Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Syndrom PDPC

Jarosław Kapsa

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka

Uchwalona 10 grudnia 1948 r w czasie trzeciej sesji Organizacji Narodów Zjednoczonych Powszechna Deklaracja Praw Człowieka jest dokumentem z którym nie sposób się nie zgodzić. Bez dyskusji akceptujemy zarówno piękne słowa preambuły (uznanie przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich członków wspólnoty ludzkiej jest podstawą wolności, sprawiedliwości i pokoju świata), jak i 30 artykułów określających owe niezbywalne prawa.

Co jednak wynika z tej mojej (naszej) akceptacji, prócz satysfakcji, że można przymusem (szkolnym) nakazać dzieciom deklamowanie Deklaracji na uroczystej akademii…

Było tak, jak można by powiedzieć, trywializując do granic przekraczających dobry smak. Chcąc pokonać protestantów porządni katolicy zjednoczyli się z kurwami, złodziejami i zbirami (jak to często w Belfaście bywało). Ponieważ samo zwycięstwo nie dało pełnej satysfakcji porządni katolicy chcieli wobec potomności utrwalić przekonanie, że byli tymi dobrymi, a protestanci złymi. Przekonali swoich nieświętych aliantów by publicznie i uroczyście zadeklarowali wolę przestrzegania Dekalogu.

A czemu nie? Kurwy przyzwyczajone są do wyznań miłości za gotówkę, złodziej wie kiedy „iść w zaparte”, a zbirowi i tak wszystko jedno. Gdy po pewnym czasie porządni katolicy delikatnie, by nie urazić wrodzonej godności, zwracali uwagę na incydentalne przykłady kradzieży, cudzołożenia, a nawet zabójstw dokonanych przez członków podpisanych pod Deklaracją Przyjęcia Dekalogu, oni przypominali o swojej suwerenności, a w tym prawie do stosowania Dekalogu w ramach określonych własną tradycją, kulturą, religią.

Zbyt trywialne ujęcie? Być może. Ale z drugiej strony: ONZ powstał jako zjednoczenie narodów walczących z nazizmem; a więc tych, którzy opowiedzieli się po stronie „dobra” w walce ze „złem”. Nikogo wówczas (w 1945 r) nie interesowało, czy przypadkiem owi „dobrzy” nie byli gorsi od „złych”. Pączkowanie ONZ następuje w drodze akceptowania każdej formy państwowości (za wyjątkiem niewytłumaczalnych logicznie odmów motywowanych wyższymi względami politycznymi). Nikt nie wymagał od przyjętego nowego państwa spełniania minimalnych nawet wymogów w zakresie przestrzegania deklarowanych praw człowieka.

Gdyby rok temu doszło do mało widowiskowej anihilacji ONZ (zostałby wessany do czarnej dziur), prawie nikt by do dziś tego faktu nie zauważył. Nie żyło by się ogólnie ani gorzej, ani lepiej, ani bezpieczniej ani mniej bezpieczniej. Biurowce ONZ zasiedlone zostałyby nową biurokracją, nowych ponadnarodowych instytucji, a relacje miedzy państwami regulowałyby nowe porozumienia uni- lub bilateralne. Życie nie znosi próżni, coś by tam było; czy lepsze, czy gorsze, któż to może wiedzieć.

Bez względu na istnienie lub nie ONZ i przyjętych deklaracji będziemy mieli z ideą powszechnych praw człowieka problemy trudno rozwiązywalne: ich zakres; ich uniwersalność; sposób ich egzekwowania….

Każde prawo ulga ewolucji, tak by możliwiej najlepiej dostosowane było do świadomości odbiorcy. Są oczywiste normy ogólnie istniejące i stosowane „od zawsze”: nie zabijaj, nie kradnij itd. Ale gdy przechodzimy do wykładni tych norm rodzą się wątpliwości. Czy zasada „nie zabijaj” dotyczy także zabijania w imię prawa (kara śmierci) lub w imię obrony innych wartości (wojna sprawiedliwa). … A co z dobrowolnością dysponowania własnym życiem (eutanazja, samobójstw)? Jak stosować zasadę „nie zabijaj” przy niemożliwym do rozstrzygnięcia sporze, kiedy zaczyna swój byt człowiek… Podobne wątpliwości rodzi zasada „nie kradnij”, jeśli za formę kradzieży uznamy uzurpowanie sobie przez władze publiczne prawa do naszych dochodów (podatki), do dysponowania naszą własnością czy nawet prawa do konfiskowania naszego majątku….

Jeśli prawa człowieka są ogólnikami, każdy tyran ma łatwość w ich omijaniu. Jeśli zaś stają się normami o wyraźnych granicach, dojść może do konfliktu między lokalnymi tradycjami a uniwersalnymi nakazami i zakazami.

Uniwersalizm praw człowieka może być stosunkowo łatwo podważany. Nie są to prawa wynikające z natury; w naturze człowiek jest drapieżnikiem kierującym się instynktem przeżycia i przetrwania gatunku. Prawo cywilizuje człowieka, a więc nakłada więzy na jego instynkty. Jest więc czymś takim jak agrotechnika w przypadku ziemi; uprawa polega na zmianie naturalnego stanu na pożądany przez nas. Kultura też polega na ociosaniu zbędnego marmuru, by odsłonić ukryty w skale wizerunek Dawida.

W każdym razie źródłem tego co nazywamy powszechnymi prawami każdego człowieka nie jest natura lecz ludzki mózg (świadomość). W przeszłości chcąc wzmocnić legitymizacje tych praw nadawano im charakter sakralny (prawa przez Boga nadane). Na dobrą sprawę także humanistyczny ateizm jest formą religii, także na swój sposób nadaje charakter sakralny niezbywalnym prawom. Gdyby było inaczej, stanęlibyśmy wobec absolutnej niemocy wytłumaczenia czym jest godność jednostki i dlaczego powinniśmy ją chronić, nawet wbrew woli ochranianej jednostki. A w imię tej „abstrakcyjnej” godności odrzucamy instytucje niewolnictwa, choć być może dla wielu jednostek niewolnictwo było gwarancją bezpieczeństwa przeżycia.

Jeżeli jednak uznajemy naszą świadomość za źródło praw; to czy rzeczywiście mamy prawo narzucać je wszystkim. Przecież nasza świadomość nie wyrasta z absolutu, jest efektem kumulowania wiedzy i tradycji, a zatem ściśle jest związana z kręgiem kulturowym w którym żyjemy i wychowaliśmy się. Nasz postrzeganie, że dziewczyna może wydać się za mąż po osiągnięciu wieku dojrzałości społecznej jest – na dobra sprawę – równorzędne z uznaniem w innych kulturach (np w społeczności romskiej), że decydujące jest osiągnięcie przez nią dojrzałości płciowej. Prócz przekonania o własnej słuszności, nie mamy zbyt wielu argumentów, że nasze zdanie w tej sprawie jest decydujące.

Prawo nie istnieje, gdy nie jest egzekwowane. Istotą prawa jest ograniczanie indywidualnej wolności, a granicy musi pilnować strażnik uzbrojony w odpowiednie narzędzie kary. Dotyczy to spraw wielkich i spraw małych. Dziecko (nawet najukochańsze) też ograniczamy prawami (zakazami) i w razie ich naruszenia stosujemy jakąś sankcję (nie dajemy cukierka). Jeśli zdecydowałem się mieszkać w wiosce bardzo porządnych katolików, nie mogę malować płotu w niedzielę; sankcją może być rodzaj wykluczenia z tamtejszego życia towarzyskiego. Zarówno w sprawach wielkich jak i małych, znamy ograniczenia naszej wolności i wiemy jakiś sankcji możemy się spodziewać. Jeżeli blisko 200 państw ONZ podpisało deklarację praw człowieka, to zarówno władze jak i obywatele tych państw muszą wiedzieć, kto i w jaki sposób egzekwuje prawo. Jakie są sankcje za ich naruszanie i jaki sąd orzeka o winie?

W XIX w w naszym kręgu kultury judeochrześcijańskiej uznano, że niewolnictwo jest hańbą ludzkości. Stosunkowo łatwo i szybko ograniczono ten haniebny proceder w Europie. Ale jeśli przyjęte prawo, a tak uważano, ma znamiona uniwersalne; to zadaniem Europejczyka stało się zwalczanie niewolnictwa także w Afryce, Azji, Ameryce itd.

W pierwszym rzędzie to zadanie przejęły ekipy misjonarzy, takich jak wspaniała postać dr Livingstone, którzy drogą perswazji, a czasem przekupstwa, przekonywali afrykańskich kacyków do rezygnacji z haniebnego procederu handlu żywym towarem. Sama perswazja, nawet wzmocniona łapówkami, okazała się bezskuteczna wobec opłacalności nieetycznego biznesu. W Sudanie wybuchło powstanie handlarzy niewolników, w czasie którego gorliwemu abolicjoniście gen. Gordonowi ucięto głowę. Wielka Brytania weszła więc na wyższy poziom krzewienia praw człowieka, wysyłając do Sudanu wojska gen. Kitchenera, a ten z pomocą ckm-ów wymordował ponad 10 tys żołnierzy armii Mahdiego.

Znana nam z pięknych stron powieści Henryka Sienkiewicza historia ma swój uniwersalny charakter. Czy dziś inaczej postępujemy? Czy nie zaczynamy od perswazji, misjonarzy (organizacji pozarządowych), od korupcji (zwanej pomocą humanitarną UNESCO, UNICEF i wielu innych un-ów), by kończyć na wysłaniu wojska i rozstrzeliwaniu Afgańczyków, Somalijczyków, Irakijczyków itd z ckm-ów… Czym w swej istocie ekspedycja lorda Kitchenera na Sudan, różni się od od wojny NATO z Irakiem?

W obu przypadkach stąpamy po bardzo cienkim lodzie… Wojna, a więc zabijanie ludzi, musi mieć swoje mocne uzasadnienie. Czy jesteśmy przekonani, że zabijamy (zabijaliśmy) rzeczywiście tylko broniąc „uniwersalnych praw człowieka”, a nie w imię innych celów (ropa, bawełna, kanał sueski)?

Wojna secesyjna, która stworzyła naród amerykański i toczona była pod najszczytniejszym hasłem wyzwolenia człowieka, była poligonem doświadczalnym, gdzie sprawdzono najgorsze koszmary XX w: skuteczność obozów koncentracyjnych, bombardowań terrorystycznych miast i wsi, łamiącą morale ludności taktykę „spalonej ziemi” czy odwetowe rozstrzeliwania zakładników… Być może ten terror okupanta wybił „burakom” z Południa marzenia o niewolnictwie; ale czy brutalność środków walki usprawiedliwiona była szczytnym celem…. To samo pytanie możemy zadać pisząc o współczesnej wojnie w Afganistanie i Iraku…Być może cel wojny był szczytny, wszak w obu państwach nagminnie naruszano podstawowe prawa ludzkie; ale czy to tłumaczy tworzenie obozów koncentracyjnych, akcje odwetowe kosztem ludności cywilnej i stosowanie tortur.

Za wojnę nie odpowiadają wyłącznie żołnierze. Przeciwnie, w większości wydarzeń najnowszej historii, to wojskowi byli najbardziej konsekwentnymi przeciwnikami używania sił zbrojnych. Wojna to decyzja polityczna; politycy decydują o jej rozpoczęciu, zakresie działań, skali stosowanych środków. Szczególnie w przypadkach wojen toczonych w szczytnych celach, obrony uniwersalnych praw człowieka, warto zadać pytanie, kto legitymizuje polityków do podejmowania decyzji o wojnie, przed kim oni ponoszą polityczną odpowiedzialność.

Czy są wojny szlachetne, czy też jest to współczesny model konkwisty, wojny „religijnej” prowadzonej w imię nawrócenia na naszą wiarę (nasze przekonania o uniwersalnych charakterze praw ludzkich) mieszkańców całej ziemi? Czy mamy prawo w imię przeświadczenia o słuszności własnych przekonań zabijać tysiące ludzi, by zmusić ich do podniesienia dopuszczalnego wieku zamążpójścia z 14 do 18 lat, by zakazać noszenia burek i zasłon na twarzy, by wymusić objęcie 6-latków obowiązkiem szkolnym, by umożliwić swobodę szerzenia opinii, nawet gdy owe opinie obrażają uczucia „nawracanych tubylców”…? Gdzie jest możliwe wyznaczenie granicy uzasadniającej stosowanie przemocy w obronie podstawowych praw ludzkich?

Każdy człowiek oskarżony o przestępstwo powinien być w sposób równy traktowany przez prawo, ma także sam niezbywalne prawa do sprawiedliwego sądu. Czy takie zasady dotyczą państw w relacjach międzynarodowych? Czy nie mamy tu „równych” i „równiejszych”, czy sąd międzynarodowy nie ma charakteru dintojry, gdzie sprawiedliwość ustępuje innym względom?

Jakie, prócz przemocy, mamy możliwości skutecznych sankcji, tak by kara dotykała winnych, a nie była formą odpowiedzialności zbiorowej całych narodów?

Co powinno być wartością wyższą w relacjach globalnych; prawo zbiorowości (narodu) do suwerenności w decydowania o sprawach ich obywateli; czy przeciwnie: żadna suwerenność zbiorowości nie może usprawiedliwiać naruszania praw jednostek? A jeśli przyjmiemy to drugie założenie, to czy mamy prawo odrzucać lokalne tradycje i zwyczaje i według własnego uznania modyfikować zakres norm chroniących wolność i godność każdego człowieka…

Można odnaleźć przeciwieństwo wizji konkwisty w imię naszej religii: praw człowieka. Jeśli nie lord Kitchener i rozstrzeliwanie z ckm tubylców, to… mur graniczny, izolacjonizm i strzelanie z ckm-ów do osób, próbujących forsować drzwi do naszego raju.

Wracając do trywialnego wstępu: wykluczamy z naszego klubu „przyzwoitych katolików” wszystkie kurwy, zbirów i złodziei. Jeśli nie potrafimy w skali globalnej porozumieć się co do istoty i sposobu egzekwowania praw człowieka, zrezygnujmy z uniwersalizmu. Załóżmy ekskluzywny klub, którego członkostwo jest możliwe przez przyjęcie określonych zobowiązań i poddanie ich przestrzegania międzynarodowej jurysdykcji. Innymi słowy tworzymy Unię Europejską i stosujemy w praktyce zasadę, że z dzikimi ludźmi możemy robić interesy, ale nie zapraszamy ich do klubu.

Niewątpliwie istniejący model Unii Europejskiej nie tylko gwarantuje wysoki poziom ochrony praw mieszkańców krajów UE; ale poprzez pozytywny przykład zwiększa stopniowo liczbę ludzi objętych gwarancjami takiej ochrony. Rozszerzenie Unii spowodowało umocnienie gwarancji praw indywidualnych milionów ludzi zamieszkałych od Łotwy po Bułgarię. Sam fakt aspirowania do UE poprawia ochronę praw ludzkich w Turcji i na Ukrainie. Świadoma polityka otwarcia i poszerzania europejskiego klubu może prowadzić do przekroczenia granic kulturowych, religijnych czy geograficznych; gwarantować prawa mieszkańcom krajów azjatyckich czy afrykańskich, jeśli w dalekiej perspektywie przyjmiemy wizję członkostwa w UE nie tylko Gruzji lecz i Kazachstanu, nie tylko Turcji, lecz i Izraela, Egiptu czy Tunezji.

Ten model powtórzony być może w obu Amerykach, jeśli pakt NAFTA uzupełniony zostanie porozumieniem o prawach jednostek…

Idea obiecująca, ale widoczny jest w niej konflikt „lepszego jutra” z „wrednym dziś”. Uniwersalizm jest zasadą cywilizacji judeochrześcijańskiej. Jeśli uznajemy niezbywalne prawo do wolności i godności każdego człowieka; nie możemy uzależniać uznania tych praw w zależności od rasy, narodowości, miejsca urodzenia. Innymi słowy porozumienie z Schengen zamykające granicę Unii jest w swej istocie sprzeczne z ideami tworzącymi nasz klub. Nie można uważać się za „patriotę wolności” i wieszać na drzwiach kartki z napisem „Nur fur UE-mensch” lub z dodatkiem „Psom i czarnym wstęp wzbroniony”. Ludzie, którzy w imię bezpieczeństwa rezygnują z wolności , w efekcie nie zasługują ani na wolność ani na bezpieczeństwo – powiadał Beniamin Franklin i chyba się nie mylił. Budowanie muru nie zawsze gwarantuje bezpieczeństwa, ale zawsze prowadzi do syndromu oblężonej twierdzy. Tym samym, w imię bezpieczeństwa oblężonych godzimy się, by prócz muru chroniła nas jawna i tajna policja, wszechobecna inwigilacja, procedury sprawdzające i inne wymysły kierowane na ściganie i wykluczanie obcych. Niemcy stracili wolność swej prywatności, gdy uchwalili ustawy norymberskie. Po ich przyjęciu państwo mogło w pełni kontrolować prywatność, bo każdy Niemiec był podejrzany, jeśli nawet nie o świadome chronienie Żydów, to przynajmniej o przypadkowe „zhańbienie rasy”.

Powiedzmy wyraźnie, nasza europejska wolność osobista, nie została naruszona dopiero w imię walki z terroryzmem po zamachu 11.11.2001; zamach to tylko pretekst, by przyspieszyć to, co zaprojektowano w Schengen.

Świata nie zbawimy. Może więc istotniejsze są same marzenia i własne zbawienie. Może świat lepszym się stanie jeśli tylko zwiększać się będzie liczba osób, powtarzających sami przed sobą, jak motto lub paciorek: podstawą pokoju i sprawiedliwości na świecie jest uznanie przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw ludzi, wszystkich ludzi. Być może wartość tego przekonania uzasadnia, by je przymusem szkolnym wbijać w głowę naszym dzieciom i wnukom.

Może nasz realizm powinien polegać na realizacji marzeń, przy stosowaniu środków nie niszczących wartości wyznawanych idei.

Nie wiem. Im człowiek starszy, tym bardziej jest świadomy swojej niewiedzy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 13 listopada 2013 by in Prawa Człowieka and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d bloggers like this: