Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

O demokracji w Polsce…

Dariusz Zalewski

ilu

Czasy mamy takie, że każdy może publicznie wypowiadać się mając nadzieję, że usłyszą go tysiące a może i miliony. Mnie wcale to nie cieszy słysząc i czytając jak wielkie są pokłady zwyczajnej ludzkiej głupoty (a też i cynizmu), na spotkanie z którą nie miałbym szans, albo miałbym małe szanse, gdyby dostęp do rozmaitych środków masowego przekazu nie był taki łatwy. Swoboda wypowiedzi, także głupich a czasem nikczemnych, to jednak jedna z fundamentalnych wartości demokracji, której warto bronić, i dobrze byłoby aby pamiętali o tym także ci, którzy codziennie krzyczą, że demokracja w Polsce jest zagrożona. To jedna z tych cynicznych głupot, do wygadywania której ludzie mają prawo choć konsekwencje ich wypowiedzi mogą być różne i niekoniecznie zgodne z ich wyartykułowanymi interesami.

Dlaczego zatem twierdzenie, że demokracji w Polsce coś zagraża jest cyniczną głupotą? Odpowiedź na to pytanie jest złożona i musi uwzględniać zarówno podmioty, jak i przedmiot bieżącego sporu. Otóż jest cyniczną głupotą jeśli uwzględnimy prosty fakt, że w togi obrońców demokracji ubrali się ci, którzy najpierw 25 czerwca 2015 r. dokonali zmiany ustawy o TK, a 8 października 2015 r. dokonali wyboru 5 sędziów w miejsce tych, których kadencja upływała 6 listopada 2015 r. oraz 2 i 8 grudnia 2015 r., a zatem już po wyborach parlamentarnych z 25 października 2015 r. W dniu 3 grudnia TK uznał, że wybór dwóch sędziów na miejsce tych, których kadencja upływała 2 i 8 grudnia 2015 r. był niekonstytucyjny, ale wybór trzech sędziów na miejsce tych, których kadencja upływała 6 listopada był lege artis. Nie trzeba żadnej biegłości w prawie ani przenikliwości umysłu aby wiedzieć, że przyczyną takiego orzeczenia TK był termin pierwszego posiedzenia nowo wybranego Parlamentu w dniu 11 listopada 2015 r. TK najwyraźniej uznał, że skoro pierwsze posiedzenie nowego Parlamentu odbyło się po upływie kadencji trzech sędziów TK (6 listopada 2015 r.), to ich wybór przez poprzedni Parlament był zgodny z prawem. TK odnosił się do przepisów ustawy z 25 czerwca 2015 r. o TK i orzekł, że przejściowy art. 137 tejże ustawy1, jest niezgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji w zakresie obejmującym wybór sędziów, których kadencja upływała 2 i 8 grudnia 2015 r. i zgodny z Konstytucją w zakresie obejmującym wybór sędziów, których kadencja upływała 6 listopada 2015 r.

Każdy może postawić logiczne pytanie: a jak zachowałby się TK gdyby Prezydent zwołał pierwsze posiedzenie Parlamentu przed 6 listopada 2015 r. (a mógł) i wówczas nastąpiłoby wybranie nowych sędziów TK? Dzisiejsi obrońcy demokracji nie wiedzieli przecież na kiedy Prezydent zwoła pierwsze posiedzenie Parlamentu choć wiedzieli, że z pewnością będzie to przed 2 grudnia 2015 r. a mimo to wybrali pięciu sędziów TK. Orzeczenia TK o zgodności czy niezgodności z prawem, podobnie jak werdykty sądów powszechnych, nie mogą zależeć od tego, jak zachowa się podmiot procesowo niezwiązany z daną sprawą a dodatkowo po zdarzeniu, które jest przedmiotem prawniczej analizy. Jeżeli jacyś politycy podejmowaliby decyzję z założeniem, że jeśli inny podmiot zachowa się w sposób X to ich decyzja będzie zgodna z prawem, a jeśli zachowa się w sposób Y to będzie niezgodna z prawem, to prawo przestaje być punktem odniesienia dla polityki i traci zdolność regulacyjną życia społecznego. Antycypując zarzuty adwersarzy, że TK odniósł się tylko do zapisu ustawy z 25 czerwca 2015 r. mówiącego o 30-dniowym terminie zgłoszenia kandydatów na sędziów TK (art. 137), to należałoby zapytać w oparciu o jakie przesłanki prawne TK uznał, że art. 137 ustawy z 25 czerwca 2015 r. o TK był niezgodny z art. 194 ust. 1 Konstytucji w zakresie obejmującym wybór sędziów, których kadencja upływała 2 i 8 grudnia 2015 r.? Zakwestionowany art. 137 mówił przecież, że termin zgłaszania kandydatów na sędziów wynosi 30 dni od dnia wejścia w życie ustawy, która weszła w życie 30 sierpnia 2015 r., a zatem kandydatów należało zgłosić do 30 września 2015 r. i tak uczyniono. Dlaczego zatem TK uznał, że istniała różnica – i na czym ona polegała – między wyborem trzech i dwóch sędziów do TK? Może Pan Andrzej (ten od TK, który swego adwersarza z MS określa mianem Pana Zbyszka) odpowie publicznie na to pytanie? Pewnie chodziło o to, że nowy Parlament, który zebrał się po raz pierwszy 11 listopada 2015 r. miał możliwość zgłoszenia własnych kandydatów na sędziów TK w miejsce tych, których kadencja upływała 2 i 8 grudnia 2015 r., a nie miał takiej możliwości w przypadku sędziów, których kadencja upływała 6 listopada 2015 r. Ale politycy PO i wspierający ją sędziowie TK nie wiedzieli przecież kiedy odbędzie się pierwsze posiedzenie Parlamentu nowelizując ustawę o TK… Orzeczenie TK z 3 grudnia 2015 r. to osobliwy precedens skłaniający do postawienia pytania o status logiki w orzecznictwie sądowym i respektowania zasad demokracji w orzecznictwie konstytucyjnym.

Publiczne przeprosiny wyrażone przez Grzegorza Schetynę i Borysa Budkę, że PO pomyliła się w sprawie wyboru dwóch sędziów TK napawałyby mnie przerażeniem gdybym nie miał pewności, że to czysta blaga. Ale jeśli jest ktoś, kto wierzy w prawdomówność polityków, to ma powody do poważnych obaw bowiem może z wypowiedzi Schetyny i Budki wydedukować, że wszyscy politycy głosujący w październiku 2015 r. za wyborem nowych sędziów TK to kompletni idioci nie rozumiejący podstawowych zasad demokracji i zapisów ustawy zasadniczej skoro, jak Schetyna i Budka, pomylili się w bardzo oczywistej sprawie. Myślę jednak, że to nie idioci a zwyczajni cynicy, którzy w obliczu oczywistej manipulacji i braku jakichkolwiek argumentów zdobyli się na mocno zdewaluowany gest przeprosin.

Wśród współczesnych obrońców okopów Świętej Trójcy są też tacy, których decyzje poprzedniego Parlamentu nie obciążają i robią wszystko, aby przekonać opinię publiczną, że z poprzednią władzą nie mają nic wspólnego. Ale niektórzy z nich, jak głodujący przed kancelarią Premiera nasz kolega z WiPu, twierdzą, że poprzednia władza demokracji nie zagrażała a obecna pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego prowadzi do rządów faszystowskich. Wprawdzie nie mówi kiedy i gdzie widział na grzbiecie lidera PiSu brunatną koszulę, ani jakie nieprawomyślne książki powinniśmy schować przed ewentualnym spaleniem w okolicach polskiego odpowiednika niemieckiego Reichstagu, ale mówi z nadzieją, że usłyszą go tysiące a może i miliony…

Nasz kolega z WiPu ma rację mówiąc, że poprzednia władza nie zagrażała demokracji. Nie ma racji mówiąc, że demokracji zagraża obecna władza. Demokracji nikt i nic póki co nie zagraża, to raczej demokracja, jaką znamy, zagraża nam.

Robert Dahl przed wielu laty stwierdził, że konsensus w sprawie bieżącej polityki jest czymś wtórnym wobec aksjologicznego systemu wartości, w którym zakorzeniony musi być system demokratyczny – To, co nazywamy zwykle demokratyczną ‘polityką’, to tylko plewy – zewnętrzna manifestacja konfliktów na powierzchni. Pod tą warstwą leży wcześniejszy od polityki, ogarniający ją, ograniczający i warunkujący konsensus co do pewnego programu politycznego, istniejący zazwyczaj w społeczeństwie (…). Bez takiego konsensusu żaden system demokratyczny nie zniósłby ciągłych zadrażnień i frustracji wywoływanych przez wybory i konkurencję partyjną. Kiedy jednak istnieje, spory o możliwości wyboru między programami politycznymi są niemal zawsze sporami o możliwości już przesiane i zredukowane do tych, które mieszczą się w szerokiej przestrzeni podstawowej zgody.2 Żadne badania socjologiczne nie wskazują, aby Polacy mieli porzucić przywiązanie do demokratycznych wartości na rzecz tych, które mieszczą się w mniej lub bardziej autorytarnym modelu. Co więcej, demokracja jest systemem szczególnie eksploatowanym przez polityków wszystkich partii, którzy z polityki uczynili zawód przynoszący profity dla nich i ich najbliższych. Demokracja w mniej lub bardziej zoligarchizowanej formie, a z taką mamy do czynienia nie tylko w Rosji czy Ukrainie, ale także w Polsce i wielu innych państwach, pozwala na internalizowanie korzyści przez polityków i ich otoczenie oraz eksternalizowanie kosztów na społeczeństwo. Dobre miejsce na liście wyborczej jest jak dobra referencja na rynku, za którą jedni każą płacić w gotówce, inni w usługach seksualnych, a jeszcze inni bezwzględną lojalnością wobec partyjnego mainstreamu. Współczesna demokracja jest jak dom publiczny, z którego korzyści trafiają do wąskiej grupy beneficjentów a koszty są rozproszone. Jest ona daleka od ‘ateńskiego wzorca’ a jednym z przejawów owego oddalenia jest nieprzejrzystość rozmaitych procesów decyzyjnych, brak społecznej legitymizacji dla działań podejmowanych przez różne grupy interesu mające zakorzenienie w demokratycznej strukturze państwa, alienacja klasy politycznej etc. Norberto Bobbio nazwał ten stan ‘złamaną obietnicą demokracji’.3 Nie widać jednak specjalnie dobrych alternatyw dla demokracji, gdyż koszty rozwiązań alternatywnych wydają się być jeszcze większe. Politycy zdają sobie z tego sprawę i nie mają powodów aby burzyć ład, którego są beneficjentem, bez względu na barwy swoich partyjnych mundurków. Nie przeszkadza to różnym Panom Andrzejom, Mateuszom, Grzegorzom, Ryszardom etc. wygłaszać opinie, że mamy do czynienia z realnym bądź pełzającym autorytaryzmem, faszyzmem czy totalitaryzmem. Można by je potraktować jako ‘plewy’ w Dahlowskim rozumieniu terminu, gdyby nie pewne ale…

Słowa w polityce są równie ważne jak czyny, gdyż tworzą określone fakty. Minister Finansów pisze do Pana Andrzeja z TK aby ten był powściągliwy w swoich wypowiedziach o sytuacji w Polsce, bo to ma wpływ na ocenę finansowej wiarygodności Polski, a Pan Andrzej ochoczo treść listu ujawnia; rzeczniczka klubu parlamentarnego rządzącej partii, Pani Mazurek, która w gafach i bredniach ustępuje tylko Ryszardowi Petru, o sędziach SN mówi per ‘kolesie’, a Jarosław Kaczyński, który bez wątpienia jest współcześnie jedynym poważnym polskim politykiem, w wiecowym uniesieniu krzyczy do opozycji ‘cała Polska z was się śmieje – komuniści i złodzieje’ przypominając raczej stadionowego chuligana niż poważnego polityka. Analitycy politycznego dyskursu powiedzieliby, że to tylko emocje, które rządzą widoczną sferą polityki, za którą skrywają się rozmaite interesy, a te, jak wiadomo, znacznie lepiej opisywać w bardziej wyważonych kategoriach racjonalnych. Można by zatem dowodzić, że używanie języka emocjonalnego jest racjonalne z punktu widzenia interesów polityków. Język jest jednak jak wirus infekując tych, których system immunologiczny nie jest odporny na infekcje. O ile politykom można wybaczyć rozmaite wypowiadane głupstwa zakładając, że nie szkodzi to podstawom demokracji, to zupełnie inaczej jest z wypowiedziami np. przedstawicieli zawodów zaufania publicznego. Lekarz, który w przypływie emocjonalnego wzburzenia i nie przepadający za swoim pacjentem powiedziałby jemu niezgodnie ze stanem swojej wiedzy medycznej, że za chwilę umrze na śmiertelną chorobę, powinien być natychmiast wyrzucony z korporacji medycznej. To samo dotyczy przedstawicieli zawodów prawniczych, szczególnie korporacji sądowniczej, których przedstawiciele zabierają głos w sprawie bieżącego kryzysu bardziej odwołując się do emocji niż zasad racjonalnego dowodzenia. Jeden z sędziów sądu rejonowego, zapewne z troską pochylający się nad stanem spraw publicznych, napisał: Postępowanie przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej dało asumpt dla wielu niepokojących opinii. Były Prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień wręcz wskazał, że „na naszych oczach właśnie demokracja umiera”. Być może są to słowa nieco na wyrost. Jednakże, trudno bagatelizować słowa pochodzące od profesora prawa, byłego parlamentarzysty, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, tym bardziej, że nie jest to zdanie odosobnione, o czym świadczą zbliżone wypowiedzi wybitnych przedstawicieli sądownictwa polskiego.4

Co w tej wypowiedzi jest kluczowe? Sędzia Stępień, o ile mi wiadomo, jest mgr. prawa a nie profesorem. Byłoby to bez znaczenia gdyby nie fakt, że jakiś inny sędzia, od którego orzeczeń zależy często ‘być albo nie być’ obywatela stającego przed obliczem wymiaru sprawiedliwości, jako argumentu w dyskusji używa powoływanie się na tzw. autorytety. Gdyby Einstein posłuchał swoich kolegów, niewątpliwych autorytetów w dziedzinie fizyki, którzy odradzali jemu opublikowanie teorii względności, a on ich posłuchał, to świat o Einsteinowskiej teorii względności nigdy by nie usłyszał. Einstein wolał polegać na własnej inteligencji i wiedzy, co dobrze zrobiło i Einsteinowi i światu. Argumentu, że wszystkie prawnicze autorytety stoją po stronie opozycji i TK używa się nader często. Siła merytoryczna takich argumentów jest żadna i zdradza tylko bezsilność. Tysiące protestujących w obronie TK i rzekomo zagrożonej demokracji, powołujących się na rozmaite autorytety, nie ma zielonego pojęcia co jest istotą sporu podobnie zresztą jak wielu z tych, którzy stoją po drugie stronie barykady. Rządzą emocje skrzętnie wykorzystywane przez polityków do umocnienia systemu, który dobrze służy klasie politycznej.

Irek Ziółkowski stawia tezę, że PO stworzyła atrapę demokracji, którą chce zburzyć PiS5. Ta teza wydaje się być fałszywa choć prawdą jest, że PO wzmocniła oligarchiczny system demokratyczny jaki znamy od lat, a PiSowi nie można odmówić intencji zmiany. Jednakże radykalne zmiany systemu następują w warunkach rewolucyjnych, a tego nie chcą ani obywatele, ani politycy PiS, ani innych partii. Wprawdzie zmiana, i nie wykluczam, że ‘dobra zmiana’ politykom PiS marzy się, ale używają nieadekwatnych do zamierzeń środków. Jednym z tych nieadekwatnych środków jest język, jakim się posługują wywołując niepotrzebne zadrażnienia, który wprawdzie demokracji nie zaszkodzi, ale też i nie pomoże obiecywanym zmianom. Ale może o to chodzi aby zmiany nie było i żeby oligarchiczna demokracja kwitła w najlepsze obsługując interesy np. rozmaitych bohaterów madryckiej noweli…

Zwycięstwo wyborcze PiSu, wbrew temu co pisze Irek Ziółkowski, wcale „nie doprowadza do odrodzenia obywatelskości”, bo obywatelskość rodzi się w codziennym trudzie i ważeniu tego, co jest interesem partykularnym, a co wspólnym. Proces ‘tworzenia obywatela’ jest rozłożony w czasie i może przynieść pozytywne efekty tylko wówczas, gdy spełnione są określone warunki. T.H. Marshall w znanej książce Citizenship and Social Class6 obywatelskość połączył z triadą praw cywilnych, politycznych i socjalnych, które rozwijały się odpowiednio w XVIII, XIX i XX w. Jednakże obok wymiaru formalnego ważny jest także wymiar realny, tj. faktyczna możliwość realizacji przysługujących praw. Wymiar sprawiedliwości, przed którym przez lata dochodzi się słusznych roszczeń nie daje gwarancji realizacji statusu obywatela; wymiar sprawiedliwości, który często chroni sprawcę kosztem ofiary nie daje gwarancji realizacji statusu obywatela. Państwo, które funduje wysokie uposażenia z systemu zabezpieczenia społecznego byłym funkcjonariuszom UB i SB, byłym partyjnym dygnitarzom i skompromitowanym sędziom i prokuratorom czasu PRL kosztem ich ofiar nie daje gwarancji realizacji statusu obywatela. Obywatelskość bowiem to także kategoria etyczna, podobnie jak prawa, bez których nie istnieje status obywatela. Obywatel to człowiek świadomy swojej autonomii a na straży tej autonomii stoi państwo. Jaką autonomią dysponuje np. współczesny prekariusz, tj. osoba pozbawiona pewności zatrudnienia i pracująca często kilkanaście godzin dziennie na umowę cywilno-prawną aby otrzymać wynagrodzenie zbliżone do poziomu ustawowego minimum wynoszące obecnie 1850 zł. brutto? W ubiegłym roku zaproponowałem jednemu z naszych WiPowskich kolegów, który od lat zajmuje się rynkiem pracy i prekariatem i ma sporo ważnego do powiedzenia, aby wspólnie zorganizować sesję tematyczną poświęconą prekariatowi w ramach kolejnego Zjazdu Polskiego Towarzystwa Socjologicznego. Jarek był propozycją zainteresowany ale otwartym tekstem powiedział, że on sam jest prekariuszem i nie stać go na zapłacenie składki wpisowej. Zrezygnowałem z udziału w tym wydarzeniu po części na znak solidarności z Jarkiem, a po części pamiętając słowa Stanisława Dygata, który podobno mawiał, odmawiając bytności w przedwojennym pałacu przerobionym w PRL na jakiś ‘dom pracy twórczej’, że ‘nie wypada być pod nieobecność gospodarza’. Proces tworzenia prekariatu trwa latami i lata zajmie proces deprekaryzacji bez żadnej pewności, że będziemy zbliżać się ku uobywatelnieniu ‘obywateli’.

Zapowiadana przez PiS ‘dobra zmiana’ zawiera wiele pozytywnych elementów, np. program 500 +. Jednakże programy socjalne, choć niezwykle ważne i potrzebne, nie czynią jeszcze obywatela. Irek niewątpliwie stawia trafną diagnozę sytuacji, jaka ukształtowała się za czasów 8-letnich rządów PO. Ma też rację mówiąc, że PiS nie doszedłby do władzy gdyby nie bezczelność poprzedniej władzy. Ale to niewiele ma wspólnego z budzeniem się obywatelskości bowiem wybór był raczej negatywny niż pozytywny. ‘Dobra zmiana’ wymaga ciszy i konsekwencji, mniej medialnego jazgotu i absurdalnych wypowiedzi, za którymi nie kryje się żadna merytoryczna treść. Demokracja, jaką znamy w Polsce, od tego nie ucierpi, bo nikt jej nie zagraża. To raczej ona nam zagraża i wymaga ‘dobrej zmiany’ ale ci, którzy ją słusznie proponują, nie tworzą warunków, które takiej zmianie by sprzyjały.

1 Jego treść jest następująca: W przypadku sędziów Trybunału, których kadencja upływa w roku 2015, termin na złożenie wniosku, o którym mowa w art. 19 ust. 2, wynosi 30 dni od dnia wejścia w życie ustawy

2 R. Dahl: “A Preface to Democratic Theory”, University of Chicago Press, Chicago, 1956, str. 132-133;

3 N. Bobbio: „The Future of Democracy. A Defence of the Rules of the Game”, University of Minnesota Press, Minneapolis 1987;

5 Tekst zamieszczony w Grupie WiP na FB

6 T. H. Marshall: „Citizenship and Social Class: And Other Essays”, Cambridge, University Press, 1950;

Advertisements

One comment on “O demokracji w Polsce…

  1. Irek Ziolko
    25 lipca 2016

    Darku, miałem odpowiedzieć polemiką – pełnym, nowym tekstem, ale ograniczę się (nawał innych spraw) do ‚przyklejenia’ mojej odpoweiedzi z fb strony Ruchu WiP (a szkoda, żeby tu na str. Fundacji, Twój tekst został bez nawet tak skrótowej odpowiedzi): „cieszę się, że dotrzymałeś słowa i Twój tekst się pojawił, tekst ciekawy i godny uwagi… Nie chcę sie odnosić teraz do niego jako całości, a tylko do dwóch wątków w których wspomniałeś tezy z mojego wcześniejszego tekstu. 1. „Irek Ziółkowski stawia tezę, że PO stworzyła atrapę demokracji, którą chce zburzyć PiS. Ta teza wydaje się być fałszywa choć prawdą jest, że PO wzmocniła oligarchiczny system demokratyczny jaki znamy od lat, a PiSowi nie można odmówić intencji zmiany. Jednakże radykalne zmiany systemu następują w warunkach rewolucyjnych, a tego nie chcą ani obywatele, ani politycy PiS, ani innych partii.” – podtrzymuję tę tezę i nie uważam, żeby ona była fałszywa. Gdy łamane są standardy demokratyczne: rozbijanie redakcji, represje i policyjne prowokacje wobec pokojowych demonstracji, marginalizacja i szczucie wobec opozycji, nepotyczne, aferogenne i korupcyjne zarządzanie państwem, dyspozycyjne wobec władzy sądownictwo, mataczenie, nagonka i kneblowanie dochodzenia ‚do prawdy’ w sprawie smoleńskiej ‚katastrofy’, strategia rządzenia poprzez konflikt, jego rozbudzanie i zaognianie (nb. tę strategię nadal urzeczywistnia przegrana opcja, jak gdyby zupełnie nie wyciągając wniosków z przegranej), etc. – i to wszystko przy medialnej osłonie, a wręcz jawnym wsparciu głównych ośrodków medialnych, wskazuje na fakt, że demokracja de facto nie działała (!), jej reguły i standardy były gwałcone – taki system jest/był ATRAPĄ przypominającą realia putinowskiej Rosji, a nie realny sysytem demokratyczny!; 2. „Zwycięstwo wyborcze PiSu, wbrew temu co pisze Irek Ziółkowski, wcale „nie doprowadza do odrodzenia obywatelskości”, bo obywatelskość rodzi się w codziennym trudzie i ważeniu tego, co jest interesem partykularnym, a co wspólnym. Proces ‘tworzenia obywatela’ jest rozłożony w czasie…” – tu pojawia się pewne nieporozumienie – twierdziłem i twierdzę, że proces ‚odrodzenia obywatelskości’ nie pojawił się dopiero wraz ze zwycięstwem PiSu. Twierdzę coś znacznie mocniejszego – że to ZWYCIĘSTWO nie byłoby możliwe, gdyby to ‚odrodzenie’ nie nastąpiło dużo wcześniej, w kręgach opozycji środowisk wolnościowych, konserwatywnych i prawicowych.(przy jednoczesnym przyzwoleniu na łamanie reguł demokratycznych przez drugą stronę – obywateli wspierających poprzedni Układ). Te wszystkie Kluby GP, ruchy społeczne Solidarni 2010, Ruch Kontroli Wyborów, Marsze Niepodległości etc.. To były i są prawdziwe objawy właśnie oddolnego i niezależnego od struktur państwa Ruchu Obywatelskiego, czy szerzej Społeczeństwa Obywatelskiego. i to miało i ma bardzo POZYTYWNY (a nie jak mówisz negatywny) charakter W tym sensie SO narodziło się już za i dzięki rządom Platformy i to był długi proces, prawie 8 lat rządów PO, a szczególni ostatnie 5 po ‚katastrofie’ smoleńskiej. To co obecnie obserwujermy po drugiej stronie – KODy et consortes to jest przebudzenie się drugiej, dotąd ‚uśpionej’ części strony politycznej, i w dużej mierze jest Ruchem Obrony dotychczasowego Status Quo, aczkolwiek ma duże szansę, żeby przerodzić się w rzeczywisty oddolny Ruch społeczny, bo narazie (póki co jest ewidentnie sterowany i zarządzany przez konkretne ośrodki decyzyjne), ma właśnie charakter NEGATYWNY, oparty tylko i wyłącznie na sporzeciwie wobec wygranej PiSu.. 3. a propos ‚rewolucyjnych zmian’, których wg. Cienbie nikt w Polsce nie chce. Obawiam się, że mówiąc o ‚rewolucji’ masz tylko i wyłącznie na myśkli wąskie rozumienie tego pojęcia, jako realnej ‚naparzanki’ z przelewm KRWI włącznie prowadzącej do zmiany Systemu. Dla mnie rewolucja to radykalna ZMIANA PARADYGMATU w sposobie zarządzania i funkcjonowania całego systemu państwa i jego instytucji, określenia i zdefiniowania NA NOWO miejsca i roli obywateli, określenia celów, środków, a także przebudowanie całego systemu wartości, etc., i wcale nie musi łączyć się z ‚przelewem krwi’, może mieć charakter POKOJOWY, wrealiach demokratycznego państwa prawa.. Nie chcę się tu rozwodzić, bo to zupełnie osobny temat warty poświęcenia mu całej dyskusji. Dla mnie swoistą rewolucją, a myślę, że tu nie ma róznicy między nami, było np. powstanie ruchu Solidarności, który to właśnie wprowadził zupełnie nowy paradygmat w system realnego socjalizmu PRLu. Charakter obecnych zmian, począwszy od strukturalnych, przez zmianę relacji obywatel-państwo, po świadomościowe i mentalne, ma – moim zdaniem – wszelkie znamiona zmian rewolucyjnych (wobec tego co było przez ostatnie lata – szczególnie przez okres rządów Platformy), w powyżej przytoczonym rozumieniu. Oczywiście jest to proces, niedoskanały i narażony na wiele zagrożeń, szczególnie gdy widzimy sposób funkcjonowania (totalność, by nie rzec ‚totalitarność’ w negacji) obecnej opozycji. Tak czy inaczej dziękuje Ci za Twój artykuł, który jest dobrą bazą do ewentualnej dalszej dyskusji, do której zapraszam innych, którym leży na sercu rozwój rzeczywistego społeczeństwa obywatelskiego, a szerzej bonum commune. Pozdrawiam. ” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: