Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Syberia dla WiP-owca, czyli podróż do Tomska, Kemerowa i w tajgę… (Odcinek 3 – Tajga i Murjuk, 13 maja)

Mariusz Maszkiewicz

DSC_0006

Rano wyjeżdżamy z Kemerowa asfaltową drogą w stronę kolonii Murjuk, w głębokiej tajdze. Na miejscowe warunki to mniej niż 100 km od centrum miasta, czyli bardzo blisko. Murjuk rozwijał się jako wolna osada w czasach Stołypina, ale po rewolucji bolszewickiej pełnił funkcję karnej kolonii, miejsca osiedlenia przymusowego. Ludzie zajmowali się wyrębem lasu, byli brani do prac przy wydobyciu kamienia.

Syberyjska tajga nie robi na początku specjalnie silnego wrażenia, Las jak las. Dużo brzóz, zieleniąca się świeża przyroda, puszyste cedry, sosny. Podmokłe tereny i przewaga brzóz, z pnia których miejscowi ukradkiem ściągają sok – miejscowy przysmak – ekologiczny i zdrowy i tani.

Przy drodze drobna zwierzyna i ptaki łowne – myszołowy, sokoły? Przez drogę przeskakuje spokojnie zając, nazywany także trusem, w srebrnym paradnym futrze z białymi uszami. Na poboczu leśnego duktu ostatki zasp i szare zlodowaciałe płaty śniegu. Tuż obok syberyjskie kwiaty leśne przedarły się przez majowy chłód tylko dlatego, że coraz cieplej i za kilka- kilkanaście dni przyroda tajgi wybuchnie pełnym życiem. Wtedy też nie da się takim miastowym gościom jak ja wytrzymać od mnóstwa muszek i chmur komarów. Tutejsi umieją sobie z tym radzić. W końcu muszki tylko szczypią, nie robią nic złego. Gorsze wydają się duże, „rasowe” kleszcze, ponoć wredne i złośliwe. Trzeba co chwilę sprawdzać, czy jakiś nie zaplątał się we włosach. za uchem. Sprawdzamy się co chwile zdejmując koszule i zabawnie oglądając nawzajem plecy i ramiona. Resztę ciała przyjdzie obejrzeć dokładnie po powrocie. Od razu przychodzi nam do głowy, aby po powrocie do Kemerowa pójść do ruskiej bani. Robert rekomenduje jedną, którą często odwiedzali do niedawna biznesmeni. Teraz ceny spadły i ludzi mało, obsługa bardziej uprzejma. Kryzysu w Rosji może nie ma, ale takie detale pokazują, że na poważnie sytuacja gospodarcza zaczyna się pogarszać.

Robert – już kilka lat siedzi na Syberii Zachodniej – pochodzi z Częstochowy. Młody inżynier, który ze w swoim wykształceniem rolniczym i zamiłowaniem dla dendrologii miał wielkie projekty biznesowe w przemyśle drzewnym. Chyba coś poszło nie tak jak chciał. Niechętnie o tym opowiada, ale nie zamierza wracać do Polski, próbuje ostrożnie sprawdzić się w innych dziedzin biznesu. Jedną z form tej aktywności jest organizowanie różnorodnym gościom z Polski wypraw w tajgę, szczególnie zimą. Oprowadzał i obwoził po okolicach także ks. Sowę, który z ekipą TVN-u kilka lat temu robił reportaż o dziewczynie, która nawróciła się na katolicyzm i wstąpiła do klasztoru w Polsce. Ks. Sowa wydał też książkę opartą na opowieściach i obserwacjach podczas swojego kilkutygodniowego pobytu.

Jeszcze dwa lata temu przyjeżdżały niezliczone delegacje polskich bankowców, biznesmenów, jedną z ekip przywiózł na Zachodnią Syberię były minister gospodarki Jacek Piechota. Robert chwali się zdjęciami z ich wyjazdu na quadach i saniach w okolice Muriuka.

W zeszłym roku z grupą gości spotkali na swojej drodze żywego niedźwiedzia, który stanął na tylnych łapach kilkanaście metrów przed ich „gazikiem”. Zamarli na chwilę ze strachu, ale niedźwiedź leniwie powędrował przez drogę dalej.

Na niedźwiedzie się w tej okolicy regularnie poluje. Przyjezdni i miejscowi myśliwi muszą mieć jednak zezwolenia lub tzw. putiowki czyli wykupione czasowe licencje.

Mijamy zwalony znak drogowy, kiedy podjeżdżamy bliżej okazuje się, że znak jest cały poprzestrzelany. Tak jakby pijani strzelcy zabawiali się ostrą amunicją.

Co kilkanaście kilometrów mijamy kamienne znaki z prawosławnym krzyżem. To ślad, że była wieś, osada, klasztor, cerkiew. Wszystko zniszczono w epoce agresywnego komunizmu, kolektywizacji walki z przesądami – niektóre osady naturalnie wymarły.

Wreszcie wjeżdżamy przez chylący się, dziurawy mostek do Murjuka. Kilkanaście drewnianych domów i wszystkie dosłownie w ruinie. Szare i brudne ściany z cedrowych bali a nad nimi pozapadane do wnętrza dachy, wybite okna przez które widać pustkę i nędzę rozkładu.

W centrum wsi duży budynek administracji z wieżyczką, z której kiedyś nawoływano więźniów lub obserwowano okolice. W majowy słoneczny dzień wieś nie sprawia wrażenia obozu, kolonii karnej. Jest w tym nawet coś paradoksalnie idyllicznego. Szczególnie kiedy spojrzeć na kolonię z perspektywy wzgórza. Na końcu drogi dostrzegamy absolutnie nowy, drewniany dom przypominający raczej luksusową daczę niż chałupę w sercu tajgi. Gospodarzem okazuje się Jewgienij, w brudnym ubraniu, ze spracowanymi dłońmi, posiekanymi mrozem i ciężką pracą w lesie. Kiedy się z nim witam od razu ogarnia mnie wrażenie, że to wykształcony, obeznany w świecie człowiek. Mądre i uważne oczy bieleją na tle ciemnej, spalonej słońcem i mrozem twarzy. Jewgienij ma prąd z generatora, wodę w domu wydobywa prostą techniką z ziemi, przy pomocy zwykłej pompy elektrycznej, buduje właśnie dodatkowo wiatrak, aby jeszcze bardziej uniezależnić się od kaprysów podpełzającej do Murjuka cywilizacji. Jewgienij żyje z polowania w tajdze, przyjmuje gości. Ponieważ przez satelitę ma dostęp do internetu zaprasza gości z odległych części świata w tym z Kanady i Australii. Ma swój profil w sieciach społecznościowych. Jest sam na takim odludziu, a jednak nie czuje się samotny.

Badacze Syberii, etnolodzy i znawcy procesów społecznych zajmują się takimi wymarłymi wioskami. Wymarłymi dosłownie, gdyż w Murjuku poza Jewgienijem i jego gośćmi nie ma już prawie żywych. Cmentarz na wzgórzu zarasta coraz mocniej, ciężko się przedostać między zwalonymi drzewami, aby sprawdzić jaki nagrobek, jak wielki i stary jest tu pochówek.

Takie sady nazywa się w rosyjskiej etnografii „wieś tylna” (tyłowaja dieriewnia). To taka wieś, która potrafi utrzymać się wykorzystując lokalną przyrodę i zasoby leśne. Karmiaszczij landszaft. Karmiący krajobraz. Powodem tego „alternatywnego” sposobu życia, które na nowo odżyło w XX wieku była przymusowa kolektywizacja. Nazywana eufemistycznie modernizacją.

A przecież prawdziwa modernizacja to epoka Stołypina. Przesiedleńcy, napływowa ludność z obszaru całego imperium rosyjskiego to w tamtych czasach już nie zesłańcy. Nawet XIX wieczni to wprawdzie więźniowe, ale zakres ich swobód pozazdrościliby żyjący na wolności obywatele ZSRS. Proces unowocześniania Syberii komuniści zamienili na katorżniczy przymus. Uświadomioną konieczność – zakpiłby ks. Tischner. A zaczęło się od Sołowek, usuwania niepokornych, poszukiwania winnych, masowych prześladowań i założenia z rozkazu Lenina GUŁAG-u – obozów koncentracyjnych w postępowej części Europy i Azji.

Tajga na zdjęciach

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 21 Maj 2015 by in Nieskategoryzowane and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: