Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Refleksje o wojnie i przemocy (1)

Jarosław (Jarema) Dubiel

 

f23ee1bcc67d5da8163e21cb37e44798

W trakcie głodówki o uwolnienie Marka Adamkiewicza wielokrotnie rozważaliśmy problem walki zbrojnej i przemocy. Pamiętam, że tematowi temu poświęciliśmy całodniową sesję. Wcześniej w latach 70 gdy byłem drukarzem w NOWA (Niezależna Oficyna Wydawnicza) Często słyszałem wypowiedzi kolegów drukarzy, że gdy zaczną zabijać za drukowanie, drukować będziemy z giwera pod ręką.

Na szczęście nigdy do tego nie doszło.

Czy walka zbrojna ma sens ,gdy nie ma szans na zwycięstwo?

Temat ten powrócił w trakcie głodówki w Podkowie Leśnej.

Nikt nie miał wątpliwości że słusznie postąpili bojownicy w gettcie warszawskim sięgając po broń. Ich bohaterska i beznadziejna walka w pełni zasługuje na szacunek.

Może gdyby wcześniej podjęli walkę zbrojną, wykańczali gestapowców, nadgorliwych policjantów i szmalcowników, może wtedy ofiar byłoby mniej. Tego się już nie dowiemy.

Inaczej oceniam Powstanie Warszawskie .Tu walka zbrojna nie była konieczna. Należało się przyczaić. Przetrwać przejście Armii Czerwonej. Powołać sekretne jednostki partyzantki miejskiej. Chronić kulturę polską i niezależną świadomość.

Plan Burza nie miał sensu co widać było już w Wilnie. Okupant nie zawahał się zwycięzców brać w kazamaty

Zginęło 10 tys. żołnierzy Hitlera.

Zginęło 200 tys. cywilnej ludności Warszawy w tym kilka tysięcy powstańców. .Kwiat warszawskiej młodzieży. Zrównana z ziemią została stolica. Biblioteki, muzea, pałace, archiwa ,kolekcje i zbiory wielu pokoleń. Bolszewikom łatwiej było opanować wyniszczony kraj.

Ze smutkiem patrzę na coroczne zabawy w wojenkie dorosłych przebierańców.

****

Powstanie Warszawskie za komuny było symbolem antykomunizmu. Tysiące świeczek na Powązkach. Znaczki z kotwicą. Piosenki śpiewane przez harcerzy. Kult Antka Rozpylacza Malutkie dziecko z pistoletem maszynowym w ręku. Pomnik na Starym mieście pokazuje wyrzeźbione w brązie ,nienaturalnie powiększone, ale malutkie 4-5 lat dziecko.

Ogólnie czytelny symbol, że z wrogiem nawet kilkuletnie dzieci powinny walczyć zbrojnie.

W sensie historycznym oczywista bzdura bo nikt małym dzieciom PM-ów nie dawał. Broni palnej brakowało nawet dla dorosłych.

Pamiętam początek stanu wojennego .Na ulicach czołgi, smród gazu łzawiącego, godzina policyjna ,zabici górnicy, ścieżki zdrowia, łamane strajki i podpisywane lojale (deklaracje lojalności). Codzienne aresztowania, donosy i konfiskaty mieszkań ludzi ,którzy uciekli zza granicę. Smród lęku roznosił się wokoło.

Radio Wolna Europa bez przerwy nadawała audycje o Powstaniu Warszawskim.

Jacek Kuroń powtarzał że „krew jest smarem historii”

Znalazła się w Grodzisku Mazowieckim grupka młodzieży gotowa „na stos położyć swój życia los” Założyli Organizację Bojową. Kapelanem został ksiądz Zych (zamordowany w 1989 r przez SB), a trzeba pamiętać że ksiądz Zych był kapłanem odważnym i szlachetnym, na miarę księdza Popiełuszki. Pierwszym zadaniem było zdobycie broni. Postanowili ją zdobyć rozbrajając policjanta. Sierżant Karos nie podniósł rąk do góry .Chwycił za lufę, zaczął się szarpać. Padł strzał.

Robert Chechłacz i Tomasz Łupanow zapłacili olbrzymią cenę swego czynu. Złapani, wielokrotnie katowani, najbardziej przeżyli powszechną pogardę i odtrącenie społeczne. Uznani zostali za pospolitych bandytów. Początkowo nawet kościół (nie bacząc na swój udział w postaci księdza Zycha, który przechowywał broń i był ich autorytetem) odmówił rodzicom pomocy. Tylko w dalekiej Francji powstała grupa „Przyjaciele Roberta i Tomka”. Nie było w tej grupie Polaków.

Ówczesna władza bezustannie gnoiła ich pamięć. Próbkę stylu jeszcze kilka lat temu znaleźć można było w Wikipedii. Da dziś nie mają swego hasła.

Pamiętam, gdy razem z Francuzami zawieźliśmy ich rodzicom zagraniczne paczki . Ojciec Roberta ze łzami w oczach mówił mi „Panie, ja tego, nie rozumiem. Całe życie uczyłem chłopaka patriotyzmu. Powstanie, flaga, orzeł w koronie, to były nasze świętości. Walczyli za ojczyznę , a ludzie plują na nasz widok.”

Nawet hitlerowcy powstańcom przyznali status żołnierzy. Robert Chechłacz i Tomek Łupanow uznani zostali za bandytów. Byli więźniami kryminalnymi. I chociaż wyszli w 1989 r na wolność aktem łaski, są nadal za bandytów uważani. Wyjechali. Odebrano im Polskę, za którą gotowi byli zginąć. Myślę, że przemoc to ostateczność, lecz jak mówił Ghandi „lepiej być pełnym przemocy ,niż tchórzem” Najwyższa pora Roberta i Tomka zrehabilitować i zadośćuczynić im za cierpienia.

.

Reklamy

7 comments on “Refleksje o wojnie i przemocy (1)

  1. Mariusz
    28 września 2015

    Dzisiaj mieliśmy uroczystość na Powązkach, pochówek żołnierzy niezłomnych, nazywanych czasem wyklętymi. Ich pamięć przez długie lata była w ciemnej ciszy. Pytanie, czy mówimy o nich dlatego, że mają na sumieniu ileś tam istnień ludzkich, ofiar (nie ważne słusznie czy nie) ? Nie, wspominamy ich nie dlatego, że zabijali, tylko dlatego, że nie godzili się na zgniliznę, która ogarnęła naszą Ojczyznę przez następne dziesiątki lat. Byli bohaterami w herbertowskich strofach, jako „zdradzeni o świcie”. Szlachetni, ale nie uznawaliśmy ich za swoich bohaterów w latach 80-tych. Przynajmniej moje środowisko. WiP i okolice. Tak samo Robert i Tomek. Być może za mało wiemy o ich motywacjach, o okolicznościach sprawy. Wtedy w 1982 roku pamiętam, że nie miałem w sobie jakiejś życzliwej im postawy. Jarema ma rację, że za mało dzisiaj się o tym pisze i mówi, może warto wrócić do sprawy i przywrócić im chociaż część dobrej pamięci. Bo przecież „Solidarność” to ruch pokojowy, idea działania bez przemocy. Ale nie byłoby „Solidarności” bez AK-owców, szarych szeregów, WIN-u , NSZ itd. Na tym wyrosła nasza wolność. Czy chcemy tego, czy nie.
    I tak się biję z własnymi myślami. Antynomia walki bez przemocy. Czy to jest realne i możliwe? Chyba tak, bo jak ktoś napada na mnie i moich bliskich, to nie mam wątpliwości, że trzeba się czynnie bronić. Rozumiem i wspieram Ukraińców, że podnieśli oręż przeciwko najeźdźcy, a nie biernie czekali, aż ich wschodni sąsiedzi całkowicie sobie podporządkują i upokorzą. Nie godzę się na skrajny pacyfizm, w wydaniu: należy się poddać, zostać zabitym i czekać na zemstę w przyszłym lepszym życiu.
    Taki oto zestaw wątpliwości i emocji mi towarzyszy przy czytaniu refleksji Jaremy. Swoją drogą: ważny tekst.

  2. Zdzichu
    28 września 2015

    Mariuszu. Ten kto wyrzeka się przemocy i godzi się na własną smierć nie oczekuje w żaden sposób zemsty. Zemsta jest przemocą. „Przyszłe lepsze życie” nie jest lepszym, gdy jest w nim przemoc.

  3. rotmistrz
    28 września 2015

    W 1982 roku, ja i moi koledzy odbieraliśmy to tragiczne wydarzenie jako prowokację ubeków. Obawialiśmy się, że będzie to pretekst do fali aresztowań. Nie mogę się z Tobą, Jaremo zgodzić co do rehabilitacji tych ludzi. Czyn był głupi, nie było w tym ni krzty bohaterstwa, zginął Bogu ducha winien milicjant. Przez władze RP zostali ułaskawieni, niech to wystarczy. Robienie z tych ludzi bohaterów, jakieś rehabilitacje to zacieranie moralnego wymiaru bezsensownej zbrodni wynikającej z głupoty.

  4. darek z.
    29 września 2015

    W pełni rozumiem motywacje Jaremy, jeśli je dobrze odgaduję, i chciałbym Jaremie podziękować za przypomnienie tej tragicznej historii i jej tragicznych bohaterów. Nie zgadzam się z Wiesiem, że była to zbrodnia. Dla mnie była to bezsensowna śmierć milicjanta wcale nie wynikająca z głupoty. Dlaczego była to bezsensowna śmierć a nie zbrodnia? Zbrodnię planuje się, kalkuluje jej koszty i korzyści a nie każda śmierć spowodowana działaniem osób drugich spełnia te kryteria. W tej tragicznej historii więcej było nieszczęśliwych przypadków niż wyrachowania, w wyniku którego ktoś koniecznie musiałby zginąć. Dlaczego nie wynikała z głupoty? Otóż głupota jest cechą pojedynczych ludzi, którzy podejmują decyzje w określonych warunkach. Niekiedy warunki są takie, że trudno w innych warunkach dokonywać oceny posługując się takimi kategoriami, jak ‚głupota’ czy ‚mądrość’, ‚roztropność’, ‚rozwaga’ etc. Polecam lekturę książki Ruth Benedict o ‚świętych krowach’ w Indiach, która głęboko zapadła mi w pamięci ze wczesnej mojej akademickiej edukacji. Kiedy oglądam stare fotografie Warszawy to ‚krew mnie zalewa’ bo myślę sobie, jak można było obrócić w niwecz te wszystkie piękne kamienice, te zbiory naszej kultury i, co najważniejsze, pozbawić życia tylu wspaniałych ludzi! Ale z drugiej strony myślę o owych warunkach spowodowanych wojną, o owych cierpieniach i upokorzeniach zadanych przez najeźdźców z Zachodu i ze Wschodu. Położenie naszych przodków przypominało grecką tragedię. Rozpatrywanie tragicznego wydarzenia z 1982 r. w kategoriach ‚greckiej tragedii’ może wydawać się z dzisiejszej perspektywy czymś ‚głupim’, nieuzasadnionym, wyolbrzymionym etc. Ale to dzisiejsza perspektywa sprawia, że kontury warunków przeszłości stają się mniej wyraziste a przed oceniającymi roztacza się taka perspektywa oceny, jakiej nie mieli oceniani. Dobrze pamiętam rozmowy ze swoimi kolegami z okresu stanu wojennego i pytanie: co zrobisz jak Ubecy, ZOMOwcy etc. będą chcieli ciebie upokorzyć? I pamiętam niektóre odpowiedzi: nie ręczę za siebie, mogę zabić… Na szczęście nikomu z moich kolegów to nie przydarzyło się. Przydarzyło się to w innych okolicznościach bohaterom Jaremy wspomnienia, a Jaremie jestem zwyczajnie wdzięczny za przypomnienie tej tragicznej historii i nie mam nic przeciwko temu, aby zdjąć z tych ludzi odium pospolitych bandytów bo nigdy bandytami nie byli.

  5. Cytat z http://rafalbauer.pl/jedwabny-sierzant-karos/ (warto przeczytać całość):

    „Każdy, kto poświeci czas, aby zapoznać się z historią Chechłacza i Karosa (polecam film „Desperaci nieznana historia PRL – Strzał” – zamieściłem link do serwisu Youtube.com, ale TVP postanowiła ściągnąć materiał z portalu z racji naruszenia jej praw autorskich) musi zadać sobie następujące pytanie: Czy od dawna już pełnoletnie dzieci Karosa uważają, że ojciec był „utrwalaczem” władzy ludowej? Czy może wstydzą się go tak samo, jak opozycja wstydziła się Roberta Chechłacza, nie podejmując nigdy prób jego wcześniejszego uwolnienia? Czy dla sierot po Karosie Chechłacz jest mordercą czy ofiarą traumatycznego zderzenia grudniowej nocy? Czy dla Chechłacza obecna Polska jest tą, o jaką chciał walczyć? Próba odpowiedzi na takie pytania byłaby niezwykle ważnym głosem w dyskusji, nie tylko o stanie wojennym, ale o ewentualnych skutkach wszelkich innych waśni narodowych. Znamiennym jest, że cały czas pojawiają się głosy, jakoby „czerwcowe zwycięstwo” nie było zwycięstwem pierwszej jakości. Czy większa liczba Karosów i Chechłaczy na pewno zapewniłaby III RP lepszy, bardziej uczciwy start?”

    • darek z.
      29 września 2015

      To bardzo dobre pytania, na które pewnie nigdy nie znajdzie się pełnej odpowiedzi ale zawsze warto je stawiać i rozmawiać. Jest propozycja Jarka i Zdzicha aby spotkać się w Machowej przy symbolicznym grobie O. Schimka w połowie listopada więc może przy tej okazji warto byłoby o takich kwestiach porozmawiać…

  6. Gal
    29 września 2015

    Chłopcy z Organizacji Bojowej to ofiary mitu Polski Walczącej. Postacie tragiczne a dla mnie ważne. Tu pozwolę sobie na biograficzny wylew. Wychowywany byłem przez ojczyma, który w czasie wojny w Kedywie a po wojnie w OAK swoje zrobił i swoje odsiedział. Nie musiał mnie specjalnie infekować, bo szczeniackość ma swoje prawa, ale wystarczyło bym wszedł w ‘81 rok ze sprawnym Mauserem i walizą amunicji. To, że z przyjaciółmi w stanie wojennym nie narobiliśmy głupot zawdzięczam tym wszystkim, którzy (bez względu na intencje) gadali w stylu Popiełuszki o tym by ,,dobro…’’ itd. Myślę, że historia z Karosem była dla nas swoisty memento. Okazało się, że nie byliśmy gotowi na to by użyć nasze rupiecie z II WŚ do walki z ,, bolszewicką zarazą’’. Na szczęście pieprzony nekrofilny mit ,,ofiary krwi’’ był zbyt słaby, lęku i wątpliwości wystarczająco dużo. Dzięki temu, że w wieku lat 16 przerobiłem swoją potrzebę bycia partyzantem (broń pomimo, że nie została użyta do obalenia WRONY była odpowiednio testowana) spokojnie mogłem kilka lat potem być antymilitarystą 🙂
    Inna sprawa to faktycznie zepchnięcie historii chłopaków od Zycha w niebyt. To niezmiernie ciekawa rzecz. Z jednej strony odgrzewa się historie z lat czterdziestych a z drugiej jakoś bracia Kowalczykowie i chłopcy z OB nikną. Ale może to dobry objaw? Może sięganie do odleglejszej historii to jakiś unik? Zachowana jest wojownicza poza, pokazany radykalizm ale jakoś przełożenia na współczesność brak…na szczęście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 28 września 2015 by in Historia, Przemoc, Wojna and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: