Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Rzeźnia dla wszystkich. Bezczelna i ironiczna szuka anty-militarna napisana w 1947 roku

Boris Vian
Tłumaczenie Katarzyna Dragun
Źródło Spółki Miejskie
2322953_7_644x461_zolnierzyki-olowiane-od-delprado- (kopia)

Scena dzieje się rankiem 6 czerwca 1947 roku u bardzo miłego rzeźnika. Scenografia przedstawia wspólne pomieszczenie w domu rzeźnika w Arromanches. W rogu stół roboczy i szafa z narzędziami. Stoły, krzesła. Portret konia. Fosa na konie z trapem i uruchamiającą go dźwignią. Swoisty zapach. Ogólna wiejska atmosfera, aromanszowa ściślej mówiąc.

SCENA I OJCIEC, ANDRZEJ (Pracują przy stole roboczym nad przywróceniem do poprzedniego stanu olbrzymiego hebla)

OJCIEC – Obrzydlistwo. Ten ostatni koń doszczętnie spartolił hebel.

ANDRZEJ – Nie można tego jakoś naprawić?

OJCIEC – Tylko spójrz, metal poharatany jak sito.

ANDRZEJ – Może jednak będzie działać…

OJCIEC – Będzie musiał. (Chwyta za metal i spluwa nań ze zdegustowaną miną. Andrzej podaje mu szmatkę. Wyciera metal. Z zewnątrz przeróżne odgłosy: karabin maszynowy, wybuchy itp. Współbrzmiące militarne okrzyki.)

OJCIEC – A niech to, już tu zaczynają nam latać z tym ich lądowaniem. Jaki diabeł nas pokusił, żeby zamieszkać w Arromanches!

ANDRZEJ – No, niezbyt to było mądre.

OJCIEC – Ej, ej smarkaczu! Trochę szacunku dla mojego pradziadka! W końcu to on wpadł na ten pomysł.

ANDRZEJ – Przepraszam, to się już więcej nie powtórzy.

OJCIEC – Gdzie moja córcia?

ANDRZEJ – Która?

OJCIEC – Marysia.

ANDRZEJ – Obydwie tak mają na imię.

OJCIEC – A no tak, racja. Przyjmijmy, że nic nie mówiłem.

ANDRZEJ – Idę jej poszukać. (Wychodzi, ojciec zostaje sam.)

SCENA II OJCIEC, SĄSIAD

OJCIEC (sam) – Nikogo nie ma, trzeba z tego skorzystać. (Zakrada się do szafki z calvadosem i w momencie gdy wyciąga po niego rękę, rozbrzmiewa niesamowita eksplozja. Ojciec podskakuje.) Boże Przenajświętszy! Co za łajdaki! (Gwałtowne pukanie do drzwi.) Proszę!

SĄSIAD (wchodząc) – Cześć!

OJCIEC – Cześć. Żyjesz jeszcze?

SĄSIAD – Ty też?

OJCIEC – Ja to normalne. Jestem w końcu rzeźnikiem. Nigdy tu nie dotrą, za bardzo tu śmierdzi.

SĄSIAD – No tak, nieźle capi. Jak ci się udaje tak śmierdzieć?

OJCIEC – To tajemnica rodzinna. No dobra, powiem ci na ucho.

SĄSIAD – Mówiłeś mi to już setki razy.

OJCIEC (obrażony) – Sam prosiłeś.

SĄSIAD – Bo jestem uprzejmy, ale nie musisz mnie brać za kretyna.

OJCIEC – A jak tam lądowanie?

SĄSIAD – A dalej się piorą ile wlezie.

OJCIEC – Taka szkoda, że mają czołgi. Kiedyś to bym miał roboty, ile by mi koni dostarczyli!…

SĄSIAD – Doszli już do górnej plaży. Możesz ich stąd zobaczyć.

OJCIEC – Nie będę sobie tym głowy zawracać. (Podchodzi do okna.) Cię choroba! Co się tam dzieje! Niewyobrażalne!…

SĄSIAD – Na pewno jest ich ponad pięćdziesięciu.

OJCIEC – A co na to ci drudzy?

SĄSIAD – Szwaby? Niezbyt zadowoleni. Wyobraź sobie, że ktoś cię budzi o tej porze!

OJCIEC – To dlatego, że mają tam inną godzinę w Ameryce. Jakieś tam historie z południkami, trzeba coś tam według nich policzyć.

SĄSIAD – Nie musisz tego wspominać. Wiem, wiem, jesteś mechanikiem. A jak tam Marysia?

OJCIEC – A właśnie! Miałem zamiar cię się poradzić w ważnej sprawie.

SCENA III CI SAMI, ANDRZEJ

ANDRZEJ – Nie wiem gdzie jest Marysia.

OJCIEC – Mówiłem ci, żebyś jej nie szukał.

ANDRZEJ – No właśnie nie mogłem jej znaleźć, nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć? (Zdenerwowany wzrusza ramionami.)

SĄSIAD – Najmocniej przepraszam, ale miałeś się mnie poradzić w jakiejś ważnej sprawie…

OJCIEC – A tak, oczywiście. No więc sprawa jest taka… Marysia kocha Heinza.

SĄSIAD – Tego Szwaba?

OJCIEC – Tak, tego co wynajmuje u nas pokój.

SĄSIAD – Ach! Sypia z nim?

OJCIEC (zażenowany) – Nie wiem. Sypia z nim, Andrzej?

ANDRZEJ (zażenowany) – Nie wiem.

OJCIEC – No widzisz, nie wiemy. W każdym bądź razie kocha go, co nie, Andrzej?

ANDRZEJ – O tak, to na pewno. Kocha go.

OJCIEC – Więc on też ją kocha.

SĄSIAD – Trzeba ich pożenić. Jak dwoje się kocha, muszą się pobrać.

OJCIEC – Genialne! A co ty sobie wyobrażasz, że o tym nie pomyśleliśmy?

SĄSIAD – No to dlaczego ich nie pożeniliście? Jak tego nie zrobiliście do tej pory, znaczy się nie pomyśleliście o tym. (Przeraźliwy hałas. Wszyscy kulą głowy w ramiona.)

OJCIEC – Mam!

ANDRZEJ – Co masz?

OJCIEC – Sam już nie wiem, w każdym razie miałem tego pełno przed chwilą. Ale wróćmy do naszej sprawy. Co mi radzisz?

SĄSIAD – No trzeba ich pożenić. Tak mi się wydaje, znaczy się to się rzuca w oczy.

OJCIEC – To taka metafora.

SĄSIAD (rozdrażniony) – Ech, do diaska z tymi twoimi cytatami!

ANDRZEJ – Kochają się, bez dwóch zdań.

OJCIEC – Nie wydaje mi się, że Heinz byłby dobrym rzeźnikiem, za chudy jest, ale mógłby ostrzyć hebel.

ANDRZEJ (zachwycony) – Super pomysł!

SĄSIAD – Co jak co, ale trzeba będzie się wywiedzieć czy sypiają ze sobą…

OJCIEC – Masz rację. Ale jak? (Do Andrzeja.) Idź poszukaj mojej córci.

ANDRZEJ – Dobrze, już idę.

SCENA IV OJCIEC, SĄSIAD

OJCIEC – Denerwuje mnie, że muszę myśleć o tylu sprawach. Jak mam spokojnie spać z tyloma zmartwieniami na głowie? (Silniejsza seria z karabinu maszynowego.)

SĄSIAD – Przede wszystkim, to nie godzina na spanie.

OJCIEC – Wiem dobrze, ale ta cała historia spędza mi sen z powiek. Chciałbym móc się zająć spokojnie tylko pracą. (Pukanie do drzwi.)

OJCIEC – Proszę. (Wchodzi Niemiec. Ma strzelbę i bazukę i strzela za siebie.)

NIEMIEC (z akcentem) – Mogę to tu zostawić? Przeszkadza mi w bieganiu.

OJCIEC – Jasne, proszę bardzo. Nikt tego nie dotknie.

NIEMIEC – Dzięki. Zabiorę to wracając. (Niemiec zamyka za sobą drzwi, a ojciec odwraca się do sąsiada.) Oby ten idiota Andrzej znalazł Marysię.

SĄSIAD – Którą?

OJCIEC – Tą, która ma poślubić Heinza.

SĄSIAD – A, tak. To niezbyt praktyczne nadać im to samo imię.

OJCIEC – Też tak sądzę. Zwłaszcza, że ich matka też ma na imię Marysia…

SĄSIAD – Jak ty się w tym wszystkim połapujesz?

OJCIEC – One się w tym połapują. Ja tam nie wiem jak to robią. (Andrzej wraca.)

SCENA V CI SAMI, ANDRZEJ

ANDRZEJ – Naprawdę nie wiem gdzie ona jest.

OJCIEC – Sprawdzałeś w jej pokoju?

ANDRZEJ – Nie mogłem. Heinz już tam jest.

OJCIEC – A więc wszystko jasne. Nie ma czasu do stracenia. Do diaska, to żenujące.

ANDRZEJ – O tak, bardzo żenujące.

SĄSIAD – Nie musisz się teraz dowiadywać.

OJCIEC – Lepiej będzie teraz. W każdym razie jedna rzecz jest pewna: trzeba zwołać naradę rodzinną. A to niestety nie będzie łatwe.

SĄSIAD – Cały czas przecież to robimy.

OJCIEC – Jak się ma kretyńskie dzieci, które się tłuką gdzieś po świecie zamiast uczyć się porządnego rzeźnickiego fachu…

SĄSIAD – No nie możesz nic złego o swoich dzieciach powiedzieć, przecież służą krajowi.

OJCIEC – Wiesz, sęk w tym, że jedno z nich, Jacek, jest Amerykaninem, a drugie, Kasia, Żydówką.

SĄSIAD – Myślałem, że masz dwóch chłopców.

OJCIEC – No wiesz, Kasia jest spadochroniarką w Armii Czerwonej, więc jest jak facet.

SĄSIAD – A, w takim razie wszystko jasne.

OJCIEC – Zresztą obydwoje są spadochroniarzami.

ANDRZEJ – Ale jak to się dzieje, że są z tylu różnych krajów?

OJCIEC – A nie zawracaj mi głowy tymi durnymi pytaniami, a skąd ja u diaska mam wiedzieć? Tak już jest i już. Nie kwestionuje się dzieci, które Bóg ci dał.

ANDRZEJ – A tata wtedy odpoczywał?

OJCIEC – Wtedy? Jakie „wtedy”?

ANDRZEJ – No wtedy kiedy Bóg dawał ojcu dzieci…

OJCIEC – Pracowałem w rzeźni rzecz jasna. Albo naprawiałem hebel. Jak nic, jedno albo drugie.

ANDRZEJ – A jak można tego uniknąć?

OJCIEC – Trzeba się w porę zorientować. Słuchaj, może byś tak poszedł poszukać… (Pukanie do drzwi.) Proszę.

SCENA VI CI SAMI, ŻOŁNIERZ AMERYKAŃSKI.

AMERYKANIN (wchodzi skacząc na skakance) – Dzień dobry! Można się czegoś napić?

OJCIEC – Tak, oczywiście. Jak leci?

AMERYKANIN – W porządku. Pić mi się chce. (Andrzej bierze szklankę, napełnia ją i podaje gościowi.

Następna Strona

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 9 września 2014 by in Co piszą inni..., Wojna and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: