Fundacja Wolność i Pokój

Centrum Informacji

Organizacje pozarządowe jako grupy interesu (wstęp)

Dariusz Zalewski

NGOs jako grupy interesu (cały artykuł -pdf)

Organizacje Pozarządowe - baza

motto:
 
W moralności jest tak jak w naturze;
nie ma w istotach ludzkich nic tak doskonale dobrego,
żeby nie mogło komuś w społeczeństwie zaszkodzić,
ani też nic tak całkowicie złego,
żeby nie mogło okazać się pożyteczne dla jakowejś cząstki stworzenia.
Rzeczy bywają więc dobre i złe tylko w odniesieniu do czegoś innego
i w zależności od tego,
w jakim świetle i w jakim położeniu je umieścimy
Bernard Mandeville „Bajka o pszczołach”, str. 398

Wstęp

Jakiś czas temu piszący te słowa był świadkiem dość żenującej rozmowy o pieniądzach między szefową jednej z warszawskich organizacji pozarządowych deklarującej działalność na rzecz zaniedbanych dzieci, a dyrektorem dzielnicowego ośrodka pomocy społecznej, który to ośrodek był dysponentem publicznych pieniędzy przeznaczonych na wykonanie pewnego przedsięwzięcia badawczego z obligatoryjnym udziałem organizacji pozarządowych. Nie byłoby nic niestosownego w tej rozmowie gdyby nie fakt, że chodziło o publiczne pieniądze, kosztorys przedstawiony przez przedstawicielkę owej organizacji opiewał na znaczną kwotę zdecydowanie przewyższającą rynkowe stawki za wykonanie analogicznych usług, a organizacja przedstawiała się jako ta, która bezinteresownie służy pomocą dzieciom i młodzieży. Nie ulegało wątpliwości, że dyrektor OPS stał na straży racjonalnego wydania publicznych pieniędzy wskazując zarówno na zbyt wysokie stawki proponowanych usług, jak i zbędność niektórych działań, których jedyną funkcją wydawało się być podniesienie ogólnego kosztu przedsięwzięcia. Szczególnie przykro zabrzmiały słowa owej pani dyrektor w bardziej dyskrecjonalnej rozmowie, która była stwierdziła, że gdyby od niej cokolwiek zależało, to większość organizacji pozarządowych, jakie ona zna, nie otrzymałaby żadnych publicznych pieniędzy, gdyż zależy im tylko i wyłącznie na realizacji własnych interesów.

Niewątpliwie rzeczona organizacja nie była dobrym ambasadorem interesów środowiska III sektora, któremu winno zależeć na budowaniu takiego wizerunku w przestrzeni publicznej, który różniłby się zarówno od ‘kupieckości’ rynku, jak i ‘apodyktyczności’ państwa. Z pewnością jednak byłoby nierozsądne budowanie opinii o aktywności organizacji pozarządowych w oparciu o takie czy inne jednostkowe doświadczenia, bez należytej staranności zgromadzenia reprezentatywnego materiału empirycznego. Jednakże obserwując aktywność organizacji pozarządowych i konfrontując gromadzone doświadczenie z opisami III sektora w rozlicznych, mniej lub bardziej specjalistycznych, publikacjach można doznać nieprzyjemnego uczucia poznawczego dysonansu, gdyż, z jednej strony, możemy dowiedzieć się o takich praktykach działania, których podstawową przesłanką jest chęć realizacji subiektywnej użyteczności, a z drugiej, ciągle słyszymy o chęci praktykowania wspólnego dobra, budowania społeczeństwa obywatelskiego, bezinteresownej pomocy bliźniemu etc. Zwykle zdrowy rozsądek w takich sytuacjach nakazuje powściągliwość w wyrażaniu opinii, a bardziej naukowa refleksja podpowiada, że strukturalne zróżnicowanie świata ma swoje uzasadnienie m.in. w odmienności motywów, jakimi kierujemy się podejmując określone działania. Krótko mówiąc, i nieco trywializując, świat nie jest czarno-biały i z pewnością aktywność organizacji pozarządowych z ich zróżnicowanymi celami, motywami czy intencjami działania poszczególnych członków organizacji składa się na jego wielobarwność.

Przedmiotem mojego zainteresowania nie jest mniej czy bardziej wierna rekonstrukcja III sektora, a raczej koncentracja uwagi na tych aspektach aktywności organizacji pozarządowych, które pozwalają dostrzec w nich zorganizowane grupy interesu. Takie podejście wydaje się być metodologicznie uzasadnione, aby uwypuklić pewien punkt widzenia, choć należy pamiętać, że nie tworzy on kompletnego obrazu analizowanej rzeczywistości, a stanowi tylko jeden, nawet jeśli bardzo ważny, z jej elementów.

Zwrócenie uwagi na organizacje pozarządowe jako grupy interesu należy potraktować jako próbę dążenia do zachowania równowagi w opisie i ocenie aktywności III sektora ze względu na tę prostą okoliczność, że zwykle sektor ten przedstawiany jest jako miejsce aktywności obywatelskiej, dla której liczy się przede wszystkim to, co składa się na etos służby publicznej, praktykowanie ludzkiego miłosierdzia, budowanie pozytywnych relacji społecznych korzystnych dla innych etc., skrywając to wszystko, co mogłoby świadczyć o zabieganiu o tak czy inaczej rozumiany interes własny. Dość charakterystyczne jest to, że problematyka III sektora jest rozwijana w ramach rozmaitych gremiów, które wbudowane są w strukturę akademickiej nauki pod nazwą zakładów społeczeństwa obywatelskiego, pracowni społeczeństwa obywatelskiego etc., a podstawowymi narzędziami służącymi jego analizie są tzw. teorie społeczeństwa obywatelskiego, a nie teorie grup interesu. Nie brakuje oczywiście publikacji, w których autorzy próbują odpowiedzieć na pytanie, czy organizacje pozarządowe to grupy interesu czy pożytku publicznego (zob. P. Gliński, 2006), oraz takich, w których dość skrupulatnie bada się motywy aktywistów III sektora (zob. G. Chimiak, 2006). Kłopot jednak w tym, że często mamy do czynienia z czymś w rodzaju ‘zaklinania’ społecznej rzeczywistości, która przecież nie stanie się bardziej ‘obywatelska’ od nieustannego przypisywania cnót wszelakich organizacjom pozarządowym bez względu na empiryczne doświadczenie, które mogłoby przeczyć obywatelskiemu posłannictwu ngo’s, nawet jeśliby miałoby ono dotyczyć tylko części organizacji III sektora.

Wychodząc z założenia, że nic tak dobrze nie służy nauce, jak otwarty dyskurs, proponuję przyjrzeć się współczesnym organizacjom pozarządowym w Polsce jako zbiorowym depozytariuszom partykularnych interesów i wbrew zarówno zatroskaniu admiratorów organizacji pozarządowych, którzy dostrzegają w nich główne źródło społeczeństwa obywatelskiego, jak i wbrew uciesze tych, którzy w ich partykularyzmie upatrują podstawowej trudności w budowaniu owego społeczeństwa, pragnę zauważyć, że uwzględnianie partykularnych interesów nie jest niczym osobliwym w rozważaniach nad działalnością III sektora w kontekście wyłaniania się takiej czy innej postaci społeczeństwa obywatelskiego. Wystarczy sięgnąć do klasycznych opracowań z zakresu filozofii społecznej, uwzględniając takich chociażby badaczy, jak Adam Smith, Adam Ferguson, Karol Marks czy Georg Hegel, by przekonać się, że dość osobliwie raczej brzmią te argumenty, zgodnie z którymi aktywność obywatelską utożsamianą z realizacją dobra wspólnego należy oddzielić od działalności na rzecz realizacji partykularnych interesów. Dobór powyższych nazwisk luminarzy nauki nie jest przypadkowy, choć czym innym była dbałość o partykularne interesy dla przedstawicieli szkockiego Oświecenia – i z pewnością niesprzeczna z ideą budowania społeczeństwa obywatelskiego rozumianego jako dobro wspólne, a czym innym dla Marksa czy Hegla, dla których społeczeństwo obywatelskie to przede wszystkim gra partykularnych interesów niemożliwa do pogodzenia z dobrem wspólnym reprezentowanym, jak w przypadku filozofii Hegla, przez państwo.

Nie musimy w tym miejscu rozstrzygać, czym jest społeczeństwo obywatelskie i jaka jest rola organizacji pozarządowych w jego urzeczywistnianiu, gdyż na ten temat powstało wiele bardzo kompetentnych tekstów, także w języku polskim (por. np. J. Szacki, 1997, str. 5-62). Wystarczy, jeśli zwrócimy uwagę na fakt, że pomijanie w dyskursie o współczesnym społeczeństwie polskim partykularnych interesów organizacji pozarządowych ma poważne konsekwencje zarówno teoretyczne, jak i praktyczne.

Jeśli chodzi o te pierwsze, to istnieje poważne niebezpieczeństwo utrwalania się redukcjonistycznego podejścia do organizacji pozarządowych polegające na eksponowaniu ich funkcji społecznych i przedstawianiu tychże organizacji jako ‘szermierzy’ dobra wspólnego, bez względu na empiryczne ustalenia mniej lub bardziej usystematyzowanych badań czy doświadczeń, które wskazują, że partykularne interesy stanowią istotną przesłankę podejmowanych działań. Ale biorąc pod uwagę fakt, na co zwracał uwagę przed kilkoma wiekami Bernard Mandeville, że dobro wynurza się i wykluwa się ze zła równie naturalnie jak kurczęta z jajek (zob. B. Mandeville, 1957, str. 85), analiza III sektora w kategoriach partykularnych interesów nie musi przecież oznaczać zamachu na podstawową ideę społeczeństwa obywatelskiego, a czyni ją bliższą ludzkim namiętnościom, gdyż wielu ludzi naprawdę wierzy w to, przywołując raz jeszcze wymowę tekstu B. Mandevilla, że niemożliwe jest, aby człowiek życzył innemu lepiej niż sobie, chyba że uważa za niepodobieństwo samemu osiągnąć urzeczywistnienie tych życzeń (zob. B. Mandeville, 1957, str. 131).

Jeśli chodzi o praktyczne konsekwencje pomijania w dyskursie publicznym partykularnych interesów organizacji pozarządowych, to istnieje m.in. poważne niebezpieczeństwo utrwalania się podziałów czy niechęci między przedstawicielami administracji publicznej, których opinie o III sektorze budowane są w oparciu o bezpośrednie doświadczenia kooperacji – także tych złych, nawet jeśli takich przypadków nie byłoby zbyt wiele – a działaczami III sektora, którzy często, i nie zawsze słusznie, przedstawiani są jako bezinteresowni demiurdzy dobra wspólnego, którym przeszkadza biurokratyczny egoizm i nieracjonalne przywiązanie do procedur biurokratów ze szkodą dla osiągania określonych celów publicznych i budowania społeczeństwa obywatelskiego, cokolwiek termin ten miałby znaczyć1. Innymi słowy, dość stronnicze analizy ngo’s mogą wywoływać irytację wśród praktyków życia publicznego – tym większą, im bardziej ich doświadczenie nie przystaje do powielanych opisów aktywności i funkcji sektora pozarządowego.

Dobrze byłoby zatem odwołać się do takich kategorii analitycznych, ale też i poszukać takiej płaszczyzny konwersacji między stronami, aby przezwyciężać rozmaite podziały budowane w znacznym stopniu na stereotypach, które, śmiem twierdzić, wzmacniane są dość jednostronnymi opisami aktywności III sektora w Polsce. Jakimś rozwiązaniem wydaje się być rezygnacja z przypisywania określonym strukturom (i ich podmiotom) życia publicznego dbałości albo o interesy wspólne, albo o prywatne w myśl zasady, że dbałość o partykularne interesy nie musi być sprzeczna z dbałością o dobro wspólne. Innymi słowy, jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało, możliwe wydaje się praktykowanie altruistycznego egoizmu czy też egoistycznego altruizmu. Interesującym empirycznie pytaniem jest, czy z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce, tj. czy partykularyzm przynajmniej jakiejś części organizacji pozarządowych jest do pogodzenia z realizacją dobra wspólnego.

1 J. Szacki zauważa, że Nawet najbardziej żarliwi wyznawcy idei społeczeństwa obywatelskiego nie przeczą, iż sięgnęli po termin niepokojąco wieloznaczny i pojęcie, które jest w widoczny sposób ‘niedoteoretycznione’ i ‘socjologicznie niedorozwinięte’ (J. Szacki, 1997, str. 6).

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on 9 kwietnia 2013 by in Pieniądze and tagged .

Zasady kopiowania z witryny FWiP

Wszelkie materiały publikowane w Centrum Informacji FWiP publikowane są na zasadach licencji Creative Commons 3.0 BY-NC (Uznanie Autorstwa - Użycie Niekomercyjne) chyba, że jest zaznaczone inaczej.

Odpowiedzialność za treść artykułów

Artykuły są wyrazem poglądów ich Autorów. Za treść przedruków, ogłoszeń itp., jeśli nie jest zaznaczone inaczej, odpowiada redaktor odpowiedzialny. Dokumenty i stanowisko Fundacji Wolność i Pokój muszą być sygnowane przez władze Fundacji zgodnie z jej Statutem

Kontakt z redakcją witryny FWiP

%d bloggers like this: