Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Zbrodniczy przesąd

Jarosław Kapsa

Obraz

W lipcu 1946 r opublikowano w Częstochowie apel podpisany przez biskupa Teodora Kubinę oraz przedstawicieli nowej, komunistycznej władzy: prezydenta miasta Tadeusza Woleńskiego (PPR), starostę powiatowego Jana Kazimierskiego (PPS), przewodniczących miejskiej i powiatowej Rady Narodowej. Czytamy w nim:

„W Kielcach dokonano zbrodni masowego mordu na osobach obywateli polskich narodowości żydowskiej. Zamordowano trzydziestu dwóch Żydów i dwóch Polaków, którzy przeżyli piekło okupacji niemieckiej, patrzyli na śmierć i męczarnie swoich najbliższych i sami uniknęli śmierci z rąk okupanta nie bez pomocy polskiego społeczeństwa chrześcijańskiego. Moralni i faktyczni sprawcy dokonanego mordu podeptali godność człowieka oraz dopuścili się strasznego w swej formie pogwałcenia chrześcijańskiego przykazania, miłości bliźniego i ogólnoludzkiej zasady – „nie zabijaj”.Nic, absolutnie nic nie usprawiedliwia zasługującej na gniew Boga i ludzi zbrodni kieleckiej, której tła i przyczyny poszukiwać należy w zbrodniczym fanatyzmie i nieusprawiedliwionej ciemnoty. (…) Wszelkie twierdzenia i istnieniu mordów rytualnych są kłamstwem. Nikt ze społeczności chrześcijańskiej ani w Kielcach, ani w Częstochowie lub gdzie indziej w Polsce nie został skrzywdzony przez Żydów dla celów religijnych i rytualnych. Wszystkie szerzone w tej materii wiadomości i wersje są wymysłem świadomych zbrodniarzy lub nieświadomych ludzi obałamuconych i zmierzają do wywołania zbrodni. Zbrodniarze i obałamuceni zasługują na sąd sprawiedliwy albo wyrozumiałą litość, nigdy zaś na to, ażeby znaleźli posłuch u społeczeństwa.”

Apel był nie tylko pokłosiem zbrodni kieleckiej. W lipcu 1946 r odnotowano w Częstochowie przynajmniej cztery próby sprowokowania zbrodni przez rozpuszczanie plotek o mordach rytualnych. Moje miasto nie było wyjątkowe, do podobnych prowokacji dochodziło w Rzeszowie, Krakowie i innych miejscach. Może to świadczyć o zaplanowanych charakterze tego typu prowokacji. Szczególnym był ich charakter. W zdemoralizowanym wojną społeczeństwie nie dziwiły morderstwa popełniane, także na ludności żydowskiej, z pobudek materialnych. W tych jednak przypadkach nie tylko żądza zysku lecz i przesąd prowadził do zbrodni. Ludzie, bez względu na wpajaną im kulturę i religię, zdolni są do czynów najgorszych. Do zbrodni najczęściej skłaniają pobudki niskie: zawiść, zazdrość, żądza. Przesądy, tak jak i wynikłe z nich ideologie, są niejako rozgrzeszeniem czynu popełnionego z chorej namiętności.

Zapewne znikoma jest dziś liczba ludzi wierzących w zwyczaj mordów rytualnych popełnianych przez Żydów. Stare przesądy wypierane są przez nowe. Współcześnie szerszy zasięg ma plotka o porywaniu i mordowaniu dzieci, nie ze względów religijnych, lecz by – pobrawszy ich krew lub narządy – przedłużać życie bogatym Żydom. Żywi się ta plotka zwykłą niewiedzą; tak jak niegdyś Talmud u analfabetów budził lęk, tak u wtórnych analfabetów przestrach budzą wieści o możliwościach inżynierii genetycznej. Nie miejmy przy tym złudzeń, współczesne przesądy w takim samym stopniu prowadzić mogą do zbrodni, jak i przesądy żywe w średniowieczu.

Zdarzyło się w Wojsławicach

Zacznijmy opowieść od czasów, gdy organizm państwa polskiego był trupem wydalającym z siebie zgniły odór rozkładu… Sześć dekad trwała w Rzeczpospolitej epoka saska, w nieprzytomnym zaćmieniu szlacheckich mózgów uznawana za „złotą epokę”, w której tylko jeść, opić i popuszczać pasa wypadało. Jedno z najbogatszych państw Europy stawało się ruiną; ojczyzna była po prostu przepijana, czego najlepszym dowodem było porównanie wydatków na armię i aparat państwowy z wydatkami na sprowadzanie win węgierskich, francuskich, włoskich, multańskich, reńskich, hiszpańskich itp. Na gnijącym trupie państwowości żerowały różnorodne gangi nazywające się partiami szlacheckimi. Między dwoma największymi – koterią dworską skupioną wokół króla Augusta III Sasa i „Familią” rodu Czartoryskich – trwała otwarta wojna domowa. Swoje terytoria zachowywały prowincjonalne gangi Radziwiłłów na Litwie i Potockich na Ukrainie. Sojusze zmieniano równie często jak kochanki w łożach; nikogo nie dziwiło i nie brzydziło sięganie po pomoc zbrojną lub pieniężną obcych państw.

Takie było tło wypadków w leżących w pobliżu Chełma Lubelskiego Wojsławicach. Leżące na uboczu miasto korzystało w XVIII wieku z nadzwyczajnej koniunktury na polskie płody rolne, stając się znaczącym ośrodkiem handlowym. Wojsławice były miastem prywatnym, należały do wojewody wołyńskiego Mikołaja Potockiego, a po jego śmierci do wdowy po nim Marianny z Danielewiczów Potockiej. Od XVI wieku w Wojsławicach istniała gmina żydowska, wspólnota ta zasiedlała domy przy rynku. Korzyści ekonomiczne uzyskiwane przez właścicieli miasta, były poważna zachętą do tolerancji. Nikt nie próbował wyrzucić gminy z miasta, jak było to powszechnym w prawie wszystkich miastach należących do króla. Żydzi stanowili w XVIII wieku 37% ogółu mieszkańców Wojsławic.

W końcu lat 50-tych XVIII w. w tym miasteczku żyjącym z handlu i usług, osiedliło się kilkunastu wyznawców sekty frankistów. Sekta była wyklęta przez ortodoksyjną wspólnotę żydowska za rażące odstępstwa od dogmatów religii mojżeszowej. Sekta porzuciła judaizm, przyjmując wiarę katolicką. Ten fakt, wykluczający ich z wspólnoty żydowskiej, oraz ostentacyjnie rozwiązły styl życia, naruszający świętość przykazań, powodował, że traktowani byli z nienawiścią przy ogół wiernych. Możliwość osiedlenia się w Wojsławicach zawdzięczali opiece ze strony właścicielki miasta – Marianny Potockiej, która jako dogmatyczna, fundamentalna katoliczka, poczuwała się do obowiązku wspierania neofitów. Dalszy wypadki wynikały z dyskretnego polecenia guru sekty – Jakuba Franka, by jego wyznawcy podjęli próbę zdobycia władzy w miasteczku.

W marcu 1761 r znaleziono w krzakach martwe dziecko, nagryzione przez psy. Był to 3-letni potomek rodziny chłopskiej, „pracowitych” Andrzejuków. Do administratora miasta burgrabiego Adama Rojeckiego zgłosiła się niewiasta udająca żonę rabina składając doniesienie, że dziecko padło ofiarą mordu rytualnego dokonanego przez rabinów Sendera Zyskieluka i Herszka Józefowicza oraz Lejbę Moszkowicza zwanego Sienickim i Joska Szymułowicza. Kobieta, co szybko ujawniono, była wyznawczynią z sekty frankistów. Mimo to burgrabia skierował sprawę do rozpoznania w w Krasnymstawie. Oskarżeni Żydzi zostali poddani torturom: łamano ich kołem i przypiekano żelazem. Zmuszono ich do przyznania się nie tylko do tej zbrodni, lecz i do profanowania hostii oraz handlowania chrześcijańskimi niemowlętami na jarmarku. Skazano ich na karę śmierci przez poćwiartowanie; w ramach łaski obiecując zwykłe ścięcie gdy przyjmą katolicki chrzest. Zwłoki rabina, który pragnąc uniknąć cierpień, powiesił się w celi, wleczono końmi a następnie spalono na stosie.

Pozostałym Żydom wojsławickim postawiono ultimatum: albo przyjmą chrzest katolicki przystępując do sekty frankistów, albo utracą swoje majątki i zostaną wygnani z miasta. 300 osób zdecydowało się przyjąć chrzest, kilkadziesiąt rodzin zostało wygnanych. Frankiści triumfowali, do Wojsławic przybyła „święta małżonka” Jakuba Franka, po krótkim pobycie zaopatrzona w pieniądze i kosztowności zrabowane wygnanym Żydom wyruszyła do swego męża przebywającego w twierdzy częstochowskiej. Pozostali wyznawcy sekty niedługo cieszyli się władaniem miasteczka. Podobno przerazili się klątwy rzuconej przed śmiercią przez rabina. W mieście wybuchła zaraza, po niej nastąpiła plaga żab. Po śmierci Marianny Potockiej nowy właściciel zezwolił na powrót gminy żydowskiej. O odbudowaniu życia wspólnoty świadczyła wybudowana w 1780 r murowana synagoga.

Trwałym śladem zbrodni stał się umieszczony w kościele obraz ukazujący pokryte ranami dziecko: 3 – letniego Mikołaja od „niewiernego Żydowstwa okrutnie zamordowanego”. Obraz kształtował wyobraźnię wiernych katolickich przez blisko 200 lat. Został on schowany dopiero w latach 60-tych XX wieku po Soborze Watykańskim

Przez zbrodnie do kariery

Opisany dramat zbrodni sądowej w Wojsławicach był, przyznajmy, rzadkim na ziemiach polskich wydarzeniem. Nie był jednakże wyjątkowy. W Wielką Sobotę, 20 kwietnia 1753 r we wsi, należącej do biskupa kijowskiego, Markowa Wolica zaginął trzyletni Stefan syn szlachcica zagrodowego Adama Studzińskiego. W wyniku poszukiwań znaleziono w zaroślach dziecko „okrutnie ćwieczkani i szpileczkami skłute”. Znalezione zwłoki niesiono do cerkwi, gdy mijano w drodze karczmę z rany dziecka zaczęła lecieć krew. Uznano to za dowód, że umęczone dziecko wskazało sprawcę. Aresztowano dwoje Żydów karczmarzy, wymuszając na nich przyznanie się do popełnienia zbrodni rytualnej.

Biskupem kijowskim był wówczas Kajetan Sołtyk, który dzięki protekcji prymasa Załuskiego robił szybką karierę w hierarchii polskiego duchowieństwa. Osobisty nacisk ze strony biskupa doprowadził do aresztowania 33 Żydów, 31 mężczyzn i dwóch kobiet. Zatrzymanych okuto w kajdany w osadzono w Żytomierzu przechowując ich w specjalnie wykopanych w ziemi dołach. Sąd grodzki w Żytomierzu, widząc iż aresztowani nie chcą przyznać się do winy, zdecydował o zastosowaniu tortur. Kat trzykrotnie poddał ich torturze rozciągania i przypalania żelazem. Z wymuszonych zeznań wynikało, „iż Jankiel i Ela, arendarze karczmy w Markowej Wolicy, namówieni przez Szmajera, rabina z Pawołoczy, schwycili jakoby owo dziecię, uprowadzili do karczmy, spoili wódką, poczem rabin scyzorykiem w lewy bok przebił, potem na książkach czytali, a inni żydzi ćwieczkami i wielkiemi szpilkami kłuli i ze wszystkich żył krew niewinną wyciskali na miskę, którą potem rabin przytomnych dzielił we flaszeczki im rozdawając”1 Oprócz zeznań torturowanych koronnym dowodem dla sądu było oświadczenie ojca zamordowanego dziecka wsparte przysięgą złożoną wobec 7 świadków. Wyrokiem sądu grodzkiego w Żytomierzu „siedmiu najpierwszych motorów, pryncypałów i nieludzkiego, więcej niż pogańskiego okrucieństwa hersztów miał mistrz z rynku i od pręgierza z miasta Żytomierza z okręconemi konopiami i oblanemi smołą obiema rękami po łokcie, zapaliwszy, prowadzić za miasto pod szubienicę, tam z każdego po trzy pasy drzeć, potem ćwiertować, głowy na pal powbijać, ćwierci porozwieszać” , sześciu skazano na „ćwiertowanie”, jednego zaś „…ponieważ do Wiary Św. katolickiej z żoną i dziećmi, wyznając, że tem zamordowaniem wiarę żydowską sobie obrzydził, przystąpił”, skazano na lżejszą karę, bo był tylko ścięty. Pozostałych uniewinniono. Sukcesorowie skazanych na śmierć oraz w ogóle Żydzi z Pawołoczy i Chodorkowa zapłacić musieli ojcu zamęczonego „…1.000 złp. pod karą banicyi wiecznej ”2 Czytamy także w książce Rudnickiego, że: „Żydzi w protestacyi złożonej przed notaryuszem apostolskim, Augustynowiczem, dowodzili, iż dziecię cierpiało na wielką chorobę i w jej paroksyzmie zmarło”, a Sołtyk miał skorzystać z tego wypadku dla „wykazania gorliwości religijnej i dla osobistych celów, gdyż obcych i z dalekich stron schwytanych Żydów zamieszał w sprawę rzekomego umęczenia dziecka i przez surogata swego wygnębił jakoby od nich 500 cz. złotych i trzy pary futer sobolowych wartości 300 cz. złotych w zamian za przyrzeczone uwolnienie, przyczem względem niektórych niedotrzymał umowy i dopuścił do wykonania srogiego wyroku.”

Mieliśmy zatem w stolicy biskupstwa kijowskiego, w Żytomierzu, do czynienia ze zbrodnią sądowa popełnioną, zdaniem wspólnoty żydowskiej, z niskich pobudek materialnych przez biskupa Sołtyka. Sprawca wkrótce nominowany został na biskupstwo krakowskie, stając się jako książe siewierski, zatorski i oświęcimski, jednym z najbardziej wpływowych magnatów w Rzeczpospolitej, podporą – obok Brulla i Mniszka tronu króla Augusta III Sasa. Porwany w 1767 r przez Repina, wywieziony do Kaługi, stał się ucieleśnieniem cierpień polskich patriotów pod rosyjskim batogiem…

Mówiąc jednak o zbrodni sądowej operujemy współczesnym pojmowaniem sprawy. Inaczej było w XVIII wieku, gdy państwo nie istniało. Co gorsze – I Rzeczpospolita – nie pozostawiła w spadku żadnego spójnego systemu prawnego. Wszelkie kodyfikacje były jedynie próbami spisania praw zwyczajowych i praw wynikających z nadawanych przez poprzednich władców przywilejów stanowych. Normy takowe były traktowane jedynie jako ogólna wskazówka dla sadów grodzkich czy dla Trybunału Koronnego; prawo mówiło swoje, sądu swoje, a sprawiedliwość trzymała się silniejszych. Przewód sądowy prowadzony był wedle procedur ustalonych w średniowieczu, umowne były granice kompetencji sądów. Przed sąd zatem wleczono zwłoki zabitego, trup był świadectwem obrażonej sprawiedliwości i ofiarą wołającą pomsty. Sprawcę zbrodni dostarczał sądowi oskarżyciel, na nim też spoczywał obowiązek utrzymywania aresztowanego w areszcie. Nie było więzień; trzymano więc oskarżonych – na koszt oskarżycieli – w wieżach obronnych lub lochach. Nie było niczym wyjątkowym wykopywanie jam w ziemi i tam przechowywanie oskarżonych. Zgodnie ze średniowiecznymi procedurami „królową dowodów” było przyznanie się do winy, a chcąc to uzyskać stosowano tortury. Prawo i zwyczaj wymuszał pewien humanitaryzm, tortury nie mogły doprowadzić do śmierci oskarżonego. Nie była to tylko polska specyfika; dyskusja o torturach otwarła się w Europie dopiero 20 lat po wypadkach żytomierskich.

Brzmi to absurdalnie, ale prawo zwyczajowe i stosowane zgodnie z nim procedury prowadziły wprost do zbrodni sądowej. Zwłaszcza w sytuacji, gdy właściciel miasta, a przy tym hierarcha kościoła katolickiego nie tylko dopuszczał, ale był przekonany o słuszności zarzutu o mord rytualny.

Przesąd o mordzie rytualnym nie zrodził się w Polsce, był – jeśli można tak powiedzieć – wspólnym dorobkiem europejskiej, chrześcijańskiej cywilizacji. Prowadzące do zbrodni upowszechnienie przesądu wynikało ze zbiegu dwóch okoliczności. Wraz z wzrostem liczby mieszkańców miast coraz widoczniejsza była izolacja wspólnot żydowskich. Wynalazek druku doprowadził do wytworzenia zjawiska „mass mediów”, środka masowego sterowania świadomością mas. Pomijając uprzedzenia wynikające z powodów ekonomicznych (większość, od najdawniejszych czasów do współczesnych, nie cierpi pośredników: handlowców i bankierów), inność zamkniętej grupy budziła podejrzenia. Podział na „my” i „oni” wytwarza myślenie stereotypami; tych „onych” podejrzewamy o cechy najgorsze. Ponieważ Żydzi, z powodów dla nas absolutnie niezrozumiałych, kaleczyli swoje dzieci (obrzezanie) i w dziwny sposób zabijali zwierzęta (ubój rytualny), nie było dziwnym połączenie tego w jeden element: podejrzenia o dokonywanie mordów rytualnych.

W średniowieczu przyczyną pogromów żydowskich było posądzenie o zatruwanie studni i rozpowszechnianie zarazy. W XVI w ten przesąd zanikał; znano już ogólnie przyczyny zarazy, wiedziano, że ludność żydowska jest w podobnym stopniu jak i chrześcijańska ofiarą epidemii. Nieszczęsny wypadek w Trydencie w 1475 r doprowadził do upowszechnienia innego przesądu. W tym mieście przed Wielkanocą znaleziono zwłoki 2 letniego Szymona; trup dziecka zaczął krwawic w obecności Żydów. Wymuszone torturami zeznania oskarżonych Żydów potwierdziły podejrzenia o mord rytualny. Proces w Trydencie został wstrzymany po osobistej interwencji papieża Sykstusa IV. Pod nadzorem legata papieskiego przeprowadzono nowe śledztwo wskazujące rzeczywistego winnego, chrześcijańskiego mieszczanina. Nie uratowało to życia, wcześniej skazanym 15 oskarżonym; spłonęli za stosie za niepopełnioną zbrodnie Może się nam to dziwne wydawać, że Sykstus IV, jeden z najgorszych władców Rzymu, protektor hiszpańskiego inkwizytora Torquemady, w sprawie oskarżenia w Trydencie zachował zdrowy rozsądek. Była to jednak cecha w tamtych czasach deficytowa, o czym świadczy upowszechniający się żywiołowo kult „niewinnego młodzianka” z Trydentu zamordowanego przez „perfidnych Żydów”. Następca Sykstusa IV papież Grzegorz XIII kanonizował Szymona jako męczennika za wiarę.

Męczeństwo „młodzianka” z Trydentu opisał w „Żywotach Świętych” Piotr Skarga. Dzieło to w XVI i XVII w. w Polsce miało dziesięć wznowień stając się kanonem wychowania chrześcijańskiego. Tym samym, bez względu na stanowisko papieży, bez względu na zasady ogłaszane przez królów, ogół katolicki w Rzeczpospolitej żył w przeświadczeniu, że możliwy jest mord rytualny dokonywany przez Żydów. Mnożyły się publikacje, „niewinnych młodzianków” zamordowanych przez „perfidnych Żydów” dopisano do „niewiniątek” z Biblii, ofiar Heroda, obchodząc święto ich męczeństwa 28 grudnia. Dla tych, którzy nie potrafią czytać kierowany jest przekaz wizualny. Przykładem takowego jest obraz obraz Karole de Prevest, odnoszący się do dwóch pogromów z 1698 i z 1711 r. umieszczony w katedrze sandomierskiej. W ludowych porzekadłach, obok strzygi, wampira czy wilkołaka, utrwalił się stereotyp żydowskiego maga, wytaczającego krew dziecięcą, bo Żydzi „krwie chrześcijańskiej są bardzo appetyczni” (jak pisał w swej encyklopedii B. Chmielowski).

Średniowiecze przeniesione w współczesność

Oprócz przesądu o mordzie rytualnym równolegle wierzono w inną fantasmagorię – celowe znieważanie przez Żydów hostii. Ten zarzut doprowadził w 1389 r do pogromu i śmierci blisko 3 tysięcy Żydów w czeskiej Pradze. W Polsce pierwszy znany proces o znieważenie hostii miał miejsce w Sochaczewie w XVI wieku Można jednak zauważyć, że porównywalna ilość zarzutów o znieważenie hostii dotyczyła na terenie Rzeczpospolitej innowierców, zazwyczaj luteran. Wpisywało się wiec to w europejską tradycję wojen religijnych i wraz z wygaszeniem tych wojen, w XVIII wieku sprawy o znieważenia hostii odeszły do lamusa.

Przypuszczać można, że siła rażenie tego przesądu była w oczach ludowych odbiorców mniejsza. Wierzono w świętość hostii, masowo demonstrowano to na procesjach Bożego Ciała. Znieważanie hostii, tak jak znieważanie krzyża, uznawano za zbrodniczy atak na wspólnotę katolickich wiernych. Ale, po pierwsze – w innych kręgach widziano atakujących. Doświadczenie wojen szwedzkich czyniło z luteran największych wrogów kościoła. Po drugie, traktowano świętokradztwo jako problem dla kleru; nie rozpalało to szczególnie uczuć ludu. Inaczej odbierano mord rytualny, uznając go za bezpośrednie zagrożenie najcenniejszego dobra każdej rodziny.

W jednym jak i w drugim przypadku przesąd górował nad empirią. Nie zastanawiano się i nie badano, czy z hostii przekłutej sztyletem może płynąć „krew Chrystusowa”. Przyjmowano to jak oczywistość. Z podobną wiarą przyjmowano, że Żydzi gotowi byli zapłacić za hostię niebotyczne sumy, równe kilkuletnim dochodom całej ich wspólnoty. Ba, odwracano rozumowanie twierdząc, że Żyd zarabia tyko po to, by mieć środki na skuteczniejsze szkodzenie chrześcijaństwu. W podobnym sensie nie przyjmowano do wiadomości racjonalnych argumentów, że nie da się za pomocą nakłuwania szpilkami wytoczyć krwi z dziecka.

Przyznać trzeba, że obronę przed ludowym przesądem Żydzi w Polsce otrzymywali od władców. Przywilej Bolesława Pobożnego z 1264 r, stanowiący podstawę regulowania zasad obecności Żydów w Królestwie Polskim, głosił wyraźnie: „Zgodnie z zarządzeniami papieża, w imię naszego Ojca świętego, bardzo surowo zabraniam, aby w przyszłości nikt nie obwiniał żadnego Żyda w naszym państwie, że spożywa krew ludzką, gdyż według nakazu prawa wszyscy Żydzi powinni zupełnie powstrzymać się od spożywania zupełnie wszelkiej krwi. Lecz jeśliby jakiś Żyd został obwiniony przez chrześcijanina o zabicie jakiegoś chłopca chrześcijańskiego, powinni mu to udowodnić trzej chrześcijanie i tyluż Żydów; a skoro udowodnią mu to, wtedy ten Żyd za popełnienie zbrodni powinien ponieść odpowiednią karę. Jeżeli zaś oczyszczą go wspomniani świadkowie i jego własna niewinność, chrześcijanin za oszczerstwo zupełnie słusznie poniesie karę, którą Żyd miał ponieść.”. Zasada ta była podtrzymywana przez kolejnych władców, w tym w czasach nowożytnych przez Zygmunta Starego, Zygmunta Augusta, Stefana Batorego, Władysława IV. Zatem zgodnie z prawem zwyczajowym obowiązującym w I Rzeczpospolitej do oskarżenia Żyda o mord rytualny nie wystarczył jeden świadek chrześcijański, potrzeba było 3 chrześcijan i trzech Żydów. Cóż jednak po prawie, jak nie było państwa, nie było egzekucji dekretów królewskich, a każdy, byle silny, rządził się tak, jak sam chciał.

Trzeba tu uznać wielkie zasługi Jakuba Franka w umocnienie ludowego przesądu. Nie chcę tu osądzać ani strony moralnej sekty ani dość mętnej ideologii proroka. Wyklęty przez Żydów Frank ze swoimi wyznawcami schronił się pod protektorat hierarchów kościoła katolickiego, najpierw biskupa kamienieckiego Dembowskiego, a potem – wspomnianego wcześniej – biskupa krakowskiego Sołtyka. Frank przekroczył Rubikon przyjmując wraz z wyznawcami chrzest katolicki. Dalej było jeszcze gorzej, jako neofita przysłużył się mnożeniu oszczerstw wobec Żydów.

Zasadą obowiązującą od czasu Bolesława Pobożnego była autonomia stanowa Żydów. Spory między Żydami miał rozstrzygać sąd żydowski, w przypadku sporów miedzy Żydami a chrześcijanami – sąd świecki. W 1757 r Frank poddał swój spór z gminami żydowskimi pod osąd sądu biskupiego. Jedno wyznanie zyskało w ten sposób możliwość narzucania swoich norm innemu wyznaniu. Pod patronatem biskupa Frank wymusił na przedstawicielach gminy żydowskiej udział w publicznej debacie „talmudystów” z „antytalmudystami”. Ciekawy to był przykład wolności debat; strona żydowska została groźbą przemocy zmuszona do stawienia się w kościele katolickim, gdzie katolicki kler miał stanowić trybunał wysłuchujący zarzutów frankistów. Podczas drugiej takiej debaty, we Lwowie w 1759 r wyznawcy Franka przedstawili w punkcie 7 zarzut, że Talmud nakazuje znieważanie hostii i używania w celach rytualnych krwi wytoczonej z niewinnego dziecka.

Przesąd wzmocniony został argumentem: sami Żydzi tak mówią. Tezy frankistów upowszechnione zostały w w masowo kolportowanej książce napisanej przez ks Gaudentego Pikulskiego o tytule „Złość żydowska przeciw Bogu i bliźniemu”. Książka Pikulskiego wznowiona została w 1906 r, w postaci wysokonakładowej broszury; „amunicji” dla „pogromowców” szalejących po upadającym Imperium Romanowów. Odniesienie do dysputy lwowskiej z powołaniem na potwarz frankistów znajdziemy także w popularnej książce Teodora Jeske – Choińskiego „Legenda mordu rytualnego” wydanej w 1914 r. Autor, znany pisarz i publicysta, pod pozorami obiektywizmu opisywał ciąg zarzutów przeciw Żydom, odwołując się do takich badaczy jak niemiecki uczony Rohling (autor wydanej w 1883 r książki „Das Blutritual de Juden”). Tego typu wydawnictwa, uzupełniane ekspertyzami przygotowywanymi dla poparcia aktu oskarżenia Bejlisa w sprawie mordu rytualnego (Kijów 1913 r), autorstwa m.in. księdza katolickiego Justyna Pranajtisa, kształtowały świadomość polskiego plebsu. Ten argument, Żydzi sami siebie oskarżają, pojawia się i dziś, w licznych naukowych i pseudonaukowych traktatach. Przywołuje się jako dowód zarówno potwarze nawiedzonego proroka sekty jak i wymuszone torturami zeznania ofiar zbrodniczych procesów.

Przesądy są trwałym elementem ludzkiego myślenia. One upraszczają i oswajają świat, zwalniają z myślenia. W prawie każdym z nas zakorzeniła się irracjonalna wiara w coś nie wymagającego udowodnienia (w pechowość czarnego kota lub piątku 13). Bezcelowym jest walka z wszystkimi przesądami. Są jednak granice, których nie należy przekraczać. Krwawy przesąd o mordach rytualnych doprowadził w Europie do tysięcy nieszczęsnych, męczeńskich śmierci ludzi uznawanych za „obcych”. Stał się zapowiedzią męczeństwa milionów w imię innych przesądów: nazizmu i komunizmu.

Mam, nadzieję, że w Sandomierzu, masowo odwiedzanym przez turystów, osłonięty zostanie obraz de Prevota, a pod nim tablica z informacją kogo i w jaki sposób zamordowano w imię fantazji odzwierciedlonej na malowidle. Hańbę trzeba umieć nazwać po imieniu, by wymazać wstyd z własnej twarzy.

1 Cytat za K.Kazimierz Rudnicki „Biskup Kayetan Sołtyk” Monografie pod red Sz. Askenazego t V. Kraków 1906 r

2 j.w

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 31 grudnia 2014 by in Historia, Przemoc, Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d bloggers like this: