Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Śląski 13 grudnia. Ślązaków grudniowe daty, czyli o tym, bo Polouki godali, ży nie bydą strzylać do swoich…

Wojciech Jaroń
(Artykuł ukazał w Nowej Gazecie Śląskiej z 13 grudnia 2013 roku)

Foto: Witek Trólka

Foto: Witek Trólka

13 grudnia 1981 roku ogłoszono stan wyjątkowy przeciwko podmiotowości społeczeństwa. Trwający od wielu generacji stan śląskiej wojny polega na tym, że Ślązacy w zeszłym stuleciu nie tylko 13 grudnia 1981 stają w obliczu rabunku podmiotowości. To jest zjawiska podzielane pokoleniowo. Ślązacy są zbyt często stawiani przed wyborem, w czasach, kiedy nie mają wyboru. Tak tworzy się swoisty śląski różaniec. Jego kamyki mimowolnie nawlekają się na sznurek historii regionu.

Te kamyki, to zawiedzione nadzieje powstań śląskich i symboliczny wymiar śmierci Wojciecha Korfantego. To są totalitarne pobory do hitlerowskiej armii, pseudo wyzwolenie w 1945 roku, powojenne przymusowe zesłania autochtonów na wschód, masowe wygnania autochtonów na zachód, powojenne obozy koncentracyjne oraz wymuszone emigracje lat 80-tych, stan wojenny i 13 grudnia 1981, upadek komunizmu w 1989 roku i nadzieje na lepsze. Lepsze jednak nie przychodzi, następują masowe wyjazdy za pracą ostatniego czasu. Jest  ostatnia data z grudnia 2013 roku. Nawet ostatnia odmowa podmiotowości poprzez stowarzyszanie się orzeczona wobec zbiorowości śląskiej w ławach Sądu Najwyższego może być traktowana przez wielu jako kamyk tego śląskiego różańca. Znowu jest się przymuszanym do wybierania, w czasach kiedy nie ma wyboru.

 Prawda. To nie są równoważne zjawiska. Broń mnie Panie Boże przed atakami szowinizmu, że zdradzam. Te daty – w różnej skali i bez konieczności porównywania państwa totalitarnego z Polską po 1989 roku – mają jednak jeden wspólny mianownik. Tym mianownikiem jest relacja obywatela do władzy i odmowa temu obywatelowi bycia podmiotem państwa. Jest on tylko przedmiotem. To jest istota śląskiego doświadczenia.Nie da się przeciwstawiać państwa polskiego po 1989 roku państwu totalitarnemu. Wojna, stan wojenny to jest coś innego. Najgorszym z możliwych śląskich czasów jest czas wojny. Przekleństwo wojny, czyli te czasy w których Ślązacy stawali przed wyborami, ale nie mieli nigdy szansy wyboru. Wtedy 13 grudnia 1981 roku w naszym regionie wyobraźnia stanu zła, które może nastąpić, nie miała z tego powodu granic. Były powody.

Archetyp śląskiej wspólnotowości 13 grudnia 1981 roku staje pod dyktatem totalitarnego demona, a Ślązacy zdumieni mówią, że Polouki godali, ży nie bydą strzylać do swoich…. W głowach rozpoczyna się śląsko- polska wojna. Komunistyczne państwo polskie pojawia się w roli diabła historii.Pamięć podsuwa inne obrazy. Nic przeciw temu nie da się zaradzić. Obraz najważniejszy, to ten ciągle dziedziczony stan ducha śląskiej zbiorowości – znowu zostaliśmy postawieni przez państwo w sytuacji wyborów, kiedy się nie ma wyborów. Tak było znowu tego polskiego 13 grudnia. Wojna to jest wojna. Nikt przecież nie wiedział, co się stanie. To było pewien czas wcześniej, kiedy pewien Ślązak, młody człowiek z Glinki na Starych Tychach, wujek mojej matki Heleny –Wiktor Myszor wraz z czterema kolegami zostaje powieszony 27.07.1944 w Dąbrowie Górniczej jako 22-letni chłopak dla zastraszenia ludności polskiej.

Chwytają go w wigilię Bożego Narodzenia 1943 roku. Odmawia służby wojskowej w armii Hitlera. Takich młodych chłopaków były w okolicach steki. Strach na Tychach Glince jest tak wielki, że rodziny nie wpuszczają do domów swoich synów, tych co odmawiają poboru lub dezerterów z armii niemieckiej. Wiktor jakiś czas spędza w Auschwitz. Przesłuchania, śmierć. Zarówno ci Ślązacy, co szli przymusowo do hitlerowskiej armii, jak i ci, co jej unikali byli w polskiej powojennej wykładni po 1945 roku wyklęci. Przekleństwo cudzej, nie śląskiej wojny było podwójne. Dlatego, że się tak stało, oraz dlatego, że oni wybierali, ale nigdy nie mieli wyboru. Polskie 13 grudnia? W nim jest też śląski syndrom bycia przymuszonym do wyboru, w czasie w którym trzeba wybierać, a nie ma wyboru. On wędruje teraz we mnie poprzez kamyki kolejnych rocznic śląskiego różańca. No, bo Polouki godali, ży nie bydą strzylać do swoich.

Pochodzę ze Starych Tychów, a moja śląska rodzina duchowo wywodzi się spod pszczyńskiego lasu. To mój biotop. Jako dziecko mieszkałem niedaleko na górniczym osiedlu A w Tychach. To pierwsze powojenne osiedle. Moja mama Helena kiedyś je budowała z innymi jako kierownik budowy. Nie zapisała się do partii i nie dostała od władzy wszelkich dóbr. W takiej decyzji jest również zawarty syndrom śląskiego wyboru.  Opór wobec komunistycznej władzy, to była też część śląskiego myślenia. Ta Ślązaczka Helena, to dalsza kuzynka innej Tyszanki niejakiej Krystyny Loski. Tak mówi rodzinna opowieść. Krystyna zapisała się do partii, dlatego inaczej zaczęły układać się losy dwóch śląskich dziewczyn. Tak był też podzielony region 13 grudnia w myśleniu o państwie.

W naszym śląskim domu silne są tradycje wolnościowo- patriotyczne. Rodzina duża, bo aż sześcioro dzieci. Glinka to jest śląski biotop i miejsce gdzie się rządzi wspólnotowość niezależnie od władzy państwowej, niemieckiej czy polskiej. W doświadczeniu tej zbiorowości doznawania wolności i podmiotowości ze strony państwa polskiego w czasie budowy miasta Nowe Tychy było tyle, co kot napłakał. Śląskość ze strony mojej matki Heleny, dziewczyny z Tychów Glinki jest szczególna, była nakazem wolności. Ta linia przechodzi na nas przez jej ojca dziadka Roberta. Dziadek Robert przychodził do nas w niedzielę, do domu i zabierał nas dzieciaki na wander (niem. wędrowanie) do śląskiego lasu. Brał nas na śląski wander i szedł z nami do krainy duchów przodków, czyli do lasu pszczyńskiego. Ubierał się do tego w kapotę z grubego drelichu. Kapota była wyprana deszczami i zachodnim wiatrem. Była brunatno zielona od słońca. Szliśmy w lasy, w otchłań, czerwoną lub czarną drogą. Czerwono żwirowano droga prowadziła do miasta, a czarno żwirowana droga prowadziła do księcia. Szliśmy z dziadkiem w zapachy lata, zawarte w gorzko – cierpkiej jesieni, w zapachy palonej trawy osikanego przez zające szczawiu. Szliśmy tak razem w lasy. Dziadek prowadził i opowiadał prawie bez słów najważniejszy śląski poemat o wolności, o patriotyzmie, no i niepodległości.

On godoł.

Słuchej kunde, du lojfer – Las jest ta cała Niepodległość, a ta ekologia leśna jest jak Niepodległość! Ni mosz rajchu byz kochanio hajmatu.

Dziadek Robert nigdy nie mówił Polak, Niemiec, Żyd, Ślązak. Nie dzielił. Nigdy nie padło z ust słowo nacjonalizm, ani takie, co by wykluczało jednego przez drugich z dziedzictwa podmiotowości. Znowu ta podmiotowość oraz prawo do wyboru? Dziadek Robert stawał pod starym dębem w jaśkowickim lesie. Ramionami i skrzydłami kapoty z drelichu szeroko zataczał przestrzenie. Tam Robert stawał się orłem i wilkiem, był wodzem. Robił kręgi, bajpassy, bezgłośnie po śląsku mantrował –

Słuchej podciep!

Niepodległość jest jak miłość do ziemi, a miłość do ziemi winna być jak niepodległość!

Zwijał skrzydła, przestawał być orłem. i dodawał  na koniec

– To Twoje mój Synek.

– To zowsze bydzie Twoje!  

– Słuchej podciepie, du Kunde, du Lojfer. To zowsze bydzie twoje!”.

 U nas, na Górnym Śląsku totalitaryzm niemiecki pamięta się tak samo dobrze jak ten polsko-sowiecki 1945 roku. To nie moja wina. Niedaleko od Glinki na górniczym osiedlu A moi sąsiedzi pracowali na kopalni Wujek. 16 grudnia 1981 roku wracali pobici, mówili o rannych i o pomordowanych. Przywieźli ze sobą jak dowody, to były granaty dymne rzucane tam przez ZOMO na ludzi z kopalni. Dostałem taki granat. Psychicznie czuło się ten dym z tych granatów spod Wujka. Strach! Co będzie z aresztowanymi, z internowanymi? Śląskie wspomnienie totalitaryzmu działa: Syberia, wywózki, morderstwa, fale represji, polska i ruska armia. To wpływa na nasze myślenie. Mit polskiej armii, że polski żołnierz nie będzie strzelał do polskiego i śląskiego robotnika upadł. Polouki godali, ży nie bydą strzylać do swoich…ale, to polskie wojsko, to wszystko pod tą kopalnią Wujek osłaniało. To był wojskowy zamach stanu na podmiotowość polskiego społeczeństwa i śląskiej zbiorowości.

W tym wymiarze grudnia 1981 roku, w niepewności nadchodzących złych wiadomości osiedle górnicze „A” w Tychach i śląskie myślenie znalazło się wtedy w sferze meta historycznej. To jakieś 20 kilometrów pod nami, w górniczych chodnikach. To geograficzna przestrzeń pomiędzy sowieckim totalitaryzmem zdarzeń na kopalni Wujek i strach przed pobliskim jeszcze, pamiętanym przez moich dziadków totalitaryzmem niemieckim, zaklętym w dzisiejszym muzeum w Auschwitz. Skoro geografia, to również fizyka podmiotowości i prawo do wyboru. W wyobraźni zbiorowej pojawia się również przestrzeń śląskiej walki o podmiotowość z 1919 roku i wielki zawód historyczny. Państwo polskie nie spełniło śląskiego snu. Ten sen wyraża się w trzech słowach: solidaryzm społeczny, egalitaryzm, wspólnota. Taka utrata nadziei to też mit Solidarności z grudnia 1981 odebrany nam brutalnie przez niedemokratyczne Państwo. Ślązacy mogli pomyśleć, że odbiera się sen o podmiotowej wspólnocie, a Polska już nigdy nie będzie takim Państwem, w którym można ten sen spełniać. Nawet jeśli nie chce się w ten sposób łączyć faktów, ta niedawna odmowa podmiotowości poprzez stowarzyszanie się orzeczona wobec zbiorowości śląskiej w ławach Sądu Najwyższego odbija się wielkim echem.

W grudniu 1981 roku śląska tożsamość  znalazła się na skrzyżowaniu europejskiej historii. Można też tak powiedzieć o mojej małej, wspólnotowej Glince z 16 grudnia. Jakże ona nijaka dla wielkich scen ze świata władzy. Ona jest nijaka i jednocześnie meta historyczna. Duchy zamordowanych górników spod kopalni Wujek, mogłyby przysłowiowo przejść od kopalni pod ten Auschwitz chodnikami górniczymi, a większość tych chodników górniczych prowadzi właśnie pod moimi starymi Tychami. Są więc tam pod moją rodzinną Glinką, pod Łagiewnikami, są pod Hutą, Ligotą oraz Piotrowicami.

Idą bracia górnicy het na Murcki, het na Mysłowice, het na Urbanowice, het na Auschwitz. Mówią, że to niedopuszczalne porównanie. Oni umarli z innej ręki. Zgadzam się.

Ja jako młody chłopak 16 grudnia myślałem – totalitaryzm to totalitaryzm. Głupi byłem w 1981 roku. Znowu jako zbiorowość stanęliśmy przed wyborem, w czasach kiedy nie mamy wyboru, a i tak Polouki godali, ży nie bydą strzylać do swoich.

Nastał kolejny moment, że my jako Ślązacy dokonywaliśmy wyborów, w czasach, kiedy wyboru nie było. Ja sam w reakcji na tragedię kopalni Wujek 3-krotnie odmawiam służby wojskowej. Wyczytałem z dekretu, że klasyfikacja kary z art. 241 o stanie wojennym wynosi od pięciu lat do kary śmierci, że to zdrada stanu. Napisali w sumie w tym dekrecie, że mam wybór, ale nie mam wyboru. Moi koledzy o rok starsi trafili pod kopalni Wujek. Byłem strasznie młody, głupi pewno. Dostawałem 3 karty powołania do armii stanu wojennego. Nie było instancji, do której mógłbym się odwołać w te grudniowe daty 1981 roku. Solidarność się rozpadła. Jedyna instancja jak jeszcze istniała to był wielki symbol. To niestety, Auschwitz. Te karty powołania do armii zawoziłem – w imię zagrożenia totalitaryzmem – do Auschwitz. Tam była jedyna czynna, śląsko-polska  opozycja. Tej przez błędy w planowaniu nie internowano. Po aresztowaniach grudniowych nie było innej opozycji poza wielkim symbolem. Tam ginęli też moi przodkowie Ślązacy, aresztowani z powodów politycznych w latach 40-tych. Tak właśnie działa pamięć poprzez pokolenia. Wielu sąsiadów  z Glinki i  ludzi z mojej rodziny zamęczono w Auschwitz.

Składałem więc moje karty powołania do armii stanu wojennego pod wielkim wazonem z kwiatami w tzw. Powitalnym Bloku w muzeum w Auschwitz. Tam z tym wazonem zrobiła się tragedia. Jakaś kobieta sprzątała i znajdowała moje karty powołania do armii. Sprzątaczka z Auschwitz odsyłała mi mój bunt z powrotem do domu, w kopercie. Zostałem znowu oszukany przez śląski emcekwadrat, zmuszony do wybierania, w czasach kiedy nie było wyboru. Okazuje się poprzez te tajemne połączenia pojawia się jeszcze inny kontrapunkt naszej regionalnej historii. Glinka, Łagiewniki, Huta, Piotrowice czy Ligota znaczy przecież nasze średniowieczne pochodzenie stąd. Pojawia się dziedzictwo dziadka Roberta i ono zaczyna działać. On krzyczy do górników!

– To wasze chłopy! Hajery!

– To zowsze bydzie wasze!

– Słuchej podciepie, du Kunde, du Lojfer. To zowsze bydzie tyż wosze hajery!”-

Dziadek Robert, powstaniec  zdawał się tak właśnie wołać 16 grudnia do górników „pod Wujkiem”. W grudniu 1981 demony i anioły Europy zapukały do śląskich drzwi. Płaszczyzny znaczeniowe są wielorakie, a świat polskiego indywidualizmu i romantyzmu miesza się nagle ze śląskim etosem kolektywnego działania. Odtąd to zawsze będzie nasze.

Paradoks jest goniony paradoksem. 13 grudnia 1981 roku rano do południa, pojawia się reakcja i gorączkowe pytanie, co robić? W wielu Ślązakach odezwały się wszelkie wzorce zaszłych generacji polskiej konspiracji; Kolumbowie rocznik 20 mieszały Popiół i Diament. Ja sam w reakcji na polsko-śląską wojnę zakładam na górniczym osiedlu A w Tychach grupę ODZEW.

Ten ODZEW to była niewielka inicjatywa. Była jednak zarodkiem tego Górnemu Śląskowi przyniesie przyszłość. W drugiej połowie lat 80. staję się jednym z przywódców śląskiej opozycji pod hasłem „śląski przełom, wielka fala, wielka woda  1989 roku dla wolnej Polski”. Polska 2013  roku głębiny tej wody zatruła.  Wtedy przed laty mam w głowie, poprzez śląski instynkt grupowego działania wymóg dążenia do natychmiastowego strajku generalnego. Tylko tak można powstrzymać falę represji stanu wojennego. Śląska fala łączy się we mnie z polską tradycją wolności. W 1981 roku zdałem maturę. Byłem z pokolenia śląskich Kolumbów, można sobie zażartować. Byłem takie pokolenie maturalne, wstępująca Polska i śląski paradoks. Komunistyczna szkoła programowała wolnościowe zachowanie. Stan wojenny objawił się nam poprzez wielkie drogowskazy tradycji romantycznych, tak samo jak poprzez sławne w śląskiej tradycji– działaj w grupie zawsze solidarnie. Polska dawała Śląskowi, a Śląsk dawał Polsce. Pierwsza reakcja to hasło, było to aby się organizować. Taki instynkt. Kołacze mi to w młode głowie i wiem, że są dwa postulaty. One muszą się spełnić. Jeden to natychmiastowe organizowanie się poza standardowymi strukturami opozycji, ponieważ te stare są skasowane i inwigilowane. Musi nastąpić masowy ruch oddolny, jako ODZEW.

Wiadomość, o strajku generalnym w regionie i w Polsce, poszłaby przez zachód i była takim wielkim telefonem do wszystkich aresztowanych. To mogło nas uratować, to mogło zmienić stosunek sił. Są notatki SB z wiele późniejszej rewizji z 1988 roku u mojej matki Heleny, raport SB o mojej legitymacji członkowskiej ODZEW, o ulotkach i o plakatach. Legitymacja członkowska numer 5, okrągła pieczęć zrobiona ręcznie, pseudonim Ikar – co za naiwność.

Górnicze osiedle „A” w Tychach znajduje się jakby w środku grudnia 1981 roku. Mieszkańcy tego osiedla pracują masowo na hucie Baildon, na kopalni Wujek, na kopalni Ziemowit, na kopalni Piast. Do wszystkich tych miejsc można dojechać w 30 minut. Wszędzie tam odbywa się dramatyczny strajk. Wszędzie tam są moi sąsiedzi, a my z nimi. 13 grudnia uszyłem sobie do południa koloratkę narodową, polską, na nie śląską do noszenia piersi. To była biało-czerwona wstążka z żałobą w środku. Uniwersalne łączy się z lokalnym, ze śląskim. Postanowiłem w ten sposób zademonstrować, a wiem, że w tę niedzielę liczy na masowy odzew. Na ulicach wojsko, w autobusach milicja, oficerowie jadą z nami. To była czysta prowokacja z mojej strony. Były dwa możliwe miejsca zebrań do pokazania się. Jedno to dyskoteka w Teatrze Małym, a drugie to plac Bieruta na osiedlu B. W Teatrze Małym była taka bohema kolegów – kontestatorów. Jeden z nich Kazimierz Gałaś – „Filo” to tekściarz grupy Dżem. On podrzucił te słynne „Jesiony” i jeszcze słynniejsze „Czerwony jak cegła” Rydlowi.

Około 14-15-ej w niedzielę 13 grudnia 1981 pobiegłem do kino Andromeda na placu Bieruta. Tam jest kawiarnia Mimoza. Żałoba na piersi. Szatniarka, znana mi Ślązaczka, na mój widok upuściła druty od szydełek. Nie chciała przyjąć kurtki – szepnęła – synu, co robisz, zabiją cię. Bała się mnie. Nie rozbierałem się i wszedłem na salę w tej kurtce. Na sali raczej pustki, wymiotło. Poleciałem do Teatru Małego. W sobotę i w niedzielę była dyskoteka, tłumy młodych. Dyskoteka dzisiaj zamknięta. 13 grudnia 1981 roku byłem chyba jedyną osobą w Tychach, która w tak spontaniczny sposób wyraziła publicznie bunt wobec ogłoszenia „wojny” jak to się już mówiło. Jedna osoba czasem wystarczy, aby wywołać lawinę. Myślałem, trzeba się tak po naszemu się organizować. Wieczorem w niedzielę, ukradłem matce kawał gumolitu, znaczy wykroiłem spod szafki na buty. To ofiara rodzinna na wzmocnienie logistyki. Z bratem Tomkiem, młodszym o rok, zacząłem wycinać matryce do drukowania plakatów na kartkach A-4 typu Wrona precz, PRON, etc. Te matryce i gumolit zachowały się aż do 1988 roku do rewizji SB. Gumolit był wycinany żyletką, smarowano go farbą i powielano wałkiem lub gąbką ulotki, plakaty. Rozklejano je potem. Niby nic i jak wiele. Poprzez Polskę pojawił się wtedy śląski gen wolności i rozwijał dalej.

W dzień po Tychach jeździłem z żałobą na klapie. Miałem nadzieję, że ktoś się nie przyłączy, to zobaczy, wysiądzie za mną. Miał być ODZEW. Najlepszy do tego był autobus przegubowiec. Przechodziłem przez cały autobus tam i powrotem, aby pokazać, komu się da moją żałobę na klapie. Potem ustawiałem się na obrotowym przegubie w środku. Czekałem na ODZEW aż ktoś podejdzie. Nikt nie podchodził. Do autobusu wsiadł jakiegoś dnia gruby major, wojsko. Przypominał kogoś bardzo ze wschodu. Miał brzuch, pistolet w kaburze i jasnobrązową, bardzo elegancką teczkę ze skóry pod ramieniem. Pomyślałem przez moment o wyrwaniu tego pistoletu z jego kabury. Stchórzyłem. Jak dobrze. Stał naprzeciw mnie na obrotowym przegubie w środku, świdrował mnie wzrokiem. Ja go świdrowałem też. Nic cisza. Autobus zamarł w oczekiwaniu. On sam nie wiedział, co robić. Major wysiadł na swoim przystanku i tyle. Tak się skończyła jakaś mała historia.

Zaraz potem po 13 grudnia, w dwa dni potem był strajk na hucie Baildon. Mój Ojciec Zygmunt pracował tam jako brygadzista gdzieś 20 lat. Ślązacy myśleli, że strajk w hucie Baildon coś przyniesie. Strajk odbywał się też na wydziale mojego ojca Zygmunta. To wydział mechaniczno-elektryczny. Wieczorem strajk na hucie został rozgromiony. Nim usłyszałem o tym w Wolnej Europie Ojciec wrócił siny, aż czarny, pobity. Opowiedział milczeniem, a potem dopiero słowami. Płakał. Ojciec opowiadał, że SB i ZOMO zaczęło negocjować i dało im słowo, że nie będzie bicia robotników. Złamali słowo, bo Polouki godali, ży nie bydą strzylać do swoich. Zrobili straszną ścieżkę zdrowia. Ojciec opowiadał o jakiejś rudej, ładnej studentce z uniwersytetu śląskiego z NZS. Miała na imię Iza. Esbek ją złapał jakoś za włosy, okręcił długie pasma wokół dłoni i tak uderzył pięścią w tę dziewczęcą twarz, że krew splamiła mu jasny esbecki prochowiec. To go wkurzyło. Uderzył znowu. Te plamy to mój pierwszy sztandar Polski Ludowej stanu wojennego. Pałowali niemiłosiernie. Ojciec włożył wtedy blachę pod kufają, niósł na plecach, dla zelżenia bicia. Poprzez siniaki mojego ojca Beldona (huta Baildon) stała się dla mnie wręcz dotykalna. Plecy miał na biało i czerwono widziałem. Tam gdzie była blacha była biało. Tam gdzie było ciało było czerwono. Te plecy to był ostatni sztandar Polski Ludowej stanu wojennego.

Właśnie ten kawał blachy Ojciec dał mi potem niejako na wilyjną gwiazdkę. To było jakoś 80 cm, na 80 cm brązowej, giętkiej blachy. Dostałem ją na pamiątkę tego strajku. Tuba do nagłaśniania demonstracji z przełomu 1988-89 roku to właśnie była ta blacha. Wyniesiona została na plecach pałowanego robotnika ze strajku na hucie Baildon w drugi dzień stanu wojennego. Z tej blachy my Ślązacy robimy w 1988 roku tubę do demonstracji. Ta tuba jest śląska. Ona nie dzieli Polski od regionu. Ona wszystkich łączy w nadziei powstania sprawiedliwego dla obywateli państwa. Tuba jest z nami do końca 1989 roku i jest symbolem zwycięstwa.

Blacha, jako tuba prowadziła liczne demonstracje Katowickiego Przebudzenia 1988 jak pisze regionalna prasa po 25 latach. Obudziliśmy nią wtedy Górny Śląsk. Kto budzi teraz Górny Śląsk? A może to są ci inni, tak uporczywie zwalczani?

Tuż po Beldonie przyszła wiadomość o kopalni Wujek. 15 i 16 grudnia. To wszystko działo się w psychologicznej bliskości, w przytulisku pobliskiej Glinki i górniczego osiedla „A” na starych Tychach. Bardzo wiele rodzin było związane z kopalnią Wujek. Górnicy nie mieli szans, no, bo jak, z kilofami na karabiny maszynowe? Pojawił się w mnie bunt przeciwko armii polskiej, że osłaniała te morderstwa. Wspomniałem już o tym. Odmówiłem służby i przysięgi wojskowej. Napisałem do WKU, bo Polouki godali, ży nie bydą strzylać do swoich. Moja odmowa służby wojskowej nie była związana z pacyfizmem, tylko z anty totalitaryzmem. Doświadczenie śląskie powiada – wspólnotę, rodzinę i las trzeba zawsze chronić. Przemocą albo bez przemocy, ale trzeba chronić. Uważałem od grudnia 1981 roku, że armia polska to jedna z przyczyn śmierci górników i samego stanu wojennego.

Dysputy, czy odmawiać przysięgi czy służby w tym kontekście byłyby bezcelowe. Odmawiać tylko przysięgi na sowieckie sojusze to była dalej zgoda na kopalnię Wujek i na armię państwa totalitarnego. To polska armia reprezentowała totalitaryzm, a nie tylko ta ruska. Pod kopalnią Wujek  zaostrzyły się kontury polskiego totalitaryzmu wobec wspólnotowości śląskiej. Nie mieliśmy pojęcia, co nastąpi. Wyobraźnia działała. Mój śląski bunt, to było moje zatrzymanie symbolicznej kolumny czołgów, co pojechały na kopalnię Wujek w grudniu 1981. To jest taki mały, śląski plac Tiananmen. Co za paradoks? Plac Niebiańskiego Spokoju na górniczym osiedlu A na starych Tychach.

Śląskim placem Tiananmen był plac Wincentego Pstrowskiego na osiedlu górniczym „A” w Tychach, plac Bieruta, wiele innych placów, tak samo jak ten plac na terenie kopalni Wujek. Nie błyskały nam flesze i nie było dyplomów ani odznaczeń, ale była solidarna pamięć. My byliśmy sami, ale górnicy już nie. Tym stanem wojennym władza nie chciała bynajmniej ratować państwa polskiego, w 1989 roku okazało się,  chodziło przede wszystkim o interesy władzy dla władzy. Kara śmierci, zdrada stanu dla Ślązaka i Polaka za odmowę strzelania do górników lub hutników? W grudniu 1981 jako poborowi do wojska polskiego byliśmy stawiani przez polską władzę stawiani przed wyborem – tu temat kopalni Wujek-  w czasie, kiedy nie ma się wyboru. W wydawanym w 1988 roku przez ruch Wolność i Pokój kwartalniku literackim FA-art – dzisiaj jednym z najważniejszych pism literackich zakładanych (też) przez Ślązaków, u nas na Górnym Śląsku – napisano „Wojtek Jaroń w lutym 1982 roku w proteście na zamordowanie górników 16 grudnia 1981 roku na kopalni Wujek odmawia służby wojskowej. Aresztowany zostaje 31 maja 1983 roku po odrzuceniu 3 karty powołania. Mija przeszło rok. Oskarżony zostaje z artykułu 231 o zdradę stanu. Czyn podlega karze od 5 lat więzienia do kary śmierci”.

Były różne wybory. 13 grudnia 1981 roku odmienił na zawsze Ślązaków. Dał nam wolność i podmiotowość, zaczęliśmy walczyć. Górnicy spod kopalni Wujek walczyli o podmiotowość. Powstania śląskie były wyrazem marzenia o podmiotowości. Oni też walczyli. Marzenie to okazało się nieosiągalne. To paradoks. Właściwie, nikt JESZCZE o tym nie powiedział. Ja sam pojmuję to dopiero po 32 latach, teraz. Podaję to dalej.

To Ślązak, symboliczny górnik z kopalni Wujek fedruje w pierwszych dniach od 13 grudnia 1981 roku pod murem berlińskim. Nie minie 8 lat i ten mur upadnie. To Ślązacy wolnościowym fedrowaniem obalali mur berliński. Robili to bardziej i aktywniej niż sami Niemcy w 1981 roku. Ślązakom, Polakom, górnikom, należy się wdzięczność Europy.

Jest druga rzecz. Znowu pojmuję dopiero po 32 latach. To drugi ważny fakt. My, ludzie z Górnego Śląska z 13 grudnia 1981 roku jesteśmy świadkami klęski i zwycięstwa. W wyniku 13 grudnia doprowadziliśmy do przełomu 1989 roku pod hasłem śląski – jako wielka, wspólna uniwersalna wartość – intensywnie odmienianym na wszelkie sposoby. 13 grudnia staliśmy się aktorami europejskiego dramatu, bo postanowiliśmy zostać śląskim Kolumbami we własnym regionie. To objawiło się w 1989 roku jak wygraliśmy wolność.

Jest rzecz ostatnia, najbardziej zdumiewająca i to też jest najważniejsze dziedzictwo 13 grudnia. Potrzebowałem znowu aż 25 lat, aby to zrozumieć. Jesteśmy wszyscy generacją czwartego powstania śląskiego. Znaczy mamy zakończyć wszystkie dotychczasowe powstania śląskie. W trzech dotychczasowych powstaniach chodziło o taką Polskę, która jest katalizatorem podmiotowości obywatelskiej też dla nas, dla Ślązaków. To się nie spełniło. Jeśli tego nie ma, to nie ma też obywatelskiej Polski. Przysłowiowe czwarte powstanie śląskie musi dokończyć sprawę z obywatelską podmiotowością. Wtedy, tylko wtedy będziemy mogli dokonywać wyborów nawet w czasach, kiedy nie ma możliwości wybierania.

Oto trzy rodzaje zdumienia i trzy paradoksy myślenia Ślązaków o rocznicy 13 grudnia. One  są w nas do dzisiaj. Chcemy czy nie chcemy 13 grudnia 1981 roku staliśmy się pokoleniowo śląskimi Kolumbami, a po 32 latach w grudniu 2013 roku okazało się, że śląskich spraw nie dokończono. Jako pokolenie mamy parę rzeczy do zrobienia. Pierwsze powstanie śląskie zaczynało się w stodołach u naszych pradziadków. Po przeszło 60 latach okazało się –  jak mantrował po swojemu wnukom w lesie pszczyńskim Ślązak i Powstaniec Robert  Cipa, chodziło o dobre  państwo, o sprawiedliwą władzę, o państwo dla obywatela. Wcale nie chodziło o pytanie czy Niemiec, Żyd, Ślązak  czy Polak? Chcemy czy nie chcemy, mamy skończyć tę powstańczą sprawę.  Kiedy rozpocznie się ostatnie śląskie powstanie? Ono się rozpoczyna „tu i teraz” pytaniem o pełną obywatelską podmiotowość mieszkańców  regionu. Właśnie tutaj „tu i teraz” dzieje się czwarte śląskie  powstanie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 17 kwietnia 2014 by in Historia and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d bloggers like this: