Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Czym chata bogata…

Jarosław Kapsa

558513

Dwa głosy o tym samym, o moralnym obowiązku pomocy dla uchodźców… Zgadzam się z nimi, dodając pytanie: co się z nami jako społeczeństwem polskim stało… Kiedyśmy tak skapcanieli, kiedyśmy zeszli na poziom prowincjonalnych ćwoków-krzoków drżących z obawy przed nalotem „ptoków”…?

Mam przyjemność drażnić swoich częstochowskich ziomków dowodząc, że w obecnej sytuacji modlić się powinniśmy na Jasnej Górze o napływ przynajmniej 2 tys imigrantów rocznie. Tyle jest niezbędnych osób, by wyrównać częstochowski ubytek demograficzny. Skoro rodzi się w moim mieście o połowę mniej dzieci, niż dziesięć lat temu, skoro – według danych urzędowych – wyjeżdża z miasta ponad 1000 osób rocznie (nieoficjalnie szacowana liczba wybywających jest kilkakrotnie wyższa); to co uratuje naszą przyszłość. Przestańmy mówić o imigracji tylko w kategoriach „moralnego ciężaru”, przestańmy karmić się lękami i uprzedzeniami. Polska opinia publiczna, w swej większości, uznaje, że napływ imigrantów z Polski na wyspy brytyjskie był korzystny dla tamtejszej gospodarki. Podobna większość opinii uważa, że napływ imigrantów do Polski będzie zagrożeniem. Coś tu nie tak. Nasi politycy płynący na fali opinii publicznej muszą mieć dwie głowy: o wypływających z Polski mówią głosem Tony Blaire, o przybywających tonem jak Nigel Farage.

Wiem, że publiczna edukacja dokładnie zniechęciła Polaków do poznawania własnej historii i tradycji. Ale gdyby rozsądek przebił się przez mity, z dumą moglibyśmy mówić, że w sprawach migracji należymy do doświadczonych praktyków. Rzeczpospolita byłą miejscem przyjmującym i asymilującym rozmaitych przybyszy, często wydających się obcymi kulturowo. I wzajemnie: Polska wylewała z siebie ogromne fale imigracji: uchodźców, wygnańców, a przede wszystkim miliony imigrantów ekonomicznych. Ilu z nas, jak pogrzebiemy w swoich genealogiach, pochodzi od zasymilowanych przybyszów…? Ilu z nas ma w swoich rodzinach krewnych mieszkających dziś w USA, w Australii, Wlk. Brytanii, Niemczech…?

Żyjemy chwilą, emocjami budowanymi obrazkiem z tabloidu. Dlatego łatwo nas straszyć i tumanić. Pokażą nam obrazek z „getta” narodowościowego w Paryżu, uwierzymy, że „muzułmanie się nie asymilują”. Czyżby? Mam znajomego o pięknym nazwisko Rezek, a „paskudnym” imieniu Dżihad. Dżihad Rezek był przez dwie kadencje wójtem Boronowa, chwalonym i cenionym przez tamtejszych Ślązaków. Czy był wyjątkiem? Raczej nie. Tak się złożyło, że na Politechnice Częstochowskiej studiowało w latach 70-tych kilka tysięcy Irakijczyków, Syryjczyków, Palestyńczyków, z czego kilkuset zostało i osiedliło się na stałe w moich stronach. Dziś nawet do głowy nie przychodzi by nazwać ich obcymi. Przypomnijmy sobie podobne doświadczenia z własnych stron. Pomyślmy o pięknej piosenkarce Eleni, jednej z kilku tysięcy osób pochodzenia greckiego zasymilowanych w Polsce. Nikt mi nie wmówi, że trudniej dziś przyjąć 10 tys Syryjczyków, niż w końcu lat 40-tych XX w. 40 tys uchodźców z Grecji… Nie demonizujmy różnic kulturowych, skoro bez obaw jadamy w barach prowadzonych przez Wietnamczyków lub Chińczyków.

Widzimy getta narodowościowe we Francji, Holandii, Niemczech… To też przerabialiśmy. Ponad sto lat temu, gdy przemocą wyrzucano ludność żydowską z Rosji do polskich miast napłynęło ogółem ponad 500 tys wygnańców nazywanych pogardliwie Litwakami. Nie da się odmówić racji gazetom endeckim piszącym o tych ludziach jako obcych nam kulturowo, religijnie, obyczajowo, językowo… Tak było, bo niby skąd Żyd z Kiszyniowa czy Moskwy miał znać język, kulturę i obyczaje polskie. Napływ zahamował proces asymilacji osiadłej wcześniej ludności żydowskiej, stworzył izolujące się getta, utrwalił odrębność mniejszości. W latach 30-tych w Częstochowie, Piotrkowie, Warszawie, Łodzi mieliśmy taki sam, o ile nie gorszy, krajobraz jaki dziś dostrzeżemy w Glasgow, Malmoe, Antwerpii, Marsylii. Podobne były wyspy dzielnic, zamieszkałe przez ludzi różniących się od „narodu gospodarzy” strojem, mową, obyczajami. Były problemy, były spory, czasem przechodziły w fazę ostrą rodząc pogromy… Przy tym owe „stężenie przemocy” nie wynikało bezpośrednio z różnic kulturowych, lecz najczęściej było pochodną szerszych problemów społecznych powodowanych wojnami i kryzysami ekonomicznymi. W normalnych czasach dało się żyć normalnie, choć wierzono w różnych Bogów, a na głowie jeden nosił myckę, a drugi beret z antenką.

Powinniśmy mieć genetycznie zaszczepioną umiejętność asymilacji. Kraków wybudowali nam Niemcy, a Zakopane Wołosi (Rumuni). Dodajmy do tego, że różnice kulturowe, obyczajowe, religijne a nawet językowe wewnątrz tego, co nazywamy narodem polskim były równie głębokie i wyraźne. Asymilacja ludności wiejskiej w miastach przebiegała równie opornie, co asymilacja Żydów-Litwaków. Ten obecny stan jednorodności narodowej na tle dziejów Polski można wręcz uznać za wyjątkowy, sztucznie stworzony real-socjalistyczną, powojenną „urawniłowką”.

Nie ma, niestety, procesów społecznych, zachodzących bezboleśnie. Konflikty tworzone podziałami kulturowymi i religijnymi, były i będą; jedne zanikną, ujawnią się inne. Nie musimy dziś nawet pamiętać, że z zupełnie niezrozumiałym pobudek religijnych przez ponad 100 lat mordowali się Europejczycy, w wielkiej fali wojen domowych XVI i XVII w. Tak samo nie musimy dziś wymieniać pretensji za krzywdy rabacji Szeli („mego dziada piłą rżneli” – pisał w „Weselu” Wyspiański). Zło jest częścią ludzkiej natury, różne i zmienne są przyczyny jego ujawniania. Mordercą może być wierny wyznawca islamu, w takim samym sensie jak pedofilem może stać się katolicki ksiądz. Nie można na tej podstawie przesądzać (przed sądzić), że każdy muzułmanin jest terrorystą, a każdy kapłan pedofilem. Logika przed-sądów jest sama w sobie mordercza: najpierw budujemy w głowach uprzedzenia, potem budujemy graniczne mury, na końcu obozy koncentracyjne i „spalarnie ludzkich odpadów” by higienicznie pozbywać się problemów.

Jeśli więc sami nie chcemy stać się wspólnikami zbrodniarzy, zduśmy w naszych mózgach uprzedzenia. Sięgnijmy do skarbnicy naszych historycznych doświadczeń. Naprawdę możemy być dumni z okresów polskiej otwartości, możemy śmiało sięgać po dawne wzory śledząc jak w drodze dyskusji poszukiwano optymalnych form asymilacji przybyszy. Szukanie wzorców w przeszłości jest lepsze i mniej kosztowne, od uczenia się na własnych błędach.

Z pokorą wobec rzeczywistości uznać należy kilka zasada.

  1. Przynależność do strefy Schengen jest przywilejem, ale także zobowiązaniem. Nie można oczekiwać solidarności od innych, samemu preferując egoizm narodowy. Humanitarna katastrofa (a tym jest ta ogromna fala napływu uchodźców), wymaga solidarnego współdziałania wszystkich krajów UE. Przegramy, gdy będziemy widzieć w tym problem Niemiec, Grecji, Węgier… bo jutro sami będziemy potrzebowali solidarnego wsparcia.

  2. Wiemy z historii czym jest uchodźctwo, wygnanie czy zesłanie. Wiemy, że celem nadrzędnym uchodźców z Polski nie była asymilacja w Stanach czy Wlk. Brytanii, lecz powrót do wolnej Ojczyzny. Takie też może być marzenie wielu uciekinierów z Syrii czy Erytrei. Przyzwoitość nakazuje udzielić im pomocy, nawet jeśli nie możemy oczekiwać przyszłych korzyści z tego tytułu.

  3. Znamy doskonale zjawisko emigracji ekonomicznej. Dotyczyła ona zdecydowanej większości Polaków wyjeżdżających za graniczne kordony. Prawo wyboru miejsca pracy i zamieszkania jest prawem każdego człowieka. Tak jak prawem każdego jest realizacja marzenia o lepszym życiu. Nie bójmy się, że obcy zabiera nam pracę; dostrzeżmy z radością, że „obcy” uczciwie i ciężko chce pracować dla nas, dla naszej wspólnej przyszłości.

Skoro mówimy o różnicach kulturowych, to muszę dodać. Czytając i słysząc niektóre wypowiedzi widzę, że mnie, od urodzenia obywatela Polski, dzieli większa różnica kulturowa, religijna, siaka, taka i nijaka, z częścią Polaków, niż z tzw. „obcymi”. Nie wiem w co oni wierzą, w jakiego Boga, do jakiego kościoła ci Polacy chodzą, jakie książki czytają, jakie obrazy są im bliskie… .Ale jeśli ktoś twierdzi, że stosunkowo bogaty kraj, beztrosko marnujący żywność, lekceważąco zużywający posiadane zasoby przestrzenne i surowcowe, że to bogate społeczeństwo nie stać na pomoc garstce ludzi (bo czym jest 10 tys ludzi, czy nawet 100 tys ludzi, w społeczeństwie 38 milionowym); jeżeli ktoś uważa, że wyrazem patriotyzmu jest egoizm grupowy; jeżeli ktoś uznaje za wartość swojej religii wykluczanie obcych; to – przepraszam – taki ktoś jest zupełnie obcy mi kulturowo i religijnie.

Nie gorszy, nie lepszy… ale po prostu obcy. I wiem, że mimo to muszę z nim żyć w jednym kraju.

Reklamy

3 comments on “Czym chata bogata…

  1. Irek Ziolko
    12 września 2015

    Podoba się z pewnym zastrzeżeniem: pomagając immigrantom pamiętajmy o Polakach chcących wrócić do Macierzy, zarówno tych z Kazachstanu jak i z Londynu. To się nie wyklucza, ale tylko wtedy gdy jedno nie odbywa się kosztem drugiego..

  2. Mariusz
    17 września 2015

    Jarku,
    słusznie, masz rację z filozoficznego i moralnego punktu widzenia. Podobnie myślę, ale… No właśnie. Od wielu lat badam sprawę niemocy Państwa Polskiego, a zwłaszcza gnuśnej post-PRL-owskiej administracji odziedziczonej z pionu Kiszczaka, w kwestii repatriacji. Chętnych dzisiaj do przyjazdu na stałe do Polski jest od 100 do 200 tys. osób polskiego pochodzenia z krajów b.ZSRS. Świadczy o tym liczba Kart Polaka wydanych przez urzędy konsularne (do 300 tys. plu kolejne 150 zainteresowanych). Macierz sprowadziła zaś w latach 1991-2015 ok 6 tys (słownie: sześć tysięcy naszych rodaków. Jakie było wytłumaczenie? Takie, że nie mamy pieniędzy, budżet skromny, nie ma mieszkań, niech się martwią ewentualnie samorządy….
    Jeżeli ktoś mi dzisiaj mówi, że jesteśmy w stanie przyjąć ponad 10 tys uchodźców, w ciągu kilkunastu miesięcy to ja w sposób oczywisty reaguję na to jak na kłamstwo.
    I wcale nie chodzi o polską ksenofobię jak chce tego środowisko GW i TVN. Chodzi o rozsądek i poczucie godności.
    Zrobimy obozy pod Białymstokiem i Warszawą, gdzie w nieludzkich warunkach będą koczować biedacy z jednym tylko marzeniem – jak zwiać do Niemiec. Nas za to pokażą w mediach Zachodnich, że jesteśmy słabo zorganizowani, nieżyczliwi i nie dbamy o gości…
    Dzisiaj zatem wychodzi na to, że na rozkaz z Brukseli mamy wykonać szpagat i zrobić coś niemożliwego? W imię czego? Po to by Donkowi załatwić kolejną 2,5 letnią kadencję na stanowisku „króla Europy”?
    To jest ewidentne oszustwo, które podlewa się sosem „polskiej winy”, ksenofobii itp. Ja się na to nie zgadzam. A każdego obcego chętnie przyjmę i ugoszczę. To jest zupełnie inny problem. Mam jednak prawo wiedzieć, kto i po co przychodzi do mojego domu, nawet wtedy kiedy jestem szczodrze gościnny.
    Kaczyński ma rację proponując włączenie się w pomoc materialną uchodźcom poza Europą.
    Ja się islamu nie boję, nie boję się Turków, Kurdów, Syryjczyków, Arabów itd. Z nimi znajdę wspólny język, ale na Zachodzie ten problem już przerobili. I mają dość. Multi Kulti ist gesheiert! Tak powiedziała 4 lata temu Angela Merkel. Ten eksperyment się nie udał. Chcemy powtarzać te same błędy? Chcemy mieć te same problemy co rząd francuski, niemiecki, szwedzki? Chcemy następować na te same grabie co przez II wojną światową.
    Chętnie o tym szerzej podyskutuję.
    Pozdrawiam
    MM

  3. orys
    20 września 2015

    BRAWO!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 11 września 2015 by in Historia, Narodowość, Prawa Człowieka, Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: