Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Trup, który śmierdzi

Jarosław Kapsa

Komenda Policji, Częstochowa

Każdemu jest dane… i z tej przyczyny pięćdziesięcioletni mężczyzna, pochodzący z woj. podlaskiego, stał się trupem zalegającym pod schodami prowadzącymi do wejścia Komendy Miejskiej i Powiatowej Policji Państwowej w Częstochowie. Przyozdobił swym ciałem fundament bezpieczeństwa Miasta z Jasną Górą.

Trup, w stosunku do wybranego miejsca polegiwania, był wyzywającym kontrastem. Gmach policji ma swoją symbolikę. Wybudowany w 1976 r jako pomnik wieszczący powstanie Województwa Częstochowskiego (w każdym nowym województwie podstawowymi inwestycjami była nowa komenda MO/Urzędu Spraw Wewnętrznych oraz Komitet Wojewódzki Partii Zjednoczonej), doczekał się opisu w prozie Stefana Kisielewskiego, metaforycznie porównującego gmach do wielkiego plastra miodu w cieniu pobliskiego klasztoru.

W pobliżu schodów, wybranych jako dogodne miejsce zgonu stoi tablica poświęcona milicjantowi Staruchowi i innym funkcjonariuszom ubitym w obronie władzy. Pan Staruch w latach 70-tych XX w. stał się patronem ulicy przy której stoi komenda. Brak jest tablicy poświęconej obecnemu patronowi tej ulicy: księdzu Popiełuszce i innym ofiarom ubitym przez funkcjonariuszy.

Skoro jesteśmy przy opisie, dodajmy, że gmach komendy, temu ogromny plaster miodu, powstał w miejscu gdzie przez setki lat ściekały gówna z Jasnej Góry, skąd po odstaniu w naturalnym zagłębieniu terenowym żeglowały strumieniem (obecna Al. Jana Pawła II ) do Warty i dalej do Bałtyku… Wilgoć i pojawiający się grzyb w budynku komendy są naturalnym dziedzictwem lokalizacyjnym.

Grzyb, tak i owszem, rzecz wytłumaczalna. Trup nie, zwłaszcza, gdy jego profesja manifestowana była na wpół opróżnioną butelką denaturatu, a fason podniszczonej odzieży świadczył o nomadyzmie właściciela. Trup należał do gatunku ludzkiego, który częstochowscy funkcjonariusze onegdaj odławiali z okazji świąt państwowych i kościelnych, wywożąc kilka kilometrów za granice administracyjne miasta, wywalając jako nawóz do lasu lub na pola. W dawnych czasach, gdy konstytucja nie krępowała lokalnej obyczajowości, znalezieniu trupa pod komendą nie byłoby możliwe; potencjalny umarlak wcześniej wyeksportowany by został na wysypisko odpadów.

Z listu anonimowego informatora do prokuratury częstochowskiej odczytać można przypuszczalną historie ostatnich godzin żywota trupa. Miał on być zatrzymany i przesłuchiwany w mieszczącym się w budynku komendy komisariacie nr 1. Przyjęto go z całą serdeczną gościnnością charakteryzująca ziemię częstochowska. Częstowano papierosami i rozcieńczonym ruskim spirytusem. Bez szczególnej namolności, ani tym bardziej bez przymusu fizycznego, przekonywano gościa, by przyznał się do popełnienia kilku przestępstw kradzieży. Interes był obopólnie korzystny. Obywatelskie zaangażowanie poprawiłoby statystyki wykrywalności przestępstw w powiecie częstochowskim. Skuteczność rozwiązywania problemów kryminalnych owocować by mogło nagrodą pieniężną lub awansem dla funkcjonariuszy. Nomada, zamiast tułać się po kanałach, spędziłby zimę w przyzwoitym areszcie herbskim, mając zapewniony wikt i opierunek oraz dostęp do telewizji, biblioteki, świetlicy.

Niestety, zanim układ został zawarty, ruski spirytus zaczął mącić zmysły stronie umowy. Obrazowo rzecz ujmując facet był nawalony jak messerschmidt, co utrudniało proces uzyskania zeznań. Pół niosąc, pół wlekąc, wyprowadzono go z siedziby komisariatu. Nie można go było puścić luzem, bo zaległby na pobliskim trawniku, zakłócając ład i porządek. Uprzątnięto go więc chowając pod schodami; miał się tam przespać, podtrzeźwieć i odejść o własnych siłach znikając z oczu organowi ścigania.

Było to w nocy z 28 na 29 grudnia; kończył się przedłużony weekend świąteczny, najbardziej rodzinnych polskich świąt. Miasto zdobiły kolorowe lampki, girlandy, na placach stały rozświetlone choinki; służby miejskie szykowały wielki koncert noworoczny z Anną Wyszkoni w roli gwiazdy

Czy było tak jak pisał Anonim? A któż to wie… i kto to sprawdzi…? Słowa przeciw słowom, dowodu brak. Wbrew obiegowej opinii w policji częstochowskiej nie pracują idioci; dowodów w postaci filmu z monitoringu się nie znajdzie… Nie ma też straceńców gotowych jawnie zeznawać przeciw kolegom.

Jest trup, w tym cały problem. Zawsze można przyjąć oczywistą teorię, że trup przybył tu samobieżnie, uznając kąt pod schodami komendy za idealne miejsce noclegu w grudniową noc. Gdyby to było nieprzekonujące, są jeszcze teorie zjawisk teleportacji, ingerencji UFO lub dowcipów złośliwych krasnoludków. Trup swoją zimną arogancją nie powinien obrażać świata żyjącego. Zostanie pochowany we Wrzosowej w grobie z tabliczką NN. Sprawa zostanie formalnie umorzona z powodu braków znamion popełnienia czynu przestępczego.

Świat jest przepełniony różnego rodzaju ludztwem, jednostka znika niepostrzeżenie.

Człowiek staje się tym, czym jest materia, która go otacza. Zanim pan Bartłomiej Sienkiewicz stał się wybitnym politykiem i Ministrem Spraw Wewnętrznych, chodził jako Bartek Sienkiewicz różnymi ścieżkami. Może podobnymi do moich.

Przy komendzie częstochowskiej był areszt, zwany „dołkiem”. Nic nadzwyczajnego, podobne zwiedzał Bartek (pan Minister) w Krakowie, Marek we Wrocławiu, Jacek w Warszawie itd, itp. Wszystkie dołki całego świata są takie same i zbierają bardzo podobne towarzystwo. 6,5 kroków długości, koje o twardym blacie przypominające katafalk, kubeł zastępujący water-closed, sztywne z brudu, bure koce wrzucane na noc, polewka z metalowej miski okraszana „ceresem”. Pojemność racjonalnie dopuszczalna: do czterech osób. Jeden zabił, drugi kradł, ten chrapie, tamten pierdzi… Ktoś przyniósł z sobą pchełki, inny napełnił atmosferę oddechem przemieszanym z aromatem płynu Borygo. Trafiła się kanalia; lądowała w roli cwela na kuble. Był grypser recydywa, więc z naturalnego porządku hierarchicznego przejmował władzę.

To była materia, w której się siebie zawieszało. Po drugiej stronie drzwi był strażnik, a dalej milicjant. Się ręki nie podawało, by się nie zcwelić dotknięciem czegoś co klucz i pałkę trzymało.

Przyszły nieboszczyk (ten spod częstochowskich schodów) należał do świata naszej materii. Policjanci, którzy ruskim spirytusem nakłaniali go do zeznań, przypisani byli do obcego świata.

Świat zmienia się w szczegółach. Ponoć dziś nie ma kubłów, na koje rzucają materace, a „ceres” zniknął absolutnie ze świata kuchni. Co do negocjacji w sprawach przyznawania się do win niepopełnionych, też tu mamy ogromną cywilizacyjną zmianę. Wódką dawniej częstowano jedynie w nagrodę zasłużonych kapusiów… Negocjacje w sprawie zeznań prowadzono za pośrednictwem innych organów i narzędzi, najczęściej z użyciem gumowej pałki i metalowej szafy (idealnie pasującej do wkładania głowy przesłuchiwanego). Zasadniczo sprawa była prosta i oczywista. Czy cię skażą za jedna kradzież, czy na trzy to i tak siedzisz 2 lata (jak dla brata). Nikt nie będzie w imię purystycznego dążenia do zgodności opisu z rzeczywistością, ryzykował omłotu pałką.

Większych zabiegów wymagało coś co zdarzyło się na częstochowskiej komendzie w 1982; wtedy dwóch chłopców wiejskich „ochotniczo i spontanicznie” zmuszono do przyznania się, że zabili księdza w Cielętnikach. Szczęściem, że wymuszone zeznania były tak głupie i niespójne, że w rezultacie uratowały ich od szubienicy.

Było… Jako część materii osadzonych utożsamialiśmy się z siedzącymi, naruszenie ich praw, bez względu na to, czy siedzieli za złodziejkę czy pobicie, uważaliśmy za krzywdę i gwałt na prawach człowieka. Teraz nie tylko Bartek stał się Ministrem Bartłomiejem; my wszyscy przeszliśmy na drugą stronę. Złodziej ma siedzieć, nawet niewinny niech siedzi profilaktycznie. Prawa ma: do wypiski i spaceru; na więcej niech sobie zasłuży. Policjant czasem przegnie pałę, ale on nas broni, trzeba być wyrozumiałym.

Wyobraźmy sobie, że brzydkie anonimowe posadzenie skrzywdzi kilku częstochowskich policjantów. Ale przecież to porządni ludzie, chodzą czasem do kościoła albo do kina, ich dzieci z naszymi dziećmi chodzą do szkoły, są to nasi sąsiedzi, znajomi naszych znajomych… to nasza materia. A trup to menel, co my mamy wspólnego z menelstwem…

W którym momencie swojego życia przeszliśmy smugę cienia i staliśmy się faszystami… .

Czy to jest tylko cena płacona za wizję awansu na stanowisko ministerialne, czy też zwyczajowy okup za prawo życia w świętym spokoju…?

Dlaczego czasem jeden trup z butelka denaturatu w kieszeni utrudnia nam patrzenie na siebie w lustro?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 27 stycznia 2014 by in Prawa Człowieka and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: