Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Bezpieczeństwo czy niepewność dzięki różnorodności? Przypadek systemu zabezpieczenia emerytalnego

Dariusz Zalewski

z9394229Q,ZUS-w-Szczecinie

Wstęp

Ubezpieczenia społeczne były wytworem epoki industrialnej, w której przekonanie o nieuchronności pewnych zdarzeń, ale też i indywidualnej odpowiedzialności za własny los stopniowo ustępowało coraz powszechniejszemu poglądowi, że ryzyka socjalne i ich konsekwencje to problemy społeczne, z którymi należy uporać się w ramach nowej organizacji ładu społecznego. Jednym z podstawowych elementów tegoż ładu stały się systemy ubezpieczeń społecznych oparte na zasadzie wspólnotowej odpowiedzialności za los jednostek. Współcześnie, w strukturze instytucji państwa opiekuńczego, szczególną rolę odgrywają ubezpieczenia emerytalne1, które absorbują największą część wydatków społecznych. Wzgląd m.in. na stan finansów publicznych państwa sprawił, że podjęto takie działania, w wyniku których następuje powrót do indywidualizacji odpowiedzialności za bezpieczeństwo socjalne emerytów. W ramach projektu „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności”, który zaczął obowiązywać od 01 stycznia 1999 r., z jednej strony zachowano element międzypokoleniowej redystrybucji (tzw. I filar), z drugiej jednak wprowadzono obowiązek kapitałowego oszczędzania (tzw. II filar) co oznacza, że bezpieczeństwo socjalne przyszłych emerytów ma być w znacznej mierze zapewnione przez rynek, od ryzyka którego przed wielu laty wprowadzono ubezpieczenia społeczne.

Już dawno jednak minęły czasy, kiedy można było dokonywać intencjonalnych zmian w obrębie poszczególnych systemów czy instytucji państwa opiekuńczego nie martwiąc się specjalnie o ich wpływ na funkcjonowanie innych obszarów życia społecznego, gospodarczego i politycznego. I na odwrót, to, co dzieje się w otoczeniu interesującego nas systemu musi być brane pod uwagę dla oceny jego wewnętrznej i zewnętrznej funkcjonalności. Dobrze ujął to Niklas Luhmann formułując zasadę kompensacji kluczową dla jego teorii państwa bezpieczeństwa socjalnego wskazując, że państwo – chcąc rozwiązać jakiś problem społeczny – samo kreuje rzeczywistość, która jest dla niego problemem (zob. N. Luhmann, 1994, str. 19-23). Nie musimy w tym miejscu referować poglądów niemieckiego socjologa dlaczego tak się dzieje, choć skądinąd jest to interesujące, ale na poziomie empirycznego doświadczenia chyba nikt nie ma wątpliwości, że to, co niespodziewanie przydarza się ludziom w ich codziennym życiu nie jest już traktowane jako fatum czy brak indywidualnej przezorności, ale konsekwencja określonej organizacji życia społecznego. Życie społeczne w swojej strukturalnej konfiguracji jest bowiem totalnością, a części, z których się składa, pozostają we wzajemnej relacji w tym sensie, że niemożliwa jest zmiana w którejkolwiek z nich bez wpływu zarówno na inne części, jak i całość systemu. Dla zrozumienia bieżących kłopotów związanych z utrzymaniem stabilności systemu emerytalnego proponuję sięgnąć do teorii systemów społecznych. Należy oczywiście pamiętać, że tekst nie jest rekonstrukcją teorii systemów, a jedynie posiłkuje się nią dla lepszego zrozumienia problemów z jednym z ważniejszych współcześnie funkcjonalnych systemów państwa opiekuńczego.

Praca nad tekstem rozpoczęła się w czasie, w którym decydenci ogłosili, że reforma systemu emerytalnego z 1999 r. wymaga kolejnej reformy. Wśród zwolenników bieżącej zmiany nie brakuje ludzi, którzy przekonywali piętnaście lat temu, że nowy system emerytalny wprowadzony pod wdzięcznym i raczej zapomnianym hasłem „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności” był najlepszym z możliwych. Mało kto jednak przyznaje się do błędu2, jeżeli oczywiście uznamy, że wprowadzenie systemu repartycyjno-kapitałowego było błędem. Tej kwestii nie musimy rozstrzygać z dwóch przynajmniej powodów. Po pierwsze, w przypadku zmian, których pozytywne efekty mają ujawnić się w przyszłości (skądinąd warto byłoby zapytać: w jak odległej przyszłości?), nauka w ogóle, a nauki społeczne w szczególności, nie dysponuje narzędziami pozwalającymi na precyzyjną odpowiedź czy zaprojektowana i zaimplementowana zmiana była właściwa ze względu na zapisane w projekcie reformy emerytalnej cele, tj. zapewnienia jak najwyższego możliwego poziomu świadczeń przyszłym pokoleniom, świadczeń chronionych przed inflacją i adekwatnych do wcześniej uzyskiwanych zarobków, a więc i wkładu do systemu w postaci składek, przy jednoczesnym zachowaniu gwarancji ubezpieczeniowej dla obecnych świadczeniobiorców (zob. „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności. Reforma systemu emerytalno-rentowego w Polsce”, 1997, str. 5). Po drugie, błądzić to rzecz ludzka i nie o błędne decyzje tu chodzi, ale o wskazanie na uwarunkowanie zmian, które wpisują się w wewnątrz- i międzysystemowe relacje. Innymi słowy, system emerytalny i zmiany w nim należy postrzegać przez pryzmat tego, co dzieje się w jego środowisku pamiętając, że każdy system jest jednocześnie środowiskiem dla innego systemu. Logiczną implikacją powyższej konstatacji i jednocześnie hipotezą wartą testowania jest stwierdzenie, że bezpieczeństwo socjalne przyszłych emerytów zależy zarówno od takiego czy innego kształtu systemu emerytalnego, jak i od jego otoczenia, w jakim system funkcjonuje. Chcąc zatem poprawiać niepewny los przyszłych emerytów powinniśmy skupiać się nie tylko na systemie emerytalnym, ale także – a może przede wszystkim – na jego wzajemnych relacjach systemowych.

1. Kilka słów o systemie – przykład zabezpieczenia emerytalnego

Robert Gwiazdowski twierdzi, że system emerytalny w Polsce nie jest systemem, gdyż nie tworzy żadnej logicznie spójnej całości. Czy cechą definiującą system jest ‘logiczna spójna całość’ to kwestia sporna, ale kwestią bezsporną jest to, że Robert Gwiazdowski nie ma racji w świetle argumentów, które sam przytacza wskazując, że w tzw. systemie emerytalnym: Inaczej traktowani są pracownicy, inaczej przedsiębiorcy, inaczej rolnicy, twórcy i artyści, sędziowie, prokuratorzy, żołnierze zawodowi (żołnierze niezawodowi jeszcze inaczej, policjanci i celnicy. Inne przepisy dotyczą stypendystów, inne stypendystów sportowych, inne osób duchownych. (…) inaczej traktowane są szczególne kategorie pracowników, jak górnicy, nauczyciele i kolejarze. Inaczej od umów o pracę traktowane są umowy-zlecenia i umowy o dzieło. Książka „Ubezpieczenia społeczne 2012” ma prawie 1300 stron! Słowem: absurd. Dlatego dalej będzie mowa raczej o modelach i programach emerytalnych niż o systemach (zob. R. Gwiazdowski, 2013, str. 24). Ludwik von Bertalanffy, którego książkę Robert Gwiazdowski przywołuje w przypisie3, daje taką oto prostą definicję systemu: Na pierwszy rzut oka wydaje się, że definicja systemów jako „zbiorów elementów pozostających we wzajemnych relacjach” jest tak ogólna i niejasna, że niewiele można się z niej dowiedzieć. Jest to jednak nieprawda (zob. L. von Bertalanffy, 1984, str. 68). Niewątpliwie, w świetle teorii systemów prawdą jest, że system musi tworzyć pewną całość, ale nie bardzo wiadomo dlaczego różne uprawnienia (możliwości) różnych elementów tejże całości miałyby świadczyć o braku ‘logicznie spójnej całości’, jak chciałby Robert Gwiazdowski pozbawiając system emerytalny miana systemu? Możemy tylko domyślać się, że autorowi chodzi o nieefektywność ekonomiczną zreformowanego systemu emerytalnego oraz zwyczajną nierówność statusów uczestników tegoż systemu (i jedno i drugie jest prawdą), ale na mocy podstawowych zasad logiki nie możemy stwierdzić, że jakiś byt nie jest desygnatem pojęcia ‘system’ tylko dlatego, że mamy do czynienia z różnymi skutkami funkcjonowania pozostających we wzajemnych relacjach elementów – np. z nieefektywnością systemu.

System emerytalny jest systemem w każdym znaczeniu tego słowa zgodnie z propozycją teorii systemów. Mamy bowiem do czynienia zarówno ze zbiorem elementów – a stanowią je uprawnienia do świadczeń i zobowiązania do płacenia składek – jak i wzajemnymi między nimi relacjami. System winien także stanowić względnie wyizolowaną całość odróżniając się od swojego środowiska a mówiąc językiem Niklasa Luhmanna poprzez odniesienie do środowiska i pozostawienie go nieokreślonym, system totalizuje siebie. Środowisko pozostaje po prostu ‘wszystkim innym’ (N. Luhmann, 2007, str. 171). Dla systemu emerytalnego granicę wyznacza fakt posiadania ubezpieczenia przez beneficjantów i ma on charakter binarny, gdyż będąc ubezpieczonym nie można być nieubezpieczonym i na odwrót. Status ubezpieczonego można oczywiście stracić bądź zyskać, mogą też ulec zmianie warunki ubezpieczenia ale nie ma to znaczenia dla podstawowego kryterium odróżnienia systemu emerytalnego od jego środowiska. Ma to jednak znaczenie dla wewnątrzsystemowych relacji i oceny systemu jako całości ze względu na funkcje, jakie systemowi przypisujemy. Niewątpliwie zmiany wprowadzone do systemu emerytalnego w 1999 r. znacznie zwiększyły jego złożoność i tu należy przyznać rację Robertowi Gwiazdowskiemu, że obecny system emerytalny jest znacznie bardziej wewnętrznie złożony niż był przed wprowadzeniem reformy w 1999 r. Nie uprawnia to jednak do stwierdzenia, że obecny system emerytalny utracił atrybuty systemu choć uprawnione jest pytanie jakie są konsekwencje zmian wewnątrzsystemowych dla podstawowego celu systemu emerytalnego, jakim jest bezpieczeństwo socjalne emerytów.

2. O niektórych przyczynach zmian w systemie emerytalnym

Obowiązujący do końca 1998 r. system emerytalny miał charakter repartycyjny. Kłopoty sfinansowania systemów repartycyjnych zaczynają się wówczas, kiedy rośnie stopa obciążenia systemowego4, pogarsza się współczynnik obciążenia demograficznego5 a wzrost gospodarczy i realny wzrost płac nie są w stanie pokryć bieżących potrzeb systemu. Wśród przyczyn zmian w systemie emerytalnym wprowadzonych w 1999 r. stopa obciążenia demograficznego była jednak nieznacząca, a kluczowe znaczenie miał wzrost bezrobocia i liczby świadczeniobiorców przy znaczącym spadku osób ubezpieczonych.

Wykres 1. Stopa bezrobocia, stopa obciążenia systemowego i demograficznego oraz ubezpieczeni w ZUS podlegający ubezpieczeniu emerytalno-rentowemu w latach 1990-1998

wykres1

Obliczenia własne na podstawie: GUS; http://www.stat.gov.pl/gus/5840_677_PLK_HTML.htm

Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 1990-1995, ZUS, Warszawa 1997, str. 9; Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 1999-2002, ZUS, Warszawa 2004, str. 13; Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 2003-2005, ZUS, Warszawa 2007, str. 17; Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 2006-2008, ZUS, Warszawa 2009, str. 7; Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 2009-2011, ZUS, Warszawa 2012, str. 7;

Skala z lewej strony informuje o stopie bezrobocia, obciążenia systemowego i demograficznego, a skala z prawej strony o liczbie ubezpieczonych w ZUS.

Wykres 2. Pobierający świadczenia emerytalno-rentowe oraz ubezpieczeni w ZUSa

wykres2

Źródło: Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 1990-1995, ZUS, Warszawa 1997, str. 9; Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 1999-2002, ZUS, Warszawa 2004, str. 13; Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 2003-2005, ZUS, Warszawa 2007, str. 17; Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 2006-2008, ZUS, Warszawa 2009, str. 7; Rocznik Statystyczny Ubezpieczeń Społecznych 2009-2011, ZUS, Warszawa 2012, str. 7; G. Ancyparowicz (red.): „Otwarte Fundusze Emerytalne w systemie zabezpieczenia społecznego w latach 1999-2010”, GUS, Warszawa 2010, str. 64.

Skala z lewej strony informuje o pobierających świadczenia, a z prawej o liczbie ubezpieczonych.

a pominięto ubezpieczonych w KRUS gdyż ich zobowiązania niemalże w całości pokrywa budżet państwa

Wskazanie przyczyn wzrostu liczby świadczeniobiorców i spadku liczby płacących składki jest banalnie proste i ma związek ze zmianami zachodzącymi na rynku pracy. Wbrew zapewnieniom twórców reform gospodarczych z przełomu lat 80/90 stopa bezrobocia w wyniku wprowadzonych zmian po dwóch latach, w 1991 r., sięgnęła 12,2%, a po kolejnych dwóch, w 1993 r., 16.5% (zob. GUS, „Stopa bezrobocia w latach 1990-2013”). Odpowiedzią na trudności na rynku pracy była liberalizacja przepisów emerytalno-rentowych umożliwiająca stosunkowo łatwe uzyskiwanie uprawnień do świadczeń emerytalnych i rentowych (por. S. Golinowska, 2000, str. 56). System emerytalny został potraktowany jako przejściowe rozwiązanie problemów społecznych generowanych przez inny system, rynek pracy, a uzasadnienia dla podejmowanych decyzji politycznych z początku lat 90. należy poszukiwać w logice funkcjonowania demokracji z jej krótkim, maksymalnie czteroletnim horyzontem wyborów (from election to election) i chęcią ochrony zmian systemowych przez autorów przed nieoczekiwanymi konsekwencjami ich wprowadzenia. Zmiany demograficzne nie miały tu nic do rzeczy choć warto antycypować rozmaite zagrożenia i w sposób odpowiedzialny im zapobiegać (por. Z. Czepulis-Rutkowska, 2000, str. 86). Symptomatyczne były wypowiedzi niektórych polityków, np. Jacka Kuronia, że reform gospodarczych nie można dokonywać wbrew oczekiwaniom i interesom społecznym. Krótko mówiąc, kłopoty niestabilności wywołane zmianą w jednym systemie próbowano łagodzić zmianami w innym systemie nie bacząc na ich wzajemne powiązania i kolejną niestabilność, która, zgodnie z logiką systemów społecznych, musi uruchomić kolejną zmianę.

Twórcy reformy z 1999 r. słusznie konstatują, że: Przyczyną tych zjawisk (trudności z zapewnieniem samowystarczalności finansowej FUS – przyp. autora) było wystąpienie w tym samym czasie: gwałtownego wzrostu liczby świadczeniobiorców, którym przyznano emeryturę lub rentę, szczególnie w roku 1991 r., ze skutkami w następnych latach; spadku liczby osób płacących składki w rezultacie spadku zatrudnienia; wyraźnego wzrostu poziomu realnych wartości emerytur i renty w relacji do wynagrodzeń (zob. Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Zabezpieczenia Społecznego, 1997, str. 3). Podstawowa zasada logiki nakazuje jednakże twierdzić, że jeśli A jest przyczyną B i chcemy poprawić B, to należy oddziaływać na A aby uzyskać zamierzony rezultat. A zatem jeśli główną przyczyną wzrostu wydatków na system emerytalny był wzrost liczby świadczeniobiorców (przy malejącej liczbie płacących składki) i wzrost poziomu świadczeń emerytalnych, to należało szukać odpowiedzi na pytanie co spowodowało taki stan rzeczy i jak jemu zaradzić. Radykalna zmiana systemu emerytalnego w 1999 r. była reakcją na skutki rozmaitych zmian gospodarczych, których konsekwencji reformatorzy najwyraźniej nie przewidzieli i trudno oczekiwać, że są w stanie przewidzieć kolejne konsekwencje zmian będących reakcją na nieprzewidziane konsekwencje zmian poprzednich.

Pesymizm wydaje się być uzasadniony jeśli weźmiemy pod uwagę z jednej strony epistemologiczne ograniczenia wszelkich wysiłków o charakterze prognostycznym, a z drugiej porównamy wyniki szacunków kosztów reformy emerytalnej zawartych w programie „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności” z ich rzeczywistą skalą. Otóż w oficjalnym dokumencie Biura Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Zabezpieczenia Społecznego napisano, że nawet przy bardzo pesymistycznych (konserwatywnych) założeniach dotyczących wzrostu gospodarczego (…) równowaga FUS jest zachowana w okresie do połowy pierwszej dekady XXI wieku, a od 2010 roku pojawia się niedobór w wielkości około 0,5% PKB rocznie. Jednakże (…) równowaga FUS jest w pełni zachowana przy znacznie bardziej realistycznym założeniu 3% wzrostu średniorocznie (zob. Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Zabezpieczenia Społecznego, 1997, str. 25). Prognozowane skutki finansowe reformy systemu emerytalnego dla FUS w dwóch wariantach – pesymistycznym, zakładających 1,5% wzrostu PKB, oraz realistycznym, przy 3% wzrostu PKB – uwzględniały ubytek środków w FUS m.in. na skutek odpływu składek do OFE oraz limitu 250% składki rekompensowany oszczędnościami związanymi z racjonalizacją filaru repartycyjnego oraz wpływami z prywatyzacji. Na tle rzeczywistych kosztów szacunki te wyglądały następująco:

Wykres 3. Prognozowane skutki finansowe reformy systemu emerytalnego dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (przy 1,5% wzrostu PKB) oraz rzeczywista dotacja do FUS z budżetu państwa, w tym z tytułu przekazania składek do OFE w mln. zł.

wykres3

Źródło: ZUS, Warszawa 2006; ZUS, Warszawa 2012;

http://www.zus.pl/files/Wa%C5%BCniejsze%20informacje%20z%20zakresu%20ubezpiecze%C5%84%20spo%C5%82ecznych%202011%20r.pdf

Bezpieczeństwo dzięki różnorodności. Reforma systemu emerytalno-rentowego w Polsce”, Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Zabezpieczenia Społecznego, Warszawa, 1997, str. 26;

Wykres 3A. Prognozowane skutki finansowe reformy systemu emerytalnego dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (przy 3% wzrostu PKB) oraz rzeczywista dotacja do FUS z budżetu państwa, w tym z tytułu przekazania składek do OFE w mln. zł.

wykres3a

Źródło: ZUS, Warszawa 2006; ZUS, Warszawa 2012;

http://www.zus.pl/files/Wa%C5%BCniejsze%20informacje%20z%20zakresu%20ubezpiecze%C5%84%20spo%C5%82ecznych%202011%20r.pdf

Bezpieczeństwo dzięki różnorodności. Reforma systemu emerytalno-rentowego w Polsce”, Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Zabezpieczenia Społecznego, Warszawa, 1997, str. 28;

Różnica między prognozą skutków finansowych dla FUS, przedstawioną w dokumencie „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności”, a ich rzeczywistym rozmiarem jest porażająca i jednocześnie kompromitująca dla jej autorów. Przyjmując, zgodnie z propozycją autorów projektu, tzw. pesymistyczny wariant wzrostu PKB na poziomie 1,5% rocznie ogólna kwota dotacji do FUS wyniosła w 2010 r. ponad 4,28% PKB i była wyższa od prognozowanego wyniku (0,52% PKB) o ponad 8 razy! Sama kwota refundacji z tytułu przekazania składek do OFE wyniosła 1,57% PKB i była trzykrotnie wyższa od prognozowanego salda. Oczywiście znacznie większe różnice występują przy założeniu bardziej optymistycznego, czy jak chcieliby autorzy reformy, realistycznego wariantu zakładającego wzrost PKB na poziomie 3% rocznie a warto zauważyć, że realny wzrost PKB dla okresu 1998-2009 wyniósł prawie 4% rocznie. Musimy też dodać, że prognoza deficytu środków w FUS była kalkulowana na poziomie 250% limitu składki ubezpieczeniowej a dotacja uzupełniająca z budżetu państwa nastąpiła na poziomie 300% limitu składki co jeszcze bardziej powiększa skalę popełnionej pomyłki w prognozie.

Ujawniona dysproporcja między prognozą a rzeczywistym wynikiem finansowym nie jest niczym zaskakującym, gdyż progności stale mylą się w szacowaniu rozmaitych wielkości makroekonomicznych (wielkości wzrostu PKB, inflacji, stopy bezrobocia etc.), choć zaskakuje skala owej pomyłki. Nie wiemy jakie było znaczenie tych prognoz dla decyzji podejmowanych w sprawie reformy systemu emerytalnego ale wiemy, że dyskusji o konieczności jej wprowadzenia, przypadającą głównie na lata 1997-1998, towarzyszyło wyraźne pogorszenie wskaźników obciążenia systemowego (wykres 2). Była to okoliczność sprzyjająca wprowadzeniu zmian mających na celu m.in. ochronę systemu emerytalnego przed finansową zapaścią, gdyż unaoczniała skalę zagrożenia dla finansów publicznych państwa i bezpieczeństwa socjalnego emerytów. Wprowadzenie do systemu emerytalnego części kapitałowej problemu jednak nie rozwiązało, a wręcz – jak twierdzą niektórzy – problem pogłębiło (por. B. Grabowski, Gazeta Wyborcza 24.01.2011). Propozycja zmiany systemu emerytalnego zawarta w projekcie „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności”, przy pojedynczych głosach krytyki, nie spotkała się z żadnym zorganizowanym protestem w kraju. Co więcej, z licznych wypowiedzi prominentnych ekspertów i polityków mogliśmy usłyszeć, że była to najlepiej przygotowana i przedyskutowana reforma, którą wprowadził w życie rząd J. Buzka7. Skala publicznej histerii, ale też i ponownych zmian wprowadzonych w 2014 r. w systemie emerytalnym nakazywałaby zadać pytanie kto ma rację: czy ci, którzy opowiedzieli się za kolejną zmianą w systemie, czy ci, którzy przeciwko niej stanowczo oponują? Pytanie nie jest ‘akademickie’ i dlatego można uchylić się od odpowiedzi na nie choć niewątpliwie jest ważne. Ale znacznie ważniejszym jest, zanim zaczniemy krzyczeć, że coś nie działa i trzeba podjąć kolejny wysiłek naprawy, zrozumienie istoty problemu a bez znajomości teorii systemów nie jest to możliwe.

3. O osobliwościach systemu emerytalnego w świetle teorii systemów

Śledząc uważnie analizy teoretyków systemów możemy dojść do bardzo praktycznego wniosku a mianowicie, że koncentracja uwagi na określonym systemie, aby rozwiązać ważny problem społeczny, wcale problemu nie musi rozwiązywać, gdyż często nieopatrznie mylimy skutek z przyczyną, ignorujemy cyrkularny charakter zjawisk społecznych i dokonujemy fragmentacji życia społecznego tak, jak onkolog próbuje oddzielić komórki nowotworowe od zdrowych. Powszechnym twierdzeniem specjalistów od systemów emerytalnych jest to, że za kłopoty tychże systemów, szczególnie finansowanych na zasadach repartycyjnych (PAYG), odpowiada kryzys demograficzny i stale pogarszający się współczynnik obciążenia systemowego. Skoro bowiem rodzi się mniej dzieci, a też i zmniejsza się relacja osób pracujących do tych, którzy żyją ze świadczeń emerytalnych, to należy dokonać zmian w systemie emerytalnym aby dostosować go do wyzwań nowej sytuacji. Marek Góra, jeden ze współtwórców reformy z 1999 r., pisze, że System emerytalny, jeśli nawet dawniej dobrze działał, musi zostać zastąpiony innym, dostosowanym do obecnej i przyszłej struktury demograficznej. Nie wynika to ze zmiany zapatrywań ekspertów na konstrukcję systemów emerytalnych, lecz ze zmiany, jaka dokonała się w realnym świecie (zob. M. Góra, 2003, str. 111).

Jedną z tychże realnych zmian, łatwych do empirycznego uchwycenia, jest trwałe bezrobocie i utrata zdolności ponoszenia obciążeń socjalnych (składek emerytalnych) w pewnych segmentach struktury społecznej oraz niż demograficzny6. Demografowie wyraźnie wskazują, jakie są hipotetyczne, a też i dobrze empirycznie udokumentowane społeczne przyczyny malejącej dzietności wśród współczesnych Polaków (zob. I. Kotowska, U. Sztanderska, 2007, str. 23-28) – i nikt o zdrowych zmysłach nie przekonuje, że chęć posiadania potomstwa zależy tylko i wyłącznie od miłosnych uniesień kochanków – to jednak dyskurs, a co ważniejsze także decyzje dotyczące systemu emerytalnego mogą świadczyć o głębokim niezrozumieniu mechanizmów rządzących społeczną rzeczywistością, która ma charakter systemowy. W jakiejś mierze to nie dziwi, gdyż ludzka świadomość upodabnia się do systemu (a też i jest systemem!), który odgradza się od swojego środowiska za pomocą uproszczonych kodów komunikacyjnych. Innymi słowy, percepcja społecznej rzeczywistości wymaga zabiegów redukujących złożoność owej rzeczywistości czego jedną z konsekwencji jest budowanie uproszczonych zależności przyczynowo-skutkowych ze wszystkimi tego skutkami.

Zmiana z 1999 r. została pomyślana i zinterpretowana przede wszystkim jako przejście ze zdefiniowanego świadczenia na zdefiniowaną składkę. Miała ona kluczowe znaczenie dla systemu emerytalnego, gdyż umożliwiała jego adaptację do nowych wyzwań środowiska – przede wszystkim problemów na rynku pracy, a też i zmian demograficznych, których negatywnych konsekwencji powoli doświadczamy, ale one mają przecież też swoje społeczne (i systemowe) przyczyny. Ma też niebagatelne znaczenie dla samych uczestników systemu, gdyż indywidualizuje ich udział w nim czyniąc zależnym bezpieczeństwo socjalne przyszłych emerytów od indywidualnych statusów zawodowych na rynku pracy. Niklas Luhmann pytał przed laty sarkastycznie (…) czy rzeczywiście w warunkach demokracji polityka musi polegać wyłącznie na przystosowaniu się do występujących już skutków rozwoju gospodarczego i społecznego (zob. N. Luhmann, 1994, str. 147), a my możemy zapytać czy zmiany w systemie emerytalnym muszą dostosowywać się do zmian zewnętrznych, którym tak wielu przypisuje charakter ‘obiektywnych’ zmiennych niezależnych nie bacząc na wzajemne powiązania międzysystemowe, np. między teorią naukową, gospodarką a polityką? Możemy zatem zadać pytanie gdzie jest przyczyna a gdzie skutek i czy koncentrując się tylko na zmianach w systemach emerytalnych nie próbujemy leczyć objawów pozostawiając przyczyny specjalistom od innego rodzaju schorzeń? Raz jeszcze oddając głos Luhmannowi należałoby (…) zainteresować się przede wszystkim układem warunków, w jakich niestabilność wywołuje zmianę, a zmiana kolejną niestabilność. Jeśli ogarnie się tego rodzaju układ zależności dostatecznie wyraźnie, to w wielu wypadkach będzie można wskazać punkty, w których ów zaklęty krąg można przerwać i sprawić, aby zmiana stała się fundamentem stabilnych oczekiwań. Oczekiwań, które mogłyby się następnie reprodukować (zob. N. Luhmann, 1994, str. 80).

Na kondycję współczesnego systemu emerytalnego wpływ mają relacje międzysystemowe – między systemem emerytalnym, gospodarczym i politycznym. Są to relacje zwrotne działające w ruchu okrężnym co oznacza, że system emerytalny oddziałuje na system gospodarczy (i odwrotnie), system gospodarczy wpływa na system polityczny (i odwrotnie), a system polityczny na system emerytalny (i odwrotnie). W takiej konfiguracji wzajemnych oddziaływań trudno wskazać praprzyczynę kłopotów, jeśli one pojawią się, oraz zaaplikować ‘punktowo’ skuteczną kurację. Wydaje się, że to właśnie miał na myśli Niklas Luhmann pisząc, że Problemów nie można szukać tam, gdzie powstają, lecz gdzie indziej; nie można więc ich usuwać wskazując przyczyny, można je jedynie przekazywać, przeformułowywać i odraczać. (…) Mamy do czynienia z samokreującą się rzeczywistością, której fundamenty organizacyjne jeszcze obowiązują, jeszcze są honorowane, ale konsekwencje, zapośredniczone przez wielorakie współzależności (podkreślenie moje), stają się już nieakceptowalne. Takie właśnie konstatacje służą niekiedy za dowód „zawodności państwa”. Jednakże syndrom oskarżyciela (krytyka, kryzys, nierządność, zawodność) świadczy przede wszystkim o braku teorii społecznej. Zaczyna się krzyczeć, zanim się zrozumie (zob. L. Luhmann, 1994, str. 67).

Bieżące problemy systemu emerytalnego ujawniają właśnie owe konsekwencje, zapośredniczone przez wielorakie współzależności systemowe, których nie dostrzegają (lub nie chcą dostrzegać) jego reformatorzy. Czy ktoś zastanawia się jaki jest związek między finansową zapaścią systemu emerytalnego a dość osobliwymi decyzjami politycznymi mającymi znaczenie dla gospodarki, jak chociażby ta o zakupie u zagranicznego producenta szybkich pociągów za łączną kwotę przekraczającą 2,5 mld. zł. (to prawie 1% dochodu polskiego budżetu w 2013 r.), skoro wszyscy wiedzą, że pociąg ten nie pojedzie szybciej niż pozwala stan infrastruktury, a stan infrastruktury pozwala na rozwijanie takich prędkości, które osiągają pociągi produkowane w Polsce7. Polityczna wrzawa, podejrzenia o korupcję etc., jaka rozpętała się po fakcie sprowadzenia pociągu nie ma większego znaczenia i nie jest interesująca z naukowego punktu widzenia. Interesujące i ważne jest to, dlaczego do takich sytuacji dochodzi i jakie to ma znaczenie dla kondycji systemu emerytalnego. Kluczowa jest odpowiedź na pytanie o zdolność kontrolowania zachodzących zmian i koordynację przepływu informacji między systemami. Problem w tym, że we współczesnym świecie systemów nie istnieje takie miejsce (decyzyjne centrum), z którego można by obserwować i kierować procesem zmiany, gdyż – jak pokazuje Luhmann – na poziomie systemu społecznego nastąpiło przejście od zróżnicowania stratyfikacyjnego do zróżnicowania funkcjonalnego (zob. L. Luhmann, 1994, str. 52). Brak hierarchicznych relacji typu władza-poddani sprawia, że mamy do czynienia z ruchem okrężnym w komunikacji systemowej a funkcję kontrolną wobec systemów pełnią same systemy, które mają charakter samoreferencyjny, tj. odnoszą się same do siebie.

Niewątpliwie rację ma Marek Góra twierdząc, że, po pierwsze, Do niedawna problematyka emerytur pozostawała na marginesie ekonomii. Emerytury były domeną polityki społecznej i prawa, oraz, po drugie, (…) system emerytalny nie ma dobrych ekonomicznych podstaw teoretycznych. Ich zbudowanie okazało się trudne i wciąż pozostaje otwartym problemem (zob. M. Góra, 2003, str. 10-11). Zainteresowanie się teorii ekonomii systemami emerytalnymi ma jednak niebagatelne dla nich znaczenie, gdyż wnosi ona swój własny punkt widzenia na ich funkcjonowanie. Funkcją każdej teorii jest wyjaśnianie przyczyn rozmaitych zjawisk i procesów. Ale teorie służą nie tylko poznaniu rzeczywistości ale stanowią także kanały komunikacji wewnątrz- i zewnątrzsystemowej. Mówiąc nieco metaforycznie bez teorii systemy byłyby ślepe, gdyż to one właśnie stanowią warunek samoreferencyjności systemów. System samoreferencyjny to taki, który produkuje i reprodukuje własne elementy z samego siebie a teoria służy do samoobserwacji systemu, a zatem nadaje działaniom znaczenia, jakie system przypisuje sam sobie. Dlatego też musimy wyjść poza zbanalizowaną oczywistość, że teoria służy tylko poznaniu rzeczywistości – ona jest także częścią rzeczywistości społecznej i na tę rzeczywistość oddziałuje (wystarczy przypomnieć casus teorii Johna M. Keynesa i jej wpływu na gospodarkę powojenną). Dla ekonomii znacznie ważniejsze, niż dla polityki społecznej czy prawa, są kwestie efektywności/nieefektywności systemów emerytalnych co oznacza, że mamy do czynienia z przeformułowaniem semantyk, jakie teorie dostarczają im w celu ich samorozwoju i samooceny. Koncentracja uwagi na aspekcie efektywności nie oznacza oczywiście, że system nieefektywny w ujęciu ekonomicznym przestaje być systemem. Oznacza to jednak, że samoocena systemu emerytalnego jest inna z punktu widzenia teorii ekonomii niż polityki społecznej czy prawa. Kwestia bezpieczeństwa socjalnego, tak ważna dla polityki społecznej, traci na znaczeniu w ujęciu teorii ekonomii na rzecz efektywności choć należy z całą mocą podkreślić, że nieefektywne systemy emerytalne nie mogą w dłuższej perspektywie czasu gwarantować bezpieczeństwa socjalnego, ale prawdą też jest to, że bezpieczeństwo socjalne emerytów nie musi być tożsame z efektywnością systemu rozumianą zgodnie z teorią ekonomii.

4. Bezpieczeństwo socjalne versus niepewność w kontekście funkcjonowania systemu emerytalnego

W 1981 r. Niklas Luhmann opublikował książkę „Teoria polityczna państwa bezpieczeństwa socjalnego”, a w 1986 r. Ulrich Beck głośną książkę „Społeczeństwo ryzyka”. Pierwszy z wymienionych socjologów daje zarys teorii politycznej państwa bezpieczeństwa socjalnego kreślonej w duchu teorii systemów, drugi zaś przedstawia argumenty na rzecz tezy o końcu bezpiecznego świata i wszechogarniającej niepewności. Czytając obie książki równolegle ma się wrażenie, że dotyczą one tego samego procesu choć o różnych wektorach, a zmiana kierunku, sądząc po datach wydania obu książek, powinna nastąpić na przełomie lat 70/80 ub. wieku8. Konfrontując współczesną rzeczywistość z treścią obu książek niewątpliwie bliższa ona jest temu, o czym pisze Ulrich Beck choć trudno zrozumieć ‘społeczeństwo ryzyka’ bez znajomości Luhmannowskiej teorii systemu społecznego. Ulrich Beck naprzemiennie używa pojęć ‘ryzyko’ i ‘niepewność’ co jest pewną słabością jego, skądinąd znakomitej, książki. Wprawdzie w literaturze przedmiotu pojawiają się opinie, że ryzyko oznacza dziś zdarzenie, którego nie można obliczyć i które właśnie dlatego jest niepewne (zob. J. Arnoldi, 2011, str. 36), to jednak argumenty te są o tyle nieprzekonujące, że zacierają różnicę między pojęciem ryzyka i niepewności. Jeżeli bowiem ryzyko jest niepewne i nie można użyć technik probabilistycznych dla jego oszacowania to posługiwanie się tym pojęciem traci jakikolwiek merytoryczny sens. Jacob Arnoldi ma oczywiście rację twierdząc, że sens obu pojęć jest historycznie zmienny i uwarunkowany czynnikami kulturowymi ale nie zmienia to istoty rzeczy, że warunkiem każdej rzetelnej analizy jest klarowność pojęć, którymi posługujemy się. Proponuję zatem przyjąć klasyczne odróżnienie pojęcia ryzyka od niepewności a wykorzystując dorobek teorii systemów społecznych przybliżyć podstawowe problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa socjalnego potencjalnym emerytom.

W literaturze przedmiotu ryzyko, a także ryzyko socjalne, zostało zdefiniowane jako zdarzenie przewidywalne (prawdopodobne na mocy rachunku prawdopodobieństwa i rozkładu statystycznego) i odróżnialne od niepewności. W systemie zabezpieczenia społecznego wyróżnia się kilka klasycznych ryzyk socjalnych, od których stosuje się ubezpieczenia społeczne. Wprowadzenie ubezpieczeń społecznych od ryzyk socjalnych na przełomie XIX i XX w. – najpierw wypadkowych i chorobowych, a później emerytalnych i od bezrobocia – stanowiło przełom w polityce społecznej uprzemysławiających się państw i było zapowiedzią rozwoju państwa opiekuńczego (zob. P. Flora, J. Alber, 1995, str. 50). Ubezpieczenia od ryzyka starości z biegiem lat stały się szczególną kategorią systemu zabezpieczenia społecznego z uwagi na fakt, że średnia długość życia w krajach uprzemysłowionych (także w Polsce po 1989 r.) zdecydowanie przekroczyła ustawową granicę wieku emerytalnego. Coraz częściej zatem zaczęto kwestionować zaliczanie starości do tradycyjnych ryzyk socjalnych z tego prostego powodu, że większość ludzi, jeśli człowiekowi nie przydarzy się nagła śmierć (od czego można ubezpieczyć się na zasadach aktuarialnych), doświadcza zdarzenia pewnego i wiemy kiedy ono nastąpi, a nie jest tylko prawdopodobnym. Na podstawie analiz demograficznych możemy oszacować wielkość strumienia przepływu populacji z grupy aktywnych zawodowo do grupy nieaktywnych zawodowo, a mnożąc wielkość populacji emerytów przez średnią wysokość emerytury oszacować względne koszty funkcjonowania systemu emerytalnego w przyszłości, w którym uczestnictwo miało być gwarancją bezpieczeństwa socjalnego.

Pewność zdarzenia, jakim jest uzyskanie wieku emerytalnego przez miliony ludzi czyni bezprzedmiotowym odwoływanie się do treści pojęcia ryzyka starości choć sensowne jest stawianie pytania o ryzyko wypłacalności systemu emerytalnego. Nie jest to pytanie stricte ekonomiczne gdyż wypłacalność systemu może zależeć od wielu czynników (np. zmian stylu życia, zmian w modelu rodziny i ról społeczno-zawodowych małżonków etc.), których badanie pozostaje poza głównym nurtem zainteresowania ekonomii. W głównym nurcie zainteresowania ekonomii pozostaje natomiast dywersyfikacja ryzyka dobrze znana i zalecana wszystkim tym, którzy cokolwiek inwestują na rynkach finansowych. Hasło „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności” to nic innego jak odwołanie się do semantyki rynku, na którym rządzą określone prawa i każdy wie, że lepiej mieć określoną wartość pieniędzy w różnych instrumentach finansowych niż w jednym. Kłopot w tym, że dywersyfikacja ryzyka w obrębie jednostki (posiadanie oszczędności w kilku źródłach) to zupełnie co innego niż dywersyfikacja źródeł zagrożenia systemowego. Dzięki przynależności do dwóch źródeł finansowania emerytury, tzw. filara I (państwowy ZUS) i filara II (kapitałowy OFE), bezpieczeństwo wypłacalności systemu i potencjalnego emeryta wcale nie musi się zwiększać gdyż ich kondycja, czego nie rozumieją doktrynalni apologeci rynku, jest wzajemnie zależna od siebie.

Tę wzajemną zależność wzmacnia konstrukcja systemu emerytalnego wprowadzonego w życie w dniu 1 stycznia 1999 r. i doprawdy trudno uwierzyć już nie tyle w szczerość intencji co w zdrowy rozsądek tych wszystkich, którzy twierdzą, że likwidacja OFE to m.in. zamach na prywatne oszczędności obywateli i ich bezpieczeństwo emerytalne! Abstrahując od bieżącego sporu politycznego i interesów rozmaitych krajowych i międzynarodowych lobbies każdy, kto ma choć umiarkowaną wiedzę na temat systemu emerytalnego wie, że jest to instrument transferu pieniędzy od obywatela do państwa (ZUS), od państwa do OFE (składka na II filar – pierwotnie 7,3%, od 01 maja 2011 2,3%) oraz z OFE do państwa (poprzez chociażby zakup obligacji Skarbu Państwa). Mechanizm ten w sposób klarowny przedstawił minister Jacek Rostowski w głośnej debacie telewizyjnej z Leszkiem Balcerowiczem tłumacząc, że wysoka składka odprowadzana z ZUS do OFE to transfer publicznych pieniędzy, które państwo przekazuje do prywatnych instytucji finansowych po to, aby te same pieniądze pożyczyć od tychże instytucji na określony procent na sfinansowanie emerytur. W sposób jeszcze bardziej klarowny i z charakterystyczną dla swoich wywodów swadą mechanizm ten przedstawił Robert Gwiazdowski pisząc: Niektórzy płacą składki na polisy ubezpieczeniowe na dom czy na życie. To ich decyzja. Ale w przypadku OFE ubezpieczeni nie podejmują żadnej decyzji. To rząd ich zmusza. Nie mogą nie płacić składki na ubezpieczenie emerytalne do OFE. Co więcej, nie płacą składki do OFE. Płacą ją do ZUS, a dopiero potem ZUS odprowadza jej część do OFE. Do tego niby-oszczędzania na własną emeryturę stosuje się przypisy o zobowiązaniach podatkowych – co jest jednym z wielu dowodów na ich podatkowy charakter. Mało tego. OFE pobierały przez lata 7% (obecnie 3,5%) od całości mojego kapitału. Ale 60-70% tego kapitału inwestują w … obligacje Skarbu Państwa. Tego typu „inwestycji” może sobie sam dokonać każdy, bo te same obligacje, które kupują OFE, pobierając za to wysokie wynagrodzenie, panie na Poczcie Polskiej sprzedają bez żadnych prowizji! A zatem za inwestowanie w akcje spółek notowanych na GPW 30-40% kapitału, OFE pobierały przez lata 7% (obecnie 3,5%) od 100% kapitału otrzymywanego z ZUS, to oznacza, że ich wynagrodzenie za efektywne zarządzanie tą częścią, którą inwestują w akcje, sięgało przez lata 20%! (zob. R. Gwiazdowski, 2012, str. 174-175).

Nieco upraszczając, wzajemną zależność obu filarów w jednym systemie można porównać do sytuacji klienta banku, który lokuje w banku swoje oszczędności na określony procent po to, aby tę samą kwotę pożyczyć od banku a wiadomo przecież, że lokaty nie mogą być wyżej oprocentowane niż pożyczki9. Ta część operacji, obejmująca około 60-70% całości aktywów będących w dyspozycji OFE, lokowana w obligacje Skarbu Państwa miała stanowić bezpieczniejszą część bardziej ryzykownego elementu (II filar) systemu emerytalnego. Pomijając ekonomiczną absurdalność sytuacji, na co trafnie zwraca uwagę Robert Gwiazdowski, należy zauważyć, że zadłużanie się państwa nie jest obojętne dla kondycji gospodarki i przedsiębiorstw, których akcje kupują OFE. Krótko mówiąc, pogarszając ogólną sytuację finansów publicznych tworzymy zagrożenia dla wzrostu gospodarczego a tym samym dla wartości przedsiębiorstw, których ‘akcjonariuszami’, za pośrednictwem OFE, stają się przyszli emeryci. Na to zagrożenie zwraca uwagę Bogusław Grabowski, kiedyś gorący orędownik OFE, a dziś zdecydowany ich krytyk: Choć jestem ekonomistą, musiałem długo pogłówkować, zanim zrozumiałem istotę problemu. Budujemy OFE ze wzrostu długu, a to, nie dając żadnych korzyści systemowi emerytalnemu, zagraża śmiertelnie finansom publicznym i wzrostowi gospodarczemu. W chęci podniesienia składki nie widzę żadnej logiki, żadnej konsekwencji (zob. B. Grabowski, Gazeta Prawna, 05.03.2011). W podobnym duchu wypowiadają się także inni ekonomiści wskazując, że emerytury kapitałowe pobudzając skłonność do oszczędzania gospodarstw domowych, ograniczają efektywny popyt, a tym samym obniżają motywacje do inwestowania, negatywnie oddziałując na wzrost gospodarczy i zatrudnienie. Traktując fundusze emerytalne jako źródło zasilania sfery realnej w kapitał, zwolennicy emerytur kapitałowych zapominają, że spowolnienie wzrostu gospodarczego tworzy niekorzystne środowisko makroekonomiczne dla rozwoju rynku finansowego, a zatem również rentowności inwestycji w funduszach kapitałowych (zob. G. Ancyparowicz, 2010, str. 62).

Nadzieje związane z dywersyfikacją ryzyka systemowego ujawniają dość irytującą nieznajomość zasad funkcjonowania systemów. Jednostka dywersyfikując własne oszczędności sama podejmuje decyzje i ponosi ryzyko tych decyzji. Mechanizm jest prosty – jeśli źródło A przyniesie stratę to źródło B może przynieść korzyść rekompensującą stratę. Oba źródła, z punktu widzenia oszczędzającej jednostki, są od siebie niezależne. System emerytalny został natomiast tak skonstruowany, że niezależność I i II filara były pozorne. I filar repartycyjny (ZUS) utrzymywany był z bieżących składek ubezpieczonych i to państwo było gwarantem jego wypłacalności. II filar, tzw. kapitałowy (OFE) powinien pomnażać pieniądze przyszłych emerytów inwestując je w rozmaite instrumenty finansowe, ale z uwagi na znaczne ryzyko inwestycyjne swoboda decyzyjna OFE (i słusznie) została ustawowo ograniczona. OFE zatem większość swoich pieniędzy pożyczało państwu, kupując obligacje Skarbu Państwa, od którego wcześniej dostawało te pieniądze przyczyniając się do powiększania długu publicznego. W zasadzie to państwo zatem było gwarantem pomyślności II filara ale kosztem znacznego zadłużenia mającego bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo socjalne obywateli. Tzw. różnorodność systemu, eksponowana w tytule projektu reformy emerytalnej z 1999 r., nie była żadną dywersyfikacją ryzyka, którą znamy z zachowań jednostek inwestujących swoje prywatne pieniądze. Z obawy przed ryzykiem stworzono zatem system, którego beneficjantem były OFE i instytucje finansowe zarządzające funduszami emerytalnymi nie ponosząc w zasadzie kosztów ryzyka swojej aktywności a pobierając stałą prowizję od swojej działalności.

Samo posługiwanie się pojęciem ryzyka jest dość ryzykowne w przypadku systemu emerytalnego. Wprawdzie OFE inwestują część swoich aktywów na rynkach finansowych, ponosząc ryzyko inwestycyjne jak każdy podmiot inwestujący swoje środki, ale dla bezpieczeństwa socjalnego emerytów ważna jest perspektywa długoterminowa. Problem w tym, że przewidywanie ryzyka musi być oparte na jakiejś kalkulacji w oparciu o dostępne dane czy trendy, które ekstrapolujemy, a nie ma takiego mądrego na świecie, który mógłby przewidzieć w oparciu o rzetelne analizy naukowe, a nie czarodziejską kulę, jak będzie wyglądał rynek pracy czy sytuacja na rynkach finansowych za lat 10, 20 czy 30 (czy ktoś pamięta ilu specjalistów od finansów wieściło w 2006 r., 2007 r. czy w połowie 2008 r. tak głęboki kryzys finansowy, który ujawnił się we wrześniu 2008 r.?). Tego zwyczajnie nie wiemy i jest to sfera raczej niepewności niż ryzyka rozumianego w konwencjonalny sposób (i tu należy przyznać rację Beckowi, który twierdzi, że we współczesnym świecie ryzyko przeplata się z niepewnością).

Do tej niepewności rynków finansowych odwołuje się Leokadia Oręziak, jedna z nielicznych osób, które konsekwentnie zwracały uwagę na niebezpieczeństwo nowego systemu emerytalnego, który nazwany został „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności”: Środkami na emeryturę nie powinno się grać na rynkach finansowych. Trzeba tak organizować państwo, by emerytury były państwowe i zawsze znalazły się na nie odpowiednie środki w budżecie. Dalsze utrzymywanie OFE, nawet w okrojonej postaci, będzie wymagało ogromnego zwiększenia podatków i zmniejszenia wydatków publicznych niezbędnych dla państwa i społeczeństwa. OFE nie są warte tych poświęceń. Nie dają żadnej gwarancji emerytury i są niepotrzebnym obciążeniem dla kraju. Im wcześniej Polska uwolni się od OFE, tym lepiej. (…) Polska stanie przed koniecznością zlikwidowania OFE. W lipcu zapaść może wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE ws. ograniczeń inwestycyjnych OFE za granicą (taki wyrok zapadł – przyp. autora). W tej chwili mogą one do 5 proc. swoich aktywów inwestować poza Polską. Jeśli limitów nie będzie, Polacy będę wystawieni na większe ryzyko. Obligacje Grecji, Portugalii czy Irlandii mogą wyglądać bardzo atrakcyjnie, pytanie, co będzie w przyszłości, gdy już dziś powszechne są obawy, że niedługo wartość np. greckich obligacji skarbowych może być zredukowana aż o połowę? („Początek końca OFE?”, Wirtualna Polska, 30.04.2011).

Konfrontując zatem założenia systemu emerytalnego „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności” z podstawowymi faktami należałoby stwierdzić, że owe bezpieczeństwo emerytalne miało być zapewnione, z jednej strony, przez gwarancję państwa, ale z drugiej strony ograniczone przez niepewność rynków finansowych. Taka konstrukcja systemu byłaby usprawiedliwiona pod jednym wszakże warunkiem, że przyszli emeryci mieliby prawo wyboru a dobrze wiemy, że nie mieli. Problem w tym, że niepewność zwrotu zainwestowanych środków na rynkach finansowych znacząco ogranicza możliwość dochowania gwarancji bezpieczeństwa socjalnego, jakie państwo daje obecnym i przyszłym emerytom. Iluzja dywersyfikacji ryzyka, choć lepiej byłoby powiedzieć gwarancji i niepewności, została wbudowana w jeden system emerytalny, który musiał wygenerować niestabilność wywołującą kolejną zmianę.

Zakończenie

Uważna lektura tekstów teoretyków systemów społecznych rzuca sporo światła na nieco ‘mroczną’ problematykę zabezpieczenia emerytalnego. Po pierwsze, żyjemy w świecie, w którym mamy do czynienia z funkcjonalnie połączonymi obszarami życia społecznego. Łatwość, z jaką odróżnia się system emerytalny od jego środowiska sprawia, że uwaga wielu badaczy i reformatorów skoncentrowana jest na samym systemie w poszukiwaniu kłopotów z zagwarantowaniem bezpieczeństwa socjalnego emerytom. Należy jednak pamiętać, że system emerytalny jest także środowiskiem dla innych systemów co oznacza, że źródeł problemów poszukiwać należy zarówno w relacjach wewnątrz-, jak i zewnątrzsystemowych. Po drugie, zmiany w systemie emerytalnym wprowadzone w życie z dniem 01 stycznia 1999 r. miały na celu dostosowanie systemu do zmian w środowisku, w szczególności na rynku pracy, traktowanych jako obiektywne czynniki determinujące kondycję systemu emerytalnego. Takie podejście w sposób oczywisty ignoruje cyrkularny charakter zjawisk społecznych i systemową naturę życia społecznego. Po trzecie, zainteresowanie ekonomii systemami emerytalnymi sprawiło, że mamy do czynienia z przeformułowaniem semantyk, jakie teorie dostarczają systemom w celu ich samooceny i samorozwoju. Kwestie bezpieczeństwa socjalnego zostały zdominowane przez efektywność ekonomiczną systemu. Po czwarte wreszcie, teoria ekonomii wniosła do systemu swój własny punkt widzenia na bezpieczeństwo socjalne, które należało zapewnić dzięki dywersyfikacji ryzyka. Problem w tym, że działanie systemu emerytalnego w praktyce negatywnie zweryfikowało podstawowe założenia zawarte w programie „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności” uruchamiając kolejną zmianę zgodnie z logiką systemów społecznych.

Bibliografia:

  • Arnoldi J.: „Ryzyko”, Wyd. Sic, Warszawa 2011;

  • Ancyparowicz G. (red.): „Otwarte Fundusze Emerytalne w systemie zabezpieczenia społecznego w latach 1999-2010”, GUS, Warszawa 2010;

  • Beck U.: „Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej nowoczesności”, Wyd. Scholar, Warszawa 2002;

  • Bertalanffy L.: „Ogólna teoria systemów”, PWN, Warszawa 1984;

  • „Bezpieczeństwo dzięki różnorodności. Reforma systemu emerytalno-rentowego w Polsce”, Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Zabezpieczenia Społecznego, Warszawa, 1997;

  • Czepulis-Rutkowska Z.: „Systemy emerytalne a poziom zabezpieczenia materialnego emerytów”, IPiSS, Warszawa 2000;

  • Flora P., Alber J.: „Modernization, Democratization, and the Development of Welfare States in Western Europe, in: Flora P., Heidenheimer A. (eds.): „The Development of Welfare States in Europe and America”, Transaction Publishers, New Brunswick, 1995;

  • Golinowska S.: „Polityka społeczna. Koncepcje – instytucje – koszty”, Wyd. Poltex, Warszawa 2000;

  • Gwiazdowski R.: „Katastrofa emerytalna. I jak się chronić przed jej skutkami”, Wyd. Zysk i S-ka, Warszawa 2012;

  • Luhmann N.: „Teoria polityczna państwa bezpieczeństwa socjalnego”, PWN, Warszawa 1994;

  • Luhmann N.: „Systemy społeczne”, Zakład Wydawniczy ‘Nomos’, Kraków 2007;

  • Łaski K.: „O nonsensach polskiej reformy emerytalnej”, w, M. Deniszczuk, J. Supińska (red.): „Barometr społeczno-ekonomiczny 2001-2003”, Stowarzyszenie Studiów i Inicjatyw Społecznych, Warszawa 2003.

  • Wywiad z Bogusławem Grabowskim: „OFE powinny być dobrowolne”, Gazeta Wyborcza, 24.01.2011; http://chihihi.wordpress.com/2011/01/24/ofe-powinny-byc-dobrowolne-twierdzi-boguslaw-grabowski

  • „Początek końca OFE?”, Wirtualna Polska, 30.04.2011;

http://finanse.wp.pl/kat,2752,title,Poczatek-konca-OFE,wid,13367392,wiadomosc.html

  • Wywiad z Bogusławem Grabowskim „Byłem głupi, ale zmądrzałem”, „Moja emerytura. Serwis dziennika Rzeczpospolita”, 25.07.2013;

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1033098.html?p

  • Wywiad z Bogusławem Grabowski: „OFE są błędem młodzieńczym naszej krótkiej demokracji”, Gazeta Prawna, 05.03.2011;

http://praca.gazetaprawna.pl/wywiady/492947,boguslaw_grabowski_ofe_sa_bledem_mlodzienczym_naszej_krotkiej_demokracji.html

  • Góra M.: „System emerytalny”, PWE, Warszawa 2003;

  • Kotowska I., Sztanderska U.: „Zmiany demograficzne a zmiany na rynku pracy w Polsce”, w, Kotowska I., Sztanderska U., Wóycicka I. (red.): „Aktywność zawodowa i edukacyjna a obowiązki rodzinne w Polsce w świetle badań empirycznych”, Wydawnictwo Naukowa Scholar, Warszawa 2007;

  • Orenstein M.: „Privatizing Pensions. The Transnational Campaign for Social Security Reform”, Princeton University Press, Princeton 2008;

  • Rymsza M.: „Aktywizacja w polityce społecznej. W stronę rekonstrukcji europejskich Welfare States?”, IFiS PAN, Warszawa 2013;

  • GUS, „Stopa bezrobocia w latach 1990-2013”

http://www.stat.gov.pl/gus/5840_677_PLK_HTML.htm;

Przypisy

1 W literaturze przedmiotu występuje pewna niespójność terminologiczna gdyż często równolegle używa się terminów ‘ubezpieczenie emerytalne’ i ‘zabezpieczenie emerytalne’. Biorąc pod uwagę fakt, że w tradycyjnych ubezpieczeniach wykorzystuje się zasady aktuarialne – w ramach których szacuje się prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka, relację wysokości składki i świadczenia – należałoby raczej mówić o zabezpieczeniu niż ubezpieczeniu emerytalnym. W tekście posługuję się oboma terminami, zgodnie z przyjętą konwencją językową, świadom jednak istniejących odrębności znaczeniowych.

2 Niektórzy przyznają się, jak np. Bogusław Grabowski, zob. wywiad „Byłem głupi ale zmądrzałem” http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1033098.html?p

3 R. Gwiazdowski dla wzmocnienia swoich argumentów przytacza tytuł znanej książki L. von Bertalanffy’ego „Ogólna teoria systemów” ale nie podaje ani strony, ani fragmentu tejże książki co dla każdego, kto tę książkę zna, może świadczyć o tym, że R. Gwiazdowski książki słynnego austriackiego biologa albo nie zna, albo nie rozumie.

4 Stopa obciążenia systemowego mówi nam jaka jest relacja liczby emerytów do liczby płatników.

5 Stopa obciążenia demograficznego mówi nam jaka jest relacja liczby osób w wieku, gdy są one nieaktywne lub bierne zawodowo, czyli w wieku nieprodukcyjnym (liczba dzieci w wieku 0-14 lat, liczba osób w wieku 60 lub 65 lat i więcej) do liczby osób będących w wieku produkcyjnym (liczba osób w wieku 15 – 59 lub 64 lata).

a

77 Z książki M. Orensteina możemy dowiedzieć się po latach, że potężne siły międzynarodowych organizacji finansowych, w tym Bank Światowy, zaangażowały znaczne środki finansowe i wpływy polityczne aby zrealizować scenariusz przygotowany raczej w Waszyngtonie niż Warszawie; zob. M. Orenstein: „Privatizing Pensions. The Transnational Campaign for Social Security Reform”, Princeton University Press, Princeton 2008, str. 112-128. Marek Rymsza w swojej książce z kolei pisze, że doświadczył na początku 1999 r. osobiście cenzury, gdyż jego tekst poświęcony reformie emerytalnej, złamany już przez Wydawcę, został w ostatniej chwili zdjęty z numeru Przeglądu Ubezpieczeń Społecznych jako ‘nieprawomyślny’; zob. M. Rymsza: „Aktywizacja w polityce społecznej. W stronę rekonstrukcji europejskich Welfare States?”, IFiS PAN, Warszawa 2013, str. 26.

6 W mojej ocenie kwestia demograficzna była i jest przesadnie podkreślana jako jedna z bezpośrednich przyczyn konieczności zmian dokonanych w systemie emerytalnym w 1999 r. W tym kontekście komentarz do reformy emerytalnej Kazimierza Łaskiego, że kapitałowy system mógłby rzeczywiście rozwiązać problem emerytalny, gdyby spełnił trzy warunki: po pierwsze, musiałaby spowodować wzrost ilości urodzeń (…); po drugie, musiałby skrócić przeciętną długość życia (…); po trzecie, większa ilość ludzi zdolnych do pracy musiałaby znaleźć możliwość pracy (…) jest nietrafny, pomijając jego ironiczny charakter, gdyż opiera się na błędnym uogólnieniu diagnozy, że problem emerytur (…) wyrasta z trzech rzeczywistych elementów: mamy mniej dzieci, żyjemy dłużej i jest duże bezrobocie. Podstawowym problemem Polski był i jest niski wskaźnik zatrudnienia, który może mieć wiele wspólnego ze stopą bezrobocia ale niekoniecznie cokolwiek wspólnego ze zmianami demograficznymi. Nie oznacza to jednak, że zmiany demograficzne nie mają znaczenia dla funkcjonalności repartycyjnych systemów emerytalnych w dłuższym okresie czasu, gdyż jest akurat odwrotnie. Zob. K. Łaski: „O nonsensach polskiej reformy emerytalnej”, w, M. Deniszczuk, J. Supińska (red.): „Barometr społeczno-ekonomiczny 2001-2003”, Stowarzyszenie Studiów i Inicjatyw Społecznych, Warszawa 2003, str. 82-83.

7 W dniu, w którym ogłoszono pojawienie się pociągu Pendolino w Polsce szef jednego z krajowych zakładów produkujących pociągi i sprzedających je m.in. do Niemiec powiedział publicznie w TV, że jego firma zbudowałaby pociąg o podobnych parametrach technicznych i dostosowanych do możliwości stanu infrastruktury za połowę ceny, którą wydatkowano na zakup Pendolino! Jeśli to prawda, to należy do różnicy w cenie kontraktu dodać utracone korzyści w postaci większego zatrudnienia, wpływów z podatków, impulsu rozwojowego dla gospodarki etc.

8 U. Beck pisze, że proces przejścia do ‘społeczeństwa ryzyka’ rozpoczął się pod koniec lat 60. XX wieku co dezawuowałoby tezę N. Luhmanna o państwie bezpieczeństwa socjalnego, którą ten sformułował był na początku lat 80 ub. wieku, i na odwrót.

9 Można by zadać pytanie czy któryś ze współtwórców i orędowników reformy z 1999 r. w taki właśnie sposób zarządza własnymi pieniędzmi?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 28 stycznia 2015 by in Pieniądze, Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: