

Dla Piłsudskiego policzkiem było sugestia dzielenia się z kimkolwiek sławą zwycięzcy; tak rozmieć można ostro reakcję, w postaci licznych artykułów, wypowiedzi, wywiadów, w których mocno bronił swojego obrazu nieomylnego Wodza. Odpowiedzią był książka W. Sikorskiego, ukrywającego się pod pseudonimem Karola Pomorskiego: „Piłsudski jako wódz i dziejopis. Warszawa 1926 r.” Ujawniły się tu animozję z czasów legionów, Sikorski już w pierwszych zdaniach książki ostro potraktował byłego Naczelnika Państwa:

W dość już obfitej literaturze polemicznej na temat roku 1920, rozróżnić można dwie zasadnicze tendencje—walkę o sławę zwycięstw, obronę przed odpowiedzialnością za przegrane. Na tem tle toczy się od dwóch lat istna wojna domowa, w której były Wódz Naczelny, zgodnie zresztą ze swym temperamentem i poglądem strategicznym, jest stroną nacierającą, a generałowie, byli jego podkomendni i współpracownicy, stroną broniącą się. Pan Marszałek Piłsudski, przestawszy być Wodzem Naczelnym, a następnie Szefem Sztabu, opuściwszy dobrowolnie szeregi wojska, zajął się literaturą, nie tyle piękną, czy też naukową, ile soczystą. Ulubionym tematem są dzieje własne, na tle minionej wojny. Snując hymny pochwalne dla siebie, jako wodza, męża stanu i człowieka, błotem obelgi i pogardliwemi słowami obrzuca wszystkich i wszystko, co nie jest nim, lub jego dzisiejszą świtą: generałów, wojsko, naród,a ostatnio nie darował nawet symbolowi narodowej sławy — Orłowi Białemu”.

II

Dziś, gdy wizję roku 1920 r. układają nam w głowach filmy Hoffmana czy równie lukrowane teksty ze szkolnych podręczników, inaczej odbieramy krytykę Sikorskiego. Kilka lat po wojnie nie sposób było jednak fałszować rzeczywistości. W pamięci zbiorowej istniały nie tylko chwile chwalebnego tryumfu: zdobycie Kijowa, zwycięstwo pod Warszawą, na polach Komarowa, nad Niemnem. Pamiętano także chwile śmiertelnego strachu, widziano chaotyczny odwrót pokonanej armii znad Berezyny, widziano tysiące polskich dezerterów rabujących wsie i miasteczka. Nie dało się ukrywać informacji o tym, jak 10 tys polskich żołnierzy uciekło przed dwoma szwadronami bolszewików, oddając bez walki twierdzę w Grodnie. Wydawało się w początkach sierpnia 1920 r., że Polska padnie, zostanie pokonana, nie siłą, wielkością, ani lepszym uzbrojeniem sowieckiej armii, lecz przez strach, demoralizację i nieudolność polskiej armii. Naczelny Wódz ponosi odpowiedzialność za wszystko, jest to może niesprawiedliwe, ale nie można tylko oczekiwać sławy zwycięzcy, na innych składając winy za porażki.

Spór Piłsudskiego z generałami miał jeszcze inny podtekst. W oczach generalicji, wykształconej w wojskowych akademiach, doświadczonej dowodzeniem jednostek od małych kompani i pułków do dużych korpusów i armii, Piłsudski był laikiem. Nigdy nie dowodził większą jednostką niż dwu pułkowa brygada, nie miał doświadczenia w planowaniu dużych operacji wojennych, z amatorskim lekceważeniem odnosił się do prac sztabowych, do organizacji logistyki czy zaopatrzenia wojska.

Nie sposób odmówić racji Sikorskiemu: Piłsudski w 1920 r. prezentował anachroniczny model łączący dowodzenie wojskiem z politycznym przywództwem państwa; przenosząc do nowoczesności XX w., styl z czasów Jana III Sobieskiego czy Napoleona Bonaparte.

W XX w. upowszechnił się już inny model, nakreślony przez Clausewitza. Skoro wojna jest przedłużeniem polityki, koniecznym jest oddzielenie dowództwa wojskowego od przywództwa politycznego. Zadaniem polityków jest wyznaczenie racjonalnych celów wojny; rolą generałów jest opracowanie i realizacja strategii pozwalającej zrealizować wyznaczone cele. Trzecim elementem jest społeczeństwo, od świadomości o co toczy się walka zależna jest jego postawa moralna.

Anachronizm Piłsudskiego, połączenie przez niego roli dowódcy wojskowego i lidera politycznego spowodowało, że w 1920 r. niewiadomym dla ogółu społeczeństwa był cel wojny, niewiadomym także dla wojska było czemu służy narzucona przez Wodza strategia.

Pisał Sikorski: Ideą przewodnią planu wojny jest natarcie na południu dla opanowania obszarów Ukrainy i stworzenia na nich niepodległego Ukraińskiego państwa, z własną ukraińską armją, która z czasem , przy pewnej naszej pomocy, zdoła sama zabezpieczyć swoje terytorjum. Do tego czasu na froncie północnym, przed którym gromadzi się główna koncentracja nieprzyjaciela, ma być prowadzona obrona. W razie jej niepowodzenia, Wódz Naczelny „dopomoże” jej swemi odwodami. Sąd o tym planie wydała rzeczywistość wojenna, przekreślając go już w trzecim tygodniu jego realizacji. Cóż nadto może powiedzieć krytyk; wszystkie jego zarzuty będą za słabe, wobec katastrof, które na Polskę ten plan ściągnął. /…/ Wyprawa ukraińska jest właśnie jednym z tych klasycznych przykładów, gdzie polityka, wysunąwszy się na plan pierwszy, przytłoczyła sobą racje strategiczne, czem o mało nie spowodowała całkowitej klęski, a w każdym razie zaprzepaściła swój własny cel.”

Istnienia takiego planu Sikorski jedynie się domyślał, nie był on bowiem znany dowódcom walczących na frontach jednostek. W zależności od okoliczności Piłsudski uzasadniał konieczność „wyprawy kijowskiej” względami politycznymi (próba utworzenia zaprzyjaźnionego państwa ukraińskiego), albo militarnymi (uprzedzający atak na skoncentrowane wojska bolszewickie) Kruchość założenia politycznego przypominała plan z początków sierpnia 1914 r., gdy strzelcy Piłsudskiego wkraczając do Królestwa, posiłkując się odezwą Narodowego Rządu, mieli wywołać powszechne antyrosyjskie powstanie. W późniejszym okresie „kampania kijowska” stała się przyczynkiem do rozważań o konflikcie idei jagiellońskiej (Piłsudskiego) a piastowskiej (Dmowskiego). Ten konflikt idei nie pasował jednak do rzeczywistości 1919-1921 r. Sam Piłsudski w wypowiedziach z 1919 r., zwracał uwagę, że Ukrainy żaden rząd nie kontroluje, jest tam za dużo broni i za dużo uzbrojonych grup. Pokonany przez wojska polskie, „denikenowców” oraz przez bolszewików Petlura miał oparcie jedynie na Podolu, a jego siły zbrojne, liczące ok 4 tys. żołnierzy, nie stanowiły poważniejszej wartości. Stworzyć „zaprzyjaźnione” państwo mógł Piłsudski tylko na wzór niemiecki z 1918 r.; wtedy też praktykowano „ideę jagiellońską” przekazując, pod kontrolą okupacji niemieckiej, część atrybutów „niepodległej” władzy hetmana Skoropadzkiego (na Litwie demokratycznej Tarybie, na obszarach Polski Radzie Regencyjnej). Można się oburzać na to porównanie, ale praktyka okupacji polskiej na Ukrainie w nikłym stopniu różniła się od okupacji niemieckiej. Wojsko nie było w stanie opanować anarchii, przeciwnie: tolerując rabunki, siłowe wymuszanie kontrybucji, gwałty popełniane przez polskich żołnierzy (celowały w tym zwłaszcza pułki wielkopolskie), doprowadzono do wzrostu nastrojów buntowniczych. Wojna jest matką demoralizacji; okupant, nawet przychodzący z pieśnią o wolności na ustach, zachowuje się zawsze jak okupant; nie da się narzucić demokracji z zewnątrz. Tak zatem wyglądała kwestia celu politycznego.

Cel militarny, o ile istniał, też nie został spełniony. Atak poszedł w próżnie, nie unicestwiono w kampanii kijowskiej poważniejszych sił bolszewickich. Niepowodzenie rodziło kolejne pytanie o przemieszanie strategii politycznej i militarnej. Wojnę, jako przedłużenie polityki wg Clausewitza, prowadzi się by przemocą zniszczyć siły przeciwnika i wymusić na nim korzystny dla nas pokój. Kto był przeciwnikiem Polski na frontach wschodnich od sierpnia 1919 do kwietnia 1920 roku? Jak miał wyglądać korzystny dla nas pokój? Gdzie leżała granica państwa, której wojsko miało bronić? Były to pytania, na które żołnierzy nie znali odpowiedzi. Siedzieli nad Berezyną na nieswojej ziemi, czasem bronili miejscowych przed rabunkiem i gwałtem dokonywanym przez zrewoltowane bandy, czasem sami się parali takowym rabunkiem i gwałtem. Myśleli, że wrogiem jest „bolszewik”, ale ich zadaniem było rozbrajać, wsadzać do bydlęcych wagonów i wysyłać na zachód do obozów internowania, pokonanych przez bolszewików „denikenowców”. Ich dowódcy dostrzegali rosnące zagrożenie w postaci koncentrującej się w czerwcu 1920 r. armii Tuchaczewskiego. Oczekiwali decyzji: czy przeprowadzić atak uprzedzający, zanim przeciwnik dokończy koncentrację; czy też wycofać się i skupiwszy siły oczekiwać na uderzenie.. Wiedzieli, że nic nie robić, trwać w okopach, tworząc kilkuset kilometrowy kordon graniczny, to prosta recepta na klęskę.

III

O ojcostwo sukcesu walczą zawzięcie różne samce, porażka zwykle jest sierotą. Ludzie są ludźmi, niedoskonałymi tworami. Wielkość u polityków idzie w parze z ich wybujałym egocentryzmem; widoczne to było nie tylko u Piłsudskiego, Sikorskiego,Wałęsy; grzechem byłoby ich podejrzewać o obiektywizm w opisie przeszłości. Przyjmować to można jako rzecz naturalną, póki możliwe jest prowadzenie otwartej, wolnej dyskusji historycznej. Gorzej gdy relacja jednej strony staje się obowiązującą polityką historyczną.

O ojcostwie sukcesu 1920 r. zdecydowała siła; Piłsudski zdobył władzę, Rozwadowski trafił do więzienia (zmarł wkrótce po zwolnieniu), Sikorski, Sosnowski (po desperackiej próbie samobójczej w 1926) odsunięci zostali na boczny tor. Krytykom oficjalnej polityki historycznej groziło więzienie, obóz koncentracyjny w Berezie lub pobicie przez „legionowych wiarusów”. To jednakże nie było tak groźne dla państwa, jak inne, mniej odczuwalne fizycznie, skutki.

Utrwalił się anachroniczny model wodzowski. Nie rozdzielono odpowiedzialności za decyzje polityczne od odpowiedzialności za ich, militarne wykonanie. Decyzyjność kumulowała się w mózgu jednego Geniusza, który ponosił jedynie odpowiedzialność przed Bogiem i Historią. Po śmierci Józefa Piłsudskiego na takowego Geniusza namaszczono Rydza-Śmigłego, powołując się na domniemany testament eks-Naczelnika Państwa. Pastwić się nad błędami Rydza nie warto; zrobił to już jego następca Sikorski, sam gładko wchodząc w ten wodzowski model.

Rydza z Piłsudskim łączyła pasja do pasjansa; obaj godzinami siedzieli nad kartami udając, marsową miną, że przeniknęli wszelkie tajemnice świata i mają w głowach gotowy plan rozwiązania wszelakich szczegółów. Obaj, jeśli chodzi o sferę obronności państwa, interesowali się przede wszystkim personaliami; opracowania dotyczące modernizacji uzbrojenia czy logistycznego przygotowania kraju do toczenia wojny obronnej uznawali za nudne wywody „zawodowych sztabowców”. Jeśli istniała jakaś polityczna wizja wzmocnienia bezpieczeństwa państwa, tak w sferze polityki zagranicznej jak i wewnętrznej, to miała ona charakter bezobjawowy. Plan obrony kraju był tak „ściśle tajny”, że nie mógł wyjść z głowy genialnego Wodza. Szczęśliwą z tego powodu była zasada wyłączenia polityki obronnej spod kontroli parlamentu, a także otoczenie jej cenzurą i rygorami tajemnicy państwowej; dzięki temu pustka się nie ujawniała.

Zamiast czołgów i samolotów mieliśmy Politykę Historyczną; wielkie pranie mózgów obywateli polskich, wmawianie im, że Genialny Wódz gotów jest poprowadzić swoich bohaterskich wojów nie tylko na Kowno i Pragę, ale i na Moskwę czy Berlin. Kłamano rano, kłamano wieczorem, kłamstwo sączono w szkole i w mediach, kłamstwo stawało się rytuałem na podobieństwo niedzielnej mszy, kłamano tak skutecznie, że sami kłamcy w kłamstwo uwierzyli. Aż 1 września 1939 r. obudzono się z ręką w nocniku.

Historia kpi z Polaków kiepskimi powtórkami. Dziś też nie mamy czołgów ani samolotów, ale mamy Politykę Historyczną.

Reklamy

4 comments on “Zabójcza PH

  1. Radek Gawlik
    30 września 2018

    Bardzo ciekawy tekst Jarka. Gratulacje. Nie wiedziałam, że nasz „Wódz i Ojciec Narodu” Piłsudski miał takie wielkie Ja, przesłaniające często kompetencje?!

  2. Mariusz
    30 września 2018

    Tylko prawda jest ciekawa – jak mawiał stryjeczny wuj Piotra Niemczyka. Wątpię, aby kult Piłsudskiego był dzisiaj tak samo silny jak wśród legionowych admiratorów Marszałka i urzędników II RP. Obozy polityczne – po różnych stronach ideologicznych barykad – używają postaci historycznych jako dekoracji do swoich rekonstrukcji. Umysł krytyczny potrafi wyciągnąć z tego lekcję. Pewnie dlatego tak łatwo znajdujemy analogię między wybujałym ego Wałęsy i Piłsudskiego. Dla mnie prawdziwa polityka historyczna to – parafrazując Arystotelesa – roztropne zarządzanie zbiorą pamięcią w imię dobra wspólnego. Każda krzywda musi być napiętnowana. Ale wspólnota nie może żyć samym tylko sarkaniem i narzekaniem. Wszak i święci garnki lepili i wiele grzechów mieli na sumieniu….
    Jarku, kolejny raz dzięki za Twoje mądre teksty, z którymi nie zawsze się zgadzam.

  3. Mariusz
    30 września 2018

    Sprostowanie : Józef Mackiewicz był chyba jednak stryjecznym dziadkiem Piotra. Tj. bratem ojca Aleksandry Niemczykowej.

  4. Jarek Kapsa
    1 października 2018

    Dziękuję za miłe słowa. Wybujałe ego nie było tylko cechą Piłsudskiego czy Wałęsy, jest to cecha tak powszechna u polityków, że zgodzić się muszę z teorią łączącą psychopatię z sukcesem w polityce. Kult postaci historycznych przybiera różne oblicze. Stryjeczny dziadek Piotra Niemczyka pewnie w grobie zgrzyta zębami gdy czyta wywody swoich „chwalców”, tworzących kapitułę jego imienia. Różnica wynika ze stosunku do prawdy. Ciekawe jest poszukiwaie prawdy, tak jak i poszukiwanie piekna, szczęścia itd. Ktoś kto uważa, że prawdę posiada, stać się może nudnym zamordystą ( to wynika z książek J. Mackiewicza). Wolę więc szukać i błądzić, licząc pokornie, że w niektórych sprawach będę mieć szczęście posiadać 60% racji.
    Pozdrawiam Was serdecznie
    Jarek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Information

This entry was posted on 29 września 2018 by in Historia, Patriotyzm and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: