Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Rekonstruktorom historii pięknych

Jarosław Kapsa

zdjecie-retinex

W Bydlinie stara zabudowa skurczona trzyma się wierzchołka wzgórza, nowa rozlewa się po dolinach. Na północ od miasteczka, na zalesionym, jurajskim pagórku stoją resztki wapiennych ruin zamku. Naprzeciw cmentarz.

Tam wędrujący po Jurze turysta znajdzie mogiłę żołnierską z cytatem wiersza:

Ty Panie, który z wysokości
Patrzysz jak giną Ojczyzny obrońce,
Prosimy Ciebie, przez tę garstkę kości,
Zapal przynajmniej na śmierć naszą słońce
Niechaj dzień wyjdzie z jasnej niebios bramy
Niechaj nas, Panie, widzą gdy konamy”

Tęsknota za słońcem zrozumiała; w listopadowe dni 1914 roku zimno przeszywało żołnierskie ciała boleśniej niż kule. Zmęczenia, zimna, głodu, strachu nie da się zrekonstruować w celach edukacji patriotycznej. Był bój, walczyło 440 „legunów” Piłsudskiego, 46 najlepszych z najlepszych zginęło, 131 zostało rannych. Nazwa Krzywopłoty (sąsiadującej z Bydlinem wioski) wyryta została na Grobie Nieznanego Żołnierza ustawionym na Placu Saskim w Warszawie.

Polityka historyczna robiła i robi swoje. To nie tych żołnierzy żegnała kwiatami Warszawa w 1914r. Przeciwnie kwiaty i uśmiechy pięknych warszawianek przeznaczone były dla dla sołdatów dywizji syberyjskich; po raz pierwszy w historii naręczami chryzantem witano w dawnej stolicy Królestwa Polskiego sotnie kozaków. Ze zgorszeniem ten wybuch prorosyjskiego entuzjazmu obserwował nawet lider endecji Roman Dmowski. Ale cóż się zdziwić? W ramiona Mikołaja II wrzucił Polaków Wilhelm II. Nie sposób było zapomnieć ze zgrozą odbieranych informacji o barbarzyńskim zbombardowaniu Kalisza przez pruskich żołnierzy.

Na podobne entuzjastyczne pożegnanie nie mogli liczyć ochotnicy-legioniści zwerbowani w zajętej przez Niemców Częstochowie. O. Paulini nie zgodzili się by uczcić ich mszą w symbolicznym miejscu, Kaplicy Cudownego Obrazu. I nic dziwnego. Z okupacji niemieckiej mogły cieszyć się tylko ulicznice i łobuzeria; obecność wojska dawała możliwość zarobku lub kradzieży. Okupant zadbał o swoją niepopularność rozstrzeliwując w sierpniu kilku mieszczan w pobliżu bramy klasztornej i paląc sąsiadujący z miastem Kłobuck. Oddział ochotników prowadzony przez kpt Albina Fleszara „Satyra”, wyszedł z miasta 4 listopada, żegnany wzgardą jaką miejscowi darzyli kolaborantów.

Opuściwszy Częstochowę, oddział Fleszara maszerował przez Olsztyn, Janów,Żarki, Kromołów, Pilicę do rejonu Wolbromia (… ) Wielokrotnie też musiano przebijać się przez niezliczone kolumny cofających się w nieładzie Austryjaków (… ) przy sposobności tej cały oddział uzbroił się w Mannlichery i zaopatrzył w amunicje, płacąc niejednokrotnie taborytom austriackim po 2 papierosy za karabin (..) Pod Krzywopłotami (… ) kompania Lisa Kuli przydzielona zostaje do VI batalionu. Batalion VI leżał już wtedy okopany na wysokiej górze, z której sterczały ruiny średniowiecznego zamczyska (… ) Humory mimo rozmokłej ziemi, braku słomy, straszliwego, przenikliwego zimna –były jednak doskonałe” (E. Demel. W. Lipski „Pułkownik Leopold Lis – Kula. Warszawa 1932).

Nie warto rekonstruować tej żołnierskiej przygody. Pogoda była pieska, w nocy mróz poniżej 10 stopni. W dzień przenikająca ciało listopadowa wilgoć. Marsze i kontrmarsze, wielokrotnie mijane te same miejsca; zmęczenie ciągłym brodzeniem w błocie, tak, że w chwilach krótkich postojów żołnierze padali na ziemię. Do tego sceneria przypominająca odwrót Wielkiej Armii Napoleona spod Moskwy. Płynąca dolinami jurajskimi rzeka ludzi, koni, wozów. Ponieważ wojna miała być krótka, wojska niemieckie i austriackie dysponowały tylko letnimi mundurami. Ratowano się, czym natura dała, szli żołnierze opatuleni w żydowskie pierzyny, w ornaty, kradzione chłopkom wełnioki i spódnice . Toczyła się ludzka fala nad którą nikt nie panował. Zrzucano z wozów rannych, by miejsce zrobić na zrabowany łup. Za dobre buty oddawano armaty i cekaemy; a jak nie było nabywców ciskano żelastwo w błoto. Wędrował cały europejski świat. Obok dziarskich Bawarczyków szli ubrani w fezy Bośniacy, pijani Węgrzy słynący z kradzieży i gwałtów, Tyrolczycy obok Rumunów z Siedmiogrodu, Czesi, Fryzowie, Rusini…

Od wschodu widać było i słyszeć nadciągające fale drugiego morza ludzkiego. W kierunku na Miechów nacierała 9 Armia gen. Leczyckiego, przez Kromołow, Janów w kierunku północno-wschodnim 4 Armia gen. Ewarta. Doliny wypełniały się szarymi szynelami. Za nimi toczyły się ogromne „wagenburgi” miasta wozów taborowych, reprezentujące wiejską kulturę transportową od Podlasia po Kamczatkę. Z sobie tylko wiadomych względów wojsko rosyjskie pokochało przebój z prezentowanego przed wojną w Moskwie wodewilu; niosła się po wzgórzach pieśń jak wilcze wycie: „pa Maskwie szagajet bolszoj krokodil, urraa, urraa, urra… ”

Sztabowcy, a w ślad za nimi historycy, z lotu ptaka obserwując zmagania wojenne, mogą wydestylować z tego jakiś sens. Strategia Niemiec zakładała, że błyskawiczne uderzenie przez Belgię na Paryż umożliwi wyeliminowanie z wojny Francji zanim Rosja zakończy mobilizację swojego potencjału. I rzeczywiście: Rosjanie bez walki oddali połowę Królestwa Polskiego, wycofali się za linię Wisły, potrzebując przynajmniej miesiąca na przygotowanie ofensywy. Nieszczęściem i klęską nad jeziorami mazurskimi skończyła się próba przyspieszenia ofensywy podjęta na rozkaz Mikołaja II; ale ta ofiara 100 tys żołnierzy rosyjskich uratowała w sierpniu Paryż.

W październiku Niemcy i Austro-Węgry próbowały przełamać linię Wisły. W odpowiedzi runęła lawina, potoczył się walec rosyjskich wojsk dowodzonych przez Wlk. Księcia Mikołaja Mikołajowicza.

Po zdobyciu twierdzy Przemyśl armie rosyjskie miały wkroczyć się na węgierskie równiny. Od wschodu i od północy zaatakowano twierdzę Kraków. Z okolic Warszawy walec toczył się na Częstochowę, przez południową Wielkopolskę miał kierować się na Berlin. Jura Krakowsko-Częstochowska stała się ostatnią linią broniącą uprzemysłowionego Zagłębia i Górnego Śląska. Przedarcie się Rosjan przez skaliste wzgórza oznaczało by koniec wojny. Nie byłoby już Verdun ani Ypres, nie zginęło by w kolejnych latach kilka milionów ludzi… Być może nie byłoby także niepodległej Polski.

Żołnierz ma walczyć i ginąć za Ojczyznę. Wymyślono to określenie gdy w czasach rewolucji francuskiej armię zawodową zastąpiła armia z poboru. Ale co to jest ta Ojczyzna? A w szczególności, gdzie była Ojczyzna Polaków w 1914 r, i po której stronie należałoby walczyć by zginąć jako patriota. Po stronie tych, którzy zbombardowali Kalisz, czy po stronie tych, którzy knutem rozpędzali wolnościowe manifestacje… Szczęśliwi byli „galiceusze”, tam Ojczyzna znaczyła to samo co „dobry Cesarz” Franciszek Józef. Śmiertelnie zmęczone długim marszem w czasie odwrotu oddziały austriackiego 13 Pułku Piechoty imponowały wolą walki. „Krakowskie dzieci” pod Pilicą, Smoleniem i Bydlinem broniły przed Rusem swojego miasta. Do ich obozu na górze z ruinami zamku dołączył oddział „Satyra” Fleszara. Tam też kierować się miał z resztą Legionów komendant Piłsudski. Wybrał jednak wbrew rozkazom inne rozwiązanie; z Wolbromia przez Ulinę przebił się do Krakowa.

Za Kraków warto umierać. Ale czyją Ojczyzną była Jura? Przybywający tu, by bronić niemieckiego Śląska żołnierze z Westfalii i Bawarii z pogardą odnotowywali przepaść cywilizacyjną, dzieląca ich Heimat z peryferyjną prowincja Imperium Romanowów. Opisywał okolice Żarek żołnierz z westfalskiej landswehry: „wieś składa się wyłącznie z chat krytych strzecha;trzeba się schylać by wejść do środka. Wnętrze składa się tylko z jednej izby; w niej po jednej stronie mieszkali ludzie, po drugiej zaś bydło. Ściany zbudowane są z wapienia, spoiny zrobione z gliny (… ) w rogu stoi pokraczny piec (… ) Woda donoszona jest z sąsiedniej wsi oddalonej o trzy kilometry”. Inny żalił się:„cały czas jaki spędziliśmy pod Lgotą Murowaną, cierpieliśmy z braku wody. Do najbliższej wsi – Dupic – było ponad 2 km, a była tam tylko jedna studnia”. Nieliczni esteci dostrzec mogli piękno wyżyny: „o poranku zauważyliśmy całe malownicze piękno okolic dołów strzeleckich. Liczne masywy skalne, potężne wieże dolomitów i nawisy o mocno mieniących się sklepieniach, obdarte i blade stoki leśne i ciche, skryte przed światem leśne polany”.

Każdy mógł poczuć się kulturtragerem (nosicielem kultury), gdy zajmował wapienną lepiankę strzechą krytą na kwaterę. Wyganiał na mróz bytujące tam kozy, kury, baby, chłopów i dziatwę też do zwierząt podobnych. Żarki pełne były Żydów w tradycyjnych chałatach, dla rozrywki wojackiej podpalano im brody. Czasem też, gwoli tej rozrywki pogwałcono sobie kilka aborygenek, wieszając dla ostrzeżenia na karłowatych sosenkach protestujących ojców czy braci. Wojna ma swoje prawa , jeśli żołnierz ma ginąć za Ojczyznę, to ma prawo przed tym się zabawić.

Z pokorą i nadzieją możemy tylko wierzyć, że słowa powyższe nie dotyczyły naszych legionistów i żołnierzy „Krakowskich dzieci”.

Wzgórze z ruinami zamku pod Bydlinem, nazywane wtedy Świętym Krzyżem, pozbawione było drzew. Zalesienie Jury to nasz współczesny wkład w środowisko. Pod osłoną resztek kamiennych murów rozpalono ogniska. W zmarzniętą, kamienistą ziemię nie dało się wryć okopami ani ziemiankami. Noc spędzono na glebie. Rankiem, 17 listopada, dowódca mjr Mieczysław Ryś-Trojanowski poprowadził atak na widoczne ze wzgórza, obsadzone przez Rosjan zabudowania wsi Załęże. Pierwsze poszły cztery kompanie, w tym na czele kompania „Kordiana” Józefa Zamorowskiego. Za nimi kompanie Jana Paderewskiego i młodziutkiego Lisa-Kuli. Ogień karabinów maszynowych wbił legionistów w ziemię. Ciężko zraniono mjr Trojanowskiego, „Kordian” zarządził odwrót. W nocy ewakuowano rannych, zdrowi szykowali się do kolejnego szturmu. Porucznik Stanisław Paderewski, przyrodni brat pianisty i przyszłego premiera, według wspomnień kapelana o. Kosmy Lenczewskiego: „elegantuje się, goli, myje, świeżą wdziewa bieliznę, jakby się wybierał na bal. Skończywszy toaletę mówi: tak mogę już paść.” Należał w tym do wyjątków, dla reszty brakłoby wody na „elegantowanie”. Wtuleni w siebie, przy ogniskach, próbowali w przenikającym zimnie łapać chwilę snu.

Ruszyli rankiem, o 8.30, gdy mgła podnosiła się nad łąkami. Pierwszy szereg tyraliery skosiła seria z „maksima”. Padł prowadzący atak por. Paderewski. Kto mógł wbijał się w każde zagłębienia ziemi, zbyt zmarzniętej by móc się w nią wkopać. Kilka godzin pod morderczym ostrzałem. Mieszkaniec Załęża wspominał: Rozszalały się karabiny maszynowe i słychać było bezustanny świst kul. Słyszeliśmy obok krzyki, nawoływania, jęki rannych legionistów. Jęki były przerażające: ratujcie, dobijcie.. Wycofali się pod osłoną nocy.

I koniec. Pułk stracił (zabici, ranni, zaginieni) blisko połowę stanu. W nocy został zluzowany i odesłany na tyły. Dołączył do reszty Legionów pod Limanową. Tak właściwie atak na Załęże, nazwany bitwą pod Krzywopłotami, nie miał żadnego znaczenia militarnego.

Walki na Jurze trwały do 15 grudnia. Wrogie pozycje oddzielało nie więcej niż kilkaset metrów. Walka zmieniła się w szereg drobnych potyczek, czasem nawet w walkę w wręcz o pozycje na skałkach. Ludność miejscowa chroniła się w szałasach, lodowniach, piwniczkach. Wieczorem wypełzała, by wędrować między trupami po wodę… Ostrzał artyleryjski zmienił w romantyczne ruiny zamek w Ogrodzieńcu, zniszczony częściowo został barokowy pałac w Pilicy. Samo miasto tak opisywano 17 grudnia: „Tu znów widmo zniszczenia, z domów tylko zgliszcza lub ruiny: dachy stargane, ściany porozwalane (… ) Pod miastem dopala się wielka fabryka papieru”. Inne miejscowości wyglądały podobnie:Dworzec w Zawierciu, olbrzymi gmach żelazno-betonowy (… ) spalony doszczętnie, tak samo jak drugi ogromny budynek z czerwonej cegły (… ) Gmach ten sterczy ku niebu, jak szkielet jakiegoś ogromnego trupa, którego mięso objadły wichry i deszcze, a pozostały tylko kości, sterczące ku górze (… ) Pozostały siatkowe ogrodzenia dworca przez które wyglądają zbiedniałe dzieci robotnicze, wyciągając ręce przez druty, wołają na pasażerów „dajcie panie feniga na chleb” (… ) „Oto niedaleko torów grupa domów rozsiekanych granatem. Sterczy jeden trup dawnego domu samotnie w polu. (… ) z drugiego domu nie pozostało nic tylko ognisko i komin, otoczony gruzami. Z innego domu pozostało tylko rumowisko, kupa cegieł i gruzu, zwęglona mąka czy żyto, sprzęty żelazne, rynki, obręcze, blachy pługów itp. Na tych gruzach błąka się jakaś stara kobieta niby widmo okryte łachmanami. Kijem rozgarnia gruzy i zgliszcza. Szuka dawnego mienia. Daremnie szukasz kobieto! Mienie spalone rozbiły granaty i rozpędziły na cztery wiatry po polu”.

Obronna linia Jury ocaliła niemiecki Górny Śląsk. Zatrzymany został rosyjski walec w Karpatach i pod Łodzią. Wojna mogła trwać dalej. Ginąć mogli dalej obrońcy Ojczyzny marząc by słońce oświetliło ich cierpienie i pokazało światu jak umierają.

Ta przeszłość stała się tylko czytanką dla grzecznych uczniów. Przeszłość stała się rozrywką dla amatorów historycznych rekonstrukcji. Przeszłość wzbogaciła argumenty elit oczekujących od społeczeństwa poświęceń.

Nic nie było warte ceny jaką zapłacili ludzie w czasie pierwszej wojny o zasięgu światowym. Nie uzyskano nic ważniejszego od życia milionów zabitych. Nie stworzono świata lepszego, ani bezpieczniejszego. Wojna nigdy i nigdzie nie rozwiązała żadnych problemów społecznych; sama była najgorszym problemem.

Odwiedzam czasem wojenne cmentarze na Jurze, pod Łodzią, pod Tarnowem, pod Gorlicami i Przemyślem. Odczytuję litanie nazwisk z różnych krajów Europy, tych młodych ludzi, którym przyszło ginąć w stronach, których nazw nie potrafili wymówić, za sprawy o których nie mieli pojęcia… Widzę w nich pierwsze ofiary samobójstwa Europy popełnionego w XX w.

Czy mamy klaskać z radości, gdy radośni amatorzy rekonstruować będą akt tego samobójstwa? Czy mamy na tych cmentarzach nucić: „jak to na wojence ładnie… ”?

Informacje i cytaty za :„Wielka wojna na Jurze. Działania i cmentarze wojenne z roku 1914 na Wyżynie Krakowsko – Wieluńskiej i terenach przyległych” . Krzysztof i Piotr Orman. Libron Kraków 2015

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 27 maja 2016 by in Edukacja, Historia, Patriotyzm, Społeczeństwo, Wojna and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d bloggers like this: