Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Ocalić od zapomnienia

Jan Dobrodziej
Wstęp Grzegorz Majewski

web-off-0000.jpg

„Żyję nadzieją, że Polska o mnie nie zapomni, jak ja o niej nigdy nie zapomniałem i nie zapomnę, że wreszcie zwycięży sprawiedliwość. Nie byłem jej synem marnotrawnym, lecz byłem patriotą, i że ona też przypomni sobie o mnie, który walczył o jej wolność z bronią w ręku.”

Franciszek Jakowczyk (2016 r.)

Wstęp

Około 10 lat temu byłem z rodziną turystycznie na Litwie. W trakcie zwiedzania karaimskiej osady w Trokach spotkaliśmy duchownego, który oprowadził nas po ich świątyni. Dla wyjaśnienia- Karaimi to naród z własną wiarą zbliżoną do żydowskiej. Świątynia zbudowana jak synagoga, cała w drewnie a to, co rzucało się w oczy , to były symbole przywiązania do II Rzeczpospolitej. Nasz przewodnik opowiadając pięknie dzieje swego narodu doszedł do 1939 roku, wtedy dowiedzieliśmy się o jego walce we wrześniu. Był ochotnikiem, z dumą nam o tym mówił. Na koniec, gdy mu dziękowaliśmy i gratulowaliśmy pełni podziwu, pokazał nam dokument przyznania przez prezydenta Kwaśniewskiego emerytury w wysokości 500pln. On był dumny, szczęśliwy, a mnie naszły myśli, że nasz kraj wynagradza dobrze zbrodniarzy i zdrajców, a dla prawdziwych patriotów-bohaterów ma ochłapy. Dzisiaj, po tych latach muszę zweryfikować nieco swoją ocenę. Dla wielu bohaterów nie tylko nie mamy nawet ochłapów, ale zwyczajnie umykają naszej pamięci. Całe szczęście są dobrzy ludzie, którzy przypomną nam czasem o tych, którzy wiele wycierpieli dla nas, byśmy dziś mogli żyć wolni.

Internet poszerzył naszą przestrzeń, w której możemy spotkać się z ludźmi, rzeczami ukrytymi przez mainstream-owe media gdzie decydujący jest zysk. Dzięki niemu zetknąłem się z ukraińskim tekstem o Polaku mieszkającym na Żytomierszczyźnie, nie byłoby w tym niczego niezwykłego, gdyby nie tylko wspaniała przeszłość Pana Franciszka, co jest istotne, ale i to, że tekst o nim napisał Ukrainiec. Opierał się na artykułach z prasy polskiej, wydawanej na Białorusi i Ukrainie, a także na prasie ukraińskiej. Po przeczytaniu artykułu napisałem kilka maili, dzięki którym wiem, że o Panu Franciszku Polska zapomniała. Wstydzę się tego. Wstydzę się tego jako zwykły Polak, który nie zrobił wszystkiego co należało. Może ktoś, razem z innymi dobrymi ludźmi wystąpi o godną emeryturę prezydencką dla Pana Franciszka? Bohaterów tamtych czasów jest coraz mniej, odchodzą tak szybko na „wieczną wartę”, a młodsze pokolenia przez to nie mają możliwości spotkania się z nimi. Moje pokolenie miało to szczęście, ze ci ludzie byli wtedy, gdy ja byłem młodzieńcem, jeszcze relatywnie młodzi, czerpaliśmy od nich garściami. Emerytura dla naszych bohaterów ma nie tylko znaczenie symboliczne, chociaż ono jest niezwykle ważne, ale nader praktyczne-można kupić lekarstwa, na które w tej chwili ich zwyczajnie nie stać. W miejscu, gdzie żyje nasz bohater, w ukraińskiej wiosce, nawet 500 złotych to duża pomoc.

Franciszek Jakowczyk

W historii każdego narodu, bardzo wielu ludzi zasłużyło się dla jego niepodległości na tyle dobrze, aby zapewnić sobie pamięć wśród potomnych i prawo do dumnego noszenia miana bohatera narodowego. Nie inaczej jest również w Polsce. Niestety bywa również tak, że o wielu bohaterach historia zapomniała, a tym samym zapomnieli o nich ich rodacy, lub nigdy nawet o nich nic nie słyszeli. Tak właśnie jest z bohaterem naszego artykułu, osoba niemal zupełnie w Polsce nieznana, postać jaka poświęciła swoje życie dla ojczyzny, w walce o niepodległość Polski. Człowiek o którym pragniemy napisać, to osoba wyjątkowa, również z innych przyczyn – nasz bohater, 88 letni weteran Armii Krajowej, walczący o niepodległość Polski do roku 1948-go, skazany na 25 lat więzienia a jeszcze później, za ucieczkę z sowieckich łagrów na karę śmierci, zamienioną na 25 lat więzienia. W łagrach sowieckich przesiedział ponad 21 lat a po wyjściu z więzienia, nie uzyskał zgody na wyjazd do Polski. Żyje i mieszka w Ukrainie, jego wyjątkowość polega na tym, że będąc wielkim polskim patriotą, jest jednocześnie wielkim patriotą swojej drugiej ojczyzny – Ukrainy.

Ocalony od zapomnienia

O panu Jakowczyku dowiedzieliśmy się dzięki artykułowi prasowemu, jaki po raz pierwszy ukazał się w gazecie, którego autorem był pan Wiktor Sologub. Dzięki temu artykułowi, oraz aktywnym działaniom ojca autora, pana Olega Sologuba – miejscowego historyka, krajoznawcy i społecznego aktywisty, ukazały się później w prasie polonijnej wydawanej w Ukrainie i Białorusi inne artykuły prasowe, mówiące nam o życiu pana Franciszka. W Polsce jak do tej pory, nie pojawiła się żadna wzmianka o niesamowitych losach pana Franciszka. W artykule “Wolność albo Śmierć”, w którym pan Wiktor Sologub zapisał wspomnienia pana Franciszka, możemy przeczytać:

“Żyję nadzieją, że Polska o mnie nie zapomni, jak ja o niej nigdy nie zapomniałem i nie zapomnę, i że wreszcie zwycięży sprawiedliwość. Nie byłem jej synem marnotrawnym, lecz byłem patriotą, i ona też przypomni sobie o mnie, który walczył o jej wolność z bronią w ręku. “

– i właśnie tym słowom pana Franciszka poświęcamy nasz artykuł.

Linki do artykułów prasy ukraińskiej i polonijnej, gdzie opisano postać Pana Franciszka:

We wszystkich tych publikacjach, przedstawiona jest dosyć szczegółowo historia życia pana Franciszka, z uwagi na to, powtórzymy jego biografię tyko pokrótce i skupimy się na innych kwestiach z życia naszego bohatera, zwłaszcza jeśli mowa o teraźniejszości.

Historia życia

Franciszek Jakowczyk urodził się 12 maja 1928 roku w Samołowiczach obok Pacewicz (powiat wołkowyski) w rodzinie inteligenckiej. Ojciec Włodzimierz był wojskowym i w czasach I wojny światowej służył w armii Piłsudskiego. Matka Anna była nauczycielką historii w szkole wiejskiej. W 1935 roku Franciszek poszedł do szkoły. Z tego okresu życia, najlepiej zapamiętał słowa swojego pierwszego nauczyciela: „Jeżeli kochasz Ojczyznę, jak ojca i matkę, to nigdy ją nie zdradzisz, a będziesz walczyć za nią, a może i życie oddasz”. W roku 1939 Samołowicze zajęli sowieci, rozpoczęły się wysyłki na Sybir i rekwirowanie mienia oraz inne represje. W 1941 roku w wiosce pojawili się nowi okupanci – Niemcy, zakończyły się wysyłki na Sybir, ale w zamian rozpoczęło się wywożenie do przymusowej pracy w Niemczech. Po ukończeniu siedmioletniej szkoły – wiosną 1942 roku – Jakowczyk rozpoczął przyuczenie do zawodu szewca w Grodnie.

Pewnego dnia do wioski Samołowicze wkroczyli Niemcy, chodzili od domu do domu, poszukiwali broni ale również grabili ludność, podczas tej akcji aresztowali ojca naszego bohatera oraz zastrzelili jego ukochanego psa. Pan Franciszek razem ze swoim kolegą Michałem Zasteńczykiem, przysięgli sobie zemstę na Niemcach. Chłopcy mający po 14 lat, zdobyli broń i przygotowali w okolicy zasadzkę na okupantów. Pewnego wieczora ukryli się w krzakach, tuż przy drodze z załadowanym karabinem maszynowym, gdy dwóch Niemców na motocyklu było w odległości około 12 metrów, wystrzelili do nich całą serią, motocykl upadł, słychać było wybuch, chłopcy uciekli i dopiero później zdali sobie sprawę ze swojego czynu. Pracodawca chłopca, Jan Żukowski dowiedziawszy się o wszystkim, zorganizował spotkanie z oficerem Armii Krajowej – Alfonsem Kopaczem, pseudonim „Wróbel”.

Tak pan Franciszek wstąpił do Armii Krajowej, przyjmując pseudonim “Karny”. Kiedy jednego okupanta zamienił drugi, pododdział “Karnego” likwidował prominentnych komunistycznych działaczy, organizatorów kołchozów i agitatorów. Ostatnią akcją likwidacyjną w jakiej brał udział, był udany zamach na kapitana Danila Tomkowa, szefa komitetu partyjnego Mostowskiego Rejonu. Akcję przeprowadzono 10 kwietnia 1948 roku. Po tym zamachu sowieci rozpoczęli swoiste polowanie na partyzantów AK, na terenach przyległych do miejsca akcji. “Karny” wraz z innymi partyzantami wpadł w potrzask 24 kwietnia, kilku partyzantów zginęło, “Karny” będąc ranny w bark, wyrwał się z okrążenia, podczas ucieczki stracił przytomność. Znaleźli go ludzie z pobliskiej wioski, przewieźli do jednego z domów i opatrzyli. Jednak z początkiem maja, ktoś musiał donieść sowietom, bowiem rankiem dom w którym leżał, otoczyli żołnierze.

Śledztwo, pobicia, torturowanie głodem i pozbawieniem snu, ciągle powtarzające się słowa śledczych: „Przyznawaj się. Mów, nie milcz!”, ciągłe tortury i obietnice ułaskawienia, jeśli się przyzna i wyda kolegów. W końcu sąd, wyrok – 25 lat łagrów, nie rozstrzelali gdyż wtedy kara śmierci została skasowana. Jesienią wysłany do łagru w Autonomicznej Sowieckiej Socjalistycznej Republice Komi, do miasta Inta, pracuje w kopalni. Wstępuje do głęboko zakonspirowanej organizacji więźniów politycznych. Cztery osoby, które bezgranicznie ufały sobie wzajemnie – Władimir Diediunow, Wasyl Ganszyn, Anatolij Tereszczenko i Franciszek Jakowczyk – sporządziły plan ucieczki. Pan Franciszek tak opisuje sam moment ucieczki:

” …zaczęliśmy się ładować do ciężarówki. Wraz z nami jeszcze siedemnastu więźniów, trzech konwojentów oraz starszy grupy w kabinie z kierowcą. Wieziono nas na roboty polowe. Na tym polegała szansa dla naszej ucieczki, która zdarza się jedna na tysiąc. W jednym momencie, zgodnie z wcześniejszym ustaleniem, po drodze rozbroiliśmy ochronę, w naszych rękach znalazły się dwa karabiny i automat. Do nich doszedł pistolet starszego grupy oraz mundury żołnierzy. Samochód zepsuliśmy, a ochronę pozostawiliśmy przy życiu. Oni z błaganiem w oczach patrzyli na nas i nikomu ręka przeciwko nim się nie podniosła. Nie jesteśmy przecież mordercami i cudza niewinna krew, nie powinna była splamić naszych rąk. Przed nami stali już nie żołnierze, lecz zwykli, ogarnięci strachem ludzie. Zaproponowaliśmy im, żeby uciekali. Za nami tymczasem wyruszył pościg. Wysłano za nami żołnierzy, psy służbowe i nawet samolot, który podawał nasze koordynaty grupie pościgowej. Tak czekaliśmy nadejścia nocy! A słońce zdawało się, że stoi w miejscu. I nie ma upragnionej ciemności. Próbowali nas otoczyć i pędzić bez ryzyka dla siebie. Jeszcze było widno, kiedy natrafiliśmy na zasadzkę, w której zginęli Diediunow i Tereszczenko. My z Ganszynem zgubiliśmy pościg, aż wreszcie zapadła ciemność i schowała nas. Na nocleg podeszliśmy do rzeczki Pieczory i schowaliśmy się w lesie. Nogi nas już nie trzymały, spadliśmy na ziemię. Głodni, ledwo żywi od zmęczenia, leżeliśmy, bojąc się nie tylko rozpalić ognisko, lecz nawet głośno rozmawiać. Wokół nas wszystko było nieznajome, obce i wrogie. Przeciwko nam byli żołnierze, sowiecka władza, organa bezpieki, miejscowa ludność Komi, każdy. Rzecz w tym, że z łagrów uciekali nie tylko polityczni, lecz także kryminalni zbrodniarze. Ludność bała się ich bardziej niż żołnierzy.“

Akcja pościgowa rozpoczęła się natychmiastowo, a gdy sowieci trafili po raz pierwszy na uciekinierów od razu zginęli Władimir Diediunow i Anton Tereszczenko, później podczas obławy zginął Wasyl Ganszyn. Nasz bohater już sam ukrywał się i próbował wydostać się z Syberii jeszcze przez miesiąc, w końcu jednak schwytany i skazany na karę śmierci (w roku 1950 znowu wprowadzono karę śmierci w kodeksie karnym ZSRR), zamienioną później na 25 lat pozbawienia wolności, z których 10 lat musiał spędzić w więzieniu. W 1955 roku przewieziono pana Franciszka z Inty do wiezienia w mieście Władimir. Tam siedział do 1963 roku, potem wysłano go do Mordowskiej ASRR, stacja Pot’ma, ITK-196 (poprawczy obóz pracy nr 196), w którym przebywał do 27 sierpnia 1969 roku .

Ziemia obiecana – na przekór trudnościom

Po wyjściu z wiezienia, pan Franciszek nie mógł wyjechać do Polski, początkowo zamieszkał w Mikołajewie a później przeprowadził się do miejscowości Dołbusz. Dlaczego akurat tam? – oddajmy głos panu Franciszkowi:

“Jeszcze w łagrze poznałem Miedwiedkowa, który dużo opowiadał o Dołbyszu na Żytomierszczyźnie, gdzie mieszka dużo Polaków. On zapoznał mnie zaocznie z siostrą swojej dziewczyny, z którą korespondowaliśmy. Przyjechałem do Dołbysza, znalazłem ją, stworzyliśmy rodzinę Jakowczyka Franka i Zofii Sarnickiej”.

Pan Franciszek i pani Zofia, swoje wspólne życie rozpoczynali jako ludzie z życiowym doświadczeniem, mający za sobą cierpienie i tragiczne przeżycia. On – skazaniec, wróg władzy ludowej, Ona – niedawno owdowiała matka, z małym dzieckiem na rękach. Zaczynali od niczego, pomocy znikąd nie mieli, ale na przekór wszystkim trudnościom potrafili zbudować własny dom, urządzić sobie w nim wspólne, szczęśliwe życie małżeńskie, które trwa już ponad 46 lat. Pan Franciszek jak już wspominaliśmy opowiadał nam, że po wojnie starał się o powrót do Polski ale zawsze spotykał się z negatywną decyzją władz sowieckich. Żona pana Franciszka w reakcji na tą opowieść dorzuciła żartobliwie:

“I dobrze robili, bo on potrzebny jest mi, bo on jest mój”

Człowiek – drogowskaz

Pan Franciszek cieszy się ogromnym szacunkiem w okolicy, zapraszany jest na wszystkie ważniejsze uroczystości organizowane przez lokalne władze oraz miejscowych aktywistów. Odwiedzają go weterani wojny na wschodzie, wraz z nimi zapraszany jest do okolicznych szkół, gdzie dzieli się z młodzieżą własnymi wspomnieniami z czasów walki przeciw moskiewskiemu okupantowi, oraz demonstruje najmłodszemu pokoleniu, że gorąco wspiera żołnierzy ukraińskich, walczących przeciw agresorowi czyli Rosji. Pan Franciszek tym samym daje wspaniały przykład jak być patriotą Ukrainy, będąc jednocześnie patriotą Polski.

Pan Franciszek nie musi wśród Ukraińców ukrywać tego, że był żołnierzem Armii Krajowej, może nosić z dumą wszystkie odznaczenia, jakie otrzymał w swoim życiu, wszyscy w okolicy doskonale wiedzą kim jest, znają historie jego życia – niby to normalne, tak przecież powinno być, ale biorąc pod uwagę to, jak traktuje się ukraińskich bohaterów narodowych w Polsce – trzeba z zupełnie innej perspektywy spojrzeć na ten fakt.

Jedna z pierwszych osób, które kilka lat temu zainteresowały się osobą pana Franciszka, oraz udzielały jemu bezinteresownej pomocy, jest wspominany już pan Oleh Sologub, który wciąż opiekuje się rodziną państwa Jakowczykow- bez niego pan Franciszek byłby zupełnie zapomniany, a codzienne życie miałby o wiele cięższe.

W wielu sprawach pomagał naszemu bohaterowi pan Jurko Gradowski – wówczas działacz Partii “Svoboda” – ukraiński nacjonalista.

Od gubernatora obwodu żytomierskiego, Sydora Kizina (również “Svoboda”), pan Franciszek otrzymał dyplom, w którym wyrażono wdzięczność ukraińskiego państwa, za obywatelską postawę jako patrioty Ukrainy.

Żołnierze walczący na froncie oraz wolontariusze, nazywają go wielkim przyjacielem a wszystko to możliwe jest przede wszystkim dlatego, że pan Franciszek jest doskonałym przykładem człowieka, jaki chce i potrafi szanować innych ludzi, dokładnie tak, jak chciałby aby szanowano jego, historię jego narodu, oraz ideały i bohaterów. To takie proste i banalne, ale jakże rzadkie w polsko-ukraińskich stosunkach.

Warto nam wszystkim zastanowić się nad powyższym tekstem i zdobyć się na odrobinę refleksji. Ten człowiek przeszedł w swoim życiu bardzo wiele, los powiązał jego życie z Ukrainą, przyjaźni się z Ukraińcami, dla niego banderowiec nie jest wrogiem – a wręcz przeciwnie. On rozumie ukraińskie realia o wiele lepiej, niż cała armia polskich parlamentarzystów, historyków czy kresowych działaczy. Kto inny jak nie taki człowiek, powinien być dla nas wszystkich przykładem?

Galeria

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 3 sierpnia 2016 by in Historia and tagged , .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: