Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

A może tak poważnie…

Jarosław Kapsa

11203165_1431715107147511_6333783081027033204_n

Popłuczynami po wyborach Prezydenta RP będzie wrześniowe referendum, które – rywalizując z panem Kukizem – przeforsował prezydent Komorowski. Jego inicjatywa została przyjęta przez Senat, więc nowy prezydent Duda nie ma szans by odwołać ową kosztowną demo-maskaradę.

Przyjmijmy ten fakt, zgrzytając z lekka zębami: chcieliście demokracji, no to ją macie, skumbrie w tomacie…

Referenda nie przypadkowo nazywane są narzędziem dyktatorów i demagogów. Hitlerowska III Rzesza była swoistą demokracją referendalną i nie był to przekład wyodrębniony (patrz: Białoruś Łukaszenki). Referenda zubażają demokratyczny dialog, tworząc jedynie pozory bezpośredniego ludowładztwa. Rzadko bowiem zdarzają się problemy polityczne, które możliwe są do rozstrzygania prostym opowiedzeniem się „tak lub nie”.

Z pewnością takim problemem nie jest skomplikowana materia wyboru ordynacji wyborczej i sposobu finansowania partii politycznych. Pożytek z referendum może się zrodzić jeśli kampania referendalna stanie się poważną debatą, wzmacniającą świadomość obywatelską. Jest to jednak postulat sam w sobie wykluczający się.

Proponuję, mimo wszystko, poważniej pochylić się nad pytaniami referendum. Zakładam, przy tym, że odbiorcy, podobnie jak mnie, nie podoba się system partiokracji degenerujący się skorumpowaną, nadętą arogancją, sitwokrację. Potrzeba zmian jest oczywista. Tylko jakich?

Czy jestem za jednomandatowymi okręgami wyborczymi?

Tak, ale jakimi…Pierwsza rzecz: czy optujemy za wyborami w ramach jow, w jednej, czy w dwóch turach. Słabość (lub siłę) wyborów większościowych rozstrzygających się w jednej turze, pokazuje system brytyjski. Przy dużej liczbie kandydatów zdarzyć się może, że zwycięzca otrzymuje jedynie 15%-20% oddanych głosów; 80%-85% głosów wyborczych zostaje zlekceważonych. Taki system premiuje silne partie lub bardzo zasobnych materialnie kandydatów. Co gorsze, system ten prowadzi do podobnego mechanizmu, jaki występuje w ordynacji proporcjonalnej; premiuje wyrazistość (a więc także radykalizm) kandydatów. Innymi słowy opłacalne jest w kampanii wyborczej granie na ostrą polaryzację opinii (jesteś za lub przeciw in vitro; jesteś za lub przeciw związkom partnerskim), tak by zjednoczyć zwolenników. Istnieje więc niebezpieczeństwo, że tak wybrany parlament nie tylko nie będzie reprezentatywny dla wyborców, ale i jego opinie różnić się mogą drastycznie od opinii większości społeczeństwa.

Drugi model to jow w dwóch turach. Wygrana w pierwszej turze wymaga zdobycia ponad 50%, w przeciwnym wypadku prowadzona jest dogrywka. Podobny system mamy w wyborach prezydentów miast. System taki nie zapewnia reprezentatywności, ale w części niweluje słabości poprzednio opisywanego. Premiowani są kandydaci środka, potrafiący w drugiej turze przeciągnąć głosy „cudzego” elektoratu.

Trzeci problem to ilość rozdzielanych mandatów. Nie dotyczy to Sejmu (tu architektura zdecydowała o ilości posłów), ale wyborów samorządowych. Wprowadzona 15 lat temu zmiana ograniczyła ilość radnych (w mieście 240 tys z 50 do 28, w sejmiku województwa śląskiego z 75 do 45). Ograniczenie to tłumaczono oszczędnościami; choć praktyka pokazała, że z tego tytułu nie zrodziły się żadne oszczędności; mniejsza ilość radnych ustaliła sobie wyższe diety. Ograniczenie ilości radnych zmniejszyło reprezentatywność rad (straciły swoich przedstawicieli w sejmiku małe, ziemskie powiaty, w radach powiatu mniejsze gminy, w radach miast peryferyjne dzielnice). Podwyższyło także rzeczywisty próg wyborczy uniemożliwiając wprowadzenie radnych reprezentujących lokalne lub tematyczne komitety. Przy tej ograniczonej liczbie radnych, wprowadzenie w ostatnich wyborach samorządowych ordynacji jow o I turze, zamiast wzmocnić, osłabiło demokrację w mniejszych miastach i w powiatach.

Czy jesteś za utrzymaniem dotychczasowego modelu finansowania partii z budżetu państwa?

Pewno nie, ale co w zamian….Całkowite odejście od finansowania partii politycznych środkami publicznymi doprowadzić może do szeregu niepożądanych zjawisk, w tym do utraty przejrzystości życia publicznego. Stracimy pewność, czy inicjatywy polityczne podejmowane są ze względu na szerszy interes obywateli, czy też ku zadowoleniu finansujących partie grup lobbystycznych.

Osobiście, za możliwe i korzystne uważam, wprowadzenie mechanizmu finansowania partii politycznych na identycznej zasadzie jak finansowanie stowarzyszeń (zasada 1%).

Konieczne jest przy tym złamanie pewnych dotychczasowych norm. Panujący system, autorstwa Ludwika Dorna, wprowadził mechanizmy finansowania, tak zwykłej aktywności partii jak i prowadzenia kampanii wyborczej, umacniające centralizm. Innymi słowy lider (czytaj centralny aparat) podporządkowuje sobie partie, decydując o wydatkach „na dole”. Może łatwo utrącić niepokorną wewnątrzpartyjną opozycję, ograniczając jej do minimum limit wydatków na kampanie wyborczą. Wyrzucenie niepokornych z partii nie przenosi się na utratę wpływów finansowych. Ideałem staje się więc partia mała, ale składająca się z wiernych i biernych. Wyjaławia to życie publiczne. Wprowadzając zasadę 1% warto pomyśleć jak złamać potęgę lidera (umożliwić podatnikowi wskazanie celu darowizny: na konkretną osobę, konkretne koło lub konkretną inicjatywę). W podobny sposób należałoby zdecentralizować rozliczanie subwencji wyborczej (zwrotu kosztów kampanii wyborczej).

Rozważyć też warto inny element; czy po wprowadzeniu zasady 1% odpisów „na partię” nie zakazać jednocześnie finansowania partii z innych źródeł. Chodzi tu, miedzy innymi, o ograniczenie zwyczaju ściągania haraczy od partyjnych nominatów na wysokie stanowiska (10% od pensji prezesa państwowej spółki); zwyczaju prowadzącego do umocnienia zasady partyjnej nomenklatury w gospodarce.

I jeszcze jedno. W przypadku utrzymania systemu finansowania partii z budżetu, należy wprowadzić zakaz finansowania kampanii w wyborach samorządowych z partyjnych pieniędzy. Jest to niezbędne dla wyrównania szans między kandydatami partyjnymi i bezpartyjnymi, a więc dla zapewnienia konstytucyjnej normy równości w demokratycznych wyborach.

Czy jesteś za rozstrzyganiem wątpliwości w interpretacji przepisów podatkowych na rzecz podatnika?

Oczywiście, tak. Ale jeśli zadajemy tak oczywiste pytanie, to znaczy, że żyjemy w „chorym państwie”. Więcej: fakt, że pojawia się takowy problem, zmusza do rozwinięcia tematu. Czy chodzi nam tylko o interpretację wątpliwości na rzecz podatnikach w przepisach podatkowych? Czy może ta zasada ma dotyczyć także innych rozstrzygnięć administracyjnych? Niejednokrotnie znajdujemy się w sytuacji, gdy musimy urzędnikowi udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądami; a wszelkie wątpliwości w tej sprawie umacniają przekonanie urzędnicze o posiadaniu przez nas garba. Czy więc nie lepsza byłaby by w tej sprawie norma ogólna, podniesiona do rangi konstytucyjnej zasady?

Ale tu muszę zauważyć. Oznaczało by to, przyjęcie normy o prymacie interesu prywatnego nad interesem ogólnym. Normy, bliskiej mojemu liberalnemu sercu, lecz nie koniecznie oczekiwanej przez osoby nie akceptujące liberalizmu. Ta norma „interpretacyjna”, nawet jeśli ograniczona zostanie do przepisów podatkowych, może okazać się triumfem silnych i bogatych nad słabymi i ubogimi. Jako liberał jestem za, ale chcąc być uczciwym, muszę na to niebezpieczeństwo zwrócić uwagę. Wykorzystywanie dla prywatnych korzyści luk w przepisach podatkowych, nie oznacza ,że traci abstrakcyjny budżet. Oznacza bezpośrednio zmniejszanie wydatków na wspieranie uboższych (bo tu cięcia robi się najłatwiej).

Trzy pytania, na żadne z nich nie da się odpowiedzieć prostym „tak lub nie”. Referendum zamiast stać się poważną debatą zmieni się w mecz między tymi, którzy mówiąc jow, deklarują „j…ć obecną władzę”; a tymi, którzy rozpaczliwie bronić będą fundamentu sitwokracji. A ja ani sitwy nie lubię, ani nie mam szczególnych preferencji seksualnych do władzy.

Więc po co mi, Pan, Panie Prezydencie Komorowski, taki pasztet zostawił…

Filmik o JOW (dodany na wniosek Mariusza Maszkiewicza)

Advertisements

4 comments on “A może tak poważnie…

  1. Mariusz
    31 maja 2015

    Jarku, jak zwykle dobry tekst i bardzo trafna analiza sytuacji politycznej w jaką wepchnął nas Komorowski. Niezależnie od treści mam prośbę, abyś nie psuł swoich tekstów częstymi błędami (ja sam ich nie unikam, a redakcja, czyli my, nie sczytuje tego wcześniej…). Bardzo dużo i bardzo często w Twoich tekstach pojawia się niepoprawne używanie słowa „ilość” zamiast „liczba”. Osoby i rzeczy są policzalne!

  2. Mariusz
    31 maja 2015

    Chyba, że posłów, radnych, polityków zaliczasz do zjawiska przyrodniczego (woda, powietrze, smród itd.) Aaa, to co innego….

  3. rotmistrz
    31 maja 2015

    Podręcznikowo, Mariuszu, masz rację, ale „ilość” to odpowieðź na pytanie „ilu?”. Nie byłbym w tym wypadku takim purystą 🙂

  4. Zdzichu
    1 czerwca 2015

    Jak zwykle stajemy przed dylematem, na który Lech Wałęsa znalazł już kiedyś odpowiedź: „jestem za , a nawet przeciw”. A tak poważnie, to pasztet ten smażył się od dawna. Usmażyli go nam politycy, którzy zawsze „wiedzą” lepiej, którzy w swojej „nieomylonści” nie liczą się z obywatelami, a partyjne interesy mają ponad wszysto. Dotyczy to, moim zdaniem, wszystkich polityków od lewej do prawej, ale w szczególności tych, którzy nie potrafili nigdy znaleźć w sobie pokory, rozwagi, sprawiedliwej oceny, empatii. No to mamy pasztet, po którym niestrawność zagwarantowana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 31 maja 2015 by in Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d bloggers like this: