Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Co będzie dalej?

Paweł Kasprzak

manifestacja-komitetu-obrony-demokracjiwarszawa

Dla mnie to jest pytanie niemal tragiczne. Co dalej, czyli co po PiS. W związku z wszystkim znanymi aferami.

Wyjaśniam własny stosunek do rzeczonych afer. Jestem nimi tak poruszony, jak tylko jest mnie w stanie poruszyć mój kraj, a nie np. rodzina, w której mam niepełnosprawne dzieci i mnóstwo kłopotów. Albo nienajlepszy stan własnego zdrowia. I na ile może mnie poruszać państwo, od którego zawsze usiłowałem stronić, próbując na różne sposoby na anarchistyczną modłę układać sobie oraz rozmaitym wspólnotom, w których uczestniczyłem, życie bez niego. Na ile wreszcie obchodzi mnie to, co myślą, jakie wartości cenią, co czują ludzie wkoło mnie i jak im się wiedzie. Więc jakoś jednak poruszony jestem.

Uważam politykę PiS za niebezpieczny skandal, do tego stopnia wymagający działania, że zamierzam wkrótce, z paroma znajomymi oraz zgoła nieznajomymi rozpocząć akcję obywatelskiego nieposłuszeństwa, znieważając Dudę tak, by się podłożyć i wymusić proces o zniewagę prezydenta z Art. 135. par. 2. kk, co jest zagrożone karą do 3 lat. Więc właściwie poruszony jestem fest 😉

Wobec tego trochę jednak poważniej w tej niezbyt poważnej sytuacji…

Po „demokratycznej” stronie konfliktu co i raz słychać przypomnienia, że kiedy się policzy frekwencję, to się okaże, że na PiS głosowało 19% wyborców. Co oznacza, że PiS nie ma mandatu, że należy skrócić kadencję, PiS w ogóle zdelegalizować itd. Do tego przywołuje się sondaże. Tego rodzaju opinie w ustach obrońców Konstytucji przyprawiają mnie o ciarki na plecach. PiS ma większość zgodnie z Konstytucją, której podobno bronimy, i zgodnie z ordynacją wyborczą. Wahania sondaży w żadnej demokracji nie oznaczają konieczności przeprowadzenia wyborów, a tym, którzy PiS-owi wypominają 19% poparcia wypada przypomnieć, że samą Konstytucję zaakceptowała w referendum z 1997 roku mniej z nas, niż głosowało na Dudę i na PiS w roku 2015. Jeśli zaś wziąć pod uwagę, że spora część głosujących wtedy w referendum już w międzyczasie wymarła, to Konstytucja jest w zasadzie do wyrzucenia.

Dobra, wyobraźmy sobie skutki ponownych wyborów dziś. Np. prezydenckich. Z Brukseli wraca w glorii zbawcy narodu Tusk i wygrywa z Dudą stosunkiem np. 52 do 48%. Na ulice wychodzą znów demonstracje, młodzieńcy w maskach na twarzy demolują miasta, Tusk jest nazywany ścierwem, mordercą smoleńskim, zdrajcą, niemieckim i ruskim sługusem. Skazywać za lżenie Tuska? Za demolki? Jak? Jak sprawić, żeby ktokolwiek uwierzył, że chodzi o elementarne zasady, a nie o odzyskany monopol?

Po „demokratycznej” stronie konfliktu słyszymy również infantylnie brzmiące zapewnienia i deklaracje „apolityczności”. Tę apolityczność podkreślał ostatnio Mateusz Kijowski, lider KOD-u, ze wstrętem wypowiadając się zarówno o obecnych partiach politycznych, ale też zaznaczając wyraźnie, że nie ma powrotu do III RP, jak ją znamy z doświadczeń. Wstręty Kijowskiego w jakiejś części podzielam, a zresztą są zrozumiałe, choć niezupełnie da się pojąć, czym się w takim razie Kijowski różni od Kukiza, który chciał podobno wszystko rozpieprzać. Infantylizm KOD-u w tej kwestii – a pamiętam dobrze kult apartyjnej czystości oraz często zwykłym tchórzem podszyte deklaracje apolityczności w „S” – polega na tym, że ktoś w parlamencie z kimś musi się spierać, lepszego od partii pomysłu nie widać, w każdym razie KOD niczego takiego nie proponuje, a tylko narcystycznie uwielbia własną czystość. Dobrze by jednak było móc uwierzyć w parlamentarną demokrację, system przedstawicielski i partie, które coś znaczącego potrafią proponować.

Mamy sporo do odrobienia.

Moim zdaniem nieodrobione lekcje z ostatnich 26 lat są w sporej mierze zasługą polityków i mediów, czyli „elit”. Z historycznych powodów mieliśmy dziennikarzy uwikłanych w polityczne zaangażowanie, stojących koniecznie po jakiejś stronie. Trudno było tego uniknąć, skoro startowaliśmy od „Wyborczej” stającej „do walki” (nie na niby przecież, tylko naprawdę do walki) z całym systemem mediów PRL. Zaraz potem była „wojna na górze”, Wałęsa i Kaczyńscy mieli w niej „Tygodnik Solidarność” i cały związek „Solidarność” z jego kanałami komunikacji, a potem coraz więcej i tak to się zaczęło kształtować. Podstawowy paradygmat wolnych mediów, które każe im być zawsze w opozycji do każdej władzy, w Polsce nie miał szans zadziałać. Dziennikarze wobec planu Balcerowicza nie szukali alternatyw, tylko wyłącznie uzasadnień, że tak trzeba, a robili to z tego samego patriotyzmu, który kazał „S” ten plan również popierać. I tak to szło.

Od „wojny na górze”, Tymińskiego, PC i PiS „elity” wiedzą w związku z tym, że populizm dyskwalifikuje – i nie widzą w nim żadnej wartości polegającej na obecności aksjologicznych wyborów w programach partii,a wymagają od tych programów wyłącznie poprawnościksięgowej. Przez całe lata Polacy głosowali w wyborach wbrew własnym doraźnym, przyziemnym interesom — co czyni Polskę krajem wyjątkowym i na czym skorzystaliśmy bardzo znacznie w stosunku do sąsiadów, którzy takich postaw nie demonstrowali, choć byłoby im łatwiej, bo startowali z lepszego poziomu. Wbrew perspektywie ogromnych kosztów (w dodatku niesprawiedliwie rozłożonych) masowo poparliśmy plan Balcerowicza i wszystkie jego późniejsze konsekwencje. Potem więc młodzi ludzie na dorobku, na groszowych pensjach i bez stałych umów głosowali np. na liberalne obietnice PO, bo im się znów wydawało, że tego potrzebuje ich kraj, a nie np. związków zawodowych, bo związki właśnie tylko palą opony w Warszawie i są groźne zarówno dla demokracji, jak dla gospodarki.

PiS w tym czasie budowało własną tożsamość i opowieści z gatunku westchnień za Marszałkiem, w którego roli chciałby dzisiaj najwyraźniej wystąpić Kaczyński. Ja myślę, że Gross miał rację, kiedy napisał, że ksenofobia wobec Arabów w Europie Środkowej i w Polsce ma swoje korzenie w nierozliczonej historii wojennej. Wyjaśnię — bo Grossa wszyscy zjechali za tekst, którego w Polsce nikt nie wydał i który pozostaje nieznany, a krytykuje się go jak piłatyzm u Bułhakowa– Gross tam napisał, że Polacy w kwestii antysemityzmu i postawy wobec Zagłady nie odbiegali niczym od innych nacji, że ta historia u nas miała inny przebieg, więcej aktów podłości i więcej aktów bohaterstwa, bo tu po prostu Żydów było najwięcej, więc tu się odbyła rzeź. Różnic w postawach i zachowaniach nie było. Jedyna różnica między nami, a sąsiadami z Zachodu, Niemców nie wyłączając, polega — Grossa zdaniem — wyłącznie na tym, że oni potem to doświadczenie przerobili, a my wcale. Nam się wciąż wydaje, że Jedwabne to wyjątek i że en masse Polacy byli zawsze szlachetni i bohaterscy. Moim zdaniem Gross ma po prostu rację, łącznie z tym, że ktoś powinien się w końcu odważyć dać nam w pysk tym z grubsza prawidłowym niestety zestawieniem, w którym mieliśmy zabić w czasie wojny więcej Żydów niż Niemców, to się może z tego cholernego kompleksu wyleczymy i przestaniemy pieprzyć o unikalnej wartości naszej tradycji, której każdy obcy zagrozi — nie tylko dziki arabski brudas, ale czysty Niemiec Schulz również.

Myślę, że na tej samej zasadzie ekscesy PiS-u są możliwe, bo nie pamiętamy o Narutowiczu, o skandalu majowego przewrotu z kilkoma setkami ofiar i z zamordowaną demokracją, o sanacji, która nigdy nie odpowiedziała za Berezę i strzelanie do cywilów na polskich ulicach, o innych rzeczach nie wspominając.

Musimy takich rzeczy przepracować całą listę, ale my w gruncie rzeczy nawet nie zaczęliśmy. Jeśli „elity” zaczną, to wbrew częstym opiniom o takich „przepracowaniach”ja wcale nie wiem, czy aż pokoleń naprawdę będzie trzeba. Może wystarczy np. ta lekcja, którą nam dzisiaj funduje Kaczyński – pod warunkiem wszakże, że zdołamy na tej władzy wymusić przestrzeganie demokratycznego prawa, zamiast ją po prostu zmiatać jakimś wariantem Majdanu i zastępować inną, złożoną z ludzi mniej szalonych.

Kaczyński moim zdaniem oszalał, o ile kiedykolwiek był zdrowy na umyśle. Niezależnie jednak od jego stanu, jego szaleństwa kupujemy powszechniej, niż się na ogół sądzi. Kupują je więc również „demokraci” – wcale nie dlatego, że PO kiedyś postępowała tak samo (nie postępowała, to nie są porównywalne rzeczy), ale dlatego, że oni dzisiaj osuwają się w infantylizm, antydemokratyczne rojenia o „dobru narodu” pojmowanym tym razem po swojemu, ale te same funkcje pełniącym itd. Psychozy Kaczyńskiego są samoistne, a każdym razie nie wydają się mieć historycznych uwarunkowań. Nasze społeczne, polityczne i kulturowe niedostatki są jednak dość zrozumiałym produktem historii. I cholernie złej narodowej literatury w fatalnej mieszance z postmodernizmem, którego „widmo krąży po Europie”, być może równie nieuniknione, jak kiedyś proletariacka rewolucja.

 

 

Reklamy

7 comments on “Co będzie dalej?

  1. Gal
    12 stycznia 2016

    Domyślam się, że chodzi o obrażenie prezydenta ponieważ czyni go pan odpowiedzialnym za tolerowanie ,,skandalicznej polityki” prowadzonej przez PiS.
    Czyli czymś w rodzaju ,,Duda ty PiSdzielcu” chce się pan dać wyraz swojej niezgody na taki stan rzeczy. Wszystko ok, tylko jak to się ma do zmniejszenia ,,cholernego kompleksu i pieprzenia o unikalnej wartości naszej tradycji, której każdy obcy grozi…” (co do którego istnienia się z panem zgadzam) i jak ma nam to pomóc w przepracowaniu narodowych halucynacji ?
    Pozdrawiam

  2. Paweł Kasprzak
    13 stycznia 2016

    Nie, chodzi raczej o „ty krzywoprzysięzco”. Akurat z tymi halucynajcjami związek nie jest bezpośredni, choć istnieje. Informacja o tym nie miała związku z zasadniczym tekstem (akapit dalej on się właściwie zaczyna), a tylko miała jasno sprawozdać charakter mojego subiektywizmu i jego natężenie 😉

    Więcej ten gest ma wspólnego z „postmodernizmem”, który dzisiaj pozwala pisać np. o nieistniejącym autobusie pełnym austriackich staruszek i całym umazanym gównem, z którego rzekomi uchodźcy z Afryki wywlekali te staruszki za włosy, żeby je wszystkie zgwałcić — autobusie, który mimo nieistnienia, pozostawał jednak poglądem, chronionym zasadą wolności poglądów i uznawanym za równoprawny w życiu publicznym z każdym innym. Jeszcze większy związek, podobnie „postmodernistyczny” ma to z Komoruskim zdrajcą, złodziejem i agentem, który również uchodził za pogląd, chroniony obywatelskimi swobodami.

    Komorowskiego bluzgano w ten sposób i mnie się wydaje (dowodów nie mam), że trafny w tej sprawie jest opis Petera Pomerantseva (od „Postmodernistycznej dyktatury”), w którym on mówił, że jawne kłamstwa są nawet lepsze od kłamstw skrywanych prawdopodobieństwem. Że zatem ci, co opowiadali o Komorowskim agencie wiedzieli, że gadają bzdury, a istotny był w tym wyłącznie ładunek nienawiści, pogardy i upokorzenia, a nie prawda, jakiś sens, czy nawet prawdopodobieństwo i pozór prawdy. Przynajmniej jednak część tych ludzi przypuszczalnie sądziła, że Komorowski istotnie pracował dla jakichś obcych służb.

    Ja w każdym razie twierdzę, że Duda rzeczywiście przysięgę połamał, ale istotna różnica między mną, a tymi, którzy lżyli Bronka polega nie na prawdzie (musiałbym wiedzieć, że oni wiedzieli, że kłamią), ale na tym, że się wystawiam — a oni odpowiedzialności unikali, albo zgoła działali w przekonaniu, że im wolno, a każdy, kto by sądził inaczej, byłby bolszewickim cenzorem. Ja natomiast myślę, że skoro Duda jest prezydentem, to takich rzeczy, które zaraz będę o nim opowiadał w ten właśnie prowokujący reakcję sposób, mówić o nim nie powinno się bezkarnie. I dlatego zamierzam mówić „karnie”.

    Prawnicy o Art. 135 mówią, że w nim nie obowiązuje „kontratyp prawdy”, czy jakoś tak — co powoduje, że jeśli prezydent jest mordercą i ja go tak nazwę, to idę siedzieć. Cóż — taki jest najwyraźniej koszt, kiedy się ma takiego prezydenta. Wtedy obywatele, którzy mówią prawdę, siedzą. Pozbyć się tego kosztu można wraz z prezydentem. To ma jakiś sensbyć może.

    Dotąd uważałem, że Art. 135 jest do kitu, bo powagę urzędu stawia nad wolność słowa obywatela. Widząc jednak skutki lżenia Bronka nabrałem dla tego przepisu zrozumienia. Dzięki tym bluzgom wygrał Duda, a potem PiS — i rzeczywiście instytucje państwa są naprawdę zagrożone. Nawet nie dlatego jednak, że PiS przy nich gmera — to też. Przede wszystkim dlatego, że już żaden sens nie jest wart szacunku, każdy może gadać, co chce, a odpowiedzialność za słowo, prawdę i takie tam — nic z tego się nie liczy.

    Pewnie nie odpowiedziałem. No, staram się.

  3. Gal
    15 stycznia 2016

    ,,Dzięki tym bluzgom wygrał Duda, a potem PiS — i rzeczywiście instytucje państwa są naprawdę zagrożone”. Myślę, że bluzgi i kłamstwa są, niestety, stałym elementem większości kampanii wyborczych, natomiast PiS wygrał ponieważ stopień olania społeczeństwa przez rządzący establiszment przekroczył dopuszczalne granice (nie głosowałem na PiS 🙂
    Pozdrawiam

    • Paweł Kasprzak
      18 stycznia 2016

      Pewnie tak było, że stopień olania przez rządzący establiszment zdecydował, albo miał poważne znaczenie — też nie głosowałem na PiS 😉 Wskazałbym jeszcze kompletny i chyba jak najbardziej rzeczywisty zanik jakiejkolwiek aksjologii w programach wszystkich partii poza tymi, które nazwano „antysystemowymi” (PiS też taką łatkę dostało i teraz pracuje ostro, żeby na nią zasłużyć).

      Ale dla mnie zjawiskiem bodaj najbardziej przerażającym są te bluzgi i przyzwolenie na nie, dodatkowo usprawiedliwiane przez postmodernistyczne mody wśród inteligencji (o ile coś takiego jeszcze w ogóle istnieje). Wolno wygadywać rzeczy dowolne, każda jest równoprawna, wszystkie bzdury, łgarstwa i podłości są chronione jako pogląd — wolność słowa gwarantuje prawo do bezkarnego opowiadania o staruszkach gwałconych przez Arabów w wysmarowanym gównem autobusie, choć żaden taki autobus nigdy nie istniał, o tym nieistnieniu już się wszyscy dowiedzieli, a jednak newsy o nim koportowano nadal.

      Zgodnie z regułami sztuki, które dla Putina opisał Peter Pomerantsev — właśnie takimi, że wolno gadać wszystko, prawdą nie ma sensu się przejmować, nie warto nawet uprawdopodobniać bzdur, liczy się tylko pogarda, a opłaca kazać się drugiemu wiecznie tłumaczyć, a im bardziej nonsensowne zarzuty wtedy odpiera, tym lepiej — plucie na Bronka i opowiadanie o nim rzeczy absurdalnie nonsensownych, rzeczywiście przesądziło o sukcesie Dudy, choć elementów przesądzających było więcej, a być może koniecznym warunkiem klęski było to kompletne odklejenie się Bronka od realiów. To fakt. Niemniej ten aspekt „przewrotu” ma dla mnie skutki najbardziej znamienne dla tego, co się dzieje teraz.

  4. Gal
    19 stycznia 2016

    “Najmniejszy skrawek, który został przebadany, najmniejszy szczątek, który został znaleziony na miejscu katastrofy – wtedy kiedy przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny – każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie”

    ,,wolno gadać wszystko, prawdą nie ma sensu się przejmować, nie warto nawet uprawdopodobniać bzdur, liczy się tylko pogarda…”

    Smoleński lud dostał swoją działkę bzdur i pogardy. Pomimo, że należę do innego plemienia (Abramowszyków:) nie będę udawał, że jest inaczej. Petrupopis do foriki!
    Pozdrawiam

  5. Karol Karski
    21 grudnia 2016

    Panie Kasprzak to co przeczytałem przypomina mi ,że kiedyś był taki pretendent do prezydentury z Białegostoku…nazwiska nie pamiętam,ale chyba na K? jego sposób myślenia i wiara w to co robi bardzo mi przypomina Pana:)bzdura goni bzdurę!Frasyniuk was uruchomił,bo boicie się o coś? o co?co jest przyczyną waszego strachu,bo ,że tak jest to nie ulega wątpliwości.Może te dokumenty z lat 80 -ch o waszych „wyczynach” ?boicie się,że naród kolejnego „bohatera” postawi w kącie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 11 stycznia 2016 by in Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: