Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Szlachtowanie szlachetczyzny

Jarosław Kapsa

Pojedynek

Nie jestem na tyle ambitny,bym miał badaniami genealogicznymi bądź przez absorpcję kulturową dodawać sobie błękitnej krwi. Mam, że tak powiem, rodowód chamski (co widać i czuć) i nie pragnę w tym szczególnej odmiany. Z tych względów jestem jednym z ostatnich możliwych osobników nadających się do interpretacji Kodeksu Boziewicza.

Odnoszenie się do tradycji bywa budowaniem złudzeń. W Polsce sarmackiej pojedynki były nieakceptowana osobliwością (zakazaną prawem). Niech nas nie zwiedzie Sienkiewicz (Henryk, nie Bartłomiej), bliższe prawdy są opisu Łozińskiego w fundamentalnym dziele „Prawem i lewem” . Jak się miało ansę, to wysyłano „silnorękich” by przeciwnika napadli i pobili; jeśli brakło bandyckiego zaplecza własnoręcznie strzelało się za krzaka w plecy, lub nocą podpalano dwór. Skuteczność ceniono wyżej niż honor, po cóż było się narażać w pojedynku sam na sam, skoro w ramach republikańskiej wspólnotowości łatwiej było skrzyknąć pijaną hałastrę i wygarbować batogami oponenta.

Śmiem twierdzić, że pojedynki w rozumieniu Kodeksu Boziewicza to niemiecki, późnoromantyczny wynalazek. Niemcy najpierw (w początkach XIX w.) odkryli, że są Niemcami, potem poczuli się spadkobiercami rycerstwa (wolni panowie – Freinherren), a na końcu burszowie (studenci) w korporacjach przenieśli rycerskość na zwyczaj siekania się zardzewiałymi szpadami. Z uniwersytetów niemieckich zwyczaj przeniósł się na rosyjskie. Przed wojną w polskiej elicie dominowały zwyczaje korporacji Arkonia z Dorpatu studiowała tam czołówka przyszłych senatorów i endeków), gdzie obowiązkowy patriotyzm wyrażał się wspólnym spijaniem hektolitrów piwa i pojedynkowaniem się przynajmniej raz w tygodniu. Szczęściem o zdrowie dbano należycie, więc ofiar w ludziach nie było. Zwyczaje korporacyjne przeniosły się do Legionów, z nimi do wojska i polityki II Rzeczpospolitej. Strzelał się więc gen Szeptycki z z sanatorem B. Miedzińskim, filozof Chwistek z malarzem Borkowskim, „błękitny” generał Haller z przyszłym premierem Kościałkowskim… Bliższe jednak tradycji i normom życia publicznego były takie zwyczaje jak pobicie w teatrze felietonisty Adolfa Nowaczyńskiego, skatowanie prof Cywińskiego przez sanacyjnych oficerów, czy napad w Sejmie posłów BBWR na prof. Rybarskiego… Nota bene sprawca napadu na endeckiego ekonomistę poseł Idzikowski został w 1938 r skazany za łapownictwo, co wymownie świadczy o sile trwania tradycji w polskiej polityce. Takich zwykłych napadów z pobiciem było w polityce II RP o wiele więcej, niż malowniczych burszowskich pojedynków; tylko takowe mordbójstwa nie były kodyfikowane przez Boziewicza.

Casus Korwina – Mikke nie mieszałby z Boziewiczewem, nie jest też pierwszym politykiem, który drugiemu politykowi w pysk dał. Ot, taka aferka, na którą popatrzeć należy z odrobiną politowania. Szkoda, bo do Korwina mam prywatny sentyment. Lubię czytać jego felietony, często jest to mistrzowska prowokacja intelektualna zmuszająca umysł do odświeżenia. Owszem, jak to w zalewie zbyt wielu słów; ma on teksty lepsze i gorsze; zdarza się, że prowokując przekracza granicę zwykłego chamstwa, naśladując nieświadomie pana Urbana (fraza o biciu żony za poglądy jest u Korwina powtórzeniem podobnej frazy urbanowskiej). Miałem kilkuletni okres współpracy z Korwinem, pisywałem do „Najwyższego Czasu”; przyznam, że z przyjemnością zaskoczony byłem dużą tolerancją JKM wobec publikowanych tekstów, dalekich od jego idei. W dodatku płacił; nie zawsze mógł terminowo, ale honorowo wywiązywał się z zobowiązań. Niestety, w pewnym okresie JKM zaczął zbyt często przekraczać granicę; wkurzając mnie w końcu do takiego stopnia, że zrezygnowałem z współpracy i wierszówki.

Szkoda Korwina by marnował swoje zdolności felietonisty w mierzwie polityki. Przypomina w tym komara, który usiadł na gó… nie. Nie jest muchą, więc się nie utuczy; ukłucia grzęzną w smrodliwej miałkości. Naród jednak zrobił tak jak chciał, przyjąć z pokorą muszę wolę suwerena. Demokracja ma ten urok, że musi czasem nas raczyć absurdami.

Korwin to już nie temat. Powróciłem z lasu do miasta..i z miejsca z nóg mnie zwaliła informacja o zbrodni w Donbasie. Ktoś jechał na kongres, ktoś inny na wczasy… Dziewczyna z niemowlakiem na piersi stresowała się myślą o spotkaniu z teściową, pesymista 50-letni łykiem alkoholu osłabiał przekonanie, że jego walizki lecą na Grenlandię… 298 niepowtarzalnych światów zostało zniszczonych jedną rakietą, wystrzeloną ot tak, by pokazać swoje racje… 298 osób, które nie miały świadomości, że są stroną w jakimś absurdalnym konflikcie… Mordercy zamiast zwykłej maczugi dostali broń na miarę XXI w, więc zrobili z niej modernistyczny użytek.

Boziewicz na tym tle, to relikt marzeń o ucywilizowaniu przemocy. Podobnie abstrakcyjny jak konwencje haskie, jak deklaracje ONZ, jak wszelkie wzniosłe porozumienia międzynarodowe. Najgorsza jest świadomość, że im wyższa cywilizacja, ty bardziej staje się bezbronna wobec ludożerców. Cywilizacja zabrania nam stosować odwet, wymaga przeprowadzenia obiektywnego śledztwa, zapewnienia prawa obrony oskarżonym, bezstronności w ocenie dowodów winy przez niezależny sąd itd, itp. Ludożerca nie ma żadnych ograniczeń. Wszyscy jesteśmy zakładnikami, wszyscy jesteśmy potencjalnymi ofiarami… bo brak ograniczeń powoduje, że nie sposób przewidywać następnej „fantazji” ludożerców.

W tym absurdalnym świecie trzeba zachować resztkę wartości, by samemu nie zmienić się w ludożerców. Lecz jakich wartości… tego też nie wiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 21 lipca 2014 by in Historia, Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: