Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Narodziny galicyjskiego antysemityzmu

Jarosław Kapsa

Potrzebne były słowa twarde i takie wypowiedział Stanisław Tarnowski:

Ktokolwiek są ci agitatorowie, ci przyjaciele ludu, którzy do rozruchów podżegali, czy radykaliści właśni polscy, czy przez obcych nasadzeni, zawsze oni postawili na swojem: nienawiść społeczną w narodzie i kraju polskim podnieśli do wyższej potęgi i utrwalili znowu na pewien przeciąg czasu (…) Kiedy przez całe lata kilkanaście pisemek powtarza człowiekowi ubogiemu, że większy majątek drugiego jest jego krzywdą, (…) nie ma nic innego tylko podżegania uboższego przeciw bogatszemu, z nieuniknioną przyprawą kłamstw, oszczerstw, potwarzy, fałszów wszelkiego rodzaju, nie może być inaczej tylko taki zasiew swój plon wydać musi (…) Sławny antysemityzm przyczynił się także do galicyjskich zaburzeń (…) wystąpiła plemienna nienawiść Żyda, jego pochodzenia, jego krwi. Nie godziwa, nie chrześcijańska, i niezgodna z cywilizacją, rozeszła się po całej Europie, jak zaraza. Doszła i do nas, i znalazła grunt bardzo dla siebie przydatny w pieniężnej zależności chłopa od Żyda. Znalazła też swoich wyzyskiwaczy, swoich spekulantów. Karierowicze różnego rodzaju w państwie austriackim dostrzegli sprytnie, że to konik, na którym gdzieś dojechać można. Wsiedli na niego i pojechali (..) Katolik pozorny z interesu, dla gescheftu, dmie w wielką trąbę swojej chrześcijańskiej żarliwości, podszczuwa przeciw Żydom, rozżarza nienawiść do Żydów i… staje się popularnym! Rozbite szyby i sprzęty żydowskie, i przelana krew chrześcijańska, spadają także i w znacznej części na ten antysemityzm, na jego wpływ, i na jego organa.”1.

Głos arystokraty, krakowskiego konserwatysty, słuchany był jedynie w wąskich kręgach; dla ogółu symbolizował skowyt niechcianej przeszłości. Szło nowe pod hasłami demokracji, szło nowe czyniące z ludu naród. Symbolicznie Tarnowskiemu odpowiedział w „Weselu” Wyspiańskiego Czepiec: Pon się boją we wsi ruchu, pon nos obśmiwajom w duchu. – A jak my, to my się rwiemy ino do jakiej bijacki. Z takich, jak my, był Głowacki. Antysemityzm, wraz z rozbitymi szybami i sprzętem żydowskim, wraz z przelaną krwią i wylanymi łzami ofiar, był częścią owej nowoczesności. Tej nowoczesności, która w 1918 r, tworzyła Najjaśniejszą Niepodległą Rzeczpospolitą Polską.

… to, co się teraz w kraju dzieje jest smutne, bardzo smutne. Nie to, że kilkadziesiąt szynków i karczem zniszczono, ale to, że setki chłopów zalegają więzienia, a dziesiątki padły od kul karabinowych systemu Manlichera, że w 32 powiatach zawieszono w części prawa konstytucyjne, a w dwóch fungują sądy doraźne, a zwłaszcza to, że znaczna część ludu dała się porwać do zbrodniczych zamachów. () Szukajmyż więc winowajców. Nie jest nim lud włościański, ani nawet warstwa robotnicza w ogólności, gdy w liczbie kilkunastu ofiar „nieszporów frysztackich” w znaczną większość stanowią porządni, spokojni gospodarze, a wyrostki i pijani wyrobnicy, którzy rozbijali szynki i szynkfasy, demolowali karczmy, rabowali pierzyny i ruchomości, zaledwie do ludu liczyć się mogą, a w każdym razie są tylko jego wyrzutkami. Nie są winni, ani żandarmi, ani wojsko. Gdy się w Frysztaku żandarmi w liczbie pięciu znaleźli wobec niezliczonego tłumu, który się pomimo wezwań nie rozchodził, gdy wśród niego groźne odzywały się hasła, a nawet zabłysła kosa i jednego z nich zraniła, żandarmi spełniając swój obowiązek służbowy, ratując zagrożone życie, dali salwę, w skutek której padli winni i niewinni () Na pewne winni są bezpośredni sprawcy rozruchów, ci, którzy własnoręcznie rozbijali sklepy i szynki i podpalali karczmy, ale tych ramię sprawiedliwości dosięgnie i ukarze. Cięższy grzech obarcza tych moralnych, a raczej niemoralnych sprawców, którzy skrycie kierowali ruchem i są poszukiwani gorliwie, acz dotąd bezskutecznie przez władze publicznego bezpieczeństwa.”.2

Przesadą byłoby nazwać pogromy na Galicji w latach 1894-1897 „drugą rabacją”. Choć w jednym i w drugim wypadku przemoc była „dzieckiem strachu”. W 1846 r strach, że przyjdą Polacy i przywrócą pańszczyznę, doprowadził do erupcji bestialstwa kierowanego przeciw dworom. Czas był okrutny, a pamięć o krzywdach chłopskich długa; stąd i okrucieństwo zbrodni. Pięćdziesiąt lat później nie „rżnięto piłą”, nie układano w koszach ściętych głów, nie goniono po lasach uciekających. Frysztak, to taka mieścina, sztetl liczący 1300 dusz, z tego 1100 żydowskich. Błotnisty rynek otoczony karłowatymi domkami, na rynku co tydzień jarmark, zjeżdżali się z kurami, jajkami, szczeciną, wikliną chłopi, kupując od miejscowych olej skalny, perkaliki i koraliki.

Bogatych we Frysztyku było kilka rodzin, tych od fabryki cementu, od browaru, od handlu zbożem i bydłem. Reszta żyła powietrzem i z powietrza. Gmina była ortodoksyjna, młodzi chłopcy utrzymywani przez teściów, od rana do wieczora studiowali święte księgi; o chleb dla rodziny zabiegały kobiety targując się zawzięcie o każdego grajcara. I to kobiety najgłośniej lamentowały, gdy ich poduchy i pierzyny, ich wiano, które przekazać chciały na wyprawę córkom, chamska ręka dziurawiła i pokrywała błotniste podwórka białym jak śnieg puchem. To kobiety pobito, by uciszyć lament; ze starszych Żydów młódź chłopska czyniła sobie rozrywkę podpalając brody, zrzucając mycki, karząc skakać i tańczyć. Żandarmów było pięciu, lud rozgrzany okowitą i rozróbą, nie ustępował; „do rodaka, do katolika, będziesz strzelał, taki synu… ”. Strzelili, pewnie ze strachu przed ostrzami kos; strzelili, zabili… W Galicję poszła wieść: mordują chłopa broniąc Żyda… Pany się z Żydem skumały i mordują biednych chłopów… Poszły skargi chłopskie adresowane do Cysorza Pana, dobrego Franciszka Józefa, by ochronił wierny lud polski przed niecnym spiskiem ślachty i żydostwa.

Nowym było, że o ochronę błagał lud polski; nie jak w czasie rabacji 1846 r „cysorski”. Polak we Frysztyku, Czchowie, Mszanie, Uściu, Wielopolu przestał być obcym „ciarachem”. Potomek rabanta, wójt Żmiącej Stanisław Uryga wzywał na wiecu: „Kochani Bracia nie upadajmy na duchu, ale pracujmy na polu oświaty, a narodowy duch w nas się obudzi i przy wspólnej pracy z pomocą Bożą odbudujemy na nowo ten wielki dom narodowy, który obejmuje w swe łono cały nasz naród polski, a wtenczas spełnią się słowa wieszcza, który wyrzekł, że potężny ten lud kmiecy dźwignie Polskę swemi plecy”3. Słuchali go dawni „cysarscy”, teraz świadomi swej polskości, wierzący w odwieczność swojego narodu. Wiedzieli także, że poeta wieszczący odbudowę wielkiego domu narodowego przez lud kmiecy, radził by z tego domu wymieść śmieci. A kto był śmieciem, wiadomo: karczmarz Żyd dawał wódkę i kazał płacić za to; lichwiarz Żyd ostatnią krowę zabierał za długi; Żydówka kupiła mendel jaj za 3 grajcary, sprzedała za 5, tucząc się na krzywdzie chłopskiej.

Demokracja nowoczesna wchodziła na wieś od strony oficyn dworskich. Bo na wsi też była demokracja, ale swojska. Wybory były od zawsze; w karczmie schodziły się głowy najważniejszych rodzin wybierając „wójcia”, który twardą ręką utrzymywał porządek. Demokracja „nowoczesna” mówiła coś o Sejmie we Lwowie czy w Wiedniu; równie dla uścian czy czchowian ważnych jak Kongres w Waszyngtonie. Przecież i tak wszyscy wiedzieli, że władzą jest wójt, a nad wójtem Cysorz i Pan Bóg. Z jednym i drugom można było porozumieć się bezpośrednio (modlitwą lub pisaniem petycji); lub pośrednio przez Plebana lub przez Amt. Więc te jakieś wybory do Sejmu, to były pańskie sprawy. Przychodził z dworu ekonom, ustalał z wójtem i radą głów rodzin, co i jak; wieś dostała drewno serwitutowe, a pan głosy wyborców.

Tak było dopóki nie pojawił się ks.Stanisław Stojałowski. „Zacząłem ich odwiedzać w mieszkaniu – opisywał swe pierwsze kontakty z chłopami cesarskimi we Lwowie – a rozmawiając z nimi o tem i owem, przekonałem się, że nie byli to ludzie źli, tylko ciemni. Słuchali chętnie, gdy się do nich przemawiało życzliwie lub tłumaczyło jakąś sprawę. Z początku zdaje się podejrzewali, że przychodzę w jakichś celach ukrytych, co chłopi nazywają «pod-rywką», lecz gdy przez czas dłuższy, tj. przez parę sesji przychodziłem a niczego w zamian nie żądałem, nabrali większego zaufania”. Posiadając niekwestionowaną charyzmę, potrafił przekonać do siebie osoby początkowo mu niechętne. „Ksiądz był dla biednych, a biedni byli dla księdza” – opowiadali o nim chłopi. To był „ich Ksiądz”, gdyż „wczuwał się w krzywdy ludzi ciemiężonych, rozumiał ich niedolę i starał się im pomagać 4.

Był Stojałowski wytworem nowych czasów, czymś jak dziś ks. Rydzyk w połączeniu z Andrzejem Lepperem. Opowiedzmy o nim fragmentami tekstu wspomnieniowego, jaki ukazał po śmierci księdza, w październiku 1911 r., w krakowskim organie socjalistów „Naprzód”. „Zeszła z nim do grobu postać nie powszechnia, związana z historią życia politycznego Galicji przez ostatnich trzydzieści lat, postać niezwykła, tak indywidualnie, a przecież urobiona przez stosunki galicyjskie i tylko na ich tle zrozumiała (…) Już jako wikary we Lwowie wziął się do pracy społecznej (…) W owych czasach panowała jeszcze wśród ludu wiejskiego w Galicji zupełna martwota polityczna; nikt nie zajmował się uświadamianiem ludu, krajem rządzili niepodzielnie stańczycy. Ks. Stojałowski pierwszy podjął próbę uświadamiania chłopów. Wydawał dla nich pisemka „Wieniec polski”, „Pszczółka” i „Dzwon” i jeździł po kraju, odbywał zgromadzenia chłopskie, budząc lud do myślenia nad swą dolą. Jako mówca i pisarz ludowy znalazł ów ton, który wywołał oddźwięk w duszy chłopskiej, pierwszy przemówił do chłopa tak, ze go chłop zrozumiał. To też chłopi poszli za nim. Wkrótce we wszystkich okolicach kraju miał wśród nich zastępy fanatycznych zwolenników (…) Ale ks Stojałowski był sam (…) W tej długoletniej samotności politycznej wybujały u niego te cechy charakteru, które stanowiły spuściznę staroszlachecką, krańcowy indywidualizm, warcholstwo. Ks. Stojałowski stał się niezdolnym do tolerowania obok siebie kogokolwiek, do współdziałania z innymi w jakiejkolwiek organizacji (…) W owym czasie stanął on sam przeciw wszystkim potęgom panujących w kraju koterii. Nadało mu to piętno pracy jego całego życia. Sam jeden nie mógł nic trwale zbudować. Kółka rolnicze zaraz mu wyrwali z rąk stańczycy (…) Z rosnącym niepokojem patrzyła szlachta na działalność „wichrzyciela” przyzwyczajonego do bezwzględnego posłuchu, bała się, że „cham” dojdzie do świadomości praw obywatelskich (…) I gdy nastały w Galicji rządy”żelaznej ręki” namiestnika Kazimierza hr Badeniego rozpoczęła się era prześladowań ruchu chłopskiego. Niezliczone procesy spadły na ks. Stojałowskiego, jak grad posypały się konfiskaty na jego gazetki. Pozbawiono go probostwa kulikowskiego, nękano go i szczuto jak dzikiego zwierza (…) Wówczas potentaci galicyjscy postanowili zniszczyć go moralnie. Zasądzono go za zbrodnie oszustwa i sprzeniewierzenia, gdyż zbierał wśród swych zwolenników składki na lampę, którą miał zawiesić u grobu Chrystusa w Jerozolimie (…) Jakkolwiek wyrok ten nie był niczem innem, jak krokiem prześladowania politycznego, jednak ta sprawa odsłoniła pewien rys, który później rozwinął się potwornie u ks. Stojałowskiego przyczynił się do jego upadku. Był to początek korupcji. W nierównej walce (…) dał się zepchnąć na bezdroża moralne, nawykł brać pieniądze bez względu na to, jak i czyje. Stało się to z czasem drugą naturą (…) Błądząc po życia drodze, zapomniał o celu drogi. Ideę, która mu przyświecała zatracił. Wpływy, które sobie zdobył w czasie walki i prześladowań, starał się podtrzymywać demagogią, w której był mistrzem (…) Już nie o ideały walczył, ale o grosz. Już tylko to stało mu się celem. Skorumpowawszy się stopniowo, nie wahał się oszukiwać chłopów, wyłudzać od nich pieniądze… ”5.Zacytujmy także opinie nuncjusza apostolskiego, skutkującą nałożeniem na „ludowego kapłana” ekskomuniki: Stojałowski „stoi na czele ruchu socjalistycznego w Galicji. Agituje wśród chłopów, którzy go wielbią i wspierają finansowo. Podburza wieś, szerzy nienawiść do bogaczy i biskupów, chce zniszczyć ich autorytet. A wszystko to czyni, twierdząc (z wielką hipokryzją i na szkodę ludności wiejskiej), że upowszechnia nauki Ojca Świętego w dziedzinie socjalizmu”6. Wyklęty przez Kościół, popierany przez lud i część proboszczów Stojałowski, drwiąc z majestatu Stolicy Apostolskiej, nadal objeżdżał wsie, aż po aresztowanie i osadzenie w budapesztańskim więzieniu. Obrońców wówczas zyskał wśród socjalistów; wspólnie z nimi „stojałowszczycy” kandydowali do wiedeńskiego parlamentu. Równocześnie Stojałowski związał się z panslawistami, pisując do sponsorowanych przez reżim carski dzienników warszawskich. W 1897 pokajał się, „podszedł do Cannosy” zyskując zdjęcie klątwy i wybór posłem z listy „stańczyków” (konserwatystów). W dalszym okresie, po 1907 r. próbował jeszcze współdziałania z endeckimi „wszechpolakami”; lecz skompromitowany licznymi woltami i aferami korupcyjnymi, stracił poparcie wyborców.

Doprowadzenie do upadłości zakładanych spółdzielni tłumaczyć można nieudolnością gospodarską księdza; sprzeniewierzenie składek chłopskich zbieranych na oleje święte wynikać mogło z jego naiwności; korupcja z przyjęcia galicyjskich reguł gry. Rodząca się demokracja pełna była szwindli, ks. Stojałowski nie odbiegał od normy. Istotnym jednak wkładem księdza było upowszechnienie nowoczesnego antysemityzmu; takiego, którego mistrzem stał się burmistrz Wiednia Karl Lueger (wzór także dla A. Hitlera). Chłop „nie wierzył nikomu, bo został prawie przez każdego oszukany, podejrzewał też wszystkich, że czyhają na niego”7 (Witos). Jednak nawet zamknięta społeczność musi się włączyć w szerszy układ obrotu gospodarczego. Ponieważ nie wierzono wszystkim, uznawano, że istnieje zmowa Żydów z dworem i urzędem nakierowana na chłopską krzywdę. Życie odbiega zazwyczaj od prostych schematów, więc powyższa zasada miała więcej dziur niż szwajcarski ser. Żyd, ogólnie był w wrogim obcym, ale w praktyce każda wiejska społeczność miała swoich „zaprzyjaźnionych Żydów”. Witos w swoich wspomnieniach tłumaczył to swoistą religijnością chłopów; postrzegano ich jako postacie ze Starego Testamentu. „Litowali się ludzie nad nimi z powodu znęcania się Faraonów, nie mogli im znowu darować zachowania wobec Mojżesza, a nawet samego Boga (…) Rozważając głębiej to zagadnienie, nie można obronić się wrażeniu, że względnie przyjazny, a często niewolniczy stosunek chłopów do Żydów miał swoje źródło w nauce kościoła i postępowaniu niektórych księży i dworów, bo w gruncie rzeczy chłopi Żydów nienawidzili, a nawet nimi gardzili”8 Pojawiające się w drugiej połowie XIX w., kierowane do chłopów, gazety i inne wydawnictwa katolickiej, nacechowane były tak duża dawką antyjudaizmu, że nie sposób ich posądzać o budzenie „niewolniczego stosunku chłopów do Żydów”. Społeczności gmin żydowskich były w podobny sposób zamknięte jak społeczności chłopskie. Nie istniała płaszczyzna spotkań towarzyskich: ani szkoła, ani karczma, ani ludowe obyczaje takiej płaszczyzny nie wytwarzały. Kontakty z Żydami miały przede wszystkim charakter gospodarczy; ale stosunki handlowe nie musiały prowadzić jedynie do antagonizmów. Żyd był szanowany jako człowiek „światowy”, a więc posiadający najlepsze, wiarygodne informacje. Przyjmowano jako oczywistość, że posiadacz informacji nie zawsze się musi nimi dzielić; zabiegano więc o dobre kontakty z ważniejszymi personami z żydowskich wspólnot by mieć pierwszeństwo w uzyskiwaniu wieści. Wiarygodność „szeptów żydowskich” była wyższa niż oficjalne enuncjacje urzędników, czy pogłoski zasłyszane z dworu. Wymiana handlowa rodzi kwasy; zawsze można być przekonanym, ze sprzedało się za tanio, kupiono za drogo. Ale chłop najczęściej nie miał innego pośrednika, niż Żyd, by na rynku gospodarczym spieniężyć plony; niezbędny był także pieniądz żydowski jako kredyt na rozwój gospodarstwa czy zakup ziarna siewnego..Był także swoisty kult mądrości żydowskiej; w trudnych sprawach zasięgano rady u Żyda; przy tym jako radcę wybierano Żyda szanowanego w swojej gminie (rabina, bogatszego kupca, młynarza, karczmarza). Jednocześnie jednak częste były przypadki jawnie okazywanej pogardy okazywanej biedniejszym Żydom. Wynikało to ze swoistej stratyfikacji społeczności wiejskiej, wspomnianej wyżej hierarchii wykluczającej możliwość wspólnego zasiadania przy stole kmiecia-gospodarza i pracującego dla niego parobka. Tenże parobek, zagrodnik czy komornik też chciał pokazać, że w świecie społecznym są osoby niżej od niego umiejscowione. Przypadki ostentacyjnego poniżenia Żyda były nas ogół przez wspólnotę wiejską piętnowane, podobnie jak i inne awantury prowokowane wódką.

Antysemityzm rodzący się w Europie, po krachu giełdy wiedeńskiej w 1873 r, musiał dotrzeć także do Galicji; a ze względu na wysoki odsetek Żydów tworzących średnie warstwy (mieszczaństwo, kupcy, przemysłowcy, inteligencja) znalazł tu dobrą glebę. Głoszony był otwarcie w takich galicyjskich gazetach jak „Grzmot” i „Antysemita”; stał się też treścią gazet narodowych, katolickich czy – wreszcie – ludowych. Żydów otwarcie określano jako „hieny”, „pijawki”, „pająki”; przedstawiano ich jako odrażające kreatury demoralizujące lud przez sprzedaż wódki i uwodzenie dziewcząt; niszczących gospodarkę chłopska lichwą i wysokimi cenami. Hasłem Stojałowskiego stało się wyzwolenie wsi od Żydów. Postulowano legalne formy walki: tworzenie konkurencyjnych dla specjalizacji ekonomicznej Żydów form: sklepów spółdzielczych, kas oszczędnościowych, świetlic zastępujących karczmy. Ale w podtekście, mniej czy bardziej otwarcie, uznawano za jedynie skuteczną drogę wypędzenie Żydów.

Proces rodzenia się antysemityzmu przebiegał w Galicji podobnie jak w innych krajach europejskich. Pogromy z lat 1894-1897 nie były czymś wyjątkowym; wcześnie wraz z hasłem „Bij Jewreja spassaj Rodinu” przemoc rozlała się po całym Imperium Rosyjskim, z Warszawą włącznie. Różnica polegała na tym, że w zaborze rosyjskim nie istniała wolność polityczna; nie mogły funkcjonować partie, demagodzy nie ubiegali się o chłopskie głosy, prasa ograniczana była cenzura, opinia publiczna była zakneblowana. Wolność nie jest cnotą prowadząca człowieka tylko do dobrego; wolność to także suwerenne prawo wyboru złej drogi. Z szacunku dla faktów uznać musimy, że nie Dmowski, lecz Stojałowski stał się ojcem polskiego antysemityzmu; nie endecja lecz tworzenia masowych partii chłopskich ideę antysemityzmu upowszechniło.

1 S. Tarnowski „Skutki rozstroju. Rozruchy” Kraków. 1897 r.

2. Antoni Fibich „Rozruchy antyżydowskie”Mielec 1898).

3 M. Luczewski „Odwieczny naród” wyd UMK 2012

4 M. Łuczewski „Ultramontańskie źródła ruchu ludowego. Studium realizmu politycznego”.

5 „Naprzód” z dnia 25.10.1911 r.

6 Za M. Łuczewski

7 W. Witos „Moje wspomienia” cz 1 Warszawa 1978 r.

8 j.w.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 19 maja 2017 by in Historia and tagged .

Nawigacja

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d bloggers like this: