Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Podróż po Dolnym Śląsku (cz. I)

Jarosław Kapsa

historyczny dolny śląsk 30 01 2013

W sierpniu wsiadłem na rower i przez tydzień kręciłem się po drogach i bezdrogach Śląska Dolnego i Opolskiego. Zaletą roweru jest możliwość organoleptycznego poznania krajobrazu; istotne jest przy tym trzymanie się zasady, by przed, po i w trakcie podróży możliwie najwięcej przeczytać o poznawanym terenie.

Pod względem podróżniczym można mnie zakwalifikować do kasty narodowych szowinistów. Człowiek ma ograniczona czasowo i materialnie zdolność poznawczą, dlatego z pokorą cieszę się, że mogę poznawać polskie krajobrazy. A przy tym, im bardziej poznaję Polskę, tym bardziej czuję się Europejczykiem; bo nie da się naszej przestrzeni opisać losami jednego narodu. Wspólnotę Europy tworzył gotyk i barok; miasta od kresów wschodnich po zachodnie rozwijały się (lub zwijały) wokół triady: rynku, ratusza, kościoła. Tam gdzie kończy się krajobraz z ratuszem na rynku, przebiega kulturowa granica Europy. To co nam się wydaje polskie, a nawet prapolskie, to przy bliższym poznaniu odkrywamy jako lokalną odmianę europejskiego uniwersalizmu, wspólnej judeochrzescijańskiej cywilizacji.

Było tak, że ta cywilizacja rozwijała się i rozprzestrzeniała odbywając szczególny „drang nach Ost” (marsz na wschód). Śląsk ma więc dla mniej urok dodatkowy, nie tylko dlatego, że tu krzyżowały się losy czterech państw (Polski, Czech, Cesarstwa Austriackiego i Niemiec), ale był też bramą i przekaźnikiem zmieniających się europejskich form kulturowych na ziemie Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z naszej świadomości ta rola Śląska jest morderczo rugowana przez szkolnych edukatorów, wbijających nam we łby narodową mitologię historyczną. Historia pisana w Warszawie i z warszawskiego punktu widzenia, nie bawi się w regionalne niuanse. Tak wyedukowani możemy jedynie poznać, podziwiać, a nawet zachwycać się dolnośląskim krajobrazem, ale nie jesteśmy w stanie go zrozumieć. Jest on księgą zapisaną nieznanym nam językiem. Z rozdziawioną z estetycznej rozkoszy paszczą wpatrujemy się w misterną ciesielkę Świątyni Pokoju w Jaworzu; ale nie znając historii wojen religijnych, a zwłaszcza samobójczej dla kontynentu zbrodni wojny trzydziestoletniej, nie mamy pojęcia o co tu chodzi…

Porównajmy bowiem doświadczenia. Korona Polska od czasów Kazimierza Wielkiego do królowania Jana Kazimierza (od XIV w do XVII), żyła w warunkach pokoju; wszystkie wojny miały charakter peryferyjny; toczyły się na granicach lub za granicami kraju. Częstochowa od lokacji w XIV w, po „potop szwedzki”, tak jak i większość miast w centrum i na zachodzie kraju, nie zaznała nieszczęść przemarszu czy okupacji obcego wojska i związanych z tym morderstw, gwałtów, podpaleń i rabunków. W tym samym okresie (XIV-XVII w) Śląsk przeżył kolejne nieszczęścia: zarazę czarną ospą, wojny husyckie, wojny dynastyczne o panowanie nad Czechami, wojny religijne i wojnę trzydziestoletnią). Nie oszczędził także Śląskowi nieszczęść wiek XVIII, tu toczyły się dwie wojny śląskie i krwawa wojna siedmioletnia.

Ową różnicę doświadczeń warto mieć w głowie, gdy czytamy gorzkie dla nas uwagi Clausewitza o Polsce: „gdyby Polska była państwem zdolnym do obrony, te trzy mocarstwa nie przystąpiły by tak łatwo do jego rozbioru”, „ich (przywódców Polski) nikczemne obyczaje państwowe i niezmierzona lekkomyślność szły ręka w rękę i w ten sposób pędzili w przepaść”, „Polska bezbronnym stepem, drogą publiczną obcych wojsk”… Słowa przytoczone nie wynikały z uprzedzeń czy antypolskości, zmarłego w 1831 r we Wrocławiu teoretyka strategii wojskowej. Polska była dla niego pouczającym przykładem politycznego samobójstwa. Ośmiomilionowy kraj, potężny rozmiarami, wzbogacony eksportem płodów rolnych, praktycznie bez większego oporu dał się zniszczyć przez sąsiednie państwa. Dla niemieckiego patrioty było oczywistym: odbudowywane po wojnach napoleońskich Królestwo Pruskie nie może być Polską, by nie skończyć jak Polska.

Niemcy, takie jakie poznaliśmy w XIX i XX w, rodziły się na Kaczawą. W pobliżu Legnicy ponad stutysięczne dwie armie: francuska, dowodzona przez marszałka McDonalda, i pruska, pod wodzą generała Bluchera, stoczyły 26 sierpnia 1813 r krwawy bój pozostawiając na polu 20 tys zabitych żołnierzy. Pruskie wojska pokonały niezwyciężoną armię Napoleona.

Bitwa toczyła się na pofałdowanym terenie w pobliżu wsi Wormątowice (Einholz). Igraszką losu kilkadziesiąt lat później majątek Einholz należał do Prusaka polonofila Alfreda von Olszewskiego. Umierając w 1909 r dolnośląski junkier, były oficer pruskiej jazdy, testamentem zakazywał synowi wstępowania do służby dla niemieckiego państwa. W przypadku złamania przez syna tego zakazu, majątek rodzinny Olszewskich miał oddany być Henrykowi Sienkiewiczowi. Wormątowice leżą kilkanaście kilometrów od innego, znanego miejsca: Legnickiego Pola. Tu w czasach austriackich wybudowano wielki budynek klasztorny, by uczcić pamięć bitwy stoczonej 9 kwietnia 1241 r przez Henryka Pobożnego z Tatarami. Tak oto pagórkowaty krajobraz przeorany autostradą, pełen malowniczych wiosek z ulicami wyłożonymi kostka bazaltową (w pobliżu są kamieniołomy) zawarł w sobie różne, czasem niezbyt zrozumiałe dla nas, wątki historii rozrzuconej na przestrzeni wieków.

A my, żeby zrozumieć lekcję bitwy nad Kaczawą musimy pojechać dalej na południe przez piękny Jawor i malowniczy Bolków do Dobromierza. Tu 4 czerwca 1745 r wojska Fryderyka Wielkiego pokonały armię austriacko-saską Karola Lotaryńskiego; tu zdecydowano o pruskości (niemieckości Śląska).

Zajrzyjmy do Lubiąża lub do klasztoru na Legnickim Polu… Lubiąż, drugi pod względem wielkości, po hiszpańskim Escurialu, klasztor w Europie; rozpiękniony barokowymi zdobieniami, które dziś z wielkim wysiłkiem próbuje rekonstruować wrocławska fundacja. Otóż owe wspaniałe, czarujące bogactwem sztuki, miejsce zniszczyło pruskie panowanie. Przejście spod panowania Habsburgów pod rządy Hohenzollernów, było dla mieszkańców Śląska czymś takim jak wcielenie do wojska i zamknięcie w koszarach.

Prusy, to była armia posiadająca państwo. Czy mogło być gorzej? Oj, mogło i Śląsk też tego doświadczył. Na ziemi śląskiej w 1630 r (czas wojny trzydziestoletniej) szwedzcy bandyci ćwiczyli zasadę: wojna się sama żywi. Było bowiem tak, że postęp techniczny wymusił oddanie spraw wojennych w ręce zawodowców. Państwa dla obrony swych ziem zaciągały łotrowskie bandy (nazywane armią zaciężną). Jak już dokonały zaciągu, musiały zacząć z kimś wojnę, bo zebrane gromady bandytów rabowały i niszczyły wszystko co było pod ręką, więc bezpieczniej było je wyekspediować z kraju . I tak powstał mechanizm samonapędzający się; nie miałeś armii padałeś ofiarą agresji, miałeś armię z przymusu stawałeś się agresorem. Na tle tego już lepiej było się oddać w niewolę jednej armii, niż cierpieć przemoc od różnych band.

Armie budowane na wzór pruski także w innych niemieckich państwach stawały się dodatkowo cennym towarem eksportowym. Wojen na świecie nie brakowało, wyszkoleni sołdaci niemieccy kupowani byli przez toczące homeryckie boje Francję i Anglię. Przyszły pruski bohater York von Waldenburg zdobywał wojskowe doświadczenie walcząc w armii angielskiej z Amerykanami (z Niemiec było ponad 80% żołnierzy walczących z amerykańską niepodległością). O wojnach fajnie pisze się różne mity; ale przyznajmy, że los bydła był lepszym niż żołnierza. O bydło dbano, nakarmione prowadzono do rzeźni. Żołnierz był jak niewolnik, niedożywiony (jak nie ukradł to nie jadł), bity przez kaprala, gnany w kilkudziesięcio-kilometrowych pochodach, zabijany lub – co gorsze – okaleczany w rzeźniach, jakimi były bitwy po upowszechnieniu armat i muszkietów…

Nie wiem skąd się rodzi miłość do militariów i bohaterów w mundurach; wojna to najobrzydliwszy wynalazek ludzi.

Po Dobromierzu Śląsk trafił do koszar. Być może było to nie najgorsze wyjście. W koszarach przynajmniej jest bezpiecznie, bije swój kapral a nie obcy bandyta, kradnie swoje państwo rękami swoich urzędników, a nie obcy rabuś. Gorzej od Śląska miał Rzeczpospolita po której wałęsały się uzbrojone bandy różnych wojsk: szwedzkich, niemieckich, rosyjskich itd… Szło się przyzwyczaić do niewoli, a z czasem pokochać swojego pana, czyli armię.

Szokiem więc było, że ta doskonale skonstruowana machina wojenna jakim były fryderycjańskie Prusy, okazała się kolosem na glinianych nogach. W październiku 1806 r wojska Napoleona rozgoniły pod Jeną i Auerstedt pruskie wojska, zajęły cały kraj wypędzając króla z poczdamskiego pałacu. Każdą dyktaturę, także dyktaturę oświeconej monarchii, toczy rak korupcji. Skorodowane państwo, pomimo pozłotki blichtru można było obalić jednym mocniejszym pchnięciem bagnetu Po Jenie nic już nie mogło być tak jak dawniej. Lud, a raczej jego elitarna, oświecona część, nie chciał już być poddanym króla i niewolnikiem armii. Chciał własnego państwa, chroniącego bezpieczeństwa ogółu i gotów był stać się armią tego państwa.

Wrocław i Dolny Śląsk stały się kolebką tych nowych Niemiec. Na wrocławskim rynku noszono na rękach bohaterskich, ludowych, obrońców Kolbergu, śpiewając pieśń: „Niemcy ponad wszystko… Niemcy od Memla po Triest… ” Wprowadzenie armii z poboru, zniesienie klasowej elitarności korpusu oficerskiego, były częścią tej rewolucji. Nad Kaczawą przeciw rewolucyjnej armii napoleońskiej stała już rewolucyjna armia niemiecka, przepojona duchem nowożytnego patriotyzmu… Zwyciężyły „nowe Niemcy”, potwierdzając swoją jakość w kolejnych triumfach pod Lipskiem i pod Waterloo.

Niedaleko Wrocławia znajduje się pałac w Krobielowicach, dziś ekskluzywny hotel zapraszający bogatych gości na pole golfowe. W pobliżu pałacu przy drodze stoi niszczejący pomnik o walcowatym kształcie na czworokątnej podstawie. Jest to grobowiec twórcy nowej armii, zwycięzcy pod Waterloo feldmarszałka Gebharda Leberechta von Bluchera. Za młodu huzar i hulaka, mason i najemnik, u schyłku życia stał się symbolem narodzin nowych Wielkich Niemiec.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 14 sierpnia 2015 by in Historia and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: