Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Zbrodnie pamiętane i zapomniane

Jarosław Kapsa

Mapa

Kresy to określenie nie geograficzne lecz mityczne. Stąd wszelka dyskusja o zbrodniach dokonanych na Kresach musi mitu dotykać. Był spór w Sejmie czy na Wołyniu doszło do ludobójstwa czy do czystki etnicznej… Podnoszono postulat by datę pierwszego masowego mordu Polaków przez Ukraińców podnieść do rangi dnia upamiętnienia męczeństwa kresowiaków…

Jest to taka klasyka środkowoeuropejska. Żyje na tym kawałku świata kilkadziesiąt narodów, przemieszanych kompletnie. Każdy z nich uważa, że „od zawsze” posiadał i cywilizował tu ziemie, każdy nosi w sobie traumę wspomnień potwornych zbrodni. Serbowie, Chorwaci, Ukraińcy, Polacy, Litwini, Tatarzy, Bułgarzy, Czesi, Rumunii…. Każdy z tych narodów powstał w oparciu o mit i przetrwał dzięki mitowi… W skrajnych wypadkach mit stał się motywem popychającym do okrutnych zbrodni.

Mój dziadek dosłużywszy się w ułanach stopnia wachmistrza, jako kombatant walk z bolszewikami, dostał pod Równem kilku hektarowe gospodarstwo. Osada Krechowiecka wyrosła na rozparcelowanym poligonie carskim, dla władzy miała być wzorcowym przykładem „stanicy polskiej na Kresach”. Wychowywałem się więc w rodzinnej atmosferze wspomnień o mitycznej stanicy, wyrosłej z potu i krwi, zgładzonej wojennym terrorem. Biblioteki moich stryjków zarosły setkami książek o zbrodniach na Wołyniu, a wszelka próba bronienia Ukraińców spotykała się z gniewnym oburzeniem. W czasach pożogi na Wołyniu został najstarszy z ojca braci… Przeżył i widział to co najgorsze, potem z oddziałów polskiej samoobrony przeszedł do NKWD-owskich batalionów istrebitelnych… To co robił tam oraz później w KBW, było – w rodzinnym micie – wyrównywaniem rachunków krwi.

Krwi zbilansować się nie da. Wielu z nas modląc się powtarza słowa o odpuszczeniu naszych win jako i my odpuszczamy swoim winowajcom. Potem w tym rachunku krzywd nasz zbiór okazuje się pusty, a krzywdy nam zadane dokładnie zliczone. Konflikty narodowościowe przypominają sprawy rozwodowe; wzajemne prezentowanie przed Trybunałem Narodów krzywd, przy przekonaniu każdej strony o wyjątkowości własnych krzywd i praw z nich wynikających.

Nie dotarłem nigdy do Równego, zresztą po Osadzie Krechowieckiej nie pozostało śladu. Moje podróże ukraińskie powielały mit „sienkiewiczowski”: Lwów (z obowiązkowym poznaniem Cmentarza Orląt), Kamieniec Podolski, Bar…

Podole było niegdyś sercem Kresów. Najżyźniejsza kraina Europy, spichlerz Rzeczypospolitej. I na tej ziemi zrodził się mit o Kresach, jako „raju utraconym”. „Pożoga” Zofii Kossak jest tego mitu wspaniałym przedstawieniem. Był raj krainy miodem i płynącej, gdzie w harmonii współżyli ludzie różnej religii i narodowości. Ten raj kwitnął dzięki polskiej cywilizacji, której ostoją były szlacheckie dwory. Szlachta uratowała ziemie podolską przed łupieżczymi najazdami Tatarów, przed Turkiem i Rusinem, przed kozackimi rabusiami. Szlachta wprowadzała postęp techniczny i upowszechniała kulturę. I ten raj polsko-szlachecki zniszczony został barbarzyństwem rewolucji. „Pożoga” w szczegółach pokazywała męczeństwo obrońców cywilizacji; barwny język tworzył niezapomniane obrazy… Obrazy wzorcowe dla kresowego mitu; wystarczy tylko daty zmienić, z okresu 1918-1921 na czas 1943-45 r by nadać im uniwersalną dla wszystkich ziem utraconych treść.

Aktualność zachowała też gorycz słów: Polska nas zostawiła…I wiary w swoisty mesjanizm: cierpienia przyniosą odkupienie, Polska wróci, wróci dawny raj…

Dlaczego Polska porzuciła Podole, tego nie da się logicznie wytłumaczyć. W końcu 1920 r konarmia Budionnego była w rozsypce, nie było siły militarnej zdolnej zatrzymać ofensywę polską. Dlaczego zatrzymano się (a nawet wycofano) nad Zbrucz, dlaczego zamiast oprzeć granice Rzeczpospolitej na starej twierdzy kamienieckiej, ograniczono się do austriackiej prowincji…?

Obawiano się problemów z asymilacją Ukraińców? Raczej wątpliwy argument, Podole było bardziej polskie, niż sąsiedni Wołyń; a świadomość nacjonalistyczna Ukraińców silniejsza pod Lwowem niż na podolskich czarnoziemach… Po rozejmie w Brześciu stało się Podole jeszcze miejscem odczuwalnej zdrady sojuszników. To tu żołnierze Petlury, ci którzy Zamość obronili przed rezunami Budionnego, którzy nie żałowali krwi broniąc Polski, żołnierze armii niepodległej Republiki Ukraińskiej, porzuceni przez polskiego sojusznika samotnie, desperacko ruszyli do ostatniego boju… Nastąpił pod Kamieńcem dramat „zimowego pochodu”, oznaczający koniec marzeń o wolności i suwerennym państwie… Polska zostawiła tak polskie-szlacheckie jak i ukraińskie-kozackie Podole.

Do Winnicy, gospodarczego centrum Podola, pojechałem w ramach współpracy samorządowej. Położone nad Bohem miasto było przez wieki portem, z którego wypływały pełne pszenicy łodzie. Na pszenicy rosły wspaniałe pałace, jak Tulczyn Potockich. Z pszenicy rodziła się miejskość Winnicy, o której do dziś świadczą klasycystyczne kamienice, hotele, kościoły, teatr. Wojna zniszczyła większość starego miasta, po wojnie przepełniono je standardowymi blokowiskami.

Jednym z ładniejszych miejsc jest zbudowany w latach 50-tych XX w park kultury i wypoczynku. Urokliwie urządzona zieleń, sztuczne stawy, fontanny, wdzięczne pawiloniki. Tu latem odbywają się festyny, rozlega się śpiew, śmiech, dziewczyny wirują w tańcu… Park zdobi pomnik żołnierza, kto zna rosyjski doczyta się dedykacji czekistom…

Spod urządzonej zieleni, gdzieniegdzie wystają dziwne szczątki płyt i obmurowań. Był tu cmentarz katolicki, w dawnej kaplicy cmentarnej jest magazyn grabi i łopat. Ale nie tylko groby cmentarne, wymurowane i opłakane przez bliskich, kryje parkowa ziemia. W lipcu 1943 r wydawana przez okupanta niemieckiego „gadzinowa” polska prasa poinformowała o odkryciu w Winnicy 30 masowych grobów ofiar sowieckich. „W rozkopanych grobach ciała i kości pomordowanych leżą całymi stosami. (…) ofiary były podobnie jak w Katyniu zabijane wystrzałem w kark, a następnie rzucane do dołów”. Odkryto 9432 ciała zamordowanych w latach 1937-38. Niemcy zidentyfikowali 679 ofiar, w tym 28 Polaków. Zbrodnia w Winnicy została opisana w 1951 r przez Józefa Mackiewicza. Pisarz podkreślał, że ten masowy mord nie był popełniony w okresie wojny, lecz w czasie pokoju. Nie dokonano tego pod wpływem nadzwyczajnych okoliczności, nie było tu improwizacji czy pospiechu. Spokojnie, metodycznie wymordowano blisko 10 tys ludzi, mieszkańców liczącej wówczas jedynie 70 tys ludzi Winnicy.

A ile z nich zmarło wcześniej, w latach „wielkiego głodu” ? Wszak na terenach spichlerza Europy doprowadzono do nieszczęścia głodu, zrabowano każde ziarno wyrosłe z najurodzajniejszej na świecie ziemi. Ze wspomnień rodzinnych zapamiętałem przerażający obraz. Tłumy wyglądających jak zjawy uciekinierów z Podola próbowały przedostać się przez graniczny kordon do polskiego Wołynia. Żywe szkielety, mężczyźni, kobiety, dzieci, starcy, z determinacją i rozpaczą szturmowały kordon; polscy pogranicznicy odganiali ich strzałami z karabinów…

Większość, zdecydowana większość, ofiar z masowych grobów w Winnicy to chłopi. Inteligencji, szlachty, burżuazji już tam w 1937 roku nie było; kto nie uciekł przed rewolucją, kto się nie sprzedał, miał małe szanse dożycia 1937 roku Niestety; blisko 10 tys zwykłych, ukraińskich chłopów, nikt nie nazwie „kwiatem narodu”, nikt nie wybuduje tu pomnika, nie będzie nad ich grobami organizował państwowych uroczystości. Chłopów mordowano wszędzie i zawsze, świat się przyzwyczaił.

Winnica jest dziś innym miastem niż przed wojną. Liczy 350 tys mieszkańców, ledwie co dziesiąta rodzina zakorzeniona tu jest od kilku pokoleń. Zdecydowana większość nie wie, lub nie chce wiedzieć o grobach pomordowanych, nie przeszkadza im, ze na miejscu kaźni jest park, nie widzi nic niestosowanego w pomniku Kata (NKWD-zisty) na grobie ofiar. I to jest normalne. Nie da się żyć w traumie.

Liczymy rachunki krwi na Wołyniu. Skrupulatnie, każde zarżnięte dziecko, każdego zarąbanego siekierą… Słowa przebaczenia może kiedyś padną, ale dziś ważniejszy jest rachunek. Bo to przeliczone dokładnie cierpienie daje nam większe prawa, uzasadnia naszą mesjanizm w nawracaniu Wschodu.

Krew na Podolu pozostała bezpańska. Ani polska, ani ruska, ani ukraińska.

Było tak. Unoszeni ambicjami ludzie budowali gdzieś na Morawach lub w Transylwani wieżę Babel wysoką do nieba. Bóg, każąc pychę odebrał im rozum i pomieszał języki. Tak powstało kilkadziesiąt narodów Europy Środkowej, a każdy z nich za najwyższą misje uznawał nienawiść do innego narodu. Dlatego na tym świecie, środkowoeuropejskim, pamięć o zabitych ofiarach ma sens tylko jako paliwo nienawiści. Każda inna ofiara zbrodni jest ze swej istoty do niczego nie przydatna.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 10 września 2013 by in Historia, Wojna and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d bloggers like this: