Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

A okulary były ciemne…

Andrzej Oryński
ojciec Tomka
Nota biograficzna: Andrzej Tadeusz Oryński w Encyklopedii Solidarności

ferrari-okulary-przeciwsłoneczne

Refleksje opozycjonisty nad grobem Wojciecha Jaruzelskiego

Niedawny pogrzeb Generała Jaruzelskiego wywołał gwałtowne kontrowersje i gorące dyskusje. Jako członek opozycji w Stanie Wojennym wycierpiałem wiele z rąk reżimu którego Generał Jaruzelski był przywódcą. Ale dziś nie neguję jego prawa do bycia pochowanym na cmentarzu wojskowym wraz z jego towarzyszami broni. Oto dlaczego.

Dziś do najbardziej oburzonych antykomunistów należą przedstawiciele pokolenia mojego syna – trzydziestoparolatkowie tacy jak poseł Hofman czy poseł Giżyński. Owszem, głos zabierają także ci, którzy w Stanie Wojennym byli już dorośli Poza wyjątkami jednak to nie oni przed 1989 rokiem lżyli, wyszydzali i poniżali ustrój i najwyższe organy państwowe czyli głównie Jaruzelskiego. Od 13.12. 1981 r. robiły to pisma podziemne, a wśród nich „Wiadomości Bieżące” i ukazująca sie od września 1983 r.  „Prawda,” w których redagowaniu miałem udział, za który prokurator żądał skazania mnie na 4 lata pozbawienia wolności, pozbawienia prawa wykonywania zawodu przez 5 lat i 80 tys. zł grzywny. Dzisiejsi przeciwnicy Jaruzelskiego jednak wielokrotnie przebili nas, redaktorów pism podziemnych, surowością sądów i  radykalizmem postulatów dotyczących generała. Szkoda, że nie w latach osiemdziesiątych, bo mobilizowałoby to nas, aby równać do najlepszych. Mam, że tak powiem, osobiste rachunki z Jaruzelskim i kierowanym przez niego systemem. Po wprowadzeniu stanu wojennego nienawidziłem go nie mniej niż większość mych ówczesnych znajomych. Dziś nie zgłaszam do niego osobistych pretensji. Działalność antysocjalistyczną podjąłem z własnej woli i tak jak bokser wychodzący na ring liczyłem się z tym, że mogę oberwać. I faktycznie oberwałem nieźle. Nie kwestionuję jednak prawa Jaruzelskiego do pochówku w kwaterze obok swych towarzyszy broni – zwłaszcza, że jako żołnierz spisywał się dzielnie, czego nic nie zmieni. Wypowiadam się wyłącznie w swoim imieniu, chcę jednak wyjaśnić, dlaczego teraz oceniam go inaczej niż kiedyś. A oceniałem go bardzo źle.

Jaruzelski jest przedstawiany jako ruski pachołek, moskiewski namiestnik PRL, wykonawca stanu wojennego wprowadzonego w interesie ZSRR itp. W stanie wojennym tysiące ludzi skrzywdzono, pogruchotano im życiorysy, kariery i życie rodzinne. Niejednemu odebrano zdrowie, a niektórym także życie. Znaczna część tych brutalności wynikała z twórczej inwencji wykonawców stanu wojennego. Unicestwione zostały procesy zmierzające do wyprowadzenia Polski z bagna w jakim tkwiła w następstwie wieloletnich rządów komuny. Prawdą jest, że przed wprowadzeniem stanu wojennego sytuacja w Polsce przypominała istniejącą przed zamachem majowym Piłsudskiego (Tak oceniał ją między innymi świadek tamtych czasów, mój ojciec Tadeusz, nie będący zdecydowanie sympatykiem socjalistycznego ustroju). Non stop trwały strajki, ogłaszano gotowość strajkową, nikt nikogo nie słuchał i ani PZPR, ani Solidarność nie panowały nad tym, co się dzieje: w PZPR powstawały struktury poziome, pragnące budować socjalizm z ludzka twarzą, jakieś fora (np. katowickie forum partyjne) i stowarzyszenia skupiające tzw. twardogłowych, postulujących powrót do metod wypróbowanych w czasach stalinowskich (jak „Grunwald” reżysera Poręby). Był sztandarowy organ konserwy partyjnej, pismo „Rzeczywistość” (redagowane przez mego kolegę ze studiów Jerzego Pardusa). Wrocławskim organem partyjnego ciemnogrodu były „Sprawy i ludzie”. Trwał jakiś ferment w milicji, coś zaczęło się dziać w wojsku, widać było, że władze państwowe i partyjne są w narastającym kryzysie. Niezliczone sytuacje strajkowe były oczywiście prowokowane przez rządzących, ale bez  durniów i agentów po solidarnościowej stronie nie przekształciły by się one w  konflikty wychodzące bokiem zwykłym obywatelom, marzącym o spokoju.

Przed wprowadzeniem stanu wojennego niektórzy bossowie związkowi  przekonywali, że władzy faktycznie już nie ma, więc nie ma też z kim rozmawiać i trzeba robić swoje. Inni  domagali się wyprowadzenia z Polski wojsk radzieckich, przekonywali, że gdy Solidarność uderzy pięścią w stół, to kuranty na Kremlu zagrają Mazurka Dąbrowskiego. Było widać, że nad oddolnymi inicjatywami lokalnych radykałów przestaje panować Wałęsa  którego przywództwo  było co najmniej kontestowane. Pracowano nad rozbiciem Solidarności: partia chętnie widziałaby wyodrębnienie się  z niej zdrowego, robotniczego nurtu, powstałby pewnie jakiś związek konstrukcyjnie opozycyjny, związek fundamentalnie antysystemowy, chrześcijański, miejski, wiejski, przysiółkowy i diabli wiedzą jaki jeszcze. Te związki zajęły by się głównie wzajemnym zwalczaniem, opluwaniem itp., a partia miałaby czas by dojść do siebie. Doświadczeni i rozsądni ludzie wiedzieli, że panująca sytuacja nie może trwać w nieskończoność, więc w końcu ktoś będzie musiał zaprowadzić porządek. I wielu oczekiwało, że tak się stanie.

Wedle dominującego przed 1989 r. a popularnego także dziś poglądu w PRL rządzili ruscy pomagierzy: partyjniacy, zawodowi propagandyści, wojskowi, milicjanci, nomenklaturowi dyrektorzy, itp. Według Stefana Bratkowskiego było ich w sumie  2,5-3 mln. Reszta to my – „królewski szczep piastowy”, ofiary systemu i jego zdecydowani przeciwnicy. Cenię Bratkowskiego za wiele mądrych tekstów, ale w tym wypadku bardzo się pomylił. Któryś ze znanych przed 13.12. 1981 r. działaczy Solidarności słusznie stwierdził, że władza PRL „bije, kłamie i kradnie”. Ale oprócz bitych, okłamywanych i okradanych byli bijący, kradnący i okłamujący, a także w inny sposób uwikłani w socjalizm i wcale nie było ich mało.

Na dzień dobry, tj. w latach czterdziestych, komuniści przeprowadzili reformę rolną.  Ale to nie Rosjanie i partyjniacy otrzymali od władzy ludowej rozparcelowane grunty. Przejęli je chłopi i bezrolni, na ogół bezpartyjni i nie będący zwolennikami komunizmu, kojarzonego na wsi z kolektywizacją. Reformę szybko uznali za akt sprawiedliwości społecznej. Partia przez kilkadziesiąt lat dążyła do „uspołecznienia” gruntów prywatnych wszelkimi sposobami lecz bezskutecznie, więc chłopi pozostali właścicielami przekazanej im ziemi. Cokolwiek mówić o polityce rolnej PRL, czyli walce z indywidualnym rolnictwem, takiej nędzy jak w okresie międzywojennym po 1945 r. na wsi nie było i chłopom niewątpliwie poprawiło się bardzo. Industrializacja w latach 1945-1989 wchłonęła nie tylko cały przyrost naturalny wsi ale też miliony ludzi w rolnictwie zbędnych, bezrolną biedotę itp. Ci ludzie znaleźli pracę, o której przed 1939 r. nie mogli nawet marzyć. Dostali także mieszkania, wprawdzie nie pałace, ale z wygodami, których nie było w chałupach z których wyszli.

W znacjonalizowanych fabrykach i innych instytucjach fachowców zajmujących ważne stanowiska zastąpili ludzie z awansu społecznego, legitymujący się właściwym pochodzeniem klasowym. W żadnym innym ustroju woźny Sądu Wojewódzkiego nie zostałby kierownikiem sądowego archiwum. Na uczelniach miejsca wybitnych lecz obcych klasowo uczonych zajęły miernoty, różni „zastępcy profesora” czy inni docenci marcowi, tzw. volksdocenci. Sędziami i prokuratorami zostawali absolwenci paromiesięcznych kursów Duracza. Awans społeczny na zasadzie „nie matura lecz chęć szczera” dokonywał się w bezprecedensowej skali i był w zasadzie nieodwracalny. Stróż awansowany na kierownika stawał na głowie by nie wrócić do wykonywanego uprzednio zawodu. W tym celu uzupełniał wieczorowo wykształcenie lub starał się być przydatnym instytucjom mogącym chronić jego karierę.

Przesiedleńcy z terenów zagarniętych przez ZSRR, byłej Polski C, przeżyli szok kulturowy zajmując  mieszkania i gospodarstwa zelektryzowane, z wodą bieżącą, i nieznanymi im urządzeniami. Parę milionów osób wraz z rodzinami na mocy ustawy o publicznej gospodarce lokalami za symboliczną opłatą korzystało, nieraz przez kilkadziesiąt lat z mieszkań należących do mniej licznych „kamieniczników” nie frasując się tym, że płacone przez nich czynsze nijak się mają do ekonomicznie uzasadnionych. W końcu korzystali jedynie z przysługującego im prawa.

Władza ludowa oprócz prowadzenia walki z wrogami klasowymi odbudowywała kraj ze zniszczeń wojennych, budowała przemysł likwidując największa bolączkę II RP- wielomilionowe bezrobocie, tworzyła zakładowe ośrodki wypoczynkowe i uczyła robotników korzystania z nich (zachęcała do korzystania z wczasów nawet piosenka „Wesoły pociąg”- z tekstem:”wczasy ci pomogą ojczysty kraj zobaczyć” modna gdy chodziłem do IV klasy podstawówki). Każda władza odbudowująca kraj, uprzemysławiająca go, dająca pracę i szerokie możliwości awansu miałaby szerokie poparcie społeczne. I władza ludowa takie poparcie miała. Do 1956 r nie brakowało ludzi wierzących w sens dokonywanych przemian, uczestniczących w nich czynnie  i akceptujących ich koszty zgodnie z zasadą „gdzie drwa rąbią…” W późniejszych latach ideowców trudno było spotkać a wielu nie chwaliło się swą aktywnością w tworzeniu  i utrwalaniu władzy ludowej.

Nie można zaprzeczyć, że w komunie milionom ludzi żyło się nie najgorzej, oczywiście według ówczesnych standardów. A co więcej: niejeden chłop, robotnik, uczony, lokator kwaterunkowy itp. mógł nie kochać – i niejednokrotnie rzeczywiście nie kochał – komunizmu, partii, Związku Radzieckiego, często wiele rzeczy mu się w Polsce nie podobało. Nie słyszałem jednak, by ktoś z tego powodu zwrócił otrzymane grunty, ustąpił z kierowniczego stanowiska temu, który się na nie bardziej nadawał lub zaproponował kamienicznikowi płacenie czynszu w wysokości zgodnej z zasadami rynkowymi. Miliony Polaków nauczyło się dobrze radzić sobie w warunkach permanentnego niedoboru wszystkiego. Broniąc socjalizmu Jaruzelski bronił  także tych którzy zaadaptowali się do panujących wówczas realiów, obawiali się zmiany status quo i niejednokrotnie żałują że do tej zmiany doszło. Niedawno  osiemdziesięcioletni emeryt, za PRL prosty robotnik, od urodzenia bezpartyjny, a od wielu lat namiętny słuchacz Radia Maryja i antykomunista przekonywał mnie, że jest gorzej niż było bo „za komuny prawie wszystko można było załatwić, a teraz k…a, za wszystko trzeba płacić.”  Lepiej było też licznym realizującym w praktyce zasadę „czy się stoi, czy się leży dwa tysiące  się należy”  Wymieniana kwota rosła w miarę wzrostu płac.

Co do antykomunizmu: w PRL byli antykomuniści myślą mową i uczynkiem, przy czym nie zawsze antykomunistyczny myślą był antykomunistycznym mową, antykomunistyczni mową – antykomunistycznym uczynkiem itp. itd, Niejeden znany dziś  radykalny antykomunista, przed 1989 r. był na ogół oszczędny w mowie, co z naddatkiem rekompensował myślą i brawurową, choć bezobjawową, działalnością antysocjalistyczną. Czynną działalnością antysocjalistyczną do czasów Solidarności zajmowało się niewielu i do tej mniejszości ja również nie należałem. Kto takiej działalności nie prowadził mógł żyć spokojnie, nie obawiając się utraty pracy, uwięzienia czy jakichś innych represji. Możliwości kariery zawodowej bezpartyjnych były oczywiście ograniczone ale, zwłaszcza w czasach Gierka, można było krytycznie oceniać to co się w Polsce dzieje nie obawiając się dotkliwych przykrości z tego powodu.

Wypomina się Jaruzelskiemu, że patronował antysemickiej czystce w wojsku w 1968 r. Pamiętam jak w odrażający sposób skrzywdzono wtedy wielu Bogu ducha winnych Żydów, ale to nie znaczy że wszystkich trzeba żałować. Byli wśród nich szczególnie zasłużeni w dziele utrwalania władzy ludowej, politrucy, itp., Nie brakowało takich i wśród „czystych rasowo” Polaków. Ich mniej spektakularnych zwolnień  także nikt nie opłakiwał.

Nasi wschodni sąsiedzi we wszystkich demoludach mieli swoich ludzi w najwyższych władzach i mogli liczyć, że w razie czego poproszą  przyjaciół z ZSRR o udzielenie Polsce „bratniej pomocy”. Tak było na Węgrzech w 1956 r  i w Czechosłowacji w 1968 r. Jeszcze w 1979 r, w ramach pomocy udzielonej Afganistanowi, ruscy zamordowali swego namiestnika Muhammada Dauda zastępując go bardziej uległym, tego zaś kolejnym. Powtórzenia podobnego scenariusza w Polsce nie można było wykluczyć. W okresie pierwszej Solidarności przywódcy ZSRR wzywali naszych przywódców na rozmowy, pisali pełne troski listy do KC PZPR, organizowali  potężne manewry z udziałem wojsk krajów socjalistycznych itd. Czesi przebierali nogami by odwdzięczyć się za bratnią pomoc jakiej Polska udzieliła im w 1968 r, NRD-owcy też chętnie pomogliby ratować socjalizm na ziemiach byłego zaboru pruskiego. Inni socjalistyczni przywódcy byli także bardzo zatroskani pełzającą kontrrewolucją w Polsce i łamali sobie głowy jak ją powstrzymać. Brak dokumentów stwierdzających zamiar zastąpienia Jaruzelskiego polskim Kadarem czy innym Husakiem niczego nie dowodzi. Rosjanom nie były one potrzebne do udzielenia bratniej pomocy paru innym krajom. Daliby sobie bez nich radę także w razie interwencji w Polsce. Ta bratnia pomoc nie musiała zresztą polegać na wkroczeniu iluś tam dywizji. Rosjanie mieli inne możliwości wyegzekwowania swych oczekiwań, np. odcięcie dostaw ropy i gazu, zerwanie umów handlowych itp.

W najwyższych władzach partyjnych oprócz towarzyszy cieszących się zaufaniem przywódców radzieckich byli też m in. Grabski, Kociołek, Olszowski, Żabiński Siwak czyli tzw. beton partyjny, uważający Jaruzelskiego za mięczaka niezdolnego do skutecznej obrony socjalizmu. Byli gotowi odsunąć go od władzy by móc zdecydowanie rozprawić się z kontrrewolucją. Jednak to Jaruzelski zdołał odsunąć na boczny tor zarówno rodzimy beton, jak i radzieckich agentów i wprowadzić do władz partyjnych i państwowych ludzi na których mógł polegać podejmując się obrony socjalizmu, co wymagało przeprowadzenia istotnych reform. A z tym było gorzej. Na reformy krzywo patrzyli i towarzysze radzieccy (do czasów Gorbaczowa) i krajowi, a także bezpartyjni beneficjenci socjalizmu, nie mówiąc o opozycji totalnie przeciwnej wszelkim próbom reform, zwłaszcza wymagających wyrzeczeń. Trudno się dziwić, brakowi sukcesu na tym polu.

Z czasem rygory stanu wojennego łagodniały: wyroki dla działaczy opozycji były coraz niższe, były amnestie, zelżały rygory cenzury co ograniczało zainteresowanie prasą drugiego obiegu, powołano Trybunał Stanu i Rzecznika Praw Obywatelskich-instytucje państwa demokratycznego. W 1988 r.  ustawą o działalności gospodarczej w miejsce zasady „dozwolone jest to, co jest nakazane” wprowadzono zasadę „co nie jest zakazane, jest dozwolone” umożliwiającej rozwój prywatnej przedsiębiorczości. W jakimś stopniu wymienione dokonania są skutkiem malejącej aktywności opozycji. Ale nie tylko. Jaruzelski rozbił opozycje już w grudniu 1981 r. ratując mit solidarności, która – jak sądzę – rozpadła by się na zwalczające się grupki. Przypuszczam, że Jaruzelski nie wyobrażał sobie  Polski innej niż socjalistyczna i związana ściśle z ZSRR. Prawdopodobnie uważał, że nie ma innej alternatywy, więc postępował stosownie do wyznawanych dogmatów w istniejących warunkach i uwikłaniach. On chciał Polski socjalistycznej, a np. wicepremier w rządzie Hanny Suchockiej, Goryszewski uważał że nie jest ważne  czy Polska będzie socjalistyczna czy kapitalistyczna, byle była katolicka. Różni ludzie mają  różne wizje kraju i  niektórzy z nich próbują je realizować. To chyba normalne. Obserwuję wysiłki zwolenników wizji Goryszewskiego i nie mam aspiracji by je wspierać.

Generał miał przechlapane jak mało kto: odwlekając rozprawę z opozycją narażał się przywódcom ZSRR i innych bratnich krajów oraz rodzimym zamordystom. Wprowadzając stan wojenny stał się wrogiem milionów rodaków mających nadzieję na przekształcenie panującego ustroju w socjalizm z ludzka twarzą (21 postulatów  strajkujących w sierpniu 1980 r, nie wykraczało poza udoskonalenie panującego ustroju). Gdy zawieszał stan wojenny, rozległy się głosy, że robi to za wcześnie. Podjęcie rozmów z opozycją wymusił groźbą dymisji. Za okrągły stół też oberwał od obu stron – od swoich za zbyt duże ustępstwa, od opozycji za to, że nie uzyskała jego bezwarunkowej kapitulacji. Ma rację prof. J Staniszkis twierdząc, że Generał mógł dokonywać wyboru jedynie między mniejszym a większym złem. I za każdym razem komuś podpadał.

Jako prezydent Jaruzelski zachowywał się bez zarzutu. Wybrany przez Zgromadzenie Narodowe miał taki sam mandat jak prezydenci II Rzeczpospolitej. Z jednej strony jego wybór uspakajał sowieckich towarzyszy mogących wierzyć, że będzie przeciwdziałał wyborowi przez Polskę antysowieckiego kursu, z drugiej akceptował radykalne przeobrażenia Polski dokonywane przez rząd Mazowieckiego. Podpisywał bez ceregieli ustawy fundamentalne dla nowo tworzonego porządku, a także nowelizację konstytucji zmieniającej PRL w RP. W końcu z godnością złożył urząd, wziął na siebie winę za wszelkie krzywdy jakich za jego rządów ludzie doznali. Okazał się osobiście uczciwy mieszkając w willi z epoki Gomułki, na którą nie wymieniłby swego lokum – pałacu z parkiem – wojskowy emeryt Sławoj Leszek Głódź, generał niech Bóg broni. Jaruzelskiego obwinia się o spowodowanie śmierci ok. 50 osób na Wybrzeżu w 1970 r i ok. 100 ofiar stanu wojennego. Nie wiem w jakim stopniu obciąża to  generała. Ofiar stanu wojennego mogło i powinno być mniej, najlepiej by ich w ogóle nie było, ale mogło też być więcej. Określenie odpowiedzialności karnej Jaruzelskiego będzie jeszcze długo budzić spory i emocje. Nie dysponuję wiedzą pozwalająca mi na zajęcie stanowiska w tej sprawie.

Aktualnie 44% Polaków uważa że wprowadzenie stanu wojennego było uzasadnione. Ciekawe, czy przeciwników pochowania generała na Powązkach jest więcej niż przeciwników pochówku Kaczyńskiego na Wawelu. A tych nie brakuje, choć nie było słychać ich buczenia w trakcie uroczystości pogrzebowych…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 18 lipca 2014 by in Historia, Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: