Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

List z Kalafiorni

Jan Pokojowy

60-Koperta_big

Jarku, z całym ogromnym szacunkiem dla Ciebie (a o moim szacunku chyba nie muszę przekonywać ani Ciebie, ani nikogo w WiPie) zupełnie się z Tobą nie zgadzam. To znaczy nawet nie wiem, czy się z Tobą zgadzam czy nie, bo w sposób dla Ciebie bardzo niecharakterystyczny Twoje wywody nt. prof. Chazana i kelnerów są mętne i nawet jak się dokładnie wczytać to nie bardzo wiadomo czy jesteś za, czy przeciw, czy może wręcz za a nawet przeciw. (Sprawę częstochowskiej dzieciobójczyni pominę bo poza tym co piszesz nic nie wiem, a to co piszesz akurat mnie przekonuje.)

I.

Jeśli chodzi o profesora Chazana, to bodaj wszystkie argumenty już padły. Nie ma co ich powtarzać, zatem ograniczę się do odpowiedzi na te punkty, które Ty poruszyłeś – jeśli dobrze je zrozumiałem.

Tak jest, od lekarza oczekujemy, że dobro pacjenta — dobro nasze i naszych bliskich oddanych pod jego opiekę będzie dla niego dobrem nadrzędnym. I mamy prawo oczekiwać i wymagać, że będzie się nim kierował zawsze i wszędzie w granicach obowiązującego prawa. Nie mamy prawa oczekiwać, że będzie dla nas to prawo naginał albo łamał, ale też lekarz nie ma prawa do łamania tego prawa ani do nadużywania złożonego w nim naszego zaufania.

Muszę zauważyć, że w toczącej się na łamach prasy dyskusji niezwykle niepokoi mnie publicznie wyrażane przyzwolenie na taką relatywizację prawa, pogląd że czyjeś poglądy i przekonania stoją ponad prawem stanowionym. Bo gdzie brak siły prawa tam wkracza prawo siły.

Owszem, ludzkie prawo jest ułomne i niedoskonałe, a nawet bywa wprost złe, nawet gdy ustanowione w sposób zgodny z obowiązującymi normami. Bywają przypadki, kiedy wyższe prawo i moralny obowiązek nakazują człowiekowi nieposłuszeństwo wobec takiego prawa. Takie właśnie było rozumowanie np. w odniesieniu do bezdusznie i co do litery stosującego obowiązujące przepisy biurokraty średniego szczebla Adolfa Eichmanna, nb. osądzonego i powieszonego w Izraelu w procesie którego podstawy prawne były więcej niż wątpliwe. Ale takie przypadki jak Eichmann są w krajach demokratycznych praktycznie niespotykane i przypadek prof. Chazana z całą pewnością do nich nie należy.

Podświadomy/świadomy antyklerykalizm, o którym piszesz wydaje mi się Twoją czystą spekulacją nie popartą żadnymi danymi empirycznymi ani badaniami socjologicznymi. Kościół triumfujący w Polsce lubi się odwoływać do frazeologii i metaforyki oblężonej twierdzy, ale tak naprawdę z rzeczywistością niewiele ma to wspólnego, wystarczy się rozejrzeć dokoła. W dodatku nie mam pojęcia – bo tego nie tłumaczysz – niby dlaczego i w jaki sposób ten hipotetyczny antyklerykalizm miałby „negować zasady, które niegdyś doprowadziły do powstania ruchu WiP”. (O ile dobrze pamiętam, nie było żadnych wyartykułowanych zasad wspólnych np. dla katolickiego Krakówa i anarchistycznego Gdańska, żeby użyć najbardziej wytartego przykładu. Łączył nas przede wszyskim sprzeciw sumienia wobec „przymusowego zaszczytu”, a „Deklaracja założycielska” służyła głównie publicity i nie była niczyim credo.)

Twoje porównanie z naszymi gestami z lat 80-tych, tymi dużymi jak odmowa służby czy przysięgi i tymi małymi jak odesłanie książeczki wojskowej, jest bardzo nietrafne. Przede wszystkim dlatego, że myśmy to robili na własny koszt i rachunek, nasze działania czy zaniechania natychmiast odbijały się na nas samych. Natomiast profesor Chazan zrobił to na cudzy szczot – i to nie tylko pacjentki, którą skrzywdził, ale także na rachunek podległej mu instytucji-szpitala, w którym efektywnie zakazał stosowania obowiązującego prawa, a także całego społeczeństwa, wobec którego domaga się uznania swoich wartości za obowiązujące nas wszystkich.

Zwłaszcza ustosunkowania się do tego ostatniego problemu zabrakło mi w Twoim tekście. Profesor Chazan reprezentuje (dumnie i niezłomnie!) wartości katolickie – nawet nie chrześcijańskie, jako że chrześcijaństwo to coś znacznie szerszego. A może nawet i nie katolickie i nie wartości, bo o tych pewnie dałoby się dyskutować również wewnątrz katolicyzmu, ale pewną fundamentalistyczną doktrynę nie tylko wykluczającą jakąkolwiek dyskusje, ale usiłującą narzucić swoje reguły wszystkim. Sęk w tym, że Polska nie jest ani państwem katolickim, ani też krajem (wyłącznie) katolickim. To znaczy m.in., że w Polsce współistnieją różne religie i światopoglądy, rozmaite i równouprawnione opinie na wiele tematów, w tym również na dopuszczalność przerywania ciąży. Jak mi się wydaje, jedną z ważniejszych funkcji prawa stanowionego jest pilnowanie tolerancji, tzn. tego żeby nam wszystkim i przy wszystkich naszych różnicach współżyło się w miarę znośnie i żeby nikt nikomu nie nakazywał ani nie zakazywał w co ma wierzyć. Jak długo prawo temu służy, należy się do niego stosować, a nie je łamać. W przypadku prof. Chazana prawo było jednoznaczne i prof. Chazan jednoznacznie i bez dostatecznego powodu je złamał. Reszta należy do odpowiednich instytucji państwowych, które mam nadzieję prawo zastosują w pełnym zakresie i nie ugną się pod presją.

Natomiast Twojego ostatniego akapitu w tym temacie po prostu nie rozumiem – czy jesteś za ukaraniem profesora Chazana, czy też przeciw?

II.

Jeżeli zaś chodzi o kelnerów, a właściwie o podsłuchiwanych polityków, to po pierwsze myślę, że nawet w sensie prawnym Twoje argumenty nie ostałyby się przed sądem, nie mówiąc już o ocenie zdrowego rozsądku. Fakt, że posiłek był płacony z pieniędzy publicznych wcale nie czyni z niego automatycznie publicznego wydarzenia. Mogło to być np. to spotkanie robocze niekoniecznie objęte klauzulą tajności, ale też nie przeznaczone dla szerokiej publiczności—jak dobrze wiesz między „tajnym” a „jawnym” (a w Twojej interpretacji właściwie „publicznym”) istnieje mnóstwo odcieni. W tym przypadku rozstrzygający jest fakt, że podsłuchiwani nie byli świadomi dodatkowych uszu, i że nie wyrazili na nie zgody. Zaś z tego że każdy ma prawo do informacji na temat takich spotkań wynika tylko tyle, że może się o taką informację zwrócić do samych zainteresowanych. O ile wiem min. Sienkiewicz (którego spotkałem bodaj raz w czasie krótkiej wizyty u krakowskich WiP-ów, więc do koleżeństwa nie mam żadnego tytułu) nie skarży się, że ujawniono rzeczy tajne, skarży się, i słusznie, że go podsłuchiwano łamiąc prawo i wskutek czego jego ad hoc „robocze” wypowiedzi są traktowane jako jego i jego ministerstwa „prawdziwe” poglądy lub wręcz oficjalne stanowiska.

Co do ochrony prywatności w państwach cywilizowanych też się mylisz, na ogół pod tym względem jest gorzej niż w Polsce, a już zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, bo stara Europa ma w tym względzie znacznie surowsze reguły – dowodem choćby Snowden. Natomiast póki co jeszcze nie ma w Polsce takiej bezwzględnej pogoni paparazzich za celebrytami i zaglądania w majtki każdej starletce — i stąd być może Twoje wrażenie, że za granicą osoby prywatne są lepiej chronione niż publiczne.

Co do języka natomiast, to sam na ogół nie używam, ale się nie gorszę. Znacznie ważniejsze od tego jak podsłuchani panowie mówili było dla mnie to co i o czym mówili. I muszę powiedzieć, że pod tym względem jestem zbudowany tym co przeczytałem (chociaż wszystkiego nie przeczytałem) —żadnych skandali, pistoletów z dymiącą lufą, prawie żadnej prywaty, natomiast całkiem sporo inteligentnych, kompetentnych uwag i opinii na tematy należące do zakresu ich obowiązków. A co najważniejsze to odniosłem takie ogólne wrażenie, mam nadzieję, że nie mylne, że są to ludzie – politycy! z zasadami, że im zależy na tym co robią i to nie wyłącznie ze względu na własne kariery, ale na dobro pospolitej rzeczy.

III.

Z trzecim gorącym tematem polskiego lata mam trochę kłopotu. Otóż z jednej strony jestem za swobodą wypowiedzi i to nie tylko artystycznej, ale w ogóle każdej, a przeciw cenzurze i kneblowaniu ust. Z drugiej zaś uważam, że ludzie skoro ludzie są wrażliwi – a są – na punkcie swoich uczuć religijnych, to o ile wolno te uczucia prowokować w sposób uzasadniony artystycznie albo intelektualnie, nie godzi się ich bezmyślnie obrażać. Co więcej uważam, że bycie czy nazywanie się artystą nie daje żadnych szczególnych praw do wypowiadania się, prowokowania, a już zwłaszcza obrażania; w szczególności zaś nie daje prawa do szantażowania publiczności swoim statusem artysty, któremu wszystko wolno. I że ludzie mają święte prawo głośno przeciw temu protestować. Ale tu właśnie jest problem: jak to wymierzyć, gdzie przebiega granica – granica między artystyczną wolnością a artystyczną chuliganerią z jednej strony, a z drugiej między uzasadnionym oburzeniem a fanatyzmem i bigoterią?

Ktoś jako argument przeciw niedoszłemu spektaklowi w Poznaniu zasugerował, a co by to było za oburzenie gdyby zamiast „Piknik Golgota” pokazano „Piknik holokaust”? Tylko że jak pamiętamy Art Spiegelman narysował komiks „Maus” a Zbigniew Libera zbudował obóz koncentracyjny z klocków lego i oba te dzieła okazały się trwałymi osiągnięciami artystycznymi.

Czyli wynika z tego, że żeby artystyczna prowokacja była uzasadniona musi być właśnie artystyczna – odkrywcza intelektualnie, wykraczająca poza samą prowokację. No tak, ale skąd to można wiedzieć i jak to wymierzyć zanim się zobaczy spektakl? Ale z drugiej strony czy naprawdę musi się nabożnie obejrzeć każdy okrzyczany gniot żeby samemu to sprawdzić?

Właśnie po to mamy impresariów, organizatorów życia artystycznego, którzy za nas dokonują wstępnej selekcji, a my widzowie głosując oklaskami lub nogami oceniamy ich wybory. No i tak właśnie pewnie by się stało gdyby spektakl argentyński w Poznaniu doszedł do skutku. Zebrałby parę recenzji, lepszych lub gorszych i w ciszy odszedłby w niepamięć.

Bo bez widzenia, tylko na podstawie tonu wywiadu z reżyserem i urywków dostępnych na youtube mam dosyć wyraźne podejrzenie, że „Piknik Golgota” to gniot, którego głównym, jeśli nie jedynym celem i artystycznym przesłaniem jest pierdnięcie w twarz domniemanemu kołtunowi. A piszę to nie jako teatralny konserwatysta, ale ktoś którego teatralna wrażliwość ukształtowała się w awangardowym teatrze studenckim lat ‘70. W którym to teatrze naprawdę nie wszystkie chwyty były dozwolone i trzeba się było dobrze napocić żeby uzasadnić dlaczego coś się robi „nie po bożemu”. Wszelako ponieważ spektaklu nie widziałem – zatem mogę się całkowicie mylić.

Natomiast histeryczna reakcja polskich katolików i niemniej histeryczna (acz bardziej zrozumiała) kontr-reakcja obrońców artystycznej wolności wywindowały to coś co pewnie w najlepszym wypadku było średnie na niebotyczne wyżyny, stworzyły największy i najważniejszy happening artystyczny w Polsce. Gdybym był reżyserem Rodrigo Garcią nie mógłbym się bardziej cieszyć – bo sam nie byłbym w stanie wymyślić czegoś takiego i na taką skalę. Ot ironia.

A Ty co o tym wszystkim myślisz?

Serdecznie Cię pozdrawiam

Jan Pokojowy

Reklamy

2 comments on “List z Kalafiorni

  1. orys
    3 lipca 2014

    Super! Zgadzam się z każdym punktem tej polemiki! Do rzeczy, w punktach i konkretnie. Brawo!

  2. Hurysa
    3 lipca 2014

    Ktoś z organizatorów festiwalu Malta zaaprobował „Gołota pic-nic” jako dzieło warte wystawienia w Polsce. Uważam, że więcej na temat tego co warto wystawiać nie powinien się wypowiadać – jego gust nie jest na tyle subtelny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 2 lipca 2014 by in Społeczeństwo and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: