Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Murdziel

Jarosław Kapsa

Murdziel

Murdziel to był świat osobny a jednocześnie centrum świata. Największa na świecie dzielnica żydowska, odrębna od reszty Warszawy, zamieszkała przez blisko 300 tys ludzi, rozciągająca się od placu za Żelazną Bramą po cmentarz na Okopowej. Nalewki, Gęsia, Krochmalna, Gnojna… ulice, których już nie ma, nie ma przynajmniej w takim kształcie i w takim krajobrazie, będące symbolami świata utraconego.

Na Nalewkach krzyżowały się nici interesów sięgających Argentyny i Szanghaju, Nowego Jorku i Moskwy; tu można było porozumieć się w kilkunastu językach świata, pod warunkiem , że znało się jidish. W małym kantorku na słowo można było zamówić interes: tysiące pudów juty z Delhi loco Hamburg, zugiem do Herbów, furman do Częstochowy… Z Częstochowy na Moskwę 5 tysięcy pudeł kapelusza stetson, stąd koleją do Harbina i statkiem na Formozę. Płatność przez bank w Nowym Jorku. Wszystko jasne; a czemu miało by być nie jasne… tu żadna wielka umowa nie była potrzebna, wystarczy zapis kredą na ścianie „moje – twoje” (odpowiednik nowoczesnej buchalterii operującej rachunkiem dwustronnym „kredyt – debet”). Potwierdzeniem kredytu było zaklęcie na rebe Abrahama z Kocka, by jego światło długo świeciło, a słowo jest słowem i nie opłacało się oszukiwać. Wielki interes, mały interes; tysiąc małych interesów to też jest wielki interes, „trzeba klient szanować… ”

Granicę Murdziela wyznaczał zapach, wyczuwalny szczególnie przez głodnych, a tych nigdy nie brakowało. Na Długiej pachniało kapustą z wieprzowymi skwarkami, na Nalewkach od piątku wieczora unosiła się woń gefilte fich (gotowanego siekanego karpia), nadziewanej gęsi, rosołu a nade wszystko czulentu i przypieczonego marchwiowego cymesu. W każdej bramie była bożnica i szynk. Gdy Okopową na cmentarz (kirkut) szedł kondukt, każdy – bankier, kupiec, handełas, pismak, sztubak – przynajmniej dziesięć kroków odprowadził zmarłego; kto mógł to w bożnicy w gronie dziesięciu mężów odmówił kadisz, po czym uczcił pamięć kieliszkiem pejsachówki zakąszając śledziem. Wieczorem królował Haberbusch i Schiele; wozy z browaru rozwoziły drewniane beczki wnoszone do szynku przez rosłych tragarzy. W szabat nie wypadało handlować, świętowano pijąc piwo ciemne i jasne, zagryzając pieprzonym grochem, rachunek regulując w niedzielę lub poniedziałek. Każdy szynk był inny, choć do innych podobny, każdy wabił klienta wyjątkowym cymesem, delikatesem, potrawą jak u mamy, zachowującą smaki dzieciństwa całej Europy Środkowej.

Do historii przeszedł bar na Gnojnej 3, prowadzony przez grubego Joska. Podawano tu najlepsze flaki po warszawsku z pulpecikami. Gnojna nazwę swą zawdzięczała sąsiedztwu rosyjskich Koszar Mirowskich, skąd wywożono tu nieczystości. Na tym bezludziu wyrosły najpierw małe domki, potem urosły do piętrowych kamienic z trzema podwórkami. Na pierwszym pachniało gotowaną rybą, na drugim mydlinami, trzecie zdominowane było zaduchem odchodów ze stajni. Do grubego Joska o 2-3 w nocy przychodziła legionowa starszyzna z pobliskiego Ministerstwa Wojny; bywał Wieniawa, Sławek, Miedziński, przy parujących flakach i błękitem połyskującej wódeczce rozważali myśli Marszałka o Polsce, bawiąc się egzotyczną atmosferą. Przez wizyty generalicji bar u Joska zyskał sławę, opiewanej w piosence „Bal na Gnojnej” (w mistrzowskim wykonaniu Bogdana Łazuki), spelunki honornej ferajny. Był to jednak bardziej folklor, tani półświatek, prawdziwe mafie wybierały dyskretniejsze miejsca.

Ferajne tworzyli andrusi, odrzucający tradycyjna kapote, myckę i bożnicową pobożność. Andrus chodził w cyklistówce, lub kaszkiecie z daszkiem, w wysokich butach z cholewami, w modnej, angielskiej marynarce. Odważny i bezczelny do granic, rządził na ulicy. W biały dzień potrafił wskoczyć na furman, zrzucić worki z towarem i spokojnym krokiem odejść z nimi na melinę. Każde targowisko miało swoich opiekunów, którym cierpliwie płacono od straganu. Płacić wolał kantor i sklep, by szyb nie wybito. Opieka andrusa gwarantowała spokój w szynku. Szukały tej opieki ulicznice , dobry alfons dawał ciepło, otulał chustą, dbał by dziewczynę nie skrzywdził łajdak. Rzadko jednak trafiał im się dobry „narzeczony”. Bite i poniewierały, odgrywały się śpiewając:

Oj, di lumpn, zej zajnen szpionen,
prowokators zajnen zej, (… )

Ober mir prostitutkes, mir zajnen naronim,
mir muczen zich bajtog un bajnacht

ober di lumpn, zej paszn zich di grobe bajcher,
fun undz prostitutkelech wern zej rajc

(Oj, te lumpy, to są szpiedzy, i prowokatorzy najgorsi, (… ) Ale my, prostytutki, my to jesteśmy głupie, / męczymy się dzień i noc, / a te lumpy pasą się na naszej krzywdzie, / dzięki nam, kurewkom, wielkie brzuchy im rosną ) 1

Ferajne tworzyła młodzież. Złodziejskim fachem zajmowały się już 12-latki, szefami gangów ulicznych byli dwudziestolatkowie. Życie było niebezpieczne, dożyć do trzydziestki, gdy każdy nosił nóż i pistolet, ni było łatwo. Tak jak pobożny Żyd uznawał Prawo zapisane w księgach Talmudu, odwołując się w spornych sprawach do światłego umysłu biegłego w piśmie rebe; tak i w świecie przestępców istniało prawo i sędziowie. Starsi, brodaci, otoczeni szacunkiem, doświadczeni życiem na ulicy i w więzieniach, rozstrzygali spory na procesach zwanych dintojrami. Uznanych za winnych znajdowano na podwórkach przebitych nożami lub zabitych strzałem z pistoletu. Dintojra miała utrzymywać ład i porządek; ale w młodych żyłach buzowała krew, wybuchając walkami gangów. Bezpieczniej było wtedy przetrwać w domowym zaciszu, kula nie rozróżniała winny niewinny.

Na początku XX w, gdy coraz więcej mieszkańców Murdziela, rezygnowała z chałatu na rzecz surduta, upowszechniła się wśród młodzieży moda na laski. Solidne dębowe laski były poręczniejsze od noża, można było bronić siebie i narzeczonej w czasie spaceru po Parku Muranowskim. W latach rewolucji 1905 młodzież z laskami rozgrzewała się na giełdach idei. Tu mówca mówił o sprawiedliwości klasowej i wyzysku kapitalistów; i to było słuszne. Obok z beczki po śledziach przemawiał inny, mówiąc, że koniec wyzysku będzie jak odzyskamy Erec Izrael; i to też było słuszne. Ale wtedy z innego beczkowego postumentu dochodził basowy apel o jedność polskich i żydowskich robotników w walce z caratem o wolna Polskę; jak najbardziej słuszny. Nadbiegał na to goniec niosący wici: naszych na Grzybowie biją laskami Polacy-endecy; słusznym było im przylać…

Jak na tych giełdach postały cztery partie lewicowe, dwie ortodoksyjne, trzy prawicowo-religijna, jedna postępowo-świecka itp; to ideologicznie rozogniona młódź zdecydowała o oczyszczeniu Murdziela z lumpów. Bo wiadomo: Oj, di lumpn, zej zajnen szpionen, prowokators zajnen zej… Nastąpiła w latach 1905-1906 wielka wojna, bojówki partii z dębowymi laskami sprawiły pogrom lumpom, alfonsom, złodziejom… Krew się lała, policja bała się wkroczyć… Potem do wojny nikt nie ośmielał się ściągać haraczy od sklepu czy straganu.

Nie było tak, że gangi przestały istnieć. Lumpiarstwo kwitło na obrzeżach dzielnicy, zepchnięte je na Czerniaków i Powiśle, gdzie ferajna przy harmonii bawiła się słuchając piosenki o Czarnej Mańce. W centrum Murdziela panował spokój i handel. Rolę dawnych gangów przejęły partie polityczne i związki zawodowe. W latach 20-tych i 30-tych słynął Tata Tasiemka i jemu podobni, zbierający na targowiskach haracze a jednocześnie organizujący milicje PPS (Bundu, Poalej Syjon itd). Komuniści potrafili sklep podpalić, wybić szyby a nawet podłożyć bomby, broniąc swoich towarzyszy przed zwolnieniem z pracy. Laski dębowe służyły jako broń nie tylko w walach ulicznych z Polakami-endekami, lecz i między lewicą syjonistyczną a syjonistami Żabotyńskiego. Polak-endek czuł się mocny na Krakowskim Przedmieściu, Starówce, na uniwersytecie… ale jak się zapuścił na Grzybów, Krochmalną, przeszedł za Żelazną Bramę, miał szczęście jak tylko zęby stracił.

Do przeszłości odchodził obraz wychudzonego, bladego młodzieńca, zmęczonego kiwaniem się nad książką w chederze. Syjonistyczna młodzież miała być krzepka; rozkwitały kluby sportowe, tysiące żydowskich sportowców manifestowało w dniach świątecznych na ulicach. Wyjeżdżano do farm szkoleniowych, by uczyć się przydatnego w Palestynie rolnictwa. Żabotyński, przy cichej pomocy II Oddziału Sztabu Generalnego WP, organizował konspiracyjne szkolenia wojskowe.

Tak jak Piłsudski, uwierzył w niemożliwe i dzięki swoim strzelcom wywalczył Niepodległość, tak i młodzi syjoniści przygotowywali się do walki o Erec Izrael. Za uwłaszczające kłamstwo uznawano endeckie opowieści, że Żyd nie potrafi być żołnierzem. Prawie kultem otaczano legionistę, gen Bernarda Monda, dowódcę krakowskiej 6 Dywizji Piechoty. Nie przeszkadzało, że generał wyrzekł się wiary przodków, że prowadził żołnierzy na mszę do kościoła Mariackiego; ważne, że był Żydem. Rodziły się plotki (oczywiście podawane jako fakty z pierwszej ręki), jak Mond osobiście pejczem pogonił endeckich studentów, gdy chcieli tworzyć getto ławkowe; jak bijąc pięścią w stół wybił z głowy wprowadzenie na Kazimierzu zakazu handlu w niedzielę; jak groził buntem w przypadku zatrzymywania awansu żydowskich żołnierzy. Podobnym mitem była opowieść, jak to sam Piłsudski na złość Sejmowi mianował Monda generałem. Piłsudski bowiem dla młodzieży syjonistycznej, tak jak i dla starych ortodoksów, był kimś takim jak Cesarz Franciszek Józef dla Żydów galicyjskich: największym opiekunem, najsprawiedliwszym monarchą. Owszem, urzędnicy działający w imieniu Franza Jozefa, czy w imieniu Marszałka, to bywali łotry, złodzieje i łapownicy. Ale jak się Piłsudski o tym dowie, to… ..Sybir dla nich będzie rajem.

Murdziel żył polityką. Prawie każdy Żyd umiał i lubił czytać, a od chederu uczył się dyskutować. Nawet z rabinem nie wypadało się od razu zgodzić, bo to by obrażało mądrość rebego. Tak jak wypadało się potargować o cenę na targu, tak też dyskusja była targowaniem o ideę. Rano obywatel z Murdziela łapczywie sięgał po gazetę; najpierw swoją (swojej partii) by wiedział z czym ma się dziś zgadzać, potem obcą (innej partii), by wiedzieć z czym się nie zgadzać. Wieczorem, po zamknięciu sklepu czy warsztatu, szło się na wiec. Wieców nie brakowało; referenci partyjni pracowicie biegali z ulicy na ulicę, partyjni bojówkarze bronili ich przed prowokatorami. Dyskusje, przeplatane rewolucyjnymi śpiewami, trwały do północy. Spokój był tylko w szabas, wtedy od Żąbotyńskiego czy Grunbauma, ważniejsza była mame dzieląca czulent.

Na wiecach młody człowiek musiał uważać. Nawet nie na policję i prowokatorów, ile na statecznych panów domu. Jak był Żyd przemysłowiec, właściciel fabryki; to nie zatrudniał ortodoksa, bo ten nie chciał mu w sobotę pracować. A Żyd prowadzący sklep, warsztat a nawet hojs ajrende (domowy lokal z wyszynkiem) to nie chciał przyjąć rewolucjonistę, bo tylko kłopot taki w interes wnosił. A wydać córkę za rewolucjonistę, to już trzeba być meszuge (obłąkany). Młody człowiek musiał więc uważnie badać czyje oczy śledzą jego polityczną aktywność.

Gdzie dwóch Żydów, tam trzy partie polityczne. Nazwa Murdziel przyrosła do lokalnej jaczejki komunistycznej, najaktywniejszej w Warszawie komórki KPP. Było to jak w teorii Marksa, że proletariusz nie ma nic do stracenia prócz kajdan. Nie było zaś proletariuszy, którzy mieli mniej do stracenia, niż młódź z Murdziela, bezrobotna lub skazana na 12 godzinną harówkę w garbarniach, iglarniach, szwalniach. Dla nich więzienie nie było karą lecz nobilitacją, dla nich skromna pensja „zawodowego rewolucjonisty” była szczytem marzeń i wyznacznikiem aspiracji.

Ogół mieszkańców Murdziela zbyt wiele wiedział o zdziczeniu rewolucji i okrucieństwie bolszewików; ogół oburzała wizja odbierania ludziom własności prywatnej (choćby to była tylko własność w postaci koszyka ze szpulkami);ogół mógł – na złość Polakom – szczycić się powinowactwem z Trockim, ale komunista to dla ogółu złodziej gorszy od goja. Większą sympatią ogółu cieszył się Blok Mniejszości Narodowej, który swoja siedzibę miał na Nalewkach, a wybrani z jego list kandydaci dzielnie bronili praw Żydów polskich w Sejmie. Blok był, w teorii słusznym pomysłem, wybór Narutowicza na Prezydenta RP pokazał polityczne znaczenie zjednoczonych mniejszości. Ale teoria teorią, a w czasie wyborów mieszkańcy Murdziela rozkładali swoje głosy na kilka różnych list: od lewicy po prawice.

Jedność to był niedościgniony ideał. Na Nalewkach sklep bławatny prowadził Szmul Rozenstein, a na przeciwko ten sam asortyment Izak Waksmund. Szmul każdy ranek zaczynał od serdecznych życzeń, by interes konkurenta szlag trafił, by mu towar szczury zjadły, a córki z braku posagu zostały starymi pannami. Wzajemnie, od podobnych życzeń dzień zaczynał Izak.

Był taki zwyczaj na Murdzielu, że przed wieczorem, tuż przed zamknięciem handlu, sklepy obchodziła szanowana trójka starszyzny zbierając datki na sąsiedzką pomoc. Zawsze się zdarzało, lub mogło się zdarzyć, że kogoś okradziono, oszukano lub pożar pochłonął dobytek. Nie wypadało odmówić, bo każdy kiedyś mógł potrzebować pomocy. Spalił się sklep Izaka; trójka przyszła do Szmula, nie mówiąc nawet komu pomóc. „Czi ja ni dam ? Jak ja moge nie dać, ocziwiści, że dam, choć mnie serce boli, że moją krwawicą ja takiego łotra ratuję, a on mnie konkurencje uskutecznia. Ja dam , ale zaklinam i mam wielka prośbę, żeby ten Izak nie wiedział, ba, żeby sze nawet nie domyślił, że ja dałem. Bo ja u niego wszelki szacunek stracę, jak si dowi… ”

Podobnie w polityce. Solidarność była, bo musiała być, gdy rzecz dotykała wspólnych interesów. Jak Hitler doszedł do władzy w Niemczech, cały Murdziel, a w ślad za nim każda żydowska społeczność z każdego miasta i miasteczka, ogłosiła bojkot niemieckich towarów. Wielu żydowskich przedsiębiorców wzbogaciła się na handlu z Niemcami, tam jeżdżono na studia, na naukę zawodu, na poznawanie nowych technologii produkcji, przez niemiecki Hamburg szedł gros wymiany towarowej. Bojkot był więc bolesny, tańsze i lepsze niemieckie wyroby zastąpiono droższymi z Wlk. Brytanii, Stanów czy Francji. Ale nawet nie musiano się specjalnie pilnować, bojkot był demonstracją solidarności. A jak się ktoś wyłamał… .Tak było z Kiepurą. Chłopak z Sosnowca, gwiazda europejskiego formatu, choć sam odciął się od żydowskiego pochodzenia, na Murdzielu był postacią kultową. I ten bohater mas, mimo bojkotu, przyjął propozycję niemieckiego studia filmowego, zagrał w niemieckim filmie. Tego mu na Murdzielu nie darowano. Nie tylko bojkotowano kina wyświetlające film z tenorem, ale odstraszano publiczność wrzucając do nich zepsute jajka lub świece dymne.

Drugi raz tak solidarny był Murdziel, gdy posłanka Jadwiga Prystor w imię „humanitaryzmu” zgłosiła w Sejmie projekt ustawy o zakazie uboju rytualnego. Był to rok 1938, większość mieszkańców daleka już była od ortodoksji; nawet w szabas otwierano sklepy i szynki by nie tracić klienta. Tylko starsze Żydówki, uważnie na targu sprawdzały, czy kupowane mięso rzeczywiście pochodzi spod ręki pobożnego szechida. Ale fakt, że pod pozorem „humanitaryzmu” ogranicza się wspólnocie wyznaniowej prawa, że bezceremonialnie godzi się w tradycje, że odbiera się prace tysiącom rzezaków, zjednoczył w proteście wszystkich; od świeckich lewicowców po ortodoksyjnych chasydów.

Murdziel zgładzony został podczas okupacji hitlerowskiej. Dzielnica była miejscem desperackiego zrywu, powstania w getcie, broniono każdego domu na Nalewkach, Okopowej, Tłomackim. Wysadzenie w powietrze Wielkiej Synagogi na Tłomackim było dla Niemców symbolem stłumienia powstania, zakończenia wielkiego dzieła „oczyszczania” Polski z Żydów. Murdziel, od Żelaznej Bramy, po cmentarz na Okopowej, to było morze ruin. Gdzieniegdzie tylko sterczały kikuty kamienic… .

Na miejsce zniszczonego Murdziela zbudowano socjalistyczny ład Muranowa.

Murdziel był czymś odstręczającym; trudny do zniesienia był zaduch przeludnionej dzielnicy, mieszanina aromatu śledzi, cebuli, końskiego nawozu, ludzkiego potu. Murdziel to bezwład przestrzenny, bylejakość brzydkich kamienic, upstrzonych tysiącami krzykliwych szyldów. Murdziel to tłum „zdziczałych” tubylców, nazywanych przez Wiecha „beduinami”, swymi strojami i zwyczajami przypominających czasy średniowiecza.

Postęp, a wiara w postęp triumfowała od połowy XIX w, wyrażał się „ucieczką z Murdziela”. Nie tylko z Murdziela. Podobnie odstręczająco wyglądała i pachniała większość miast, miasteczek, wsi… Marzeniem młodych była ucieczka z zaduchu rodzinnego światka. Awans cywilizacyjny wyrażał się w higienie, w sterylnych „szklanych domach”, gdzie dwa razy dziennie brano kąpiel, a w pracy noszono biały kołnierzyk. Wielkie idee, były zaprzeczeniem Murdzielu: obiecywały ład i porządek. Zorganizowani w falangi, w jednolitych mundurach, wyznawcy postępu, szli karnie za wodzem, depcząc śmieci Murdziela.

Muranów to idea przeniesiona w przestrzeń. Uporządkowana i ucywilizowana. Zniszczono niepotrzebne trzy podwórka, zrezygnowano z lokali na parterze; w wyznaczonych miejscach miały być spółdzielcze konsumy i bary mleczne dla robotników. Ulice wyznaczono odpowiednio szeroko, by mogły przyjąć defilady entuzjastów.

I tylko jednego brakowało: życia. Bo zwykłe życie istnieje tam, gdzie znajduje się wolność. Gdzie rządzi ład i porządek, mamy tylko życia namiastkę.

1Szmul Lehman, Zamlbuch, Warszawa 1936 [w:] M. Rawicz (red.), Dos amolike jidysze Warsze, Montreal 1966 ; portal varshe.org.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 3 grudnia 2013 by in Historia and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d blogerów lubi to: