Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Skiwski o imperializmie

Jarosław Kapsa

Autor: Jan Emil Skawski Tytuł: „To, o czym się nie mówi. Szkice polityczne z lat 1946-1956” Wydawnictwo: LTW

Wiesław, redaktor inspirujący, podrzucił mi tekst Jana Emila Skiwskiego „W obronie imperializmu” umieszczony na popularnej witrynie historycznej www.histmag.org Tekst, jest jedną z tych „zakurzonych” pereł publicystyki naszych przodków, które działają jak drożdże na otwarte mózgi.

Zaletą ich jest zarówno prowokujący język, jak i równie prowokująca myśl, idąca w poprzek lub wbrew świadomości większości opinii publicznej.

Trudno nie zachwycić się takowym twierdzeniem: „Czy jest do pomyślenia, aby człowiek widzący wybuchający pożar zwracał się do otoczenia w tych słowach: „Szanowni Państwo! Jestem zdania, że te czerwone języki, od których bije żar i które wydzielają smugi dymu są ogniem. Sądzę wobec tego, że byłoby nader pożądane wezwać straż ogniową i skłonić ją do ugaszenia tego, co według wszelkiego prawdopodobieństwa jest pożarem”. Pytanie jest naturalnie retoryczne. Toteż czytelnik, nie zrażony zastrzeżeniem pierwszym, zechce zrozumieć, że ponad formy układnej skromności i kurtuazji polemicznej przedłożę otwartość tam wszędzie, gdzie tylko zaślepienie lub obłuda mogą nie dostrzegać oczywistości.1 Zauważmy sami, jak często gdy widzimy pożar, przemoc, gwałt, morderstwa zamiast krzyczeć „Na pomoc !”, delikatnie sugerujemy, że być może nastąpiło tu naruszenie umów międzynarodowych i – być może – przydatna byłaby jakaś, ograniczona i wyważona, interwencja ONZ-towskiej czy NATO-wskiej straży ogniowej. Oczywiście tylko taka, przy której strażnik się nie oparzy oraz – co najważniejsze – nie urazi uczuć i dobra materialnego podpalacza, gwałciciela czy mordercy.

Druga zaleta to niekoniunkturalizm publicysty. Znów tu wrzucę rozkoszny cytat: „W narodzie o takim jak nasz kulcie gestu imperializm angloamerykański ma zapewnione powodzenie. Ten imperializm odbiera wprawdzie rzeczywistą samodzielność narodom, ale zachowuje chorągiewki i protokół. Ma swoich niezmordowanych (uczciwych, bezinteresownych) agentów w szlachetnych panienkach. Rozumie się, że w poszczególnym wypadku szlachetna panienka może mieć majestatyczną łysinę, nosić mundur generała, togę rektora, nazwisko cenionego publicysty. Ten imperializm daje potężne atrakcje emocjonalne dzięki hasłom głoszonym „samodzielności narodów”, zwalczania przemocy..2.” Wypisz, wymaluj, słowa pisane w 1952 r pasują do opisy wizyty prezydenta Baracka Obamy w 25 – lecie III Rzeczpospolitej. Ileż to szlachetnych panienek podkreślało „historyczną rangę”, odczytanego z teletekstu wystąpienia prezydenta USA, który szczęśliwym trafem w potoku ogólników nie pomylił Polski z Portugalią…

Renesans zainteresowania publicystyką Skiwskiego, zwłaszcza po edycji pierwszego od czasu II wojny światowej zbioru jego publicystyki (w wyborze i krytycznym opracowaniu Macieja Urbanowskiego), spulchnić może jałową glebę polskiej debaty politycznej. Oczywiście: tylko w kręgu tych zainteresowanych debatą, a nie u partyjnych techników rządzenia: im Doda punktów doda.

Z Janem Emilem Skiwskim mamy jeszcze jeden problem. Bardzo poważny. Wolność w Polsce jest ograniczona prawem i obyczajem. Obyczajem zaś jest wykluczanie z dyskusji ludzi, których uznano – z różnych powodów – za „niegodnych”. Innymi słowy, jeśli ktoś stwierdzi, że pada deszcz, a nie mamy argumentów by podważyć jego tezę; zawsze możemy wytknąć temu komuś, że był faszystą. Jest to, w naszych obyczajach, kategoria tak jednoznacznie grzeszna, że nie przewidujemy możliwości zbawienia. Szaweł mógł zmienić się w św. Pawła, Kmicic w Babinicza, komunista w opozycjonistę, aparatczyk z PZPR w lewicowca, czy pisowca… faszysta praw do nawrócenia nie ma. Nie warto dyskutować czy nawracać faszystę; należy go demaskować.

Faszystą można zostać z nadania obywatelskiego. Tak jak Goebbels decydował, kto jest, a kto nie jest Żydem w Rzeszy; tak obecnie jest wielu różnych osobników decydujących, kto jest, a kto nie jest faszystą w Polsce. Pamiętam zmarnowany czas, gdy pewnego inteligenta z doktoratem, próbowałem delikatnie przekonać, że nie można faszystą nazywać Józefa Mackiewicza, bo jego awersja do wszelkiej kolektywizacji absolutnie to wykluczała… Gadaj zdrów, polski inteligent nie przeczyta Mackiewicza, bo się boi zarażenia faszyzmem przez osmozę.

Nie będę usprawiedliwiał, uzasadniał czy tłumaczył postępowania Skiwskiego w okresie okupacji hitlerowskiej. Faktem jest jednak, dość przewrotnym, że jedyny wyrok, ciążący na zmarłym w 1954 publicyście, w związku z okupacyjną przeszłością, wyrok dożywocia orzeczony w 1949 r, skazał go za „kłamstwo katyńskie”… Za twierdzenie jakoby zbrodnię w Katyniu dokonali Sowieci. Za to samo „kłamstwo katyńskie” wyeliminowano z obiegu kulturalnego w Polsce Ferdynanda Goetla i Józefa Mackiewicza. Można na wzór określenia „żołnierze wyklęci” stworzyć pojęcie „pisarzy wyklętych”, dopisując do tych nazwisk długą listę wybitnych pisarzy wyrugowanych z polskiej kultury za ich antykomunizm. Przypadki głoszenia prawdziwego „kłamstwa katyńskiego”, jawnej i otwartej kolaboracji z Sowietami, nikomu nie zaszkodziły i nie zdjęły nikogo z miękkiego fotela Panteonu Narodowej Kultury.

Publicystykę Skiwskiego ocenić więc wypada, nie tyle przez pryzmat autora, co wedle dwóch podstawowych kryterium. Czy jest ona aktualna, czy też należy już tylko do przedmiotu badań historyków idei? Czy trafnie charakteryzuje przedstawione problemy globalne?

Skiwski w przytaczanych tekstach podjął temat imperializmu i zdeterminowanej nim racjonalnej polityki polskiej. Śladem Dmowskiego i innych wielkich teoretyków racjonalność polityki widzi bez odniesienia do oceny moralnej. Pisał: „ o moralności czy niemoralności polityki decyduje cel,  który sobie stawia. Imperializmy mogą być moralne lub niemoralne stosownie do tego, do czego dążą”3. Polityka imperialna, w tym ujęciu, nie musi być traktowana jako zło. „ Nie chcę, nazywając imperializm podstawową formą rzeczywistości dziejowej, stać się piewcą przemocy. Jeśli zestawimy postaci takie jak: Aleksander Macedoński, Dżyngis-chan, Karol Wielki, Napoleon, Hitler, Stalin – zobaczymy, w jak szerokiej skali występuje w dziejach zjawisko imperializmu. Wahania są olbrzymie, stosownie do epok, warunków specjalnych, temperamentów jednostek kierujących4”. Co więcej, z lekką drwiną wskazuje, że sami kierując się idea imperialistyczną, wytykamy to innym jako zło.”Nieodzownie przypomina się murzyńska anegdotka: „Jak ja ciebie zjeść, to jest dobrze. Jak ty mnie zjeść, to jest źle”. Co gorsza, niejeden czerpie asumpt z takich anegdotek do triumfowania nad obmierzłym duchem imperializmu. Sytuacja ludzkości jest tragiczna. Przyznaję. Ale apelować można do metafizyki, do religii. I tam tylko. Biada temu, kto próbuje „wyłamać się” spod tego prawa na gruncie polityki przez próby jakiejś antyimperialistycznej orientacji i antyimperialistycznej organizacji świata. Takie [ruchy] są albo zwykłym głupstwem, albo narzędziem jakiegoś konkretnego imperializmu (jak ONZ terenem walki wrogich imperializmów!)”.

To rozumowanie trudno podważyć, lub uznać za nieaktualne. Być może unikamy brutalnej prawdy, ale jako Polacy jesteśmy pod protektoratem imperializmu amerykańskiego. Rozważać można, czy jest to dobrze czy źle dla naszych wolności indywidualnych lub zbiorowych; ale nie da się samemu faktowi zaprzeczyć. Patriotyzm, dążenie do suwerenności, jest zapewne ideą kierowaną przeciw obcemu imperializmowi. Ale, kto lepiej dbał o swoją społeczność w II w.n.e: Gall, który jako rzymski legionista bronił na szkockich rubieżach Imperium przed hordami barbarzyńców; czy Gall rabujący nad Renem bydło osadnikom z rzymskich kolonii…

Skiwski myśli kategoriami dobra narodowego. Mnie, historia XX w., inaczej uwrażliwiła: widzę w niektórych formach suwerenności narodowej większe zagrożenie dla własnej wolności, niż w „zniewoleniu” przez obce imperium. Lepiej być pod butem amerykańskiego czy UE kolonialisty, niż być zabijanym przez własny narodowy lub wyznaniowy reżim.

To nie jedna różnica płynąca z innych doświadczeń. Skiwski dzieli imperializmy na „kontynentalne” (Rosja, Niemcy w XX w) i „morskie” (Wlk. Brytania i USA). „W imperializmie kontynentalnym – przykłady najjaskrawsze Niemcy i Rosja – moment ekspansji kulturalnej jest równie silny jak ekspansja biologiczna; ten moment jest sercem i duszą imperializmu. Imperializm morski (anglosaski) nie tylko jest wolny od tego momentu, ale zależy mu na tym szczególnie, aby inne narody nie weszły w jego zasięg kulturalny, aby nie przyjęły jego ideałów, cywilizacji, sposobu życia. Aby, broń Boże, nie było więcej Anglików, niż jest ich na wyspie i w koloniach. Ten imperializm nie wynaradawia, bo chce na narodach zarabiać.”5. W innym ujęciu definiuje: „Rozróżniam dwa typy imperializmów. Nazwę je imperializm waleczny i handlowy. Jeden narzuca się, ale występuje w imię celów idealnych. Panowanie ekonomiczne jest dalszym wynikiem powodzenia. Ten imperializm chce reformować, chce nadać światu nowe oblicze. Imperializm handlowy nie ma tych pretensyj, chce tylko zarabiać. Narodów nie trzeba, broń Boże, reformować, zmieniać, podnosić. Trzeba im tylko mówić przyjemne rzeczy, tak aby były stale podchmielone i gotowe do ofiar. Podchmielone na co dzień i gotowe do awantury, kiedy to reżyserowi jest potrzebne. A potrzebne jest wtedy, kiedy jakiś naród zaczyna wykazywać tyle siły, że to pozwala przewidywać jego usamodzielnienie się gospodarcze”6. Konkluduje: „Prawo imperializmu działa zawsze. Ale zmianie uległa technika nacisku. I wskutek tego to samo prawo występuje dzisiaj z siłą ustokrotnioną. Wpłynął na to postęp techniczny, pokojowy i wojenny, umiędzynarodowienie handlu, ułatwienia komunikacyjne, rozrośnięta do niebywałych rozmiarów wiedza propagandowa. Dawniej imperializm działał – dziś krzyczy, tak głośno, że nawet głusi usłyszeć go muszą. Dzisiejszy imperializm wdziera się szczelinami, narzuca i każe opowiadać się każdemu po swojej stronie. Neutralność staje się pojęciem arcyproblematycznym. Można ją ledwo, chyłkiem przemycać. Niechby dziś które z państw formalnie niepodległych próbowało robić politykę niezależną równocześnie od Ameryki i od Sowietów. Politycy tych państw mają zadanie bardzo ograniczone: wybór imperializmu”7.

Trudno dyskutować z faktami. Imperializm nazistowskich Niemiec czy sowieckiej Rosji nie miał na celu tylko eksploatacje zasobów zdobytych ziem. On chciał je zmieniać, zgodnie z głoszoną ideologią. Tradycyjny kolonializm angielski kierował się ekonomicznym rachunkiem zysków i strat. Rosja chce dziś przyłączyć Krym i Donbas, pragnąc zmienić owe prowincje w rosyjskie. Każdy rachunek ekonomiczny świadczy, że korzystniejsze dla państwa i obywateli Rosji byłoby pozostawienie tych terenów Ukrainie (niech oni płacą emerytury sowieckim marynarzom i dygnitarzom na Krymie, niech oni borykają się z ciężarem dotacji dla górnictwa i hutnictwa Donbasu). Granica i tak była otwarta, w telewizji odbieranej przez mieszkańców tych prowincji dominowała kultura i język rosyjski. Po co płacić za coś, co się ma za darmo… ?

Zgodzić się można z tezą Skiwskiego o inności imperializmu amerykańskiego. Tylko nieliczni neokonserwatyści amerykańscy wierzyli w krucjaty amerykańskich wartości. W ułudę, że świat będzie lepszy, gdy „marines” obalą podłe reżimy, doradcy nadadzą demokratyczną konstytucje, a pod jej rządami barbarzyńcy się ucywilizują… Większość polityki amerykańskiej, polityki imperialistycznej, przyjmowała świat jakim jest, popierała stabilność wstrętnych dyktatorów, przemilczając obrzydliwe wypadki łamania praw ludzkich; dbając tylko, by firmy amerykańskie mogły w tych dzikich krajach prowadzić dobre interesy. Kiedy była do tego przydatna rozbita i skłócona Europa, to ją rozbijano i skłócano; kiedy bezpieczeństwo handlu zagwarantowała zjednoczona UE, to wspierano zjednoczenie. Próby odejścia od owej polityki imperialnej, kształtowanej wskaźnikiem giełdowym, kończyły się niefortunnie (interwencja w Wietnamie, Iraku, Afganistanie).

Nawet w opisie słonia trzeba się pytać o sprawę polską. Racjonalnie ujmując: nasz kraj jest za słaby by samodzielnie prowadzić politykę imperialną. Pozostaje wybrać pod czyim protektoratem będzie nam lepiej (UE, USA, Rosji, może w przyszłości Chin). Znacznie trudniej odpowiedzieć samemu sobie, za jaką formą imperializmu optujemy. Czy chcemy by naszą tudzież inną dzicz pozostawiono w spokoju, sami sobie określimy jak chcemy żyć i jakich praw i obyczajów przestrzegamy, godząc się jedynie na płacenie pewnego (niskiego) haraczu kolonizatorowi i na chłostę, gdy kolonizatorowi ukradniemy krowę…? Czy też chcemy by imperializm nawrócił wszystkich na naszą wiarę, a rakiety amerykańskie gwarantowały każdemu obywatelowi na świecie takie same prawa do wolności, własności i poszukiwaniu drogi do szczęścia, jakie zapisane są w amerykańskiej konstytucji? Czy wystarczy nam by F-16 utorowały możliwość sprzedaży naszych jabłek w Chinach, boczku w Rosji, a baraniny w Syrii? Czy też chcemy za pomocą owych F-16 znieść prawo szariatu, zalegalizować homoseksualizm w Rosji, a katolicyzm w Chinach?

Wybór tego jest bardzo indywidualny, a więc przez to bardzo trudny.

1 Skiwski „To, o czym się nie mówi” „Stańczyk” nr 36/37 2002

2 j.w.

3 j.w

4 Skiwski „W obronie imperializmu” – http://www.histmag.org

5 Skiwski – „Stańczyk”

6 Histmag.org

7 Histmag.org

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 24 stycznia 2015 by in Historia, Patriotyzm and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: