Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Naród w Europie

Jarosław Kapsa

Jan Lebenstein – Porwanie Europy

Jeśli zaś chodzi o suwerenność narodową to Polska jest pod podwójnym protektoratem. Protektorat Stanów Zjednoczonych gwarantuje nam bezpieczeństwo, protektorat UE (Niemców?) rozwój gospodarczy. Może to i brzmi paskudnie, lecz należę do tej zdecydowanej większości, która nie chce zmiany tego stanu rzeczy. Suwerenność bez protektoratu byłaby nie tylko kłopotliwa, lecz mogłaby się stać antyludzka (ograniczająca indywidualną wolność ludzi).

I tyle górnolotnych oczywistości.

I

Siedziałem u kolegi, Andrzeja taternika-choleryka, w Żegiestowie – Zdrój. Mokro; chodziliśmy na grzyby, mokliśmy, suszyliśmy grzyby, potem suszyliśmy ubrania. A w dole płynął Poprad, a na nim Łopata, taki obszar w meandrze rzeki z projektowanym przez A. Szyszko-Bohusza pensjonatem „Wiktor” i innymi sanatoriami. Na Łopacie wybudowano mostek na słowacki brzeg, nasze życie towarzyskie ubogaciliśmy czeskim piwem.

O Łopatę toczyły się we wrześniu 1939 r krwawe walki między Polakami a Słowakami. Być może jedyne walki między tymi narodami. Słowacy poszli z Hitlerem by nam odebrać prapolską Łopatę, wartą pewnie mniej niż jeden czołg zniszczony na tej wojnie. Teraz mają za swoje, pokornie przechodzą mostek, ustawiają się w kolejce w „Biedronce” kupując kasze i groch; a Polacy do ich „Potrawin” nawet po piwo nie chodzą, bo u nas wódka tańsza.

Siedzimy, suszymy, gadamy z Andrzejem, taternikiem-cholerykiem, oglądamy album o tutejszych Łemkach. Łemkowie żyli tu po obu stronach granicy; część z nich nawet nie wiedziała, że są Łemkami. Po polskiej stronie pomylono Łemków z Ukraińcami i wywieziono w ramach akcji Wisła. Pozostały po nich cerkiewki, zamienione – tak jak w Żegiestowie – Wsi i w Miliku, na kościoły katolickie. Przyjeżdżają ludzie z Warszawy na Wierchomlę lub krynickie Forum; zachwycają się: Łemek, cerkiew, Nikifor, pasterski romantyzm. Łemków nie ma, zastąpili ich Maślanki z pod Nowego Sącza, chłopstwo leniwe acz pobożne. Po drugiej stronie granicy też są Łemkowie (ich nie wywieziono) i cerkiewki. Część tych Łemków też nie wie, że są Łemkami. Tyle, że Łemkowie potrafią dobrze gotować i robić śliwowicę, a prawdziwi Słowacy pozbawieni są smaku i gustu. Po tamtej stronie są także Romowie (Cyganie) i nikt ich nie lubi. Jak Łemek pije, to pije; a jak Rom pije to jest pijakiem. Jak Łemek-Słowak nie pracuje, to jest ofiarą systemu (tak jak u nas Maślanki), a Rom niepracujący to leń i złodziej.

Siedzimy, suszymy, gadamy z Andrzej, taternikiem-cholerykiem. On inteligent z Sosnowca, ja z Częstochowy. I jak to jest, że Maślanki stały się Polakami, a Łemkowie nie; a tam po drugiej stronie Łemkowie wtopili się w Słowaków, a Romowie nie… Czy istniał jakiś darwinowski dobór naturalny determinujący to i owo, a w szczególności przynależność narodową.

Mój dziadek z Uścia Solnego był Polakiem, ale pradziadek to już tak nie bardzo. Polacy dla niego to byli Panowie Szlachta; lepiej by nie przychodzili do Uścia bo wprowadzą pańszczyznę. Chłopi okoliczni byli cesarscy. Tacy sami chłopi zza Wisły byli Moskalami. W Uściu, pod Tarnowem i Bochnią mieszkali „doliniaki”, czasem za robotą lub z handlem przybywali górale. Górale, zwłaszcza z wyższych gór, to już był zupełnie inny naród, tak jak i Romowie (Cyganie). Nie rozróżnisz, czy to Łemek czy z Podhala, wszystko dzicz; budowali za wsią szałasy, rozpalali watry, naprawiali dachy lub handlowali bryndzą. W Uściu nie mogli zrozumieć jak te Pany z Krakowa i Warszawy dały się oszwabić, zachwycając się „kulturą” tej dziczy, uznając ją za prapolską. A jaki to polski strój nosił góral? Te portki z filcu to wymyślono w austriackiej armii, by żołnierzom w d… było ciepło; a teraz uczeni się zachwycają: ojojoj, jakie piękne parzenicy. Polak, prawdziwy Polak, to nosił portki lniane, sukmanę i czapkę – krakuskę z piórkiem jak Kościuszko, a nie jakieś niemieckie kapelusiki, wołoskie opończe i wojackie spodnie. Uściowi też delikatnie podkreślali, że tej kultury polskiej to i cesarscy nie mają, bo to głupie chłopy pańszczyźniane, a Uście to było miasto królewskie zamieszkałe przez wolnych gulonów.

I bądź tu mądry, jak z tej ludzkiej sieczki Bóg lub Człowiek stworzył narody.

II

W 1917 r prezydent Wilson chcąc przerwać głupią i okrutna rzeź białych ludzi i zapobiec na przyszłość podobnym aberracjom, wysunął ideę samostanowienia narodów. Tłumaczyć to można, w najlepszym wypadku, różnicami lingwistycznymi lub nieznajomością geografii. Znane w Stanach Zjednoczonych określenie „my – naród”, dotyczyło ogółu obywateli państwa. Ten „my naród” amerykański tworzył Żyd z Nowego Jorku i Polak z Chicago, Irlandczyk i Włoch, WASP i PIGS, a nawet (choć ta teza przyjmowana była wtedy z oburzeniem) ludzie o skórze czarnej, żółtej, śniadej.

Nie było też problemu z określeniem narodu tam, gdzie istniało państwo. Byli Francuzi, Anglicy, Niemcy a nawet – choć to brzmiało zabawnie – Belgowie. Nie było Bretończyków, Walijczyków, Bawarów czy Walonów.

Rzeczywisty problem istniał tam, gdzie światły prezydent USA adresował swoje deklaracje: w Europie Środkowej. Nie wchodząc w szczegółowe dywagacje jaki obszar nazwać należy Europą Środkową, zauważyć wypada taki pas „pomiędzy”, gdzie było dużo społeczeństw uważających się za narody, większość z nich nie miała własnego państwa. Co gorsze z tej mozaiki nie dało się wykroić państwa narodowego, bo nie sposób w Europie Środkowej znaleźć 100 km.kw. zamieszkałych tylko przez jeden naród.

Gdybym chciał mądrze a uczenie tłumaczyć, wskazałbym, że tacy Uściowi stali się Polakami z powodów pozytywnych: wspólnota wiary, języka, historii. Czyli: wiara katolicka, mowa polska, idol Kościuszko… Mniej uczenie dodałbym jeszcze czynnik negatywny: strach przed obcymi. Z tego strachu rodziła się bariera budująca tożsamość: jesteśmy Polakami, bo nie jesteśmy Żydami, Niemcami, Rusinami, Słowakami. Pewnie podobnie wyglądało to po sąsiedzku. Jestem Słowakiem bo nie jestem Węgrem, jestem Czechem bo nie chcę być Niemcem, jestem Litwinem bo niePolakiem, Estończykiem bo nie-Rosjaninem. Kościuszkę, czy inny symbol, jakoś do tego umiejętnie dopisano, religię też. Tak Litwini jak i Polacy byli katolikami (i w XIX w mówili tym samym językiem), ale to nie przeszkadzało w wzajemnej niechęci i identyfikacji negatywnej: Litwin czyli nie-Polak (nawet by to podkreślić, ten nie-Polak nauczył się języka litewskiego).

Problem w tym, że tego typu fundament oparty na czynniku negatywnym jeszcze bardziej utrudniał realizację idei samostanowienia narodowego. Jeżeli naród miałby sam o sobie stanowić musiał mieć pewien obszar, którego byłby gospodarzem. Ponieważ obszaru czysto narodowego nie dało się wykreślić, pozostawały dwa rozwiązania. W pierwszym występował podział na gospodarzy (naród rządzący) i pariasów (tolerowaną mniejszość); w drugim – mniejszość się wyrzucało. Pierwszym znakiem następstw idei Wilsona była wojna polsko-ukraińska o to, kto będzie gospodarzem we Lwowie i okolicach. Drugim sygnałem tzw. wymiana ludności po Powstaniach Śląskich: Niemcy przeprowadzali się z polskiego Śląska na niemiecki, Polacy odwrotnie, migrowało (bynajmniej nie tylko dobrowolnie) ok 100 tys ludzi. Jedno i drugie wydarzenie było zapowiedzią Wielkiego Gonu, pełnej okrucieństw tragedii Europy Środkowej w czasach II wojny światowej. Tragedii, która skalą zbrodni i okrucieństwa przewyższała wszystko, co człowiek Europy Zachodniej mógł sobie wyobrazić.

Muszę tu zrobić znów wtręt osobisty. W czasie pewnej dysputy ktoś kojarząc jako niepolskie moje nazwisko, rzucił argumentem: bo wy Żydzi, nigdy nie mieliście swojego państwa, więc nie rozumiecie polskich problemów. Nie dyskutując z etnicznym określeniem mojej osoby, zwróciłem tylko delikatną uwagę: nawet Żydzi dostali swoje państwo na zasadzie samostanowienia i rządzą nim jak Dmowski z Piłsudskim na spółkę.

III

Siedzimy, suszymy, gadamy. Andrzej wykazał trzeźwy determinizm: skoro narody powstały i zbudowały własne państwa, to widać tak powinno być i tak będzie. A ja, że niekoniecznie. Była tu kiedyś granica, WOP-isci, celnicy; bili się Polacy ze Słowakami o Łopatę, a dziś… Może państwa narodowe otoczone murem granicznym to tylko wyjątek, odchylenie od normy europejskiej kultury. Nasze dzieci pracują w Niemczech i Anglii, jeżdżą na wakacje do Hiszpanii i to jest dla nich tak normalne jak było dla „galileuszy” (mieszkańców Galicji) 150 lat temu. Mówią globalizacja… Grosman, ten co pierwszy w Częstochowie kupił sobie samochód, sprowadzał łupiny kokosów z Brazylii, przerabiał w Częstochowie na guziki i wysyłał je do Moskwy, a nawet do Mandżurii; i co, to nie była globalizacja. Co ważne: nasze dzieci pracują w Niemczech czy Anglii i nikt tam na siłę nie robi z nich Niemców czy Anglików, mogą być tym kim chcą być. Tak też było dawno, dawno temu.

I uderzam Andrzeja Kadłubkiem (wkurza się, bo jako sosnowiczanin jest antyklerykałem). Pisał biskup Kadłubek w Jędrzejowie kronikę, plótł w niej różne bajdy jak to średniowieczny dziejopisarz, za to z jaką maestrią. Ponieważ był erudytą wpisał dzieje Polski w Europę; Kraka uczynił potomkiem Grakhusa, Lestkowi kazał walczyć z legionami Cezara. I tak już potem szło. Czy kościół św. Pawła i Piotra w Wilnie to litewski barok, a na Wawelu to polski renesans? Nie, byliśmy może na peryferiach, ale w Europie. Może byliśmy bardziej odtwórczy niż kreatywni, ale przejmowaliśmy za swoje europejskie wzory. W naszym prawie zakorzenione są rzymskie zasady. Trwała jest własność prywatna; w Rosji wszelka własność była Cara, nadawana jedynie w użytkowanie zasłużonym. Krajobraz naszych miast to triada: rynek, ratusz, kościół; taka sama triada jak w Hiszpanii, Francji, Włoszech. Narody zostały sztucznie wykreowane 150-200 lat temu, a europejskość, w sensie cywilizacji opartej na wspólnie respektowanych wartościach, trwa w tej naszej Polsce od czasów bł. Wincentego.

Czyżby naszą dolą było to, co nam wróżono w XIX w. odnośnie Rosji… Czy polski strumień ma włączyć się i zaniknąć w wielkim europejskim morzu? Może i tak, może i nie. Polskość w Europie nikomu nie przeszkadza, tak jak nie przeszkadza włoskość, francuskość, angielskość, a nawet walońskość czy bawarskość. Jesteś tym, czy chcesz być; żyj tak jak żyć chcesz i pozwól by inni podobnie mieli wolność wyboru własnej drogi poszukiwania szczęścia. Ważne by to się utrwaliło. Ważne by już nigdy żaden naród nie zabijał drugiego narodu walcząc o jakąś Łopatę.

I takeśmy pijąc kupione na Słowacji czeskie piwo gaworzyli przy suszeniu grzybów w Żegiestowie nad Popradem

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Informacja

This entry was posted on 1 października 2017 by in Historia, Narodowość, Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: